Encyklopedja Kościelna/Frank Jakób Józef Lejbowicz

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Encyklopedja Kościelna (tom V)
Redaktor Michał Nowodworski
Data wydania 1874
Drukarz Czerwiński i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Indeks stron

Frank Jakób Józef Lejbowicz, sławny reformator żydów polskich i założyciel sekty antytalmudystów, soharystów, albo frankistów. Dzieje jego pełne są baśni i legend, które Franka czynią postacią mystyczną. Ur. się na Podolu, we wsi Korolówce, około r. 1727, (inni podają r. 1712), z ojca rabina. W niemowlęctwie wywieziony do Czerniowic na Bukowinie, a w 13 r. życia z rodzicami przeniósł się do Bukarestu. Z początku okazywał więcej pociągu do handlu, niż nowatorstwa religijnego; dopiero gdy wpadły mu w rękę dwie książki, pisane przez wyznawców sekty sabatjanów, czyli szabsaćwinników[1], zaczął myśléć o roli reformatora. Czuł wstręt do talmudu, czytał Biblję i oddawał się kabale. To usposobienie zbliżyło go do resztki szabsaćwinników, którzy schronili się do Saloniki. Frank ich odwiedził, a potem zamieszkał w Smyrnie i stale przybrał to nazwisko, którém na wschodzie mianują każdego europejczyka. R. 1752 ożenił się w Nikopolis z czternastoletnią Anną (Chaną), córką Tobjasza (Frenka Towja), i trudnił się handlem drogich kamieni, futer, wyrobów jedwabnych i t. p., w czém dobrze mu się powodziło, bo miał sklepy w Nikopolis, Smyrnie, Dżiurdżi, oraz winnice i owczarnię, liczącą kilkadziesiąt tysięcy owiec. R. 1754 po raz pierwszy wystąpił, jako rozsiewacz zasad Sabbatiego, czyli Szabsa-Ćwi; przyjął pozornie mahometanizm i zaczął propagandę na Wołoszczyznie, Multanach i w Węgrzech. W półtora roku przeniósł się na Bukowinę, jako żyd antitalmudysta, nie przyznając się wcale do nowo przybranej wiary. Jeździł po miasteczkach Podola, nauczając kabały i ostrożnie podając domysł, że jest messjaszem, że mu Eljasz prorok kazał iść do Polski. Z powodu kłótni z talmudystami musiał uciekać do Chocimia. Wtedy też potajemnie inne miasta nawiedzał, a nawet był we Lwowie i w Warszawie. Kilku rabinów i całe gminy w Lanckoronie, Busku, Opocznie przeciągnął na swą stronę, ale i w ogóle doznał silnego oporu od talmudystów, którzy w ministrze Brühl’u znaleźli opiekę. Żydzi w Kamieńcu oskarżyli go jako zbiega. Nuncjusz papiezki, zapytany przez Brühla o zdanie, oświadczył, że jakkolwiek nauka Franka zbliżona do chrystjanizmu, ale jest ciemną i może złudzić słabo ugruntowanych chrześcjan; zatém więcej z niej dla religji należy spodziewać się strat, niż korzyści. Te przeciwności tak dalece zraziły Franka, iż myślał o powrocie do Saloniki, gdy w tém nadspodziewanie znalazł opiekuna w Mikołaju Dembowskim, bpie kamienieckim. Ten z innej strony zapatrywał się na reformę żydów, bo sądził, że ci raz przyjąwszy, choćby pozornie, wiarę chrześcjańską, w następnych pokoleniach zleją się z katolikami. Pozwolił więc w swym konsystorzu na publiczne dysputy frankistów z talmudystami, które miały być drukiem ogłaszane, a dla braku czcionek hebrajskich, lub z innych powodów, jedna tylko część po śmierci Dembowskiego wydaną została p. t. Coram judicio Rmi Nicolai de stemmate Jelitarum a Dembowa Góra Dembowski... pars III, De decisoriis, Processus inter infideles Judaeos Dioecesis Camenecen. in materia judaicae eorum perfidiae aliorumque mutuo objectorum, A. D. 1758, die 3 Octob. Frank ani w Kamieńcu, ani we Lwowie, wcale się nie mieszał do dysput, z daleka tylko radził, a potém pompatycznie wjeżdżał do miasta, gdy już tryumfu był pewny. Po bóżnicach wyklinali go żydzi, zakazywali jego zwolenników przyjmować do domów, sprzedawać im żywność, i różne ohydne potwarze na nich rzucali. Intrygami swemi dokazali, że gdy Frank r. 1757 przyjechał na jarmark do Lanckorony, został tam do więzienia wtrącony, wraz z wielu swymi wyznawcami. Wprawdzie nazajutrz wypuszczono go, poczém udał się do Chocimia, ale jego uczniowie przytrzymani, oddani byli pod sąd bpa kamienieckiego. Frank przez tajemnych posłów zalecał im, aby tam stanowczo twierdzili, iż wierzą w Trójcę Ś. i Talmud odrzucają. Ta rada mistrza przydała się, bo ich bp uwolnił. Wypuszczeni z więzienia, w Kopyczyńcach zjechali się z Frankiem, który im oznajmił, iż dwunastu lub trzynastu z nich koniecznie musi się ochrzcić. Tu znowu Frank uwięziony został; lecz w tydzień uwolniony przez sąd biskupi, chociaż ostateczne wyrzeczenie władzy duchownej o zasadach jego wiary jeszcze nie zapadło. Nastąpiło to dopiero 14 Paźd. 1757 w konsystorzu kamienieckim. Frank osobiście nie stawał, ale bacznie zdala śledził postęp sprawy i dawał swym zwolennikom instrukcje, jak się mają bronić; sam zaś przebywał wtedy w Rohatynie nad Dniestrem. Tu dowiedział się o przychylnym wyroku, którego treść ta była: wolno jest frankistom, spisawszy punkty główne swej wiary, publiczne toczyć rozprawy z talmudystami, którzy przedtem winni są zwolennikom Franka wypłacić 5,000 złotych, tytułem szkód i poniesionych kosztów, oraz 154 czerw. złot. na naprawę katedry w Kamieńcu; Talmud nakazano znieść w Kamieńcu i publicznie spalić ręką mistrza sprawiedliwości. Król August III, potwierdzając w całości ten wyrok bpi, r. 1758 wydał frankistom list bezpieczeństwa, dozwolił handlu w rzpltej i w Saksonji, i opieką swą zaszczycił. Dobrze się więc wiodło frankistom przy protekcji bpa Dembowskiego, po którego śmierci, r. 1757 przypadłej, lękając się ministra Brühla, zjednali sobie względy Wład. Łubieńskiego, prymasa, i wtedy odbyli po raz drugi publiczne dysputy we Lwowie r. 1759, opisane szczegółowo przez ks. Awedyka (Kazanie po dysputach contr—w dystówtalmudystów, we Lwowie etc. 1763) i ks. Pikulskiego (Złość żydowska, Lwów 1760). Zwycięztwo było zupełne, skutkiem czego przeszło tysiąc żydów oświadczyło chęć przyjęcia chrztu św. Wtedy dopiero Frank wjechał, wspaniale do Lwowa, gdyż na owych dysputach wyręczał się zastępcą, Ignacym Moliwdą. Wkrótce ochrzczono we Lwowie niektórych frankistów, a nawet samego Franka skłoniono do przyjęcia chrztu z wody (19 Wrz. 1759), lubo koniecznie chciał tego dopełnić w Warszawie, do której udał się z 30 towarzyszami, wpierw urządziwszy swą gminę lwowską. W Lublinie żydzi przywitali go gradem kamieni, za co wyrokiem trybunału skazani zostali na zapłacenie 3,000 grzywien. Stanąwszy w Warszawie, Frank oddał wizyty wszystkim znaczniejszym magnatom, a następnie 25 Listop. Załuski, bp kijowski, dopełnił chrztu św.; król zaś, przez Bratkowskiego, szambelana, był ojcem chrzestnym. Ks. missjonarze około tegoż czasu chrzcili wielu innych frankistów, a najznakomitsi panowie byli ich ojcami chrzestnymi i hojną zaopatrywali ich jałmużną. Żona Franka później chrzest przyjęła w archikatedrze lwowskiej, gdyż w czasie pobytu męża w Warszawie odbywała słabość i porodziła mu córkę Ewę. Lecz niedługo potem przekonano się o zbyt podejrzanej wierze Franka i jego zwolenników: sześciu bowiem z jego uczniów, przyszedłszy we Lwowie do ks. Pikulskiego, zeznali, iż Frank im mówił, że widział antychrysta w Salonice i z nim rozmawiał, że sąd ostateczny jest bliskim, że Messjasz tai się w pewnej osobie (siebie zapewne rozumiał) i że się wkrótce okaże światu w bogactwie i zaszczytach, i nakoniec, że jakieś znaki niebieskie widziano nad Frankiem. Pikulski spisał te zeznania i odesłał je konsystorzowi lwowskiemu, a ten znowu posłał je do Warszawy. Tu rozpoczęły się sądy i badania, poczem Franka osadzono w klasztorze bernardynów. Wyrok tymczasowy zapadł 1 Marca 1760 r., a że Frank przyznał się do zarzutów mu czynionych, więc, przez wzgląd na wpływ jego na swych zwolenników, wysłano go na wolne mieszkanie do Częstochowy. Innych frankistów odesłano do miejsc ich pochodzenia, lub użyto do sypania wałów fortecznych w Częstochowie. Trwało to do końca konfederacji barskiej. Wtedy Frank, czując się wolnym, wyjechał przez Morawję i Czechy do Wiednia, gdzie tak wystawne prowadził życie, iż po kilka tysięcy złot. dziennie wydawał. Cesarzowa Marja Teresa chcąc go dla tego w swych państwach zatrzymać, wyznaczyła mu mieszkanie w Bernie, w Morawji. Od Józefa II nie doznawał tych względów, a nawet musiał Austrję opuszczać, i r. 1788 znalazł przytułek u księcia Isemburgskiego, który mu swój własny pałac w Offenbach wynajął. Tu żył jeszcze okazalej: tysiąc soharystów miał przy swym dworze. Bywał każdej niedzieli w kościele katol., o ćwierć mili od pałacu odległym, w Bergel, i tu Mszy św. słuchał, leżąc na drogim dywanie. Pomimo tego inne obrządki religijne odbywał za miastem, w polu. Paraliżem tknięty, umarł w późnej starości 9 Grud. 1791, chociaż zwolennicy wierzyli, iż śmierci on nie ulegnie. Pogrzebany był nie po katolicku. Zostawił dwóch synów: Józefa i Jakóba (zwanych Frei; zginęli oba w Paryżu pod gilotyną), i córkę zamężną za Jerzym Marcinem Lubomirskim. Frank nie pozostawił po sobie dzieła, któreby obejmowało całość jego nauki, owszem, ukrywał przed publicznością swoje zasady, samym tylko wybranym je objawiając. Ztąd trudno jest dociec jego dogmatów. Na dysputę w Kamieńcu r. 1757 podał następujące tezy: 1) My wierzymy, cokolwiek Bóg w Starym Test. kazał wierzyć. 2) Pisma ś. rozum ludzki bez łaski boskiej skutecznie pojąć nie może. 3) Talmud, niesłychaném pko Bogu bluźnierstwem napełniony, powinien być odrzucony. 4) Jeden jest Bóg, wszech rzeczy Stworzyciel. 5) Tenże Bóg we trzech Osobach, naturą nierozdzielny. 6) Bóg może wziąść na się ciało ludzkie i być podległym wszelkim ułomnościom, prócz grzechu. 7) Jeruzalem miasto, podług proroctwa, już nie będzie odbudowane. 8) Messjasz, w Piśmie św. obiecany już nie przyjdzie. 9) Sam Bóg przekleństwo spadłe na pierwszych rodziców i ród ludzki zniesie; i ten to jest prawdziwy Messjasz, Bóg wcielony. W tezach rozbieranych we Lwowie r. 1759, Frank jeszcze bardziej zbliżył się do zasad chrystjanizmu. Te były: 1) Proroctwa wszystkich proroków o przyjściu Messjasza już się spełniły. 2) Messjasz był Bóg prawdziwy, któremu imię Adonaj; ten wziął ciało nasze i wedle niego cierpiał dla odkupienia i zbawienia naszego. 3) Od przyjścia Messjasza prawdziwego ofiary i ceremonje ustały. 4) Krzyż ś. jest wyrażeniem Trójcy Najśw. i pieczęcią Messjasza. 5) Każdy człowiek powinien być posłuszny zakonowi Messjasza, bo w nim zbawienie. 6) Do wiary w Messjasza króla dojść można tylko przez chrzest. Pomimo tych zdań, wziętych z cbrześcjaństwa, Frank nie wierzył po chrześcjańsku i nie miał szczerej chęci przywiedzenia żydów do Zbawiciela. W duchu sekciarskim szukał własnego interessu, a chrześcjan łudził nadzieją nawrócenia synów Izraela. W obec swych zwolenników, o sobie wyrażał się, iż ma posłannictwo od Boga, że jest istotą wyższą nad Mojżesza, Salomona, a nawet Chrystusa, siebie podawał za Messjasza i za takiego też mieli go uczniowie: nawet między sobą opowiadali cuda przez niego zdziałane, uzdrowienia i niby jakieś wskrzeszenie trzechletniego dziecka w Częstochowie. Zawsze słuchaczom przyrzekał wyjawić jakąś rzecz skrytą, przez co utrzymywał ich przy sobie. Wrażał im wiarę w swą nieomylność i konieczność uczęszczania na jego nauki. „Gdy będziecie słuchali 99 razy, a jeden tylko raz nie, to wszystko za nic. Gdy powiem wam, że ziemia jest złota, powinniście wierzyć i nic nie mówić. Ja jestem poseł od Boga. Bezemnie żadnej rzeczy nie może nikt otwierać“. Chociaż odrzucał Talmud i ogłosił się jego nieprzyjacielem, jednak sam przesiąkł jego bałamutnym duchem. Rękopism nauk Franka, jaki Skimborowicz miał w ręku, obejmował wiele niedorzeczności, zwłaszcza o śmierci i życiu przyszłém. O najwyższej istocie nauczał, że są trzej bogowie i czwarty Bóg bogów, od którego on jest posłany. Adam, według niego, nie był pierwszym człowiekiem, ale nim się nazywa dla tego, że przed nim byli tacy ludzie, co żyli po 8,000 i 9,000 lat; Adam zaś nie żył tysiąca lat: on był pierwszym, któremu się lata pomniejszyły. Wiele innych niedorzeczności, przeciwnych częstokroć zdrowemu rozumowi, wypowiadał Frank swym zwolennikom w stylu napuszonym, naśladującym wschodni. Używał nadto przenośni, znanych zapewne samym tylko wtajemniczonym; ztąd trudno, albo raczej nie podobna sformułować jego nauki dogmatycznej. Moralne zasady równie dziwaczne i zgubne. Zemsty nie uważał za występek; uczył zdobywania bogactw podstępem; krzywo i mądrze chodzić zalecał; podstęp zwał tylko fortelem; pochwalał oszustwo; słowem, nie przestał być żydem, w którym Talmud pomieszał wszystkie wyobrażenia i zatarł prawo natury. Chrześcjaństwo miał w potajemnej nienawiści, ale powierzchownie trzymał go się w własnych widokach, a nawet w środkach propagandy naśladował Chrystusa Pana, lubo i tu sparodjował Ewangelję, gdyż, prócz 12 apostołów, wybrał 12 kobiet apostołek. Utworzył sektę do chrześcjaństwa zbliżoną, bo widział i czuł wzgardę, jaką wszyscy okrywali żydów za ich Talmud. Na wzór więc Szabsa Ćwi, chciał F. współwyznawcom swym zjednać szacunek, przez przyjęcie form zewnętrznych religji panującej w tym lub owym kraju, pod warunkiem, by sercem i przekonaniem trzymali się prawa mojżeszowego. W Turcji zatem przyjął wiarę mahometańską, a w Polsce katolicką. Wdrażał swym uczniom: „Jakób św. czcił Pana swego w cudzym Bogu, tak i my powinniśmy czcić swego Pana; żebyśmy czcili, trzeba, abyśmy się wyzuli ze wszystkich nauk, wiar, tylko szli za nim.“ Ciągle wychwala Jakóba za oszukanie Ezawa i ojca, bo mu to było potrzebne do wpajania głównej zasady, przyjmowania form obcej religji. Gdy mu się udało zyskać zwolenników, pomyślał o propagandzie na własną rękę, a nawet ośmielił się udawać za Messjasza, wyższego od Chrystusa. Nie miał jednak nauki i zdolności sformułować zasady swej wiary. Zdania i dogmaty z różnych religji zgromadził bez krytyki i najnieumiejętniej zestawił. Chociaż wypierał się kabały i talmudu, jednak wierzył w fatalizm, sny i kabałę. Zwolenników mógł znaleść tylko w gminie żydowskim, i miał ich za życia bardzo wielu, zwłaszcza w Polsce. Czy dziś znajdują się frankiści, trudno powiedzieć. Zdaje się, że już prawie wszyscy w dalszych pokoleniach zostali katolikami, lub wrócili do Talmudu. O Franku wielu u nas pisało, lecz dorywczo. Hip. Skimborowicz w oddzielnej broszurce nieco więcej podał szczegółów i dosłowne wyjątki z nauk tego reformatora; ale wyznać należy, że to jeszcze mało do uczynienia sobie o Fr., jego nauce i wpływie na żydów dokładniejszego pojęcia, Broszura ta nosi tytuł: Żywot, skon i nauka Jakóba Józefa Franka, ze współczesnych i dawnych źródeł, oraz z 2 rękopismów, Warsz. 1866, z ryciną, przedstawiającą Franka na katafalku po śmierci. Do jej napisania autor użył 48 dziełek, których wykaz podaje. X. Z. Ch.

Przypisy

  1. Szabsa-Ćwi, urodzony w Smyrnie r. 1625, ogłosił się messjaszem roku 1649; prześladowany przez rabinów, schronił się do Tessalji, potém do Jerozolimy. Ztąd wysyłał odezwy, że nadszedł czas przywrócenia żydów do znaczenia i potęgi dawnej. Następnie udał się do Konstpola i tu go uwięziono. Odwieziono go do Adrjanopola, gdzie w obec sułtana przyjął islamizm; lecz gdy obok tego zachowywał stary zakon, wysłany został do twierdzy około Belgradu, gdzie um. r. 1670.