Edward Abramowski 1868—1918/Noty

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Konstanty Krzeczkowski
Tytuł Edward Abramowski 1868—1918
Pochodzenie Pisma. Pierwsze zbiorowe wydanie dzieł treści filozoficznej i społecznej
Data wydania 1924
Wydawnictwo Związek Polskich Stowarzyszeń Spożywców
Druk R. Olesiński, W. Merkel i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron


NOTY.

1. Życiorys powyższy oparty jest głównie na informacjach, otrzymanych od osób blizkich Abramowskiemu, poczęści na listach pisanych w różnych epokach życia. Za informacje, uwagi i wskazówki pragnąłbym na tym miejscu podziękować pp.: M. Abramowiczowi, J. Bekowi, J. Budkiewiczównie, A. Cygielstrejchowi, E. Chojeckiemu, F. Dąbrowskiemu, M. Dąbrowskiej, S. Dembemu, A. Dębskiemu, M. Dębskiemu, J. Dmochowskiemu, O. Einfeldowi, A. Górskiemu, W. Kamieńskiemu, H. Kołodziejskiemu, L. Krzywickiemu, S. Małkowskiemu, S. Michalskiemu, W. Michalskiemu, R. Mielczarskiemu, R. Minkiewiczowi, Z. Mysłakowskiemu, J. Okorskiej, Czesławowi, Kazimierzowi, Zenonowi i Zygmuntowi Pietkiewiczom, A. Przewóskiej, W. Radwanowi, M. Rapackiemu, L. Rajchmanowi, R. Radziwiłowiczowi, Anieli i Erazmowi Samotyhom, T. Szturm de Sztremowi, H. Suchorzewskiemu, E. Waryńskiej, J. Wolskiemu, S. Wolffowi i S. Żeromskiemu.
Zamierzony przedruk listów Abramowskiego odkładamy do tomów późniejszych, gdyż wydawcy spodziewają się jeszcze otrzymać pewną ich ilość.
2. Abramowski w r. 1902 napisał swoją autobiografię do „Słownika pisarzy polskich“, opracowywanego przez p. Stefana Dembego. Dzięki uprzejmości p. S. Dembego drukujemy ją w całości:
Urodziłem się 1868 r. 17 sierpnia we wsi Stefanin, w gub. Kijowskiej, pow. Wasylkowskim. Imiona rodziców: Edward i Jadwiga Beynarowicz. Od 1879 do 1885 r, jestem w Warszawie — przechodzę kurs nauk gimnazjalnych w domu. W 1885 zapisuję się do uniwersytetu Krakowskiego na wydział przyrodniczy.
Od 1886 do 1889 jestem na wydziale przyrodniczym w Uniwersytecie Genewskim. W latach 1892—1896 przebywam kolejno w Paryżu, Londynie, Genewie; pracuję nad naukami społecznemi i psychologią.
Prace ogłoszone:
Z dziejów fermerów amerykańskich. Ateneum 1892.
Podstawy psychologiczne socjologji. Ateneum 1896.
Les bases psychologiques de la sociologie w Revue intemationale de la sociologie. 1896.
To samo w osobnem wydaniu Giard i Brière. Paryż.
Le matérialisme historique et te principe du phénomène social. Paris. G. i B. 1897.
Teorja jednostek psychicznych. (Przyczynek do krytyki psychologji współczesnej). Warszawa 1899.
Pierwiastki indywidualne w socjologji. Warszawa 1899. Wyd. Przegl. Filozof.
Dwulicowy charakter postrzeleń. Przegl. Filozof, roczn. I.
Co to jest sztuka. Przegl. Filozof, roczn. I.
O socjologicznem prawie retrospekcji Krauza. Przegl. Filozof, roczn. I.
Kilka słów o metodzie przy rozpatrywaniu kwestji jednostek psychicznych. Przegl. Filozof, roczn. III.
3. Jako charakterystyczny przyczynek do stosunków epoki podajemy w oryginalnem brzmieniu informacje departamentu policji o Abramowskim, odnalezione przez p. Abramowicza.
Spisok lic rozyskiwaiemych Diep. Policii 1897: Abramowskij Eduard — Osip Eduardow, rodiłsja w Kiiewie 17 awgusta 1867 g., dworjanin, syn ziemliewładielca dier. Stiepanowki, Wasilkowskago uiezda, Kiiewskoj gubernii, pierwonaczalnoje obrazowaniie połucził w odnoj iz Warszawskich gimnazij, zatiem sostojał budtoby, studientom Warszawskago Uniwiersitieta, no polnago kursa nie okoncził; imieiet otca Eduarda Wikientjewa, prożiwajuszczago w dier. Stiepanowkie, Wasilkowskago uiezda, u kotorago w posliednij raz był w 1891 godu, siestru Mariju Eduardowu, sostojaszczuju zamużem za Sigizmundom Pietkiewiczem, prożiwajuszczim w g. Warszawie na Wspólnoj ul., tietok: Gabriel — zamużem za Stanisławom Bujalskim, prożiwajuszczim w g. Warszawie na Ujazdowskoj alleie, w domie Nr. 35, Ekaterinu — po mużu Mienczinskuju, prożiwajuszczuju w Kiiewie na Zołotoworotskoj ulicie, w domie Iljinskago, i diadiu Alieksandra Abramowskago, prożiwajuszczago w Disnienskom uiezdie, Wilenskoj gubiernii, u dwojurodnago brata swoiego Juliana Abramowskago, ariendujuszczago tam imieniie.
Eduard-Osip Abramowskij wyiechał za granicu po pasportu, wydannomu iemu Warszawskim Ober-Policijmiejstierom 5 maja 1889 g. za Nr. 1297, i pierwonaczalno prożiwał w Szwiejcarii, otkuda w naczalie nojabrja 1889 goda piereiechał w Galiciju, gdie snoszienijami swoimi s mieslnymi riewoljucionierami nawliek na siebja podozrientie w prinadlieżnosti k socialno-riewoljucionnoj partii: w widu siego był ariestowan w Krakowie i 13/27 nojabrja togo-że goda udalien iz priediełow Awstro-Wiengrii na Prusskuju granicu.
Wozwratiaś poslie siego w Kiiewskuju gubemiju, połucził iz Wasilkowskago Uiezdnago Policiejskago Uprawlienija 30 maja 1890 g. za Nr. 39 godicznyj pasport, kotoryj po istieczienii sroka im nie był wozobnowlien. W 1891 g., prożiwaja w g. Warszawie po Jierusalimskoj ulicie, w domie Nr. 67/1582, żieniłsja na żitielnicie g. Radina, Siedleckoj gubernii, Stanisławie Moc, kotoraja w tom godu ili naczalie 1892 g. umierła.
Ostawajaś poslie smierti żieny w g. Warszawie, prożiwał tam u tiestja swoiiego Moca, zawiedywajuszczago piwowariennym zawodom, a w fiewralie 1892 g. biez pasporta wyiechał wtoriczno zagranicu i pierwonaczalno prożiwał w Giermanii, a zatiem w Sientjabrie posieliłsja w Pariżie, gdie sostojał w osobienno blizkich snoszenijach s izwiestnym emigrantom Alieksandrom Dembskim.
26 diekabrja/7 janwarja 1892/93 g. podwiergnut w Pariżie obysku i ariestu, a wsled zatiem wysłan iz priediełow Francii w Angiiju. Posieljaś w Londonie, zaboliel czachotkaj, pocziemu siestra iego Pietkiewicz namieriewałaś poiechat’ tuda, cztoby prowiesti bolnogo brata w imieniie otca dier. Stiepanowku, Wasilkowskago uiezda.
Eduard-Osip Abramowskij podleżit priwlieczeniiu w kaczestwie obwiniajemago k doznaniju, proizwodjaszcziemusja w g. Warszawie po diełu o tajnom soobszcziestwie „Prolietariat“.
W fiewralie 1895 godu Abramowskomu prożiwajuszcziemu w Żieniewie, Chemin de la Cluse, 4, na podannoie im proszeniie o razrieszienii wozwratitsja w Impieriju objawlieno czto tak kak kromie samowolnoj otłuczki biez pasporta zagranicu, on obwiniaietsja ieszczie i w gosudarstwiennom priestuplenii, to, po wozwraszczenii w Rossiju, budiet priwlieczien k doznaniju i po wyjasnienii stiepieni winownosti, podwiergnut sootwietstwiennomu nakazaniju. Abramowskij wyraził sogłasije wozwratitsja na izłożiennych usłowiach.
Primiety jego: rosta 1 m. 67 s., chudoszczawyj, wołosy i browi swietłorusyie, głaza gołubyje, lico prodołgowatoie, czistoie, nos i rot umierennyie, podborodok krugłyj, boroda ryżiewataja, wołosy wsiegdaw bezporjadkie, pochodka porywistaja, goworit protjażno i memnogo zaikaietsja, osobych primiet nie imieiet.
Na marginesie: Obyskat’ i otobraw licznyie dokumienty, wydat prochodnoie swidietielstwo dlja sliedowanija w gor. Warszawu, w rasporjażeniie Nacz. miestn. Gub. Żandarm. Upr. uwiedomiw o cziem Diepart. Policii. Fotogr. kart. razosłat’.
4. Notatki własne Abramowskiego, zawierające obserwacje, dokonywane nad sobą podczas trwania gorączki. Jak zaznaczyliśmy w tekście maja one dla tej epoki wartość autobiograficzną (18. X 1914).
Gorączka (38.5—39). Przedmioty otaczające zaczynają robić się mgliste, o konturach zmiennych — to zwiększają się, to zmniejszają się. Przestrzeń także zmienia się. Zwykle robi się większa, perspektywa dalsza, ściany rozsuwają się. Żeby odnaleźć przestrzeń normalną i przedmioty zwykle, trzeba zamknąć oczy na parę minut, po otworzeniu widzi się przez chwilę dawny porządek. Przedmioty nie są martwe, mają swoje życie i wyrazy, mają twarze swoje, bardzo charakterystyczne, twarz kanapy, fotela szczególnie: małe rzeczy nie mają takich wyrazistych twarzy. Między nimi jest jakaś wymiana myśli, jak gdyby opowiadały sobie o czemś. Czasem śmieją się — śmiech nie słyszy się, ale się widzi. Najczęściej śmieje się fotel. Śmiech jest nieprzyjemny, urągający, w nocy straszny. Między mną a rzeczami jest jakiś związek głęboki, tak jakbym odczuwał w nich swoją własną istotę. W chwili największego rozgorączkowania jest zupełny panteizm sui generis. „Ja“ wypełniam cały pokój, nie ograniczam się do ciała swego, jestem wszędzie, we wszystkich rzeczach, nawet najmniejszych; palę się w lampce, rozpościeram się w ścianach, ulatniam się w kółkach dymu, jestem kwiatami, wodą, zegarkiem, wszystkiem. W nocy, kiedy zasypiam, a raczej kiedy drzemię, ten związek staje się niemal organiczny — przedmioty z którymi stykam się, poduszka, kołdra, łóżko, stają się jakby częścią mego ciała — każda zmiana w położeniu tych rzeczy odczuwa się jako zmiana wewnętrzna, cenestezyjna, szuka się ulgi w nowem umieszczeniu poduszki np., albo przeciwnie z niej pochodzi cierpienie. Na tem tle powstają zmory snu. Zmora jest wtedy gdy w jakiejś rzeczy, prawdziwej lub urojonej, jestem ja uwięziony, a jednocześnie ja drugi mogę obserwować tego uwięzionego, starać się mu pomóc; przytem sen jest wtedy tak płytki, że jednocześnie z tem widzę rzeczywiste otoczenie, a jeżeli nie widzę to zdaję sobie zeń sprawę, jestem świadomy rzeczywistości. Świat inny, świat snu prawdziwego nie istnieje wtedy. Możnaby powiedzieć tylko, że do świata jawy wtargnęła jakaś cząstka świata snu, nie psując tamtego, często przykra, boląca, natarczywa, od której uwolnić się nie można, z którą trzeba walczyć ciągle, a ta walka sprawia to, że i świat jawy nie jest zwykły, normalny, że jest jakby poszarpany na kawałki, a kawałki te trzeba ciągle zestawiać i porządkować, bo inaczej, czuje się, że wszystko rozpadnie się w gruzy i będzie jakaś ostateczna katastrofa.
Kiedy czytam książkę, bywa, że oczy zamykają się ze znużenia, chociaż nie zasypiam, i przed zamkniętemi oczyma pokazuje się inna książka, którą zaczynam czytać. Czytam ją tak wyraźnie, że w chwili ocknięcia się i otworzenia oczu pamiętam jeszcze zdania, które tam widziałem i szukam tych zdań w książce rzeczywistej, naturalnie bez rezultatu, i nawet dziwię się, że ich znaleźć nie mogę. Zdania te (z których żadnego dotąd nie mogłem zapamiętać) nie mają nigdy żadnego związku z książką czytaną i nigdy nie mogłem znaleźć ich źródła. Wiem tylko, że są bardzo wyraźne jako druk i bardzo jasno widziane, przy zamkniętych oczach, na odległości tej samej co druk prawdziwej książki.
(To samo miewam gdy mi czytają głośno — wyobrażają się bardzo jasno zdania jakoby w książce będące a nieprzeczytane i kilka razy chciałem poprawić czytającą, że opuściła to i to, albo że zmieniła).
Podobnie jak stronnice książki, pokazują się twarze, a nawet całe postacie. Zdarza się często, że siedzę na fotelu, przy lampie jasnej, czytam, czuję coraz większe znużenie, zamykają się oczy i zaraz potem jakieś inne oczy otwierają się i widzę bardzo wyraźnie J. która na mnie patrzy. Widzę najczęściej samą tylko głowę, od dołu jest jakiś zawój ciemny. Wszystko jest naturalne, wielkość, odległość. Gdy oczy otwieram widzenie znika. Zastrzegam, że widzenie to nie jest wcale podobne do obrazów hypnoicznych. Jest daleko bardziej rzeczywiste. Raz tylko jeden poczułem lekki dotyk jej ręki do twarzy. Było to podczas bardzo męczącej nocy, gdy zmagałem się z natarczywym i złym zamiarem. Nie widziałem wtedy twarzy, ale wiedziałem doskonale, że to jej ręka mnie dotykała.
Połączenie widzenia i słyszenia miałem kilka razy. Jednego razu zjawiło się parę postaci, bardzo niemiłych (15 paźdz. zdaje się); szczególnie zapamiętałem dobrze jedną z nich — przedstawił się mi jako „Zacharjasz Stempa“, był nisko ostrzyżony i ogolony, z dużą głową, wysoki, źle ubrany; mówił dużo bez żadnego sensu, nie można było dowiedzieć się czego właściwie chce, jakkolwiek chciał czegoś odemnie i starał się w czemś przekonać. Tamten drugi milczał.
Dwa inne widzenia zamieniły się w scenę dramatu — coś bardzo podobnego do Wyzwolenia Wyspiańskiego. Ze ścian wychodziły różne postacie męskie, jednakowo ubrane, czarno, z twarzami wygolonemi, i znikały w ścianach. Wszystkie mówiły jasno, logicznie, przekonywająco o jednem i tem samem, jeden zaczynał o drugi kończył dowodzenie i tak dalej. Przedmiotem pierwszego dramatu (13 czy 14 paźdz.?) było dowodzenie, że J. wcale nie istnieje, że jest zupełną fikcją, fantazją mego umysłu czy uczucia, że nawet istnieć by nie mogła; rozumowanie było tak logiczne, że nie mogłem znaleźć żadnych dowodów contra, jakkolwiek czułem, że ja mam słuszność nie oni. W drugim „dramacie“ ta sama scena, ci sami panowie, ale przedmiot dowodzeń jest inny — że J. jest „zamężną“. Jak długo scena trwała nie mogłem sprawdzić; wydawała się bardzo długą i była bardzo męczącą. W obu razach odbywało się wieczorem, (pomiędzy 7 a 9 godz.?) przy palącej się lampie. Stan mój jest wtedy stanem półsnu, drzemania. Mam oczy zamknięte ale widzę swój pokój oświetlony, może tylko jest jakaś inna jasność niż rzeczywista. Znużenie potem jest ogromne.
W nocy bywają głosy pytające w natarczywy sposób; głos jest jakiś znajomy. Wczoraj i onegdaj czułem się zmuszony odpowiedzieć na pytanie. Ale za każdym razem wysiłek odpowiadania pomagał mi powrócić do normalnego stanu jawy i wymówione słowa usłyszałem już jako człowiek normalny; zdziwiły mię one i rozśmieszyły.
Ze strony psychologicznej gorączka przedstawia się mi jako stan analogiczny do stanów hipnoicznych, wogóle do stanów zawieszenia intelektu i wydobywania się na wierzch podświadomości. Proces ten jednak, obok zasadniczego podobieństwa, ma także i głębokie różnice. Podświadomość nie może wtedy systematyzować się, jak to czyni normalnie. Przejawia się w luźnych strzępkach. Ma silną tendencję do dramatyzowania się i dramatyzuje się ciągle. Dramatyzuje się inaczej niż w snach. Wchodzi bez ceremonji do jawy i z rzeczywistości jawy bierze sobie materjał dla postaciowania swych widzeń, scen, symbolów. Bywa często tak, że rzeczywistość otoczenia wcale się nie zmienia wtedy, pozostaje tą samą, a tylko ma inny symbolizm inne znaczenie, nabywa większą wartość, staje się mistyczną. Każde ważniejsze ognisko podświadomości, t. j, ognisko o silnej uczuciowości, dąży do przejawienia się wtedy, do przejawiania się upartego, ciągłego, jakkolwiek zmieniającego się. Jedno i to samo ognisko wydać może z siebie niezmierną ilość gorączkowych scen i dramatów, twórczość jego jest bogatą chociaż czasem powtarza się.
Ciekawe jest, że nie wszystkie ogniska podświadomości przejawiają się. Jest u mnie kilka silnych ognisk dawniej stworzone i nowsze. Z tych tylko przejawia się dwa: ognisko „marzeń bohaterskich“, które daje znać o sobie w myślach, że np. to i to już spełniłem, dziś, wczoraj, lub mam spełnić jutro i czekam tylko na ostatnią wiadomość decydującą wtedy zastukanie do drzwi, wejście czyjeś, jest przez chwilę uważane jako to właśnie na co czekam, jako znak umówiony. Czasem czekam na taki znak przez całą noc. Albo wydaje się, że już spełniłem co trzeba było i oczekuję następstw tego, wielkich, groźnych, zerwania się jakiejś burzy kosmicznej. Drugie ognisko „J.“ przejawia się w scenach, o których mówiłem; w scenach tych jest właściwie jakby walka o nią z jakiemiś złemi siłami, walka o jej dobro, ale wyczerpująca, czasem brak wiary w zwycięstwo, niepokój czy zdołam ją obronić. Natomiast złe ogniska, niedawno powstałe, jak np. konieczność dobrowolnej śmierci — nie występują wcale w gorączce, niczem nie przejawiają się.

1917 styczeń. — Nocz 2 na 3.

Gorączka (przeziębienie) — duszenie — stąd bezsenność. Ciągle powtarzają się słowa następujące:
„A teraz ciągle działały 48, dwa czyste“.
Do tego była jakaś nuta — śpiewało się to. (Wieczór spędzony z Ol. bardzo miły).
5. Fragment referatu czy sprawozdania Abramowskiego z okresu profesury w uniwersytecie Warszawskim. Rękopis pisany, zdaje się, podczas choroby w łóżku, niezakończony. Podajemy go ze względu na wartość autobiograficzną:
1) Rozwój psychologii, jako nauki przystosowanej do życia, to znaczy, przyrodniczej, doświadczalnej i mającej praktyczną wartość, nigdzie może nie będzie miał tak sprzyjających (teoretycznie) warunków jak w Polsce, w okresie zbliżającym się naszych dziejów. Nie dlatego, żebyśmy mieli pod tym względem jakieś specjalne uzdolnienia rasowe czy narodowe, lecz dlatego tylko, że nadchodzące czasy wymagać będą od nas największego natężenia sił twórczych na wszystkich polach życia zbiorowego; że będziemy musieli tworzyć, bez gotowych wzorów przeszłości (wobec przeszło stuletniego przerwania jej) swój własny system wychowania, oświaty, gospodarki społecznej i finansowej, swoje własne typy organizacji państwowej, biurokratycznej, wojskowej, handlu międzynarodowego, dyplomacji, sądownictwa i t. d. Budowa zaś tych instytucyj, jak wogóle wszelkich instytucyj społecznych, wymaga dziś niezbędnie poszukiwania metod ścisłych, a ponieważ styka się tutaj zawsze z człowiekiem lub ze zbiorowością ludzką, wymaga przeto stosowania tej nauki przyrodniczej, która zajmuje się wyłącznie badaniem człowieka, człowieka żywego i całego, to jest psychologji w jej postaci najnowszej, doświadczalnej.
2) Z radością mogę stwierdzić, że młodzież polska wyczuwa dzisiaj w jakiemś intuicyjnem jasnowidzeniu to znaczenie psychologji dla tworzącego się życia narodowego, wolnego życia. Zaczynając wykłady „Psychologji doświadczalnej“ w Uniwersytecie Warszawskim 1915 roku nie przypuszczałem nawet, że staną się one ogniskiem ruchu umysłowego w małym nawet zakresie. Rzeczywistość przewyższyła jednak wszystko co mogłem przypuszczać. Przedmiot dotychczas niemodny w zakładach naukowych wyższych, przedmiot trudny i nieobowiązujący dotychczas nikogo dla otrzymania dyplomu, jest wykładany w dużej sali, najczęściej zapełnionej do brzegi. Na ćwiczenia doświadczalne przychodzi do Instytutu około 60 słuchaczy i słuchaczek; specjalne roboty samodzielne, wymagające dużego nakładu pracy i długiego czasu dla zebrania materjału eksperymentalnego, następnie trudnego zamieniania danych doświadczeń na stosunki liczbowe są wykonywane w Instytucie, w ciągu ubiegłego roku akademickiego, przez 12 osób; większość zaś tych prac jest już na ukończeniu i teraz już mogę powiedzieć, że przyniosą one nauce „o człowieku“ istotnie nowy a ważny rozdział, wyniki teoretyczne tak niespodziewane dla dotychczasowej Uniwersyteckiej psychologji, że sam pierwszy musiałbym zaprzeczyć ich wartości naukowej, gdybym nie wiedział, że wynikają z dokładnych doświadczeń, ścisłych obrachowań stosunków i z metody poprawnej i krytycznej. Przedmioty tych prac, które zamierzam ogłosić niebawem w dwóch tomach wydawnictwa Instytutu (Prace psych. doświadczalnej) są następujące: Opór zapomnianego w stosunku do wieku i płci (pana W. Kamińskiego st. medycyny); Wpływ woli na zapomniane i złudzenia woli przy odtwarzaniu pamięciowem (p. H. Suchorzewskiego st. filozofji); Badanie typu indywidualnego człowieka za pomocą tematu narzuconego w skoj. łańcuchowych (p. Hertz); Badanie usposobień uczuciowych człowieka metodą trzech par skojarzeń barwy i słowa, symbolizujących trzy główne drogi uczuć ludzkich — radość, smutek, gniew (p. Wierzbicki); Twórczość podświadoma... (rękopis się urywa).
6. W związku z powyższą relacją rozpatrywać należy notatki Abramowskiego o rozprawach przygotowanych do Tomów IV i V „Prac z psychologji doświadczalnej“. Mianowicie są to:
a) E. Abramowslci, Wpływ stanów psychicznych (uczuciowych i woli) na serce i reakcje naczyniowe;
b) E. Abramowski, Wpływ napięcia mięśniowego na reakcje galwanometryczne;
c) E. A. Wpływ koniaku, opjum i kodeiny na reakcje galwanometryczne;
d) L. Karpińska-Wojczyńska, Badania nad zjawiskiem galwanometrycznem w związku z teorją kompleksów;
e) A. Chojecki, Badanie eksperymentalne woli;
f) A. Chojecki, Badanie wzruszeń w hypnozie.
g) E. Sokolnicka, Badania indywidualności metodą podwójnych reakcyj skojarzeniowych (Junga), połączoną z metodą tematu wybranego;
h) Pozatem prace: A. Cygielstrejcha i J. Budkiewiczówny (niewymienione).
7. W puściznie rękopiśmiennej Abramowskiego pozostały w stanie niewykończonym następujące prace:
a) Feodalizm: I. Powstawanie społeczeństwa feodalnego, II. Gospodarstwo społeczeństwa feodalnego, III. Proces rozkładowy feodalizmu. (Rzecz napisana w latach 1891 — 1893);
b) Metafizyka doświadczalna. Notatki według dwu serji odczytów z roku 1917;
c) (Państwo i prawo). Fragment niewykończony, przeznaczony pewno do II t. „Socjalizm a państwo“;
d) (Stowarzyszenia i ich rola). Pierwotna redakcja dziełka „Kooperatywa jako sprawa wyzwolenia ludu roboczego“. Przedrukowane w tomie niniejszym.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Konstanty Krzeczkowski.