Dzieła Wiliama Szekspira/Objaśnienia/Miarka za miarkę

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Biegeleisen
Tytuł Miarka za miarkę
Pochodzenie Dzieła Wiliama Szekspira Tom IX: Objaśnienia
Data wydania 1897
Wydawnictwo Księgarnia Polska
Druk Piller i Spółka
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Wszystkie obj. do tomu IX
Pobierz jako: Pobierz Wszystkie obj. do tomu IX jako ePub Pobierz Wszystkie obj. do tomu IX jako PDF Pobierz Wszystkie obj. do tomu IX jako MOBI
Wszystkie objaśnienia
Cały tom IX
Cały zbiór:
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron
Miarka za miarkę.

Czas powstania tej sztuki odnoszą do lat 1602—3, głównem zaś źródłem, z którego pośrednio czerpał poeta, to nowella Griraldiego Cinthio, w zbiorze pod tytułem: „Hecatommithi“ (1565). Dekada VIII. N. 5. umieszcza następujące opowiadanie:
Za panowania nad państwem rzymskiem wielkiego cesarza Maxymiana, posyłani bywali urzędnicy do zarządu krajów, które pod jego władzą zostawały. Między innymi posłał on do zarządu Insbruku jednego z swych dworzan, którego miłował bardzo, imieniem Jurysta. A zanim wysłał, rzekł mu: „Jurysto, dobre mniemanie, jakie powziąłem o tobie czasu tego, gdyś był przy osobie mojej na usługach, sprawiło to, że cię ślę na rządzcę szlachetnego miasta Insbruku. O rządzie tym mógłbym wiele dodać, ale wszystko zamknę w jednem, to jest, abyś niezmiennie strzegł sprawiedliwości, choćby ci przyszło sądzić przeciwko mnie nawet, który panem twym jestem. Oznajmiam ci, że wszelkie inne błędy, jakiebyś popełnił z nieświadomości, albo z niedbalstwa (a tych też unikać należy, ile możności), mógłbym ci przebaczyć, nigdy zaś, gdybyś wykroczył przeciwko sprawiedliwości.
A jeśli sądzisz, że nie możesz być takim, jakiego cię mieć chcę, bo nie wszyscy ludzie do wszystkiego są zdolni, nie podejmuj urzędu tego, zostań tu lepiej przy dworze i zwykłym swym urzędzie, niżbyś miał, zostawszy rządzcą miasta tego, ściągnąć na się to, co ja uczynićbym był zmuszony z obowiązku sprawiedliwości, jeśli przeciw niej wykroczysz“.
I rzekłszy to, zamilkł.
Jurysta, więcej uszczęśliwiony z godności i urzędu, do którego cesarz go powoływał, niżeli znający sam siebie, podziękował panu swemu za tę przyjazną naukę, i rzekł mu, że sam z siebie żywo pragnął strzedz sprawiedliwości, a będzie to czynić tem chętniej, iż mu polecił cesarz, i że pragnie tak spełniać rządy swe, aby jego cesarska mość chwalić go tylko mogła.
Mowa ta Jurysty podobała się cesarzowi, który rzekł:
„Zaprawdę będę was chwalił, jeśli czyny ze słowami się zgodzą“.
I rozkazawszy wydać mu listy otwarte, które już gotowe były, wysłał go tam.
Jurysta tedy począł rządzić miastem dosyć roztropnie, starając się wielce szalę trzymać w mierze, zarówno w sądach, jako i w rozdawnictwie urzędów, nagradzaniu cnoty i karaniu występków. I długi czas w ten sposób utrzymywał się w wielkiej u cesarza wziętości i w miłości u ludu całego, tak, że mógłby się był zwać szczęśliwym, gdyby zawsze się tak rządził.
Aż stało się, że młodzian pewien z miasta tego, zwany Vico, gwałt popełnił na panience z Insbruku, i skarga zaniesioną została przed Jurystę. Ten zaraz ująć go kazał, i gdy wyznał, że w istocie gwałt jej uczynił, skazał go, wedle praw tego miasta, aby mu głowę ucięto, chociaż obwiniony chciał pogwałconą wziąć za żonę.
Człowiek ten miał siostrę, dziewicę, więcej nad osiemnaście łat nie liczącą, piękności wielkiej, umiejącą słowy bardzo słodkiemi przemawiać, w obejściu miłą, przytem cnoty niewieściej osobliwej.
Zwała się ona Epitya. Wiedząc, że brata na śmierć skazano, żal ją ogarnął wielki, i poczęła rozmyślać, jakby brata uwolnić, lub przynajmniej karę jego uczynić lżejszą. Była bowiem wprzódy z bratem razem, pod dozorem człowieka starego, którego ojciec jej w domu trzymał, aby ich oboje filozofii nauczył, chociaż brat z nauk jego mało korzystał. Szła do Jurysty, prosząc go, aby ulitował się nad jej bratem i nad młodym wiekiem jego, gdyż nie miał nad lat szesnaście, był nie doświadczony, i miłość go bodła. Dowodziła tedy, że zdaniem mędrców, cudzołóstwo popełnione z miłości, a nie dla pokrzywdzenia męża żony, zasługiwało na lżejszą karę, niż to, któreby było złośliwie uczynione, i że toż o postępku brata jej rzec było można, gdyż krzywdy ani złości wyrządzić nie chciał, ale gwałtowną powodowany miłością, popełnił to, za co był skazany, a dla naprawienia zła, gotów był panienkę poślubić.
A chociaż prawo chciało mieć, aby to gwałtowników nie uwalniało, mógł przecie Jurysta, jako mąż mądry, surowość jego złagodzić.
Inne też przywodząc racye, starała się skłonić namiestnika, aby przebaczył nieszczęśliwemu.
Jurysta, któremu nie mniejszą sprawiało przyjemność słuchać wdzięcznej mowy Epityi, jako i wielkiej jej piękności się przypatrywać, po dwakroć kazał sobie jedno powtarzać, a brudną zdjęty żądzą, myśl swą obrócił ku temu, by ten sam popełnił występek, za który na śmierć skazał Vicon’a i rzekł:
Epityo, to coś mówiła, do tyła bratu twojemu posłużyło, że tam, gdzie jutro głowę ściąć mu miano, nakażę zwlec wykonanie wyroku, aż rozważę, com słyszał, a jeśli uznam, iż mogę brata twojego uwolnić, oddam ci go tem chętniej, iż mi żal widzieć na śmierć wiedzionym dla prawa, które tego wymaga.
Epitya, z tych słów powziąwszy otuchę, podziękowała mu za uprzejmość jego, za którą wdzięczność mu wieczną przyrzekła, mając nadzieję, że rozważywszy sprawę i to, co mówiła, uraduje ją wolnością brata. Jurysta rzekł, iż uczyniłby to i spełnił jej żądanie, gdyby mógł, nie obrażając przez to sprawiedliwości.
Poszła Epitya donieść bratu, co uczyniła, a Vico uradował się, prosząc ją, aby się za nim wstawiła, co też ona przyrzekła.
Jurysta, na którego sercu piękność Epityi uczyniła wrażenie, przedsięwziął ją skłonić ku sobie i czekał, ażby wróciła.
Gdy przyszła potem w dni kilka z zapytaniem, odpowiedział, iż uwolnić go nie może, chybaby okupiła go swą cnotą.
Na te słowa, Epitya spłonąwszy, rzekła:
Drogie mi jest życie brata, ale droższa jeszcze cześć moja, a wolałabym go ocalić tracąc życie, niż moją cześć poświęcając. Odepchnijcie wiec myśl tę niecną. Jeśli innym sposobem ocalić go mogę, uczynię to chętnie.
Po rozmowie tej Epitya szła do brata i opowiedziała mu, co jej rzekł Jurysta, dodając, iż ocalić go nie może; zaczem brat płacząc, zaklinać ją począł, aby się dlań poświęciła, i łzami i prośbami zmusił do przyrzeczenia.
Stało się więc, jak brat żądał, ale Jurysta mimo ofiary tej, wydał rozkaz, ażeby bratu jej głowę ścięto, i nazajutrz zbył Epityę, mówiąc, iż do domu jej przyśle brata... Jakoż ciało jego tylko odwieziono siostrze. Epitya doznała boleści wielkiej, lecz pokrywając ją, rzekła do oprawcy, który trupa przywiózł:
Powiedzcie panu swojemu, który jest też moim panem, że przyjmuję brata takim, jakim mi go odesłać mu się podobało, a gdy mej woli spełnić nie chciał, cieszę się, że swojej zadosyć uczynił, sądząc, że tak było sprawiedliwie... Poleć mu mnie z tem, żem zamsze jego sługą.
Epitya zrazu chcąc się pomścić, pragnęła zabić wiarołomcę, ale rozmyśliwszy się, poszła sprawiedliwości szukać u cesarza, który był w Villac’u. Ubrawszy się w żałobę, padła mu do nóg i opowiedziała wszystko. Kazał cesarz przywołać winowajcę, który na widok swej ofiary strasznie drżeć począł, uląkł się i stracił przytomność.
Wybadawszy sprawę, cesarz kazał najpierw Juryście zaślubić pokrzywdzoną, która się temu opierała, a potem na śmierć go skazał.
Jurysta przygotowany na ścięcie, czekał już tylko, rychło-li oprawca przyjdzie mu odebrać życie; w tem Epitya, która tak gorąco przeciw niemu świadczyła, posłyszawszy o wyroku cesarza, poruszona wrodzoną dobrocią swą, uznała niegodnem siebie, gdy cesarz nakazał, aby była żoną jego, i ona go za męża przyjęła, dozwolić, by zginął z jej powodu. Myślała, że to raczej pragnieniem zemsty się wyda, niż. sprawiedliwością. Szła tedy prosić cesarza o ocalenie mu życia.
Maksymian zachwycony był, usłyszawszy ją tak przemawiającą za Jurystą, chociaż ten ją pokrzywdził; uznał też, że tak wielka dobroć zasługiwała, aby spełniono to, o co prosiła, a kazawszy o godzinie, która była na śmierć przeznaczoną, przywołać Jurystę, przebaczył mu, oddając za żonę Epityę.
W roku 1577 Jerzy Whetstone na tle tej powieści osnuł komedyę we dwóch częściach, której dał tytuł: „Wielce doskonała i sławna historya Promosa i Kassandry“. Nieznany ten poeta uczuł wszakże, iż pożycie małżonków byłoby niemożliwem, gdyby je przypomnienie śmierci brata zatruwało, i jak Szekspir, dla nadania prawdopodobieństwa sztuce, ocalił mu życie cudownie. Oprócz tego Whetstone, zwyczajem ówczesnym, postawił obok drugą parę komiczną, i przygody jej splątał z historya Promosa i Kassandry. Tym cieniakiem głównego bohatera Promosa (Jurysty) jest nijaki Phallax, któremu powierzono sprawowanie policyi w mieście. Z rozkazu namiestnika zamyka on wszystkie podejrzane domy. Jednego dnia pachołkowie przyprowadzają mu opierającą się rozkazom ulicznicę, Lamię. Phallax rozmiłowuje się w niej i bierze ją w swoją opiekę. Zręczna jejmościanka, której doradzcą jest nijaki Rosko, za wiele sobie pozwala na rachunek łask Phallaxa, i odziera go niemiłosiernie. Ten, nie mogąc wystarczyć jej wymaganiom, łupi mieszkańców, a gdy i tego mało, policyantów swych, Rapaxa i Gripaxa, zmienia w ulicznych rabusiów. Kończy się to tem, że Phailaxa precz wyrzucają, odebrawszy mu, co porabował u ludzi, a Lamia idzie do więzienia. Dwie te powieści rozwijają się równolegle niczem ziesztą nie połączone.
Whetsone napisał później jeszcze powieść na podstawie komedyi, pomieszczoną w jeg o: „Heptameron of civil discourses“ (1582 roku).
Z tej to nieforemnej komedyi napisał Szekspir swoją: „Miarkę za miarkę“, wziąwszy tytuł zapewne z następującego wiersza w Promosie i Kassandrze: (Akt V. Scena IV.)

„who others doth deceyve,
Deserves himself like measure to receyve“...

Grano komedyę Szekspira 26. grudnia w 1604 roku, przed Jakóbem I.
W druku ukazała się dopiero w roku 1623, w wydaniu zbiorowem.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Biegeleisen.