Dwa głosy (Gomulicki, 1866)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wiktor Gomulicki
Tytuł Dwa głosy
Pochodzenie Poezje Wiktora Gomulickiego, cykl Pieśń w służbie świata
Wydawca Księgarnia A. Gruszeckiego
Data wydania 1866
Druk Bracia Jeżyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały cykl
Pobierz jako: Pobierz Cały cykl jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały cykl jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały cykl jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
DWA GŁOSY.


Stał, jak cyklop, przedemną bladym, wątłym, cichym.
Fabryczne piekło przy nas dzikim chórem grzmiało,
A metal, prągając ludzkim cieniom lichym,
Z czarnej gardzieli pieców buchał lawą białą.

Stał, jak cyklop, i mówił wstrząsając prawicą:

— Oto nasze zapasy! oto dzieła nasze!
My przed ludźmi nie kwilim, jak zranione ptaszę,
Ani ich olśniewamy rymów błyskawicą;
Purpura nas nie zdobi, ni wawrzynu liście,
Na skroń wzięliśmy tylko blade perły potu,
A pieśń nasza z żelaza, płonąca ogniście,
Grzmi, jak piorun, skandówką fabrycznego młotu.—
Gdy dla was ma przyroda tylko słodkie czary,
Tylko dźwięki płynące melodyjną strligą,
Myśmy się z nią, jak chłopy, ujęli za bary,
I w twarde jarzmo wprzągłszy, uczynili sługą.


Czy widzisz, jak pod młotem ta bezkształtna bryła
Miota się, skrami parska, groźnie, jak wąż, syczy?
Weź lutnię, ze strun dobądź pieśń pełną słodyczy,
I sprobuj, czyją zaklnie pustych dźwięków siła?..
Czemże są wasze marne z widziadłami boje
Przy walkach z tą materją bezduszną, a wściekłą?
Wy znacie tylko głupie nerwów niepokoje,
Nami wstrząsa, jak trzciną, całe ziemskie piekło.
Kiedy słońce przyszłości nad ziemią zaświeci,
Gdy wstaną męże biali z pośród czerni gminu,
Lud wytrąci wam berło, książkowi poeci!
I wawrzynem uwieńczy nas — poetów czynu!

Skończył — i wraz mu wszystkie przytaknęły młoty.

A ja rzekłem:
— Nie bluźnij ni pieśniom, ni księdze!
Bo w księgach drzemią czyny, jak w chmurach grom złoty.
A z pieśni płynie balsam na światowe nędze.
W kotle życia wrą społem metalów tysiące,
Boskość topi się z grzechem, szał dziki z nadzieją,
A wieszcze nad nim chylą czoła siwiejące,
I z wrzątku ognistego chłodne strofy leją.
Cicha cela poety pustą ci się zdaje,
A jednak, w nocnym mroku i w ogniach południa,
Tłum powietrznych postaci z gwarem ją zaludnia:

Białe pulki aniołów i szatanów zgraje.
Przed wieszczem stają widma z piersią zakrwawioną,
I topią w jego licach wzrok błyszczący łzami;
Wskazują na skroń bladą i na krwawo łono,
I jęczą: — „Sędziom duchów poskarż się za nami“!..
Upiór przed nim potrząsa ramieniem bez ciała.
I błaga, jakby groził; „Pomsty na morderce!“
A biały trup dzieweczki, co nazbyt kochała,
W milczeniu na rozdarte pokazuje serce.
Rój dziecięcych duszyczek, niby ptaków stado,
Żałośliwem kwileniem napełnia komnatę,
I suną zwolna starce, z twarzą trupio-bladą,
Na ostatnią swych złudzeń skarżąc mu się stratę.
Wieszcz rozmyśla, a przed nim ciągnie orszak chmurny,
Jak armja, co przegrała ciężką życia bitwę,
I w cichą jego dusze — rzuca, jak do urny,
Ból swój i złorzeczenia, klątwy i modlitwę.

Ty szydzisz z walk duchowych? a cóż świat porusza,
Jeśli nie wola tłumów zlana w wieszcza wolę!
Ty dzielisz pieśń od czynu? wspomnij Tyrteusza,
Za którym lud lawiną potoczył się w pole!
Bohaterów pieśń tworzy i unieśmiertelnia...
W dłonie mężów miecz wciska, laur kładzie na głowy,
I kreśli pierwszy zarys społecznej budowy,

Którą kończy powszednich pracowników kielnia.
Pieśń nie jest gołębicą, która słodko grucha
Gdy jej dobrze, a cierpiąc, równie słodko kwili —
Idzie ona do boju jako szermierz ducha,
A nigdy i przed nikim czoła nie uchyli.
Wskazujesz mi twych braci czoła uznojone?
Mówisz, że wrzący metal ciemnem piętnem plami?
Spojrzyj: na skronie wieszczów świat wcisnął koronę,
Z pod której krew żywemi spływa rubinami!
Kiedy wschodzi nad ziemią wieszczych natchnień tęcza,
Ten, który ją rozpalił, w zapomnieniu ginie —
Bo ludzkość swe proroki od wieków umęcza,
I laurom rość pozwala na grobach jedynie.
A czy wiesz, jak się umysł mroczy chmurą czarną,
I jaka chęć porywa bluźnić dzikim głosem,
Gdy człowiek w bratnie serca rzucił ducha ziarno,
I umiera, niewidząc, by strzeliło kłosem?...

Z jednej stali i pióro i młot wykuwano,
A czy z młotem, czy z lutnią noc życia kto prześni,
Z cnót jedynie zdziałanych osądzą go rano —
Więc księgom nie urągaj! nie urągaj pieśni!
Poezja — jak Bóg — jedna jest i jednakowa;
W niej wszystkich dziel potężnych kiełkują przyczyny;
I próżno-byś przepaścią dzielił czyn od słowa,
Bo w czynach tkwi poezja, a w poezji — czyny!






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wiktor Gomulicki.