Don Kiszot z la Manczy i jego przygody/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor z Cervantesa streścił Zbigniew Kamiński
Tytuł Don Kiszot z la Manczy i jego przygody
Data wydania 1900
Wydawnictwo Wydawnictwo M. Arcta
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Kiszot p0001b.png
I.
DON KISZOT Z MANCZY.

W prowincji Manczy, w Hiszpanji, mieszkał w pewnej wioseczce szlachcic Don Kiszot, z czterdziestoletnią swoją gospodynią i dwudziestoletnią siostrzenicą. Szczupłe dochody starczyły mu zaledwie na lichą odzież i nędzną strawę. A tu trzeba jeszcze było żywić szkapinę w stajence i posługacza, który był jednocześnie stróżem domowym, ogrodnikiem i stajennym.
Don Kiszot miał już blizko pięćdziesiąt lat i twarz jego wyrażała, że istotnie przeżył pół wieku. Był wysoki, szczupły, zachował jednak dużo siły. Wstając rano i często chodząc na polowanie, nabył wytrzymałości na niewygody. Ale największą jego przyjemnością było czytanie ksiąg o rycerzach, wojakach, o ich nadzwyczajnych czynach i przygodach. Wtedy zatopiony w czytaniu, zapominał o jadle i o śnie, o polowaniu, a nawet o swoich interesach majątkowych. Skutkiem tego zaniedbania musiał sprzedać znaczną część swej niewielkiej posiadłości; natomiast jednak kupił sobie zapas nowych książek, tak bardzo dla niego ciekawych i zajmujących.
Aż wreszcie od takiego ciągłego czytania tych książek pomąciło mu się w głowie tak, że myślał wciąż o zapasach i walkach, o zaczarowaniach i przygodach, o wielkoludach i smokach; w oczach migotały mu szable, włócznie i tarcze. Nareszcie te wyobrażenia tak go opanowały, że postanowił wybrać się w świat jako błędny rycerz czyli błąkający się wojownik konny, ażeby uciśnionym pomagać, nieszczęśliwych bronić, cnotę wynagradzać, najdziwniejszych doznawać przygód, wśród nich znamienitemi czynami nazwisko swoje wsławić i w końcu, w nagrodę waleczności, otrzymać koronę królewską.
Zagrzany temi zamiarami, niezwłocznie zajął się przysposobieniem do podróży. Już widział w duchu owe dzieła bohaterskie, jakie miał wykonać. Dorównywały one najpiękniejszym czynom i zdarzeniom, opisanym w jego książkach, a czyszcząc broń swoją napawał się uwielbieniem, jakie miał sobie zdobyć.
Broń posiadał jeszcze po swoich pradziadach. Leżała ona gdzieś w kącie, rdzą trawiona i grubą warstwą kurzu przykryta. Don Kiszot odczyścił ją z największą usilnością, o ile to było możliwe. Niestety, brakło części hełmu, skutkiem czego tył głowy był nieosłonięty. Ale dzielny wojak powinien sobie umieć radzić w potrzebie. Don Kiszot dorobił więc brakujący kawałek z tektury. Wyglądało to jako tako. Trzeba tylko było spróbować mocy połatanego szyszaka. Wyjął więc szablę, rąbnął nią parę razy i całotygodniowa robota rozleciała się w strzępy.
Przykrość ta nie odstręczyła Don Kiszota. Dla mocy wydrutował swój szyszak i nie wątpił już, że teraz będzie doskonale uzbrojony. Ale już nie próbował, czy poprawiona robota oparłaby się ciosom jego szabli.
Teraz pomyślał o swojej szkapie. Prawda, że koń miał tylko skórę i kości, a wad więcej, niż włosia w ogonie. Ale Don Kiszot nie oddałby go za najognistszego bojowego rumaka. Cztery dni rozmyślał nad tem, jakąby mu dać nazwę, żeby brzmiała pięknie i szumnie. Wreszcie nazwał go Rosynantem.
Chcąc, żeby jego chwała opromieniła także i kraj, z którego był rodem i żeby zarazem jego nazwisko było dłuższe i dźwięczniejsze, nazwał się Don Kiszotem z Manczy.
Pozostawała jeszcze jedna trudność. Czem byłoby drzewo bez liści, ciało bez duszy? — Czem byłby rycerz bez miłości? Don Kiszot z Manczy musiał znaleźć jakąś piękność, żeby za nią walczyć, żeby nieprzyjaciele pokonani głosili chwałę swego zwycięzcy u jej stóp i żeby on sam otrzymywał z jej rączek nagrody za swoje nadzwyczajne męstwo.
W sąsiedniej wiosce mieszkała hoża, rumiana dziewoja, Aldonza Lorenzo, która wpadła w oko Don Kiszotowi. Ją tedy uczynił Don Kiszot królową swego serca, przedmiotem swych dążeń, nagrodą swych bohaterskich czynów. Aldonza Lorenzo nie wiedziała wprawdzie nic a nic o tem swojem szczęściu i zaszczycie; ale cóż to szkodziło! Tylko należało i ją także przechrzcić wspaniale. Don Kiszot nazwał ją Dulcyneą. A że wieś, w której mieszkała, nazywała się Tobozo, więc Aldonza Lorenzo stała się słynną Dulcyneą z Tobozo. Oczywiście i o tem ona nic nie wiedziała.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Zbigniew Kamiński, Miguel de Cervantes y Saavedra.