Do Jędrzeja (Fredro)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Fredro
Tytuł Do Jędrzeja
Pochodzenie Dzieła Aleksandra Fredry tom XII
Data wydania 1880
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

DO JĘDRZEJA.



Jędrzeju! Sługo wierny, przyjacielu rzadki
Ty, co ze mną dzieliłeś wojenne wypadki,
Ty, co w całéj zdobyczy z moskiewskich płomieni
Wziąłeś szczotkę, trzy pończoch i kilka grzebieni,[1]
A potem w szybkim kłusie, przed brodatym wrogiem,
Dostałeś dzidą w rękę, przez plecy batogiem,
I za twoje usługi salopką okryty,
W twarde mrozy Kaukazu odwiedziłeś szczyty,
Jędrzeju! Znam twe cnoty, umiem wierność cenić,
Nic mnie w życiu dla ciebie nie zdoła odmienić,
Będziem z sobą, aż póki w ostatecznéj dobie
Ty mi grudki nie rzucisz, albo téż ja tobie,
Ale powiedz człowieku jakaż to uraza
Każe ci draźnić Feba i ćwiczyć Pegaza?
Co dziewice Parnasu mogły ci przewinić,
Że gwałtem ich czciciela chcesz niemym uczynić?

Zaledwie boski promyk w przelocie uchwycę,
Myśl moją nim zapalę, świat wyższy oświecę,
Zaledwie pędząc w górne gwieździste przestworze
Ziemię sobie zasłonię a niebo otworzę,
Wchodzisz — stajesz przedemną zawsze w jednéj mierze
I nudną prozą pytasz, co chcę na wieczerzę?
Jak gdybym ja, przy złotym Pityjskim trójnogu
Mógł z tobą o leniwym rozmawiać pierogu!
Precz istoto bez rymu! — Poeta o głodzie
Najrzewniéjszy w sielance, najszczytniéjszy w odzie.
Wyszedłeś — ale wkrótce już stoisz na nowo,
Zaczynasz swoją wiecznie niezmienną przemową:
„Żeby się Pan nie gniewał....“ I tém samém gniewasz,
Lecz cóż za interesa i tak często miewasz?
Tasiemeczkę przyszyłeś, wprawiłeś skałeczkę,
Jakiś drucik kupiłeś, skleiłeś fajeczkę.
I zawsze odpierane naprawiając szyki,
Wstępujesz z miską w ręku: „Panie to rydzyki.“
Co? Miska! W dytyrambie, na średniówce miska!
I dlaczego rydzyki, kiedy to rydzyska?
Jędrzeju! Ach Jędrzeju, chcesz mnie zabić widzę!
Ja lubię druty, skałki, tasiemki i rydze....
Ale miéj Boga w sercu, daj chwilkę pokoju!
Jestem więc sam — lecz lutnia potrzebuje stroju,
Muszę przerwanéj myśli wiązać lotny wątek,
Muszę, chcąc daléj śpiewać, powtórzyć początek
I już przez nowe światło, nowe uniesienie
Czuję przytomność Feba, Muz wdzięcznych zbliżenie,
W tém... Przebóg! Jakiś szelest! Ach klamką ktoś kręci...
To ty! Wchodzisz radośnie, pełen dobrych chęci

I ćwiartką cielęciny, jak głową Meduzy
Gromisz mi Apolina i rozganiasz Muzy!
Wtenczas pędzę cię, ścigam gdzieś aż na podwórze,
Drzwi zamykam, klucz chowam... lecz co to pomoże!
Ty stajesz gdzieś u szpary, lub wlazłszy na stołek
Z nowinką do okienka pukasz jak dzięciołek,
Aż póki tracąc wenę i cierpliwość razem,
Prozaicznym cię jakim nie zelżę wyrazem.
Wszystko to jednak fraszki, wszystko to nic jeszcze,
Masz ty cięgi dotkliwsze na zapały wieszcze.
Słuchaj! Kiedy czatując w gorzkim, krwawym pocie,
Złapię kogo nareszcie, jakby na przelocie
I wciągnę jak barana, by słuchał mych wierszy,
Zaledwie poszyt w ręku, kończę arkusz pierwszy
I raz gromiącym basem, raz czulącym jękiem,
Głośno, cicho, trzęsąco, z coraz nowym wdziękiem,
Aż mi gra w piersiach, trzymam, obrabiam słuchacza,
Patrząc w oko, jak w tuza, czy już łzę wytacza,
Wtedy to zdrajco, tobie nie braknie powodu,
Do ciągłego tu, owdzie, wchodu i wychodu,
To musisz kurz obetrzéć, to fajkę oprawić,
To ztamtąd wziąść butelkę a szklankę postawić,
I żebym w migach skonał — ślepy na rzecz wszelką,
Musisz kończyć swą czynność z szklanką i butelką.
Powiedzże mi człowieku, powiedz mi raz przecie
Czemu kochając Pana, dokuczasz poecie?
Co? Głośniéj! — O mą sławę musisz być troskliwy....
Tak? No, to rób tak zawsze Jędrzeju poczciwy.





Przypisy

  1. Historyczne.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Fredro.