Dawne rządy i rewolucya/Księga trzecia/Rozdział VII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Alexis de Tocqueville
Tytuł Dawne rządy i rewolucya
Księga trzecia
Wydawca M. Arct
Data wydania 1907
Drukarz M. Arct
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Mieczysław Kozłowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ROZDZIAŁ VII.
Rewolucyę polityczną poprzedził doniosły przewrót administracyjny i jakie to miało następstwa.

Forma rządu zostawała nietkniętą wówczas, gdy większa część praw drugorzędnych uległa zmianie.
Zniesienie cechów, częściowo tylko przywróconych, wstrząsnęło wszystkiemi stosunkami między majstrem a czeladnikiem. Władza policyjna majstra została zniesiona, opieka rządowa zaś nie była jeszcze ustanowiona. Rzemieślnik znajdował się w niejasnem i uciążliwem położeniu między rządem a właścicielem fabryki.
Na rok przed Rewolucyą edykt królewski wstrząsnął calem dotychczasowem sądownictwem. Stworzone zostały nowe jurysdykcye, a wiele dawnych zniesiono. Lecz, jak widzieliśmy, liczba osób zajętych wykonaniem sprawiedliwości była olbrzymia. Zmiana więc owa zachwiała byt kilku tysięcy rodzin.
Lecz największe zaburzenie sprawiła reforma administracyi, dokonana w r. 1797, która, obok intendentów, wprowadzała w pays d’election, t. j. na obszarze trzech ćwierci Francyi, zgromadzenia prowincyonalne, a w parafiach rady wyborcze, na miejsce dawnych zgromadzeń parafialnych. Nowe prawodawstwo zostało w ten sposób wprowadzone jednostajnie, a bez uwzględnienia dawnych zwyczajów i osobliwości prowincyi: do takiego stopnia ujednostajniająca dążność Rewolucyi ujawniała się już w tym rządzie, który Rewolucya miała obalić! Przy tem okazało się, jak doniosłe znaczenie ma dla losów instytucyi politycznych nawyknienie i o ile łatwiej ludzie obchodzą się z powikłanemi i niejasnemi prawami, których praktyka im jest dobrze znana, niż z prawodawstwem prostszem, lecz nowem. Nowe władze, jakkolwiek nieliczne, natychmiast zetknęły się z sobą i pomieszały, sprawiając największy zamęt i paraliżując się wzajemnie.
Dawna monarchia znała tylko dwie formy zarządu: tam, gdzie rządził intendent, działał on samodzielnie; w miastach zaś i w pays d’états władza wykonawcza nie była oddzielona od zgromadzenia, które bezpośrednio, lub za pomocą czasowych komisyi, wykonywało swoje postanowienia. Ponieważ zaś wszyscy znali tylko te dwa sposoby rządzenia, więc porzucając jeden, obierano drugi. Myśl o podziale władzy wykonawczej i wydającej postanowienia nie powstała w społeczeństwie ówczesnem, a zobaczymy później, jak nawyknienia administracyjne zostały przeniesione do polityki i jak Konwencya Narodowa, wierna tradycyi dawnych rządów, zacznie stosować system zgromadzeń prowincyonalnych i municypalitetów; to, co za dawnych rządów sprawiało tylko zamieszanie, doprowadziło wówczas do teroryzmu.
Reforma 1797 r. przeniosła wszystkie dawne funkcye intendenta na ciało kollegialne, a zamieszanie zwiększała ta okoliczność, że zachowany został urząd intendenta, którego władza doszła do zera. Zwolniwszy go od obowiązku wykonywania wszystkiego, kazano mu dopomagać zgromadzeniu i kontrolować je, jak gdyby taki strącony władzca mógł przejąć się duchem prawodawstwa, które go usunęło od władzy.
W podobnej roli znalazł się i subdelegat. Obok niego, a właściwie na jego miejscu stanęło zgromadzenie okręgowe (assemblée d’arrondissement), które działało pod kierunkiem zgromadzenia prowincyonalnego i według tych samych zasad.
Wszystkie znane nam akta zgromadzeń prowincyonalnych z roku 1787, niemniej jak ich protokuły świadczą, że natychmiast po ich utworzeniu rozpoczęła się ukryta lub jawna walka z intendentem, który korzystał z doświadczenia swego jedynie na to, aby przeszkodzić ich działalności. Zgromadzenie skarżyło się wciąż, że nie może wydostać od intendenta potrzebnego papieru; to znów intendent oskarżał je, że zagarnęło należną mu władzę. Niekiedy zgromadzenie krytykuje poprzednie rządy intendenta, lub ściera się z nim o kompetencyę.
Często czynności administracyjne zostają wstrzymane wskutek tych antagonizmów, a jeśli weźmiemy pod uwagę olbrzymią rolę administracyi dawnej Francyi, przyzwyczajenie osób prywatnych odwoływania się do niej, zrozumiemy łatwo, jaka liczba osób została dotknięta obecnym rozstrojem administracyi.
Lecz najwięcej dało się to uczuć na wsi. Już w r. 1775, gdy Turgot zaproponował królowi reformę zarządu wiejskiego, napotkał na trudność, która zawierała się w nierównomiernym rozkładzie podatków. Jak można było razem debatować nad sprawami parafii, które głównie obracały się dokoła rozkładu podatków, skoro nie wszyscy mieli jednakowe obowiązki w tym zakresie; w każdej parafii były osoby niepłacące podatku osobistego, t. j. szlachta i duchowni, włościanie częściowo lub zupełnie od niego zwolnieni, a wreszcie tacy, którzy płacili go całkowicie. Pokonać tę trudność można było jedynie znosząc nierówność i podział klas przed wprowadzeniem administracyi kollegialnej i wolnościowej.
Lecz w r. 1787 postąpiono odwrotnie. Pociągnęło to za sobą najdziwaczniejsze następstwo. W zgromadzeniu zwołanem dla obrania rady wiejskiej, szlachcic i obywatel nie mogli brać udziału; dotyczyło bowiem ono spraw stanu trzeciego, do których osoby te nie należały. Lecz skoro rada została wybrana, obaj z urzędu stawali się jej członkami, a nawet obywatel był prezesem ciała, w którego wyborze nie miał udziału; zdawało się bowiem rzeczą nieprzyzwoitą usuwać od zarządu gminnego osobistości tak wybitne. Lecz w większej części czynności rady nie brali oni udziału tak np. gdy była mowa o rozkładzie podatku osobistego, żaden z nich nie głosował, gdyż żaden go nie płacił; i odwrotnie, rada nie mieszała się do rozkładu podatku pogłównego, które oni tylko płacili, a który po dawnemu rozkładał intendent.
Z obawy, aby prezes nie wywarł ubocznego wpływu na decyzyę rady wbrew interesom trzeciego stanu, dzierżawcy jego nie mieli w nim głosu; pozostała zaś szlachta mieszkająca w parafii, mogła wejść do rady nie inaczej, jak będąc wybrana przez włościan i reprezentując ich interesy. Tak więc obywatel występował w zupełnej zależności od swoich dawnych podwładnych, którzy stali się potem jego panami. Można było pomyśleć, że gromadząc tych ludzi, nie miano na celu ich zbliżenia, lecz przeciwnie, wykazanie jaskrawsze przeciwstawności ich interesów.
Daje się jednak dostrzedz, że wpływowi mieszkańcy parafii, a nawet szlachta zaczęła szukać zbliżenia z włościanami, skoro stali się oni potęgą. Jeden z obywateli narzeka na edykt zabra-niający mu udziału w zgromadzeniach parafii, chociażby w roli zwykłego jej członka. Inni oświadczają się z gotowością pełnienia nawet obowiązków syndyka, z przywiązania do sprawy publicznej. Lecz było już za późno; ludność wiejska zamyka się w swojem odosobnieniu i nie chce dopuścić do siebie poszukujących jej zamożnych mieszczan lub szlachtę.
Tak więc wszystko w nowych prawach było niejasne i pełne sprzeczności, a raptowne przekształcenie wszystkich zwyczajów i prawideł administracyjnych stanowiło już olbrzymi przewrót, który wywarł swój wpływ na przewrót następny i uczynił go tak odrębnym od wszystkich innych, które go poprzedziły, lub po nim miały miejsce w dziejach.
Pierwsza rewolucya angielska, która przekształciła ustrój kraju i zniosła nawet władzę królewską, zaledwie dotknęła praw drugorzędnych i prawie nic nie zmieniła w nawyknieniach i zwyczajach. Sąd i administracya zachowały dawne formy. Nie wszystko więc zostało odrazu wytrącone z równowagi. Rewolucya okazała się ograniczoną w swych następstwach, a społeczeństwo angielskie, chociaż zakłócone u szczytów, nie straciło równowagi.
I we Francyi od r. 1789 nastąpiło wiele przewrotów zmieniających do gruntu ustrój państwowy, najczęściej raptownych i gwałtownych. Jednak zamieszanie przez nie sprawione nie było ani trwałe ani powszechne; większa część narodu zaledwie je odczuła.
Tłomaczy się to tem, że administracya zostawała nietkniętą od r. 1789 pomimo ciągłego burzenia instytucyi politycznych. Zmieniały się osoby królów lub formy władzy centralnej, lecz bieg wypadków codziennych nie uległ ani przerwom, ani wstrząśnieniom. Każdy w zakresie swych drobnych interesów podlegał znanym mu prawidłom i nawyknieniom, zależał od tych samych władz, a nawet tych samych osób, do których stale się udawał.
Każdy przewrót pozbawiał administracyę głowy, lecz ciało jej zostawało nietknięte i żyło: ci sami urzędnicy pełnili te same czynności, wnosząc wszędzie swego ducha i swoje metody, wbrew różnicy praw politycznych. Sądzili i rządzili z początku w imieniu króla, później — rzeczypospolitej, w końcu — cesarza; a w następstwie, idąc za kołem fortuny, znowu sądzili w imię rzeczypospolitej i cesarza, pozostając tem, czem byli. Co mogło ich obchodzić imię pana?
Nie dążyli do tego, aby być obywatelami, lecz administratorami i sędziami. Dlatego też, gdy minęło pierwsze wstrząśnienie, zdawało się, że nic w kraju nie uległo zmianie.
Lecz w chwili, gdy wybuchła Rewolucya, uległa gwałtownej zmianie ta część zarządu państwem, która najbardziej daje się uczuć każdemu obywatelowi; administracya zmieniła odrazu swoich ajentów i odmieniła zasady.
Państwo na razie nie uczuło wstrząśnięcia od tej olbrzymiej reformy, lecz każdy z Francuzów je odczuł. W najważniejszych sprawach ogólnych rządził jeszcze stary porządek, lecz nikt nie wiedział, kogo słuchać i do kogo udawać się w drobnych i konkretnych sprawach, które składają się na bieg życia społecznego.
Ponieważ żadna z części narodu nie czuła pod sobą stałego gruntu, dość było jednego cio-su, aby go zburzyć i sprawić w nim największe zamieszanie, jakie znają dzieje.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alexis de Tocqueville i tłumacza: Władysław Mieczysław Kozłowski.