Dama pikowa/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Puszkin
Tytuł Dama pikowa
Pochodzenie Czarny orzeł (Dubrowski)
Data wydania 1926
Wydawnictwo Tow. Wydawnicze "Rój" i Księg. E. Wende S-ka
Druk Zakł. Graf. E. i D-ra K. Koziańskich
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Lange
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
IV.

7 Mai 18
Homme sans moeurs et sans religion.
Korespondencja.


Liza Iwanowa siedziała w swym pokoju jeszcze w balowej sukni, pogrążona w głębokich rozmyślaniach. Przyjechawszy do domu, pośpiesznie odprawiła zaspaną dziewkę, narzucającą się z usługami, mówiąc, że rozbierze się sama i z drżeniem weszła do siebie w nadziei, że zastanie tam Germana. Pragnęła go nie zastać. Ujrzawszy, że go niema, błogosławiła los, że przeszkodził spotkaniu. Siadła, nie rozbierając się i zaczęła przypominać sobie wszystkie okoliczności, które w tak krótkim czasie tak daleko ją zaprowadziły. Nie minęły trzy tygodnie od chwili, gdy pierwszy raz ujrzała przez okno młodego człowieka — i już z nim prowadzi korespondencję, a on zdążył wymóc na niej nocną schadzkę! Znała jego nazwisko tylko dlatego, że niektóre listy były niem podpisane; nigdy o nim nie słyszała... aż do tego właśnie wieczoru. Dziwna rzecz! W ten sam wieczór na balu Tomski, dąsając się na młodą księżniczkę Polinę, która nie flirtowała według zwyczaju z nim, pragnął zemścić się przez okazanie obojętności; przywołał Lizę Iwanownę i tańczył z nią przewlekłego mazura. Przez cały czas żartował z jej roznamiętnienia do oficerów inżynierji, zapewniał, że wie więcej niż mogła się spodziewać, a niektóre żarty jego były tak trafnie zastosowane, iż Liza Iwanowa myślała kilkakrotnie, że tajemnica jej była powszechnie znana.
— Od kogo pan to wszystko wie? — zapytała śmiejąc się.
— Od przyjaciela znanej pani osoby, odpowiedział Tomski, człowieka bardzo znakomitego!
— Któż jest tym znakomitym człowiekiem?
— Nazywa się German.
Liza Iwanowa nie odpowiedziała; ale zlodowaciały jej ręce i nogi...
— Ów German, ciągnął Tomski, to postać naprawdę romantyczna, ma profil Napoleona i duszę Mefistofela. Sądzę, że ma on na sumieniu przynajmniej trzy zbrodnie. Jak pani zbladła!...
— Boli mnie głowa... Cóż mówił panu German... czy jak go tam?...
— German jest bardzo niezadowolony ze swego przyjaciela; powiada, że na jego miejscu postąpiłby całkiem inaczej... Przypuszczam nawet, iż sam German ma w stosunku do pani pewne widoki; w każdym razie słucha okrzyków miłosnych swego przyjaciela z dużym brakiem równowagi...
— Ależ gdzie on mnie widział?
— W cerkwi, lub może na spacerze!... Bóg to wie! Może był w pokoju pani, podczas gdy pani spała, stać go na to...
Trzy damy podeszły do nich z pytaniami „oubli on regret?“ i przerwały rozmowę, która stawała się dręcząco ciekawa dla Lizy lwanowny.
Damą wybraną przez Tomskiego była księżna X. Zdążyła się z nim pogodzić. Tomski, wróciwszy na swoje miejsce, nie myślał już o Germanie, ani o Lizie Iwanownie, która chciała koniecznie nawiązać przerwaną rozmowę, lecz mazur się skończył i wkrótce potem stara hrabina odjechała.
Słowa Tomskiego były tylko gawędą mazurową, ale głęboko zapadły w duszę młodej marzycielki. Portret, zarysowany przez Tomskiego, godził się z jej własnem wyobrażeniem i dzięki najnowszym romansom ta podła teraz postać napawała ją strachem i przykuwała jej wyobraźnię. Siedziała, złożywszy nagie ręce na krzyż, skłoniwszy na odsłoniętą pierś głowę, jeszcze ubraną kwiatami.
Naraz drzwi się otwarły i wszedł German. Zadygotała...
— Gdzież pan był? — zapytała przerażonym szeptem.
— W sypialni u starej hrabiny, — odrzekł German, — właśnie idę od niej.
Hrabina umarła.
— Boże mój!... co pan mówi?
— I zdaje się, ciągnął German, ja stałem się przyczyną jej śmierci.
Liza Iwanowna spojrzała na niego i zadźwięczały jej w duszy słowa Tomskiego: ten człowiek ma najmniej trzy zbrodnie na sumieniu! German usiadł na oknie tuż przy niej i wszystko opowiedział.
Liza Iwanowna wysłuchała go z przerażeniem. A więc te namiętne listy, te płomienne żądania, to uparte i brutalne prześladowanie — to wszystko nie była miłość! Pieniądze! — oto czego była głodna jego dusza! Nie ona mogła ugasić jego żądze i uszczęśliwić go! Biedna wychowanica była tylko ślepem narzędziem rozbójnika, zabójcy starej jej dobrodziejki!... Zapłakała gorzko w spóźnionym i męczącym żalu. German patrzył na nią milcząco; serce jego szarpało się również, lecz nie łzy biednej dziewczyny, ani niezwykły urok jej rozpaczy targał duszę. Nie czuł wyrzutów sumienia na myśl o martwej staruszce. Jedna rzecz go przerażała: niepowrotna utrata tajemnicy, od której oczekiwał wzbogacenia się.
— Jest pan potworem! — rzekła w końcu Liza Iwanowna.
— Nie chciałem jej śmierci, odpowiedział German, mój pistolet jest nienabity.
Zamilkli.
Nastąpił poranek. Liza Iwanowna zgasiła dogorywającą świecę; blady świt opromienił jej pokój. Otarła zapłakane oczy i podniosła je na Germana. Siedział na oknie, złożywszy ręce, groźnie zmarszczony. W tej pozycji przypominał portret Napoleona. Podobieństwo to uderzyło nawet Lizę Iwanownę.
— Jak pan wyjdzie z domu? — rzekła wreszcie Liza Iwanowna. — Chciałam pana przeprowadzić po skrytych schodach lecz trzeba przejść obok sypialni, a ja się boję...
— Proszę mi powiedzieć, jak szukać tych ukrytych schodów — wyjdę.

Liza Iwanowna wstała, wyjęła klucz z komody, wręczyła go Germanowi i dała mu dokładne wskazówki. German uścisnął jej zimną, obojętną rękę, pocałował ją w nachyloną głowę i wyszedł. Zeszedł w dół po kręconych schodach i wszedł znowu do sypialni hrabiny. Martwa staruszka siedziała sztywna; twarz jej wyrażała głęboki spokój. German zatrzymał się przed nią, długo patrzył na nią, jakby chcąc się przekonać o strasznej prawdzie, w końcu wszedł do gabinetu, znalazł drzwi za obiciem i zaczął zstępować po ciemnych schodach, targany dziwnemi uczuciami. „Po tych samych schodach — myślał — być może lat sześćdziesiąt temu, do tej samej sypialni, o tej samej porze, przekradał się w haftowanym fraku, zaczesany à l`oiseau royal, przyciskając do serca trójrożny kapelusz młody szczęśliwiec, który zgnił już dawno w grobie, a serce jego kochanki przestało bić dzisiaj...“





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Aleksander Puszkin i tłumacza: Antoni Lange.