Czarny orzeł (Dubrowski)/Rozdział XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Puszkin
Tytuł Czarny orzeł
Podtytuł (Dubrowski)
Data wydania 1926
Wydawnictwo Tow. Wydawnicze "Rój" i Księg. E. Wende S-ka
Druk Zakł. Graf. E. i D-ra K. Koziańskich
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Lange
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XV.

Marja Cyrylówna siedziała w swoim pokoju, wyszywając na bębenku, przy otwartem oknie. Nie myliła się w barwach jedwabiu, jak kochanka Konrada, która w miłosnem roztargnieniu wyhaftowała różę zielonym jedwabiem. Pod igłą jej kanwa odbijała nieomylnie wzór; mimoto myśli jej nie uczestniczyły w pracy — odbiegły daleko.
Nagle przez okno cichutko wsunęła się ręka, ktoś położył jej na ręce list i umknął, zanim Marja Cyrylówna zdążyła się opamiętać. Równocześnie wszedł służący i wezwał ją do Cyryla Piotrowicza. Z drżeniem ukryła list za gors i pośpiesznie udała się do gabinetu ojca.
Cyryl Piotrowicz nie był sam. Książę Werejski siedział u niego. W chwili pojawienia się Marji Cyrylówny książę wstał i milcząc ukłonił się z pomieszaniem niezwykłem sobie. „Podejdź tutaj, Maszo, rzekł Cyryl Piotrowicz. Powiem ci nowinę, która spodziewam się, ucieszy cię. Oto twój narzeczony, książę stara się o ciebie“.
Masza osłupiała; śmiertelna bladość pokryła jej policzki. Milczała. Książę podszedł do niej, wziął ją za rękę i ze wzruszeniem zapytał: czy godzi się być sprawczynią jego szczęścia. Masza milczała.
— Godzi się, naturalnie, że się godzi, rzekł Cyryl Piotrowicz; ale rozumiesz książę, iż dziewczynie trudno wypowiedzieć to słowo. Ano dzieci pocałujcie się i bądźcie szczęśliwi.
Masza stała nieruchomo; stary książę pocałował ją w rękę. Naraz łzy stoczyły się po jej bladej twarzy. Książę lekko zmarszczył się.
— Idź, idź, idź! rzekł Cyryl Piotrowicz, osusz swoje łzy i wróć do nas wesolutka. One wszystkie płaczą przy zaręczynach, mówił dalej, zwróciwszy się do Werejskiego; to już taki ich obyczaj. Teraz, książę, pomówimy o sprawach t. j. o posagu,
Marja Cyrylówna wyzyskała gorliwie pozwolenie odejścia. Pobiegła do swego pokoju, zamknęła się i puściła wodze łzom, wyobrażając siebie jako żonę starego księcia; wydał się jej nagle wstrętnym i nienawistnym... Małżeństwo trwożyło ją, jak całun, jak mogiła!... „Nie, nie! — powtarzała w rozpaczy, lepiej do klasztoru, raczej wyjdę za Dubrowskiego...“ Wtedy przypomniała sobie list i gorączkowo wzięła się do czytania, przeczuwając, że był od niego. Rzeczywiście był pisany przez niego i zawierał tylko te słowa:
„Wieczorem, o dziesiątej na starem miejscu...“
Księżyc jaśniał; wiejska noc była cicha; zrzadka zrywał się wiaterek i cichy szelest przebiegał po całym ogrodzie.
Jak lekki cień zbliżyła się młoda kobieta do miejsca naznaczonego spotkania. Nikogo jeszcze nie było widać, gdy nagle z za altany zjawił się przed nią Dubrowski. „Wiem wszystko, rzekł do niej cichym i bolesnym głosem, proszę pamiętać o swem przyrzeczeniu.“
— Pan proponuje mi swoją opiekę? — odrzekła Masza, lecz niech się pan nie gniewa, ona napawa mnie strachem. Jakim sposobem chce mi pan pomóc.
— Mógłbym panią uwolnić od nienawistnego człowieka.
— Na Boga, niech go pan nie tknie, nie śmie tknąć, jeżeli pan mnie kocha. Nie chcę być winną jakiejś przerażającej rzeczy...
— Nie tknę go, wola pani jest dla mnie święta. Winien on pani życie. Nigdy nie będzie dokonana zbrodnia w imię pani. Pani powinna być czysta nawet w swoich przestępstwach. Ale jak ocalę panią przed brutalnością ojca?
— Jest jeszcze nadzieja; spodziewam się, że wzruszę go swemi łzami i rozpaczą. Uparty on, ale tak mnie kocha.
— Niech pani nie żywi nadziei daremnie; w tych łzach ujrzy on tylko zwyczajną bojaźliwość i wstręt, właściwy wszystkim młodym dziewczętom, gdy wychodzą zamąż nie z miłości lecz ze zdrowego rozsądku; a jeśli on nabije sobie głowę chęcią uszczęśliwienia pani wbrew jej samej? jeżeli siłą poprowadzą panią do ślubu, aby poddać panią na zawsze władzy postarzałego męża?...
— Wtedy... wtedy nie ma co robić... niech pan przyjdzie po mnie, będę pańską żoną.
Dubrowski zadygotał; blada twarz jego pokryła się krwawym rumieńcem i naraz stała się bledszą niż przedtem. Długo milczał, schyliwszy głowę.
— Niech pani zbierze wszystką energję ducha, błaga ojca, rzuci się do nóg jego, przedstawi mu całą okropność przyszłości, swoją młodość więdnącą obok zrujnowanego i lubieżnego starca, niech pani powie, że bogactwo nie da pani ani jednej chwili szczęścia; zbytek raduje tylko nędzę i to na krótko wskutek nieprzyzwyczajenia; proszę nie dać mu spokoju, nie bać się jego gniewu, ani gróźb, dopóki zostanie chociaż cień nadzieji; na miłość boską nie dać mu spokoju. Jeżeli zaś nie będzie innego środka — niech się pani zdecyduje na brutalne wyznanie, proszę powiedzieć, iż jeśli będzie nieubłagany to... to pani znajdzie straszliwą opiekę...
Tu Dubrowski zasłonił twarz rękami; zdawało się, że brakło mu tchu. Masza płakała.
— Nędzna, nędzna moja dola! rzekł on gorzko wzdychając. Oddałbym za panią życie; widywać panią chociaż zdaleka, dotykać ręki pani było dla mnie upojeniem i gdy odsłania się możność przyciśnięcia pani do serca i rzec: ja twój na wieki — nędzny! muszę wystrzegać się szczęścia i odtrącić je od siebie wszystkiemi siłami! Nie śmiem upaść do nóg pani i dziękować niebu za niepojętą, niezasłużoną nagrodę. O! jak powinienem nienawidzieć tego... lecz czuję, że teraz w mem sercu nie ma miejsca na nienawiść.
W milczeniu objął jej stan i milcząc przyciągnął ją ku swemu sercu. Z ufnością skłoniła głowę na ramię młodego zbójcy — oboje milczeli...
Czas leciał. „Pora“, rzekła wkońcu Masza. Dubrowski jakby się ocknął ze snu. Wziął jej rękę i nałożył jej na palec pierścień. „Gdy pani zdecyduje się mnie zawezwać, rzekł, proszę przynieść ten pierścień tutaj i opuścić w dziuplę tego dębu; będę wiedział co robić.“
Dubrowski pocałował ją w rękę i skrył się między drzewami.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Aleksander Puszkin i tłumacza: Antoni Lange.