Boska Komedia (Stanisławski)/Czyściec - Pieśń XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
PIEŚŃ PIĘTNASTA.

Ile z tej sfery, co igra jak dziecię,
Widzimy zwykle między dnia początkiem
A końcem trzeciej onego godziny,
Tyle zapewne na drodze zachodu
Dla słońca jeszcze zostawało biegu:
Tam już był wieczór, tu północy doba.[1]
W sam środek nosa biły nam promienie,
Bośmy dokoła obeszli już górę
I wprost na zachód dążyliśmy teraz,
A wtem uczułem, że na czoło moje
Większy daleko blask niż pierwej padał,
I osłupiałem na rzecz mi nieznaną;
Więc obie dłonie wzniosłem ponad brwiami
I tym sposobem stworzyłem zasłonę,
Co mnie broniła od zbytniego światła.
Jako od wody, lub szyby zwierciadła,
Promień, w przeciwną odskakując stronę,
Pod tymże stopniem odbija się w górę,
Pod jakim upadł, i w jednakiej mierze
Po obu stronach odbiega od linji,

Spadającego na ziemię kamienia
(Jak doświadczenie wskazuje i sztuka);[2]
Podobnie zda się byłem ja rażony,
Światłem przedemną od czegoś odbitem;
Więc wzrok coprędzej od niego umykał.
Ojcze mój, rzekłem, co za jasność taka,
Że wzroku przed nią skryć dosyć nie mogę,
A która niby ku nam się pomyka?
— „Nie dziw więc wcale, Mistrz odpowie na to:
Że niebios dziatwa jeszcze cię olśniewa:
Jest to posłaniec, który tu przychodzi
Zachęcać dusze do wejścia na górę.
Blizki czas, w którym widzieć takie rzeczy,
Nie trudem, owszem rozkoszą cię będzie,
Ile ją uczuć natura twa zdoła.“
Gdyśmy ze świętym zeszli się aniołem,
On rzekł radośnie: „Wnijdźcie na te schody,
Co są daleko mniej od innych strome.“
Ruszywszy z miejsca, szliśmy już na górę,
Kiedy za nami rozlało się pienie:
„Błogosławieni, co są miłosierni!“
A potem! „Ciesz się, ty który zwyciężasz![3]
Gdyśmy samotni z Mistrzem szczeblowali,
Myślałem sobie, że w ciągu tej drogi,
Z rozmowy jego korzystać należy;
Więc go się pytam: Co znaczyły słowa
Ducha Romanji, w których napomykał
O wyłączeniu jakiemś i wspólniku?[4]

A Mistrz odpowie: „Poznał jak jest zgubną
Największa jego skaza: więc nie dziwo,
Że za nią gromi, byście mniej płakali.[5]
Ponieważ ktemu żądze swe skłaniacie,
Co dzielić trzeba pomiędzy wspólniki,
Zazdrość w was miechem rozdyma westchnienia;
Lecz gdyby miłość dla najwyższej sfery
Tam, w górę, wasze kierowały chęci,
Pierś wasza próżną byłaby obawy:
Bo tam, im więcej naszem się co zowie,
Tem więcej każdy dobro to posiada,
I większa miłość pała w tej dziedzinie.[6]
Zaspokojenia więcej teraz łaknę —
Odrzekłem na to — niż gdybym był milczał,
I więcej teraz w duszy mej zwątpienia:
Jak to być może, by skarb rozdzielony
Pomiędzy wielu wzbogacał ich więcej,
Niźli niewielu, gdyby go posiedli?
A Mistrz mój na to: „Że twój umysł zawsze
Do dóbr jedynie ziemskich jest przykuty,
Ze światła prawdy zbierasz ciemność samą.
Niewysłowione, nieskończone dobro,
Co jest nad nami, bieży ku miłości,
Jak płomień słońca ku jasnemu ciału.
W miarę zapału jaki napotyka,
Zwykło się ono udzielać, a przeto
O ile miłość wytęża się sama,
O tyle nad nią rośnie ów skarb wieczny;

A im dusz więcej dąży tam ku niemu,
Tem więcej kochać mogą i kochają,
Wzajem ku sobie miłość odbijając,
Na podobieństwo zwierciadlanej szyby.[7]
Jeśli cię moja nie nasyca mowa,
To Beatricze, którą masz obaczyć,
I tę i wszystkie żądze twe ukoi.
Staraj się tylko, abyś, jak dwie inne,
Pięć pozostałych ran prędzej zagładził:
Goją się one, właśnie kiedy bolą.[8]
Gdy chciałem odrzec: Tyś mnie zaspokoił,
Widzę, żem stanął w innym już zakresie;
Więc żądne oczy milczeć mi kazały.
Tu mi się zdało, żem był uniesiony
W zachwyt widzenia i że oglądałem
Wewnątrz świątyni ludzi jakichś wiele;
W progu niewiasta, w najsłodszej postawie
Stroskanej matki, przemawiała rzewnie:
„Synu mój! cóżeś tak dla nas uczynił?
Oto żałośni szukaliśmy ciebie,
Ja i twój ojciec.[9]“ — Kiedy ta umilkła,
Pierwsze widzenie znikło mi z przed oczu;
Potem niewiasta inna się zjawiła
Ze łzą na licach, którą boleść sączy,
Gdy ją w człowieku wielka krzywda rodzi,
I tak mówiła: „Jeżeliś pan grodu,
Który jak nazwać spierały się Bogi,
Z którego wszelka wytryska nauka,

O Pizystracie! pomścij się nad ręką,
Co naszą córkę zuchwale objęła!“
A pan ten, zda się, słodko i łagodnie,
Z czołem pogodnem, odpowiedział na to:
„Cóż zrobim temu, który nam źle życzy,
Jeśli potępim tego, co nas kocha?[10]
Widziałem potem: rozpalony gniewem
Lud kamieniami młodzieńca zabijał,
Wrzeszcząc okrutnie: kamienuj! kamienuj!
A w obec śmierci, co go już zmagała,
Widziałem, młodzian ku ziemi się chylił,
Lecz wciąż drzwi oczu otwierał ku niebu,
I w srogiej walce modlił się do Pana
O przebaczenie dla swych prześladowców,
Z takim wyrazem, który litość budzi.[11]
Gdy dusza moja wróciła już była
Do istniejących na zewnątrz niej rzeczy,
Poznałem wtenczas, że moje marzenia
Nie były fałszem. — Wódz mój widząc dobrze,
Żem był jak człowiek ze snu obudzony,
Rzecze: „Co tobie, że ustać nie możesz?
Uszedłeś jednak więcej niż pół mili,
Zamknąwszy oczy i plącząc nogami,
Jak ten, którego sen lub wino słania.“
— Ojcze mój słodki! jeśli raczysz słuchać,
Powiem ci, rzekłem, co mi się widziało,
Kiedy tak nogi podemną się chwiały.
A on mi na to: „Gdybyś na twarz sobie

Włożył sto masek, najmniejsza myśl twoja
Jeszcze by dla mnie tajemną nie była.
Wszystko coś widział, widziałeś dla tego,
Abyś powodu nie miał się wymawiać.
I serce wodom pokoju otworzył,
Które ze źródła wieczystego płyną.[12]
Jam cię nie pytał: co tobie? jak człowiek,
Patrzący okiem, które nic nie widzi,
Skoro już dusza nie ożywia ciała;
Pytałem, abym sił dodał twym stopom:
Tak trza napędzać gnuśnych, co się lenią
Z wracającego korzystać czuwania.“
Szliśmy, a pilnie patrzali przed siebie,
O ile tylko mogły sięgać oczy,
Blask spotykając wieczornych promieni.
A wtem powoli stał się dym przed nami,
Jako noc ciemny i ku nam się sunął,
Że skryć się przed nim niepodobna było;
Więc nam wzrok odjął i powietrze czyste.




Przypisy

  1. Sferą igrającą jak dzieci, to jest kręcącą się wkoło, Dante nazywa niebo, które, według Ptolomeusza, ze wszystkiemi planetami obraca się dokoła ziemi. Sens więc pierwszych sześciu wierszy jest taki, że jaką przestrzeń nieba widzimy między początkiem dnia i godziną trzecią dzienną (t. j. dziewiątą podług teraźniejszej rachuby), taką przestrzeń miało jeszcze przebiedz słońce do końca dnia: nastąpiła więc w Czyścu pora wieczorna, a w Italji już była północ.
  2. Linja kamienia spadającego na ziemię, jest to linja prostopadła: tak nazwał ją Albertus Magnus.
  3. Błogoławieni Miłosierni, mówi Chrystus u Mateusza (R. V., w. 7); śpiew zaś: Ciesz się ty, który zwyciężasz, oznacza, że ten, który zwyciężył w sobie pychę i zawiść, może się cieszyć nadzieją pokonania wszystkich złych skłonności i dostąpienia wiecznego szczęścia.
  4. W pieśni poprzedzającej, Gwido del Duca, duch romański, odzywa się do ludzi:
    „O rodzie ludzki przecz swe serce składasz
    W tych właśnie rzeczach, od których użycia
    Wykluczać trzeba wszelkiego wspólnika?“
    (Obacz przyp. 11. do P. XIV.)
  5. Wirgiljusz mówi, że Gwido del Duca doznał na sobie, ile jest zgubną zawiść, która się rodzi z przywiązania do rzeczy tego świata; więc upomina ludzi, aby się jej strzegli i tem oszczędzili sobie płaczu i męczarni, kiedy przyjdzie czas pokuty.
  6. Wirgiljusz przekłada Dantemu, że dobro ziemskie, skoro je musimy dzielić z innymi, rodzi w nas zawiść; — przeciwnie dobro niebieskie, im większej liczbie dusz się udziela tem większą miłość rodzi między wspólnikami jego.
  7. Dobro niebieskie udziela się tylko tym, którzy je miłują, których dusza świeci ku niemu, jak szyba wody, lub zwierciadło ku słońcu: im jaśniejsza szyba, tem mocniej odbija się w niej słońce; a im więcej szyb takich, tem większa staje się jasność, bo każda z nich odbierając promienie słoneczne, odstrzeliwa je ku drugim.
  8. Ranami nazywa tu Wirgiljusz owe siedem P, które anioł stojący u wnijścia do Czyśca, na czole Dantego nakreślił, to jest siedm grzechów głównych. Dwie z tych ran znikły, bo Dante, przeszedłszy przez dwa pierwsze zakresy Czyśca, uwolnił się już od dwóch grzechów — pychy i zawiści. Wirgiljusz uprzedza, że te rany goją się właśnie wtenczas, kiedy bolą, to jest kiedy żałujemy za grzechy.
  9. Poeci weszli już do trzeciego zakresu Czyśca, kędy się gładzi grzech gniewu; na wstępie Dante, w marzeniu zachwytu, ogląda przykłady łagodności. Pierwszym przykładem jest Marya, matka Chrystusa, która po trzech dniach poszukiwania, znalazła syna swego w kościele i z łagodnością prawdziwie boską powiedziała mu: „Synu, cóżeś nam tak uczynił? oto ojciec twój i ja żałośni szukaliśmy cię.“ — (Łukasza R. II., w. 48).
  10. Kiedy Pizystrates był tyranem ateńskim (w. greckim znaczeniu tego wyrazu), zdarzyło się, że jakiś młodzieniec publicznie pocałował córkę tyrana; żona Pizystrata domagała się, aby ten zemścił się nad młodzieńcem za taką zniewagę, ale on odrzekł na to, jak czytamy w texcie. (Notabene: o to, jak nazwać miasto Ateny, spór był między Neptunem a Minerwą).
  11. Mowa tu o umęczeniu św. Stefana, o którem czytamy w Dziejach Apostolskich: I kamienowali Szczepana wzywającego a modlącego się: Panie Jezu, przyjmij ducha mojego. A klęknąwszy na kolana, zawołał głosem wielkim mówiąc: Panie, nie poczytaj im tego grzechu etc.“ (R. VIII. w. 58. i 59.).
  12. Wirgiljusz objaśnia Dantemu, że dano mu było widzieć owe przykłady łagodności dla tego, ażeby tem chętniej otworzył serce swoje łagodności, uczuciu pokoju, wyrozumiałości i umiarkowaniu, które są darami łaski boskiej — tego wiecznego źródła wszystkiego co jest dobrem.