Boska Komedia (Stanisławski)/Czyściec - Pieśń XIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
PIEŚŃ CZTERNASTA.

Kto ten, co w koło góry naszej krąży,
Pierwej niżeli śmierć mu lot nadała,
A oczy wolno otwiera i stula?“
— „Kto on? — ja niewiem; wiem że nie jest jeden.
Ty, coś doń bliższy, powitaj go mile
I proś ażeby pomówić chciał z nami.“
Dwa cienie, wzajem ku sobie zchylone,
Tak rozmawiały o mnie z prawej strony;
Potem do góry obróciły twarze,
A jeden do mnie: „O duszo, co jeszcze
Więziona w ciele, wędrujesz ku niebu,
Przez litość, chciej nas pocieszyć i powiedz:
Ktoś ty? zkąd idziesz? bo takie zdziwienie
Sprawiasz nam łaską udzieloną tobie,
Jako rzecz nigdy jeszcze nie widziana.“
A ja mu: Środkiem Toskany przebiega
Rzeczułka, co się rodzi w Falteronie,
A sto mil biegu nie wystarcza dla niej.[1]
Nad jej wodami przywdziałem to ciało.
Kto jestem? mówić napróżnoby było,

Bo imie moje niezbyt jeszcze głośne.
Naonczas odrzekł ten co pierwszy mówił:
„Jeśli myśl twoją przeniknąłem dobrze
Rozumem moim, to mówisz o Arno?“
A drugi na to: „Czemu on zataił
Imie tej rzeki, właśnie jako człowiek,
Który chce mówić o ohydnej rzeczy?“
A cień, co został o to zapytany,
Tak się wywiązał: „Niewiem; lecz się godzi
By zaginęło imie tej doliny.[2]
Bo od początku, kędy góry strome,
Od których został odcięty Peloro,
Tak są wyniosłe, że w niewielu miejscach
Nad tę wysokość jeszcze wybiegają,[3]
Aż do jej końca, kędy wraca morzu
To, co zeń niebios wyssały przestwory.
A z czego rzeki mają wody swoje,[4]
Wszyscy tam cnoty, jak wrogiego węża,
Unikać zwykli, czy skutkiem nieszczęścia
Do miejscowości tej przywiązanego,
Czy też nałogu, co ku złemu pędzi.
Jakoż mieszkańcy tej nędznej doliny
Tak swą naturę zmienili, że zda się,
Jakby ich Cyrce pasała w tej trzódzie,[5]
Wśród brudnych wieprzy, co raczej żołędzi,
Niżli właściwej ludziom karmi godni,
Naprzód ta rzeka lichy nurt swój toczy.[6]
Niżej spotyka małych kundlów gniazdo,

Więcej warczące, niż pozwala siła;
A więc z pogardą pysk od nich odwraca.[7]
Spadając dalej, im więcej nabrzmiewa
Ta nieszczęśliwa i przeklęta rzeka.
Więcej psów widzi, co się zwą wilkami.[8]
W końcu przebiegłszy przez najgłębsze tonie,
Znajduje lisów tyle pełnych zdrady,
Że się podstępnych nie lękają sideł.[9]
Choć mnie kto słucha, mówić nie przestanę;
Z korzyścią owszem będzie to dla niego
Jeżeli w swojej zachowa pamięci
To co duch prawdy przede mną odsłania.[10]
Widzę, na brzegach tej okrutnej rzeki,
Wnuk twój na wilki rozpoczyna łowy,
Siejąc na wszystkie strach i przerażenie.
Żywcem ich mięso sprzedaje, a potem,
Jak przestarzałe zwierzęta zabija;
Wielu z nich życia, — siebie czci pozbawia.
Krwawy wychodzi z nieszczęsnego lasu,
A za lat tysiąc las ten nie powróci
Do pierwotnego zieloności stanu!“
Jako na przyszłych nieszczęść przepowiednię
Słuchającego zasępia się czoło,
Zkądkolwiek godzi nań niebezpieczeństwo; —
Tak ów duch drugi, który pilnie słuchał,
Widziałem, jak się strwożył i zasmucił,
Kiedy tej mowy treść do serca przyjął.
Słowo jednego a postać drugiego

Wzbudziły we mnie chęć poznać ich miano;
Przeto prosiłem i błagałem o nie.
Więc duch, co pierwszy był przemówił do mnie,
Ozwał się: „Chcesz więc, bym ustąpił tobie
W tem, czegoś nie chciał sam uczynić dla mnie?
Lecz skoro Bóg chce, by tak łaska Jego
Jaśniała w tobie, nie poskąpię słowa:
Dowiedz się tedy: — jam Guido del Duca!
Krew moja taką zawiścią pałała,
Że bylem radość czyją był obaczył,
Ujrzałbyś jak mnie zieloność powleka...
Takie dziś żniwo zbieram z siejby mojej!
O rodzie ludzki, przez swe serce składasz
W tych właśnie rzeczach, od których użycia
Wykluczać trzeba wszelkiego wspólnika?...[11]
Oto Rinjeri — oto cześć i chwała
Domu Calboli, z którego już po nim
Nikt spadkobiercą nie jest jego cnoty.
A między Padem i Appeninami,
Morzem i Reno,[12] nietylko ród jego
Dziś ogołocon ze skarbów koniecznych
Do życia prawdy i miłej zabawy;[13]
Bo w tych granicach cała ziemia pełna
Krzewów zjadliwych, które wykorzenić
Próżnoby chciała późniejsza uprawa.
Gdzie dobry Lizio, Arrigo Monardi,
Piotr Trawersaro, Gwido di Carpigna?[14]
O, zbękarciałe Romanji plemię!

Kiedyż w Bononji Fabbro się odrodzi,
Lub Bernard Fosco zakwitnie w Faenzy
Z poziomej trawki latoroślą piękną?...[15]
O Toskańczyku! nie dziw się że płaczę,
Gdy sobie wspomnę Gwidona da Prata,
Hugona d'Azzo, co żył między nami,
I zacne plemię Frydryka Tignoso,
I Annastagich i ród Trawersaro...
Dziś już te domy dziedziców nie mają!...[16]
Płaczę, gdy wspomnę damy i rycerze,
I owe trudy i owe zabawy,
Co w nas nieciły miłość i uprzejmość
Tam, gdzie dziś serca tak są niegodziwe!
O Brettinoro! czemu nie zaginiesz,
Kiedy już gniazdo rozpierzchło się twoje
I tyle innych, by umknąć zmazy?[17]
Bagnacavalo dobrze sobie radzi,
Że się nie krzewi; lecz źle Castrocaro,
A gorzej Conjo, że się jeszcze trudzi
Nad rozpładzaniem znikczemniałych hrabiów.[18]
Dobrze się będą sprawować Pagani,
Skoro ich Demon przepadnie; lecz po nich
Nigdy już czysta nie zostanie sława.[19]
O Ugolino z Fantoli! twe imie
Bezpieczne teraz, bo niemasz nadzieji
By potomkowie blask jego zaćmili!...[20]
Lecz, Toskańczyku, idź już, bo w tej dobie

Milej mi płakać, niżeli rozmawiać,
Tak myśl o kraju serce mi ścisnęła...“
Myśmy wiedzieli, że te dusze drogie
Słyszały chód nasz; przeto choć milczały,
Jużeśmy pewni byli naszej drogi.[21]
Kiedy samotni dążyliśmy dalej,
Nagle, jak piorun spadający z nieba,
Głos zagrzmiał w górze na spotkanie nasze:
„Każdy kto najdzie, zabić mnie powinien![22]
I znikł, jak gromu rozpływa się brzmienie,
Gdy pocisk jego rozdarł łono chmury.
Gdy słuch nasz po nim odpoczywał nieco,
Wtem drugi wielkim rozległ się łoskotem,
Właśnie, jak gdyby grom po gromie spadał:
„Jestem Aglaura, co stałam się głazem![23]
Więc, chcąc się ukryć za Wieszcza ramieniem,
Wstecz, a nie naprzód postąpiłem krokiem.
Powietrzną przestrzeń zaległa już cisza,
A Mistrz rzekł do mnie: „Oto uzda twarda,
Co by w granicach winna trzymać człeka;
Lecz was żer nęci, tak, że wróg odwieczny
Właśnie jak wędką ciągnie was ku sobie.[24]
Mała więc korzyść z uzdy i zachęty.
Niebo was wzywa i krążąc wokoło
Wieczną wam krasę ukazuje swoją;
A wasze oczy patrzą tylko w ziemię...
Przeto was chłosta Ten, co wszystko widzi!“




Przypisy

  1. Rodzinna rzeka Dantego — Arno bierze początek w jednej z gór Appeninskich, zwanej Falterona.
  2. To jest doliny, po której przebiega Arno.
  3. Łańcuch gór Appenińskich ciągnie się przez Sycylję, w której przylądek Peloro jest widocznie przedłużeniem Appeninów.
  4. Arno wpada do morza i oddaje mu wodę, którą z niego wybrały obłoki, a deszcz spadający z obłoków podsyca rzeki.
  5. Cyrce, sławna u starożytnych z wabności czarownica która znęconych jej wdziękami ludzi przemieniała w zwierzęta.
  6. Wieprzami nazywa poeta mieszkańców Casentino, a w szczególności ród hrabiów Guidi, o których jeden z dawniejszych komentatorów mówi: „Guidi nominabantur comites de Porciano, qui merito possunt vocari porci.“
  7. Małemi a złośliwemi kundlami (botoli ringhiosi), nazwani są Aretyni.
  8. Pod nazwą psów, które się stały wilkami, rozumieć należy Gwelfów Florentyńskich (Gwelf, Wolf — wilk).
  9. Lisami nazwani są Pizańczykowie, którzy mieli sławę niezmiernie przebiegłych i skłonnych do zdrady ludzi.
  10. Tu duch Gwidona del Duca, zwracając mowę do sąsiada swego Rinieri de' Calboli, przepowiada, że wnuk tego ostatniego, Fulcieri d'e Calboli, będzie krwawym prześladowcą Florentynów (wilków). Ten Fulcieri w r. 1302. był podestą Florencji, a przekupiony przez stronnictwo Gwelfów Czarnych, wielu ze stronnictwa Białych skazał na śmierć lub wygnanie.
  11. Taką jest właśnie natura wszelkich dóbr ziemskich, że albo wcale nie przypuszczają podziału, albo gdy je zmuszeni
  12. Tym sposobem oznaczone są granice Romanji.
  13. To jest: nietylko Rinjera de' Calboli, ale wszyscy mieszkańce Romanji, pozbawieni są nauki, czyli oświaty, która jest konieczną do życia prawdy, do życia poważnego, i zalet towarzyskich, bez których nie masz przyzwoitej i miłej zabawy.
  14. Lizio z Walbony, Arrigo i Manardi z Faenzy, Piotr Trawersaro z Rawenny i Gwido di Carpigna z Montefeltro, byli to ludzie odznaczający się szlachetnością i wykształceniem.
  15. Gwido del Duca napomyka, że był czas, kiedy nawet ludzie niższego pochodzenia i nieumiejętni, cnotą i oświatą podnosili się do najwyższych szczebli towarzyskich: jak Fabbro Lambertazzi w Bolonji; lub Bernardino di Fosco w Faenzy i zapytuje, czy wróci kiedy czas podobny.
  16. Gwido di Prata; Ugolino d'Azzo z rodu Ubaldini, Federigo Tignoso, także członkowie rodów Traversara i Anastagi, byli to ludzi szlachetni i cnotliwi, którzy nie zostawili godnych siebie potomków.
  17. Brettinaro — zamek rodzinny Gwidona del Duca.
  18. Dobrze jest (mówi Gwido del Duca), że już wygasł ród hrabiów z Bagnacavalo; ale źle, że rody hrabiów z Castrocaro i Canio wydają jeszcze nikczemnych potomków.
  19. Mainardo Pagani był wielkorządzcą w mieście Imola; dla złości i chytrości swojej przezwany był djabłem czyli Demonem. Guido del Duca mówi, że chociaż po śmierci tego Demona, synowie jego będą uczciwie rządzić, ale sława imienia ich nie będzie zupełnie czystą, z powodu na wieczne czasy pamiętnych zbrodni ich ojca.
  20. Ugolino de' Fontoli, człowiek szlachetny i cnotliwy zmarł bezpotomnie.
  21. Wędrujący Poeci pewni byli, że idą dobrą drogą bo gdyby się byli omylili co do jej kierunku, uczciwe dusze, z któremi rozmawiali, a które choć niewidziały, czuły jednakże w jaką stronę udali się Dante i Wirgiliusz, byłyby ich ostrzegły.
  22. Są to słowa Kaima, który przez zawiść zabił brata swego: „Omnis qui inveniet me, occidet me." (Ks. Mojż. I., R. 4. w. 14.).
  23. Aglaura, za to, że była zawistną względem siostry swojej Hersy, którą pokochał Merkury, zamienioną została w kamień.
  24. Przykłady ukaranej zawiści powinnyby powściągnąć ludzi od tego grzechu; ale ich tak nęcą ku sobie dobra ziemkie, że i ta uzda okazuje się za słabą.