Boska Komedia (Stanisławski)/Czyściec - Pieśń XIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
PIEŚŃ TRZYNASTA.

Jużeśmy byli u wierzchu tych schodów,
Gdzie po raz drugi wgłąb' umyka góra,
Na którą idąc oczyszcza się dusza:
Tu również w koło otaczał wyżynę
Taras zupełnie podobny pierwszemu,
Tylko że chyżej łuk się jego zwija.[1]
Nie znać tu żadnej rzeźby, ni obrazu:
Ściana i droga jednostajnie gładkie,
A barwa głazów tak posępno-sina.
— „Jeśli, chcąc pytać o drogę, będziemy
Czekać na kogo, — lękam się — Wieszcz rzecze,
Byśmy zbyt długiej nie doznali zwłoki.“
A potem w słońcu wzrok utkwiwszy pilny,
I prawy bok swój czyniąc środkiem ruchu,
Lewą ku niemu obrócił się stroną.
— „O słodkie światło, w którem zaufany,
Wstępuję — rzecze — na tę drogę nową,
Wiedź nas, jak tutaj wiedzeni być chcemy.
Ty świat ogrzewasz i ty go oświecasz;

Gdy nic w przeciwną nie nagli cię stronę,
Promień twój niech nam zawsze przewodniczy.“
Ile tu u nas za milę się liczy,
Tyleśmy w krótkim przebiegli już czasie,
Bo nas tam chyża pomykała żądza.
A w tem nie wiedząc, poczuliśmy duchy
Lecące ku nam i w uprzejmych słowach
Zapraszające do miłości stołu.[2]
Pierwszy głos, który mijał nas w przelocie,
Wina nie mają, odezwał się głośno,
I wciąż za nami powtarzał te słowa;[3]
A nim zupełnie przestał być słyszanym
Przez oddalenie, inny głos mijając,
„Jam Orest“ krzyknął; — i ten się nie wstrzymał.[4]
— Ojcze mój — rzekłem — jakie są te głosy?...
A kiedym pytał, już przemówił trzeci:
Miłujcie wszystkich, co wam źle czynili.[5]
Wtedy się ozwał Mistrz mój dobrotliwy:
„Zakres ten winę zawiści biczuje,
Więc struny bicza wytęża tu miłość;
Wędzidło zasię inne wyda dźwięki
Które posłyszysz pewnie, jako wnoszę,
Pierwej, nim zdążysz do miejsc przebaczenia.[6]
Lecz utkwij dobrze w szlak powietrzny oczy
A ujrzysz duchy przed nami siedzące,
Każdy z nich siedzi wzdłuż pod ścianą skały.“
Naonczas, lepiej otwierając oczy
Spojrzałem przed się i ujrzałem cienie

W oponach, barwą nieróżnych od głazu.
Kiedyśmy naprzód pomknęli się nieco,
Słyszę głos: „Módl się za nami Marijo,
Michale, Piętrzę i wy wszyscy święci!“
Nie sądzę, żeby dziś chodził po ziemi
Człowiek tak twardy, któregoby przedmiot
Jaki'm ja widział nie ubodł współczuciem.
Bo kiedym do nich zbliżył się na tyle,
Że ich postacie rozróżniałem jasno,
Ciężka mi boleść trysnęła przez oczy.
Członki ich gruba włosiennica kryła,
Jeden drugiego plecami podpierał,
A wszystkich razem podpierała góra.
Tak właśnie ślepi, środków pozbawieni,
Żebrząc jałmużny na odpustach siedzą,
A każdy głowę na drugiego chyli,
Aby tem prędzej obudzić w człowieku
Litość, nietylko słów żałośnych dźwiękiem,
Lecz i widokiem nie mniej błagającym.
A jak do ślepych słońce nie dolata,
Również i cieniom o których wspomniałem,
Niebieskie światło udzielać się nie chce;
Bo wszystkich drutem przebita powieka
I tak sposzyta, jak to czynią zwykle
Krogulcom dzikim, gdy są niespokojne.[7]
Idąc, sądziłem, że wyrządzę krzywdę
Patrząc na kogoś nie będąc widzianym;
Przeto do mojej zwróciłem się Rady.

Wiedział on, co ten ruch oznaczał niemy,
Więc nie czekając na moje pytanie,
Rzecze: „Mów do nich krótko, a treściwie.“
Wirgili przy mnie stąpał po tej stronie,
Z której by łatwo w przepaść zlecieć można,
Bo żaden poręcz nie wieńczy tarasu;
Po drugiej stronie te pobożne cienie
Siedziały strasznem dręczone sposzyciem,
Tak że ich twarze zlewały się łzami.
Zwrócony ku nim, począłem: O dusze
Pewne widoku Najwyższego Światła,
Co dziś jedyną żądzy waszej troską. —
Niech Łaska pianę z waszego sumienia
Spędzi najrychlej, aby przez nie potem
Spływała jasno myśli waszych rzeka!
Będzie to dla mnie i miłem i drogiem,
Gdy mi powiecie, czy jest między wami
Dusza Latyńska; a i dla niej może
Z dobrem to będzie, jeżeli ją poznam.
— „O bracie, każda jest obywatelką
Ojczyzny prawej;[8] — chcesz powiedzieć pewnie.
Co by wędrowna w Italiji żyła?“
Taką odpowiedź słyszeć mi się zdało
Nie wiele przodem od miejsca, gdzie stałem;
Więc jeszcze mocniej słyszeć się tam dałem.
Między innemi, ujrzałem, cień jeden
Oczekiwanie wyrażał postawą;
A gdy kto zechce spytać! jak? odpowiem:

Brodę do góry podniósł, jako ślepy.
O duchu, rzekłem, co się tutaj korzysz,
Byś mógł tam wznieść się, jeżeliś ten samy,
Który odpowiedź dałeś mi przed chwilą.
Chciej mi objawić kraj twój albo imie.
— „Jestem z Sienny, rzecze, i z innymi
Brud występnego oczyszczam tu życia,
Łkając do Boga, by się ku nam skłonił.[9]
Nie byłam mądrą, choć mnie Sapia zwano,
A cudza szkoda więcej mnie cieszyła,
Niżeli własne położenie moje.
Abyś nie myślał, że cię zwodzić pragnę,
Słuchaj, czy byłam jak mówię, szaloną...
Już w dół zchodziłam po lat moich łuku,
Kiedy przy Colle współziemianie moi
Zwarli się z wrogiem; ja błagałam Boga
O to, co widać było Jego wolą;
Zbici, do gorzkiej ucieczki zmuszeni
Ziomkowie moi; — ja widząc pogonie,
Uczułam radość z niczem niezrównaną.
Więc twarz ku niebu podnosząc zuchwałą,
Wołałam: teraz nie boję się Ciebie!
Jak ów kos chwilką pogody zwiedziony.[10]
U kresu życie pragnęłam się szczerze
Pojednać z Bogiem; lecz dotąd by może
Pokuta mego nie zmniejszyła długu,
Jeśliby o mnie w modłach swoich świętych
Piotr Pettinagno pamiętać nie raczył,

Co z miłosierdzia mnie się ulitował.[11]
Lecz któż ty jesteś, co zasięgasz wieści
O stanie naszym, a jak mi się zdaje,
Masz oczy wolne, i mówiąc oddychasz?“
— Jeszcze tu oczy będą mi zamknięte,
Lecz na czas krótki, rzekłem, bo niewiele
Wzrokiem zawiści bliźnim zawiniłem;
Więcej daleko dręczy duszę moją,
Strach niżej nieco widzianej katuszy, —
Ciężar jéj zda się, już mi kark przygniata.[12]
A ona: „Któż cię do nas tu wprowadził,
Jeżeli sądzisz, że masz tam powrócić?“
— Ten, co jest ze mną, lecz się nie odzywa.
Żyjący jestem; więc, duchu wybrany,
Powiedz, czy życzysz, abym tam dla ciebie
Odbył pielgrzymkę śmiertlnemi stopy?
— „Ah! to co słyszę, jest rzeczą tak nową —
Duch odpowiedział — że w tem znak jest wielki
Miłości, jaką posiadasz u Boga;
Chciej mnie więc czasem wspomódz modły swemi.
Błagam cię na to, czego najgoręcej
Pragniesz, gdy stąpisz na Toskańską ziemię,
Abyś u krewnych przywrócił mi sławę.
Ujrzysz ich między tym chełpliwym ludem,
Co swe nadzieje składa w Talamone,
Ale ich straci tam daleko więcej,
Niźli szukając podziemnej Diany,
A jeszcze więcej stracą admirali.[13]




Przypisy

  1. To znaczy, że obwód drugiego tarasu mniejszy jest niż pierwszego, skutkiem konicznej formy góry Czyśca.
  2. Przelatujące, niewidzialne głosy zapraszają do miłości stołu, to jest upominają dusze, które tu gładzą grzech Zawiści pochodzący z samolubstwa, aby się przejęły miłością bliźniego.
  3. „Wina nie mają“ rzekła matka do Chrystusa na godach małżeńskich w Kanie, litując się nad gospodarzem, że mu wina nie stało (Ew. św. Jana II. w. 3.).
  4. W słowach: „Jam Orest“ zawiera się przypomnienie, jak Pylades, chcąc się poświęcić za przyjaciela swego Oresta, który był na śmierć skazany, nazwał się jego imieniem (Cicero de Amicitia).
  5. „Miłujcie nieprzyjacioły wasze.“ — (Ewan. św. Mateusza V. w. 44).
    W przytoczonych przykładach miłości bliźniego (3, 4, 5), wyrażone są trzy jej stopnie: 1. niesienie pomocy potrzebującym („wina nie mają“); 2. poświęcenie się za przyjaciół (Pylades za Oresta); 3. odpłacanie dobrem za złe nam wyrządzone przez nieprzyjaciół naszych (Miłujcie nieprzyjacioły wasze).
  6. Przykłady cnoty, przeciwnej grzechowi, który się gładzi w tym, lub owym Zakresie Czyśca, Dante nazywa biczem, bo te przykłady mają, że tak powiem, napędzać grzeszników do cnoty; zaś przykłady ukaranego grzechu nazywa wędzidłem, bo mają wstrzymywać od grzechu.
  7. Kara, jaką Dante naznacza dla zawistnych, dziwnie est stosowną: oczy ich nie mogły spozierać spokojnie na szczęście lub powodzenie bliźnich, które bolało ich gorzej niż własna niedola; więc im zaszyto te oczy, jak to zwykle za czasów Dantego, robiono świeżo pojmanym sokołom, krogulcom i innym ptakom łowczym, dla prędszego ich ugłaskania.
  8. To jest, ojczyzny niebieskiej, czyli raju.
  9. Duch, który tu przemawia, jest duchem niejakiej Sapji, kobiety szlacheckiego rodu z Sienny. Z powodów politycznych wygnaną została do Colle, a pałała tak wielką niechęcią i zawiścią, ku ziomków swoim, że kiedy pobici byli przez wrogów swoich Florentynów, Sapia, (to jest Zofja, mądrość), tyle była nie mądrą, że z niedoli ziomków, swoich cieszyła się więcej niż z własnego powodzenia.
  10. Sapja, uzuchwalona że się stało zadość jej zawistnym życzeniom, wołała do Boga, że się Go nie lęka, jak ów kos w bajce, który zwiedziony chwilką cieplej i jasnej pogody w Styczniu, pożegnał gospodarza, co go chował u siebie, i odleciał wołając, że już o niego nie stoi.
  11. Piotr Pettinagno — pustelnik, który mieszkał w okolicach Florencji.
  12. Dante spodziewa się, że gdy przyjdzie do Czyśca dusza jego, nie długo będzie zatrzymaną w zakresie, gdzie się dręczą zawistni, bo nie poczuwa się bardzo do grzechu zawiści; ale wyznaje szczerze, że wiele grzeszył dumą, czyli pychą i dla tego trwoży go najmniejszy widok katuszy, jaką w pierwszym zakresie Czyśca znoszą pyszni.
  13. Dante spotkać ma krewnych Sapji między obywatelami Sienny, którzy nazwani ludem próżnym, czyli chełpliwym dla tego, że marzyli już o wielkiej potędze na morzach, zdobywszy port Talamone i naznaczywszy admirałów floty której jeszcze nie było. Sapia przepowiada że jej współziemianie Sieńczykowie więcej jeszcze zawiedzeni będą w nadziejach swoich, niż wtenczas kiedy odkryć chcieli jakąś podziemną rzekę Dianę; a najwięcej stracą admirałowie marzonej floty, bo sławę, majątek i zdrowie.