Boska Komedia (Stanisławski)/Czyściec - Pieśń XVI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
PIEŚŃ SZESNASTA.

Ciemność piekielna i nocy wyzutej
Z blasku gwiazd wszelkich, pod posępnem niebem,
Kiedy ją czarne nakrywają chmury,
Nigdy mi wzroku nie ćmiła zasłoną
I równie grubą, i w dotknięciu ostrą
Jak dym, co teraz zewsząd nas ogarnął.
Otwarte oczy znosić go nie mogły;
Więc mój towarzysz wierny, a przezorny
Zbliżył się do mnie i podał swe ramię.
Jak ślepy idzie w przewodnika ślady
By się nie zbłąkał, i nie potknął o to,
Co by go zranić, albo zabić mogło;
Szedłem przez brudne i gorzkie powietrze,
Słuchając Wodza, który wciąż powtarzał:
„Strzeż się byś ze mną nie był rozdzielonym.“
Słyszałem głosy, a każdy się zdawał
Modlić o pokój albo zmiłowanie
Baranka, który gładzi grzechy świata:
Baranku Boży! wszystkie poczynały
Jednemi słowy i w nucie jednakiej,

Zupełną przez to wyrażając zgodę.
Mistrzu mój, rzekłem, czy ja duchów słyszę?
A on mi na to; „Dobrześ zauważył;
Oni tu węzeł rozwięzują gniewu.“
— „Ktoś ty, co prujesz dymów naszych kłęby,
A mówisz o nas, jak byś dotąd jeszcze
Przestrzenie czasu na kalendy dzielił?[1]
Takiemi słowy głos jeden przemówił;
A Mistrz mój do mnie: „Odpowiedz i spytaj,
Czy tędy można będzie wejść na górę.“
Rzekłem: Istoto, która się oczyszczasz,
Ażebyś piękną do Stwórcy wróciła,
Posłyszysz dziwy, jeśli pójdziesz ze mną.
— „Pójdę, odpowie, o ile mi wolno;
A gdy się widzieć dym nam nie pozwoli,
Natomiast słuchu połączy nas władza.“
Naonczas rzekłem: Wstępuję na górę
W powiciu jeszcze, które śmierć rozwiąże,
A przez piekielne zaszedłem tu męki.
Więc gdy mnie tyle Bóg w swej łasce chowa
Że mi pozwała bym dwór widział Jego,
Sposobem wcale dziś nieużywanym;
Nie kryj, lecz powiedz kim przed śmiercią byłeś
I powiedz razem czym na dobrej drodze;
A słowa twoje wskazówką nam będą.
— „Lombardczyk jestem i Markiem się zwałem:[2]
Znałem świat dobrze i kochałem cnotę,
Do której nikt już nie napina łuku.[3]

Idź prosto, jeśli chcesz wstąpić na górę.“
Tak odpowiedział duch i w końcu dodał:
„Proszę cię, kiedy będziesz tam wysoko,
Pomódl się za mnie.“ A ja mu odrzekłem:
Na mą uczciwość zaklinam się tobie,
Że o co prosisz spełnię, lecz mi dusza
Od wątpliwości jednej się rozpęka,
Jeśli jej sobie teraz nie wyjaśnię.
Wątpiłem dawniej, dziś podwójnie wątpię.
Słysząc twe zdanie, i gdy je kojarzę
Z tem co mi indziej powiedzianem było
O rzeczy, którą mam sobie za pewną.[4]
Tak więc, świat cały, jak mi to powiadasz,
Już wyniszczony jest ze wszelkiej cnoty,
A zaś brzemienny i pokryty złością?
Lecz proszę, chciej mi powiedzieć przyczynę,
Abym ją widział i innym pokazał;
Bo ten jej w niebie, ten na ziemi szuka.
Z jękiem boleści cień westchnął głęboko,
A potem rzecze: „Bracie, świat jest ślepy,
I widzę dobrze, że ztamtąd przychodzisz.
Wy tam żyjący przyczynę wszystkiego
Składacie w niebie, właśnie jakby ono
Rządziło wszystkiem z konieczności prawa.[5]
Gdyby tak było, wolna wola wasza
Zupełnie przeto zniszczona by była,
A więc niesłusznie człowiek by odbierał
Radość za dobre, smutek za złe czyny.

Niebo w was tylko nieci poruszenia,
Nie mówię wszystkie, — ale przypuszczając,
Żem to powiedział, — toć wam światło dano,
Abyście mogli poznać złe i dobre,
I wolną wolę, która jeśli znosi
Trud i mozoły w pierwszych walkach z niebem
Karmiona dobrze, wszystko potem łamie.
Wyższej więc mocy i lepszej naturze,
Ulegać macie, jak istoty wolne;
A ta moc wyższa stworzyła w was duszę,
Nad którą niebo nierozciąga władzy.
Więc gdy świat teraz na manowce zchodzi,
W was jest przyczyna, — tam jej szukać trzeba,
I ja dla ciebie chcę ją zbadać wiernie.
Dusza z rąk tego, którzy się nią pieści
W chwili przedbytu, chodzi jako dziewczę,
Co się i płacząc i śmiejąc trzepiota:
Niewinna; żadnej nieświadoma rzeczy,
Prócz, że błogiego będąc dziełem Stwórcy,
Chętnie się zwraca k temu, co ją bawi;
Zrazu do błahych smak uczuwa rzeczy,
A uwiedziona za niemi już goni,
Jeśli przewodnik, lub wędzidło dobre
Miłość jej w inną nie odwrócą stronę.
Trzeba więc było dla nas praw wędzidła
I trzeba króla, któryby rozpoznał
Wieżę przynajmniej prawdziwego grodu.[6]
Prawa istnieją; ale któż dziś rękę

Do nich przykłada? Nikt: bo pasterz trzódy,
Co jej przodkuje, choć może przeżuwa,
Kopyto jednak ma nierozdzielone.[7]
Przeto gmin, widząc, że wódz się ugania
Za temże dobrem, którego sam chciwy,
Rad się niem pasie i innych nie szuka.
Widzisz więc dobrze, że złe przewodnictwo
Przyczyną temu, że świat jest występny,
Nie zaś natura zepsowana wasza.
Zwykle Rzym kiedyś, który świat naprawił,
Miewał dwa słońca, co świeciły równo
I drodze świata, i drodze do Boga.[8]
Ale z nich jedno zagasiło drugie:
Miecz z pastorałem przemocą złączony,
A obu razem chodzić nie przystało,
Bo już się wzajem nie lękają siebie.[9]
Jeśli nie wierzysz, — weź kłos na uwagę;
Bowiem po ziarnie poznaje się trawa.
W kraju zroszonym przez Po i Adygę
Odwaga kiedyś i uprzejmość kwitły,
Nim się zatargi Fryderyka wszczęły;[10]
Dzisiaj bezpiecznie przechodzić tam może
Wszelki, co przedtem wstydziłby się zbliżać,
Albo rozmawiać z uczciwymi ludźmi.
Jeszcze tam wprawdzie są trzej zacni starce,
W których wiek dawny urąga nowemu;
Ale im spieszno, by ich Bóg Wszechmocny
Powołać raczył do lepszego świata.

To Gerard dobry i Konrad Palazzo
I Gwido Castel, który się z francuzka
Lepiej nazywa szczerym Lombardczykiem.[11]
Masz tedy głosic, że nasz Kościół Rzymski,
Dwoiste rządy połączywszy w sobie,
Wpadł w błoto, siebie i swe brzemie skalał.“
Marku mój, rzekłem, rozumujesz dobrze
I dziś pojmuję, przecz synowie Lewi
Od współdziedzictwa wykluczeni byli.[12]
Lecz kto ów Gerard, o którym powiadasz,
Że próbką jeszcze jest wygasłych ludzi
I zdziczałemu wiekowi wyrzutem?
— „Zwodzą mnie twoje, albo kuszą słowa,
Duch odpowiedział; — mówisz po toskańsku,
A o Gerardzie dobrym byś nie wiedział?
Innego miana nieznam ja dla niego,
Chyba od jego wziąłbym córki — Gaji.[13]
Żegnam was! dalej iśc z wami nie mogę:
Patrz, już światełko co przez dymy błyska,
Bieleć poczyna; jest tam tam anioł Boży;
Ja odejść muszę, nim on się ukaże.“
To rzekł, i więcej nie chciał mnie już słuchać.




Przypisy

  1. Rzymianie starożytni dzielili miesiące na kalendy, nony i idy. W tem miejscu słowa ducha: „A mówisz o nas jakbyś dotąd jeszcze czas dzielił na kalendy“, znaczą tyle co: „a mówisz o nas, jak gdybyś był jeszcze żyjącą istotą.“ — W tem tylko życiu mają znaczenie podziały czasu; razem ze śmiercią, poczyna się dla człowieka wieczność nieskończona i niepodzielna.
  2. Ten Marek, zwany Lombardczykiem (Marco Lombardo), był rodem z Wenecji i osobistym przyjacielem Dantego. Marco ozdobiony byl zaletami towarzyskiemi, ale niezmiernie zapalczywy w gniewie.
  3. To jest: o którą nikt teraz nie stara się.
  4. Już z ust Gwidona del Duca Dante słyszał o zepsuciu świata i w duszy jego zrodziła się wątpliwość zkądby to zepsucie pochodzić mogło; teraz słyszy toż samo z ust Marka; wierzy więc, że zepsucie jest istotnem, ale razem zwiększa się jeszcze wątpliwość względem przyczyn takowego zepsucia.
  5. Dla zrozumienia następującego rozumowania Marka, zauważyć należy, że wyraz niebo używa się stale nie w znaczeniu Boga i boskiej potęgi, ale w znaczeniu ciał niebieskich czyli planet, którym przyznaje wpływ podrzędny na czynności ludzi, ale nie wpływ stanowczy. Podobnież mówi Dante w innem dziele swojem (Convito), że każde niebo (np. księżyca, Saturna i t. d.), stosownie do właściwej sobie natury, obudzać może w człowieku pewne skłonności i popędy; ale człowiek siłą rozumu walczyć z nimi może i zwyciężać. — (Bianchi).
  6. We wspomnianem wyżej dziele (Convito), Dante wyróżnia dobry gród, czyli dobry stan społeczny, od złego (la ciltà del ben vivere, e l'altera dal viver malvaggio). Między wielu warunkami dobrego społecznego bytu, czyli prawdziwego grodu, najpierwsze miejsce trzyma sprawiedliwość, która jest jakoby twierdzą jego — wieżą marmurową, która strzeże bezpieczeństwa owego grodu. Myśl tedy Marka jest taka, że dla ludzi koniecznemi są prawa i królowie, którzyby w braku cnót innych byli przynajmniej sprawiedliwymi.
  7. Jest to napomknienie na wiersz 3. w r. 11. ks. III. Mojżeszowej (Lewityk), w którym czytamy: „wszelkie bydlę, które przeżuwa jeść będziecie.“ Różni różnie wykładają znaczenie tych wyrazów Dantego. Co do mnie najtrafniejszem zdaje mi się to, co mówi Bianchi. Zdaniem jego przeżuwanie oznacza władzę nauczania, należącą do pasterzy duchownych i w szczególności do głównego pasterza (to jest do papieża); zaś rozdwojone kopyto oznaczać ma postępki zgodne z nauką; czyli inaczej przeżuwanie jest symbolem teorji, rozdzielone kopyto — symbolem praktyki prawdziwego chrześcańskiego życia. Sens zatem wypada taki, że pasterz przedkujący trzodzie, chociaż naucza dobrze, — bo zgodnie z nauką Chrystusa, sam jednak czyni inaczej niż naucza, bo ugania się za rzeczami świata tego, a mianowicie za władzą świecką, o niestosowności której dla papieżów Poeta był mocno przekonanym.
  8. Marko wspomina o tych czasach, kiedy cesarz piastował władzę świecką, a papież duchowną.
  9. To jest, nie przystoi papieżom dzierżyć miecz — symbol władzy świeckiej, i razem pastorał — symbol władzy duchownej.
  10. Wspomnienie o zatargach Fryderyka II. cesarza z kościołem, które miały pływ zgubny na byt ludów włoskich. —
  11. Są to imiona trzech współczesnych Dantemu obywateli Trewizy, Brescji i Reggio.
  12. Pokolenie Lewi nie miało części wyznaczonej sobie w ziemi Chanaan; Dante widocznie uznając słuszność prawa Mojżeszowego, chciałby je widzieć zastosowane do wszystkich, którzy podobnie Lewitom powinni się poświęcać służbie Bożej.
  13. Jedni sądzą, że ta Gaja była bardzo cnotliwa, inni zaś prawdopodobniej utrzymują, że była wcale niegodną zacnego ojca swego. Jeden z komentatorów (Anonimo) mówi o tej Gaji — „fu donna di tal reggimento circa le dilettazioni amorose, ch'era notorio il suo nome per tutta Italia.“