Bodaj to kompletne waryaty!

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Piosnka Tadeusza Bodaj to kompletne waryaty! • z tomu Piosnki i satyry • Artur Bartels Pochwała walca
Piosnka Tadeusza Bodaj to kompletne waryaty!
z tomu Piosnki i satyry
Artur Bartels
Pochwała walca

BODAJ TO KOMPLETNE WARYATY!




To, co się zowie waryacyą,
Mniej dowodzi głowy ciasnej,
Ile jest exageracyą
W człowieku miłości własnej.

Lecz exageracyą, która
Ma przynajmniej dobrą stronę,
Że ją kończy ciasna dziura,
Miejsce szczelnie ogrodzone —

I okłady z zimnej wody,
Zamiast codzień nowych trudów,
Ciągłych w interesach szkody,
I zadanych ludziom nudów.

To też ja zeznaję głośno,
Że jak miłość własna dla mnie
Stała się plagą nieznośną,
Tak znów waryacya, bynajmniej.

Bo co mi to proszę szkodzi,
Że z zwykłym sobie kurażem,
Waryat w szpitalu dowodzi
Że jest królem, lub cesarzem?

Albo prześliczną kobietą,
Albo dotąd niepojętym,
Ale genialnym poetą,
A choćby i duchem świętym?

Wolę to, jak tych kochanych,
Co mi mówią: Przyjacielu ..
I tych mędrców okrzyczanych,
Jakich znam nadzwyczaj wielu.

Którzy wychodząc z zasady,
Że działają najprzytomniej,
Mnie zimne dają okłady,
Sto pretensyj mając do mnie...

Okładają mię, jak króle,
Rozlicznemi podatkami,
Jak kochanki chcą, bym czule
Żył ich tylko uściskami.

Wmawiają mi swą genialność,
Słuchać mi swych bredni każą,
I przez wzgląd na mą moralność,
Duchem mię swym świętym darzą.

Z tymi, czas mój drogi tracę.
Chcąc sens jakiś z bzdurstw ich zlepić,
A nieraz i coś zapłacę,
Byle się od nich odczepić.

Zawsze w końcu zmuszon sobie,
(Policzywszy wszystkie straty),
Powiedzieć: Otóż, masz tobie,
I to także są waryaty.

Na takich to próbach życie
Zmarnowawszy swoje całe,
Musi człowiek nieodbicie
Zdobyć przekonanie stałe.

Że z owych wszystkich waryatów
Którzy mu wątrobę jedzą,
Najlepsi są, do stu katów,
Ci, co już pod kluczem siedzą.

I dojść do smutnej pociechy
Wszelkiego zaś złego racyi,

Że wszystkie na świecie grzechy,
Zasadę mają w waryacyi,

Która starym obyczajem
Od wiek wieków wstrząsa światem,
Bo bodaj, czy nawet Kaim,
Nie najpierwszym był waryatem?

Niech więc kto chce ludziom wierzy,
Zasłuży się Bogu pewno,
Lecz wyjdzie, mówię najszczerzej,
Jak Osman basza pod Plewną.

To jest, że każdy kęs chleba,
Każdy ruch w lewo, lub w prawo,
Zdobywać mu będzie trzeba
Walką z głupstwem, pracą krwawą!

Zdaje się, choć wyrachować
Dość to jest trudno, na lata,
Że ludzkość musi zwaryować
I to będzie końcem świata.

A zmilkną przecież kolizye,
Na tej nieszczęsnej planecie,
Jak Thiers ostatni odgryzie
Nos ostatniemu Gambecie.

Ostatni padnie dziennikarz,
Na straży ducha narodu,
A z nim ostatni kronikarz
Z braku materyi i głodu.

Tak wreszcie w uścisku bratnim
Zejdą się spokój i cnota,
Gdy za zdobywcą ostatnim
Zamkną się szpitalu wrota.

1877 r.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Bartels.