Biała Szata

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Moritz Hartmann
Tytuł Biała Szata
Pochodzenie Antologia poetów obcych
Data wydania 1882
Wydawnictwo H. Altenberg
Drukarz F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Władysław Sabowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
BIAŁA SZATA.
(Z MORITZA HARTMANA)
1821 † 1872.

Na karę hańbiącą wyrokiem skazany,
W kajdanach, w więzieniu, węgierski legł graf;
On ziemi węgierskiej chciał rozkuć kajdany,
I chciał ją przywrócić do dawnych jej praw.
Bo krew w nim zawrzała, bo w długiej niewoli,
Swe pęta i bratnie najmocniej on czuł,
I zmogła go przemoc i uległ złej doli,
I wyrok okrutny w kajdany go skuł.

Dwadzieścia lat ledwie graf przeżył na ziemi,
I musi shańbiony pożegnać ten świat...
Nie śmierć go przeraża marami groźnemi,
On jak wyzwoleniec — zgonowi jest rad;
Lecz strach mu umierać na stryczku hańbiącym,
Gdy ludu dokoła zgromadzi się rój,
Strach wiedzieć, że wkrótce nad trupem gorącym,
Wron stado rozpocznie biesiadę i bój.

Gdy przyszła doń matka zbolała i blada,
On do niej tak mówił „O! zdrowa mi bądź!

Jam syn twój jedyny i świat mi wypada
Porzucić tak wcześnie i przemoc złą kląć!
A ze mną, bez śladu zapadnie w mogiłę
I przyszłość i przeszłość i imię i ród...
Porzucić mam ciebie i wszystko co miłe,
O! czemuż zgon dzieckiem nie zabrał mnie wprzód!
Jam nie drżał, wiesz matko, w walk wrzawie, w bitw pyle,
I śmiałom szedł naprzód i w ogień i w bój;
Lecz w obec tej hańby upadnę na sile,
I zadrży przed katem jedyny syn twój!

Chcąc natchnąć synowi pociechę i siły,
Tak matka mówiła — „O synu! nie drzéj.
Ja pójdę do króla ze łzami mój miły,
I łzy me poniosę na okup krwi twéj;
Więc nie drzéj, płacz matki masz w swojej obronie,
I gdy cię nazajutrz powiedzie tam kat,
Patrz na mnie, ja będę stać wprost na balkonie,
I dam ci znak doli kolorem swych szat.
Gdy w czarnej stroskana wystąpię odzieży,
To znak, że dla łez mych nie zmiękczył się tron;
Wszak przyjmiesz śmierć mężnie jak przyjąć należy,
Za prawa swe, więzy, tortury i zgon.

Lecz jeśli przez tłumy zobaczysz mię w bieli,
To będzie ci znakiem radosny ten strój:

Że wrogi na matki błaganie zmiękczeli,
Że życie twe u nich wyprosił płacz mój;
I choćby ci stryczek na szyję włożyli,
I wyrok wypełniać zaczynał już kat:
O nie drżéj! bądź pewny, że w krótce po chwili,
Powrócą ci wolność — otworzą ci świat!“

Graf usnął — i przespał spokojnie noc całą,
I śnił mu się wolny, otwarty dlań świat,
Bo we śnie spostrzegał przez tłum szatę białą,
Gdy stryczek na szyję zakładał mu kat.

I dzwony zajękły, lud skupił się rojny,
I w ciszy na miejsce okrutnych szedł scen;
I grafa już straży otoczył tłum zbrojny
I wiódł go: on wierzył w głos matki i sen.
I mnóstwo go oczu włzawionych żegnało,
I mnóstwo zań dobrych modliło się dusz;
Niewiasty nań kwiaty rzucały nieśmiało,
Za męstwo go wieńcząc ostatni raz już.
Graf na nic nie patrzał, bo w prost na balkonie,
Dla spojrzeń swych ważny, jedyny miał cel:
Tam matka stojąca ukryła twarz w dłonie...
Lecz kolor szat zbawczy, ubrana jest w biel!

I serce grafowskie radośnie zadrgało,
Wszedł śmiało na pomost gdzie z stryczkiem kat stał,

I głowę z uśmiechem pod stryczek dał śmiało,
I zawisł na stryczku, i jeszcze się śmiał...

∗             ∗

Cóż matka? cóż odzież znaczyła jej biała?
O! święte jej kłamstwo, świat odda mu cześć!
Tak, matka go zwiodła, bo matka oń drżała,
By nie drżał, gdy będą na szafot go wieść.

Wład. Sabowski.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Moritz Hartmann i tłumacza: Władysław Sabowski.