Bezbarwne żyjątka/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anonimowy
Tytuł Bezbarwne żyjątka
Wydawca Nakładem „Nowego Wydawnictwa“
Data wydania 1929
Druk Zakłady Graficzne „Zjednoczeni Drukarze“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Anonimowy
Tytuł orygin.
Die farblosen Tiere
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


IV

Ze względu na późną godzinę w trupiarni nie chciano wpuścić do wnętrza obydwóch panów, ale magiczne słówko „inspektor policji“ otworzyło im drogę.
Nick Carter, wprowadzony do niewielkiej salki, zdjął marynarkę, narzucił lekarski fartuch, na ręce naciągnął gumowe rękawiczki i uzbrojony w mikroskop, zabrał się do pracy nad zwłokami zamordowanego. Przedewszystkiem zajął się zbadaniem budowy pokrwawionego włosa, zdjętego z głowy trupa.
Po godzinnem naukowem badaniu, któremu inspektor przyglądał się z niemaskowanym sceptycyzmem, Nick Carter zapakował narzędzia wraz z materjałem, przygotowanym do jeszcze bardziej drobiazgowej analizy mikroskopowej, do teki, oznaczanej Nr. 5.
— Przypuszczam, że zabójcą był cieśla — rzekł detektyw, wsiadając do auta, które odwoziło obydwóch panów z ponurej kostnicy.
— Skąd może pan to wiedzieć? — rzucił zdumiony inspektor.
— Widzi pan, napozór umarli milczą — ale trzeba umieć się im przyglądać, wtedy ich milczenie może być bardzo wymownym aktem oskarżenia, a mikroskop — przekonywującym prokuratorem.... Proszę, niech pan jedzie ze miną do domu, pokażę panu dowody rzeczowe, aczkolwiek niewidoczne, ale obciążające...
Inspektor, pełen niedowierzania, posłuchał wezwania detektywa i po godzinie obaj panowie siedzieli nad mikroskopem w prywatnem mieszkaniu Nicka Cartera:
— Widzi pan, panie inspektorze, te opiłki drzewne, przylepione do skrwawionych włosów? Jaki to gatunek drzewa, musi ustalić rzeczoznawca. — W ziarenkach piasku widzę resztki węgla czy koksu — stąd mogę wnosić, że zabójcą był cieśla lub stolarz — ewentualnie węglarz czy palacz. Twierdzić napewno nie mogę jeszcze nic, ale droga do przypuszczeń otwarta.
— Teraz pokażę panu najważniejszą zdobycz — mówił dalej detektyw, otwierając niewielkie pudełeczko i wysypując jego zawartość na szkiełko mikroskopu — proszę spojrzeć: widzimy bezbarwne żyjątka, niewiele większe od łebka od szpilki — musimy zasięgnąć światłej opinji jednego z przyrodników: — chyba najlepiej poinformuje mnie profesor Richelet — w jakich warunkach żyje ten drobiazg, czem się żywi i jaki ośrodek mu najbardziej dogadza.
Inspektor Rigolo słuchał z mieszaniną zdumienia i niedowierzania.
— No, i ostatnie z mych trofeów — i Nick Carter wyciągnął z teczki kawałek różowego kartonu — może to będzie także dowodem rzeczowym w sprawie, wytoczonej przeciwko mordercy..
— Oby jak najprędzej! — wzniósł błagalnie oczy do nieba zrozpaczony swą bezradnością inspektor.
Po kilku dniach Nick Carter otrzymał naukowe wyniki szczegółowych badań mikroskopowych. Profesor Richelet pisał:
„Badane żyjątka należą do gatunku, który bytuje tylko w zupełnych ciemnościach. Są one bezbarwne, pozbawione narządu wzroku i żywią się pleśnią. W świetle słonecznem giną.“
Rzeczoznawca w sprawie opiłków zaopinjował, że są to cząsteczki wiórów sosnowych i dębowych.
Detektyw kazał sobie dostarczyć ubranie zamordowanego i do dwunastej w nocy przesiedział nad mikroskopem, porównywując swoje rezultaty badań z danemi naukowemi. Około północy wstał z fotela i z płonącemu od wytężenia oczyma zatelefonował do inspektora:
— Jesteśmy na dobrej drodze, panie inspektorze. Spodnie i ubranie zamordowanego nosi ślady tych samych opiłków drzewnych i szczątków koksu, jakie wykryliśmy we włosach.

Natomiast marynarka, krawat i kołnierzyk są usiane owemi drobnemi żyjątkami, które bytują w kompletnych ciemnościach. Stąd w niosek: ciało w spodniej odzieży leżało w jakiejś zupełnie ciemnej piwnicy, natomiast ściągnięte zeń ubranie znajdowało się w innem pomieszczenia, w jakiejś drewutni czy też tartaku.“





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: anonimowy i tłumacza: anonimowy.