Bezbarwne żyjątka/III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anonimowy
Tytuł Bezbarwne żyjątka
Wydawca Nakładem „Nowego Wydawnictwa“
Data wydania 1929
Druk Zakłady Graficzne „Zjednoczeni Drukarze“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Anonimowy
Tytuł orygin.
Die farblosen Tiere
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


III

Minęło pięć dni. Nick Carter siedział właśnie w swem skromnem mieszkanku i czytał gazetę, w której naczelne miejsce zajmował sążnisty artykuł satyryczny, kłującemi docinkami wypominający policji jej niedołęstwo i brak energji. Sprawa „trupa w Lasku Bulońskim“ wciąż była jednakowo ciemna — ustalono tylko nazwisko zamordowanego, a opinja publiczna domagała się ustalenia także motywów morderstwa i oddania sprawcy w karzące ręce sprawiedliwości.
Biedny Rigolo — pomyślał detektyw — potężny cios dla jego ambicji i zarozumiałości te kpinki ze strony prasy. A jednak proponowaną przezemnie pomoc pogardliwie odrzucił...
Wtem zadzwonił dzwonek przy drzwiach i nagle we drzwiach stanął sam pan inspektor Rigolo we własnej osobie.
— Od kilku dni szukam pana wszędzie — zawołał zdyszany skutkiem szybkiego wchodzenia po schodach.
— Czemu mam przypisać tę niezwykłą tęsknotę za mą skromną osobą? — z lekką ironją spytał Carter.
— Pan wie dobrze — ta przeklęta sprawa żyć mi nie daje — przed paroma dniami pan mi wspominał, że pan zainteresowałby się nią chętnie... Drogi panie, niechżeż pan ją weźmie w swoje ręce, może nareszcie ruszymy z tej przeraźliwej martwoty!
— Przyszła koza do woza — pomyślał w duchu Nick Carter, głośno zaś rzekł: Interesuję się tem zabójstwem w dalszym ciągu — —
— To znaczy, że pan się zgadza! — zawołał uradowany inspektor — bo co do mnie, mówiąc szczerze, jestem ciemny, jak tabaka w rogu, nie natrafiłem jeszcze absolutnie na żadne ślady!
— Absolutnie żadne? To chyba niemożliwe! — Widząc zakłopotanie inspektora, Carter zmienił ton i zaczął pytać rzeczowo: — Kiedy widziano poraz ostatni Karola Duvala?
— Dnia dziesiątego maja, koło siódmej wieczorem koledzy widzieli go wychodzącego z biura — wskoczył do autobusu, idącego w stronę St. Denis — odtąd — ślad jego zaginął.
— Czy miewał przy sobie większe sumy pieniędzy?
— Był to młodzieniec skromny, bardzo uczciwy — taką opinję wydano o nim w biurze — nigdy nie wspominał o pieniądzach, a w biurze także mu ich nie powierzano.
— Poproszę o protokół z oględzin zwłok.
Nick Carter długo i sumiennie czytał papier, który mu wręczył inspektor, poczem spytał:
— Czy mógłbym obejrzeć trupa na własne oczy?
— Nie będzie to łatwe, ale spróbujemy... A czy protokół nie wystarcza?...

— Panie inspektorze, należę do ludzi, którzy opierają się wyłącznie na własnem doświadczeniu — odparł detektyw i wydał dyspozycję wchodzącemu służącemu: — Pawle, proszę przygotować tekę Nr. 5.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: anonimowy i tłumacza: anonimowy.