Basma

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Edward Nowakowski
Tytuł Basma
Podtytuł czyli Basm. Przyczynek do Archeologii Moskiewskiej.
Pochodzenie Przedruk z „N. Reformy“ z 24 Grudnia 1893 r.
Data wydania 1893
Wydawnictwo Drukarnia Związkowa
Druk Drukarnia Związkowa
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
BASMA
(czyli Basm).
(Przyczynek do Archeologii Moskiewskiej).
(Przedruk z „N. Reformy“ z 24 Grudnia 1893 r.).
Rule Segment - Span - 20px.svg Rule Segment - Circle - 6px.svg Rule Segment - Span - 5px.svg Rule Segment - Arrow Thin Right - 10px.svg Rule Segment - Span - 5px.svg Rule Segment - Circle - 6px.svg Rule Segment - Span - 5px.svg Rule Segment - Arrow Thin Left - 10px.svg Rule Segment - Span - 5px.svg Rule Segment - Circle - 6px.svg Rule Segment - Span - 20px.svg

Sądzę, że u nas mało kto wie, co oznacza wyraz Basma.
Wprawdzie Basma ta nie dotyczy Polski, lecz Moskwy, bardzo jednak jest ciekawą, i zaiste warto o niej słówko powiedzieć, tem bardziej, że polscy pisarze[1] opisując tę osobliwą Basmę, poszli za historykami moskiewskimi, a ci, jak Karamzin i inni, umyślnie ją inaczej przedstawili — dla powodów, o których czytelnik zaraz się dowie.
Przed wyjaśnieniem wszakże, co ma znaczyć ta ciekawa, osobliwa i jedyna w swoim rodzaju Basma, wypada koniecznie wpierw powiedzieć, jak wielkie miała znaczenie dawniej w państwie moskiewskiem.
Wiadomo, że państwo moskiewskie około 250 lat zostawało w jarzmie tatarskiem, i że wielcy książęta moskiewscy dla Hanów tatarskich, panów swoich, byli z największą służalczą uniżonością, — jakiej chyba na całym świecie nigdy i nigdzie nie było. I to nietylko dla samych Hanów, którym boską cześć oddawali, lecz ze względu na Hanów i dla wysłanych od nich posłów, owszem dla rzeczy nawet należących do Hanów i to przez cały przeciąg 250 lat.
I tak, kiedy przyjeżdżał ze Złotej Ordy poseł do wielkiego księcia moskiewskiego, wielki książę moskiewski musiał spotykać go przed Moskwą w ten sposób: Najprzód podszedłszy, podawał posłowi, siedzącemu na koniu w czaszy kumys (z mleka kobylego), następnie sam własnemi rękami rozpościerał na ziemi futro sobolowe, na którem tłumacz poselstwa stojąc, czytał ukazy hańskie; a w czasie tego czytania wielki książę musiał klęczeć i klęczący słuchać z pokornem schyleniem głowy, oczywiście bez czapki. Kiedy zaś potem przyjmował posła w swoim pałacu w tronowej sali, przedewszystkiem brał skrzyneczkę z Basmą, umieszczoną jak obraz obok tronu książęcego na osobnem wzniesieniu — jakby rodzaj ołtarzyka — otwierał tę skrzyneczkę, całował Basmę i potem z największem uszanowaniem stawiał ją na swojem miejscu.
Basma ta (czyli Basm), znajdująca się wewnątrz w skrzyneczce około dwanaście cali długiej, pięć szerokiej, przykrytą była poduszeczką z kosztownej materyi, napojonej pachnidłem (myszku). Skrzyneczkę tę czyli pudełeczko przykrywał wierzch obejmujący ją z góry do połowy.
Nadto skrzyneczka ta obwijała się kosztowną materyą jedwabną, złotem i srebrem przetykaną. Przesyłana była wielkim książętom moskiewskim od każdego nowo wstępującego na tron Hana tatarskiego Złotej Ordy.
Przywożoną zaś była z nadzwyczaj wielką okazałością, mianowicie: włożona w worku skórzanym, uwieszoną była na wielbłądzie, bogato ubranym i purpurowem okryciem przyodzianym, prowadzonym osobiście przez wyższego urzędnika tatarskiego, osobno na to przeznaczonego, a dwanaście hańskich proporconośców, Ułani Hanni zwanych, otaczało wokoło tego wielbłąda dla straży i czci przynależnej owej Basmie.
Lecz coż tam było w tej skrzyneczce?
Była Basma!
Ale cóż to przecie znaczy ta Basma?
Historyograf rosyjski, sławny Karamzin (T. VI, str. 130—131, nota 208) objaśnia, że był tam obraz albo posążek Hana.
(Mówiąc: albo obraz albo posążek, zdawałoby, że się tylko domyśla, że twierdzenia swego nie jest zupełnie pewnym. Tak jednak nie jest: mówiąc w ten sposób udawał, jakoby nie wiedział, bo z pewnością dobrze wiedział, co tam było).
Sprawocznyj Encykloped. Słowar. utrzymuje, że w tej skrzyneczce był portret Hana.
Lecz nie mógł być tam ani obraz, ani posążek, ani medalion Hana, dla tej prostej przyczyny, że tego wzbraniały przepisy Koranu.
Inni więc pisarze rosyjscy twierdzą, że w tej skrzyneczce był włożony dyplom Hana — nowo wstępującego i potwierdzającego wielkiego księcia moskiewskiego na jego godności wielko-książęcej.
Nie mógł wszakże być tam dyplom, gdyż dyplomy u Tatarów zowią Jarłykami“, a nie Basmą.
W końcu zdecydowano, że tam już niezawodnie był odcisk majestatycznej pieczęci Hana.
Niestety i to tłómaczenie nieprawdziwe, gdyż takie pieczęci u Tatarów zwały się Niszan’y“.
Wszystkie te błędne tłómaczenia pisarzy rosyjskich (powiedzmy raczej nieszczere) wypływały po większej części stąd, że carowie moskiewscy wstydzili się przyznać i ukrywali przed ogółem, co tam było w tej tajemniczej skrzyneczce, a nikomu pod najsurowszą karą nie wolno było ani się dotknąć tej skrzyneczki, a tembardziej otwierać i zaglądać. Za tę ciekawość niezawodnie byłby zaknutowany, a co najmniej głowąby śmiałek przypłacił. Wskutek tego i jedna z dawnych kronik, jako organ powszechnego wówczas mniemania, mówi, że tam w tej skrzyneczce było lico — odcisk oblicza jego hańskiej mości.
Że Karamzin tylko udawał, że z pewnością nie wie, co w tej skrzyneczce było, niby domyślając się tylko, że miał być tam albo obraz, albo posążek Wielkiego Hana — dowód, gdy mówi, że wyraz Basma pochodzi od wyrazu tatarskiego Basmak i następnie umyślnie, bałamutnie objaśnia znaczenie wyrazu Basmak.
Przecież musiał dobrze wiedzieć, że Basmak oznacza obuwie, trzewik, jakoż i dotąd trzewik w języku rosyjskim zowie się Baszmak, a trzewiki — Baszmaki.
Otóż w tej skrzyneczce tajemniczej nalana była massa woskowa, zafarbowana rozmaitym podług upodobania każdego Hana kolorem, a na tej massie była wyciśnięta stopa nogi hańskiej prostem stąpieniem nogi na miękką jeszcze massę — i ten to odcisk stopy zwał się Basmą, i ten to odcisk stopy hańskiej całowali wielcy książęta moskiewscy, a bynajmniej nie lico, nie oblicze hańskie. Gdzieżby tam wielki książę moskiewski poważył się pocałować oblicze swego Pana — Wielkiego Hana, kiedy musiał zlizywać z grzywy końskiej krople, spadające przy piciu przez Hana kumysu?
Że całował odcisk stopy, to rzecz naturalna, bo będąc w Złotej Ordzie z czołobitnością u Wielkiego Hana, obowiązany był ucałować i stopy hańskie.
Wreszcie, że całował stopy Wielkiego Hana, jako swego Pana, nic w tem nie było osobliwego i dziwnego, przecież w Europie lennicy całować musieli stopy swego Suzerena. Jakoż wiadomo z historyi Francyi, że gdy Rollonowi Normandzkiemu roku 911 (w Saint-Clair-sur-Emte) oddawano w lenną posiadłość północną część Francyi wraz z ręką córki Ludwika Prostaka Gizeli, żądano od niego także, aby wedle ceremoniału, obowiązującego lenników, i on ucałował stopy przyszłego swego teścia i Suzerena — Ludwika Prostaka. Wprawdzie Rollon sam nie chciał tego uczynić i kazał dopełnić tego ceremoniału jednemu z towarzyszących mu Normanów. Ale i ten także uważał za ubliżenie dla siebie przyklękać i schylać się, ale gdy musiał koniecznie spełnić rozkaz Rollona i pocałować stopy króla, pochwycił go wpół, przewrócił do góry nogami, i dopiero wtedy, bez przyklękania i schylenia głowy przytknął nogi królewskie do ust swoich.
Całowanie więc stóp Suzerenów przez lenników rzeczą było przyjętą, lecz żeby całować odcisk stopy i żeby ten odcisk był w takiem poszanowaniu i uczczeniu na wszystkich ceremonialnych przyjęciach dworskich i stał tuż obok tronu Wielko-Książęcego, jakby obraz, na drugim jakby tronie — jakby ołtarzyku, jak to było u Wielkich Książąt moskiewskich z odciskiem stopy hańskiej, to już można utrzymywać z największą pewnością, że nigdzie indziej na całym świecie nic podobnego nie było.
Carowie jednak moskiewscy przez 250 lat całowali te odciski stóp hańskich — te Basmy i klęcząc z pochyloną głową słuchali, jak im czytano ukazy hańskie!! Snadź jednak to im przykrem było i wstydzili się przyznać, kiedy ukrywali przed pospólstwem, co w tej skrzyneczce było i fałszywie głosili, że tam było lico, odcisk oblicza hańskiego.
Więc i Karamzin (sam tatarskiego pochodzenia), chociaż musiał wiedzieć, snadź także się wstydził takiego poniżenia dawnych panujących moskiewskich, i dlatego prawdy nie powiedział, tylko udawał, że z pewnością nie wie, i tylko niby domyślając się wnosił, że tam musiał być portret Hana.
I zapewne od Moskali niktby się nigdy o tej Basmie nie dowiedział, gdyby nie Tatarzy, którzy w największej tajemnicy (z obawy Moskali) przechowują w kronikach swoich przeszłe dawne dzieje swoje, panowania swego nad Moskalami. W jednej z takich kronik, pisanej literami arabskiemi, ale językiem tatarskim, mięszanym ze sławiańskim, czyli dyalektem litewsko-ruskim, znajduje się zapisana wiadomość o Basmie. Narbut, otrzymawszy tę wiadomość od jednego miłośnika przeszłości (nie mógł go wymienić), zamieścił ją w Dziejach Narodu Litewskiego (V. 45, dod.).
Czytelnik tedy wie już, co to była ta Basma. Może także chciałby się dowiedzieć, co się stało z ostatnią Basmą?
Basm tych musiało być nie mało; ile było przez 250 lat Hanów, tyle musiało być i Basm? Co z nimi się stało? W żadnym archeologicznym zbiorze ani jednej Basmy niema. Z ostatnią zaś Basmą zdarzył się taki przypadek:
Kiedy Iwan III, car moskiewski, za namową żony swojej postanowił zrzucić jarzmo tatarskie i naród swój uwolnić z niewoli, — najprzód nie chciał wyjść na spotkanie przybywającego posła od hana, do czego był obowiązany, — następnie, gdy ten poseł zażądał audyencyi i wszedł do sali tronowej, Iwan III pochwycił złożoną na ołtarzyku przy tronie carskim Basmę, plunął na nią, rzucił ją na ziemię i nogami podeptał, a posła i jego cały orszak kazał okrutnie zamordować, z wyjątkiem jednego Tatara, którego odesłał do hana z oznajmieniem, że carowie moskiewscy już więcej ani Basm, ani samych stóp hańskich odtąd całować nie będą (r. 1479).
Że postanowił zrzucić jarzmo tatarskie i uwolnić naród swój z niewoli tatarskiej — rzecz bardzo chwalebna i zaszczytna. Że Basmę podeptał — i to ujdzie; ale za cóż kazał posła zamordować i cały orszak jego? Za nieszlachetne uniżanie się swoich przodków mścił się teraz, i mścił się najnieszlachetniej — po barbarzyńsku! Czy myślał taką zemstą dziką zetrzeć z ust przeszłych carów ślady, albo raczej haniebne plamy całowanej przez nich Basmy i stóp hańskich i zlizywanych z grzyw końskich kropel kumysu?
Owszem, bynajmniej o tem nie myślał; nie było to uniesienie, nie było to oburzenie, tylko złość, gdyż zaraz po zamordowaniu posła przysłanego od Achmeta, hana wielkiej Ordy, wysyła posła swego (Jana Sarkowa) do hana krymskich Tatarów Mengli-Giereja, zachęcając go do napadu na Polskę i taką daje instrukcyę temu posłowi: „Oświadcz hanowi, że wielki książe Iwan Bazylewicz uderza przed nim czołem, gdyż raczył go bratem i przyjacielem nazwać“.
Zaledwo Basmę podeptał, posła tatarskiego zamordował, aliści zaraz w ślad za tem czołga się przed innym tatarskim hanem, przez wdzięczność za to, że ten Tatar raczył go nazwać bratem i przyjacielem. Upodlenie posunięte zaprawdę do nec plus ultra.
Jeszcze słówko wypada powiedzieć o klęczeniu carów, kiedy czytano im ukazy hańskie. Snadź z tego powodu tak obrzydło Moskalom klęczenie, — że teraz i w cerkwiach żaden Moskal za nic w świecie nie uklęknie nawet w modlitwie do Boga — stojąc spowiada się, nawet Komunię św. przyjmuje stojąc. I rzecz osobliwsza, gdy później na tem samem miejscu, za Moskwą położonem, zwanem Bałwanowka, gdzie przedtem carowie spotykając posłów tatarskich, klęcząc słuchali ukazów hańskich, wystawioną została cerkiew (nie wiem czy właściwie), w tejże cerkwi Moskale nie uklękną teraz przed Bogiem, – choć na tem właśnie samem miejscu carowie klękali przed Tatarami.
Niech z tego wszystkiego, cośmy powiedzieli, sam czytelnik wyprowadzi sobie wniosek o rażącej różnicy Polaków i Moskali, nietylko z pochodzenia, lecz i z usposobienia.
Zakończmy zwrotką znanej pieśni:

Przed wrogiem tyranem, co Polskę dziś gnębi,
Nie ugiąć haniebnie ni kolan, ni czoła,
I miłość Ojczyzny strzedz pilnie w serc głębi,
Jak płomień strzeżony wśród Westy kościoła.
Nie ufać zaprzańcom, co mówią nieszczerze,
Że Polak-Lechita jest brat z moskwicinem,
Odrzucić ten sojusz i wytrwać w swej wierze
Usque ad finem, usque ad finem.

Kajetan Korzeliński.
W KRAKOWIE.
NAKŁADEM I CZCIONKAMI DRUKARNI ZWIĄZKOWEJ
pod zarządem A. Szyjewskiego.


Przypisy

  1. Długosz, Herberstein, Encykl. Pow.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Nowakowski.