Bajki (La Fontaine)/Od tłumacza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Noskowski
Tytuł Od tłumacza
Pochodzenie Bajki
Wydawca Jan Noskowski
Data wydania 1876
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
OD TŁUMACZA.

Wyszły już ze zwyczaju długie przedmowy, jakiemi niegdyś autorowie poprzedzali swoje dzieła, bądź to w celu wyspowiadania się przed czytelnikami dla czego w tę a nie inną sukienkę myśli swoje oblekli, bądź to dla zaskarbienia łaski zoilów, których nigdy nie brakowało i nigdy brakować nie będzie, a zawsze w jednej i tej samej nadziei: pozyskania względów publiczności.
W chwili poddania niniejszego przekładu bajek La Fontaine’a pod sąd ogółu, widzę się zniewolonym zwyczaj ten wskrzesić i zająć na chwilę Czytelników tem właśnie, czem jak najmniej zatrudniaćbym ich pragnął, to jest: sobą. Ważne względy skłaniają mnie do tego.
Na niwie, z której tak obfity plon zebrał Krasicki, którą, lubo tylko dorywczo, lecz z tak świetnem powodzeniem uprawiał Trembecki a następnie Mickiewicz, trudno zaiste komukolwiek pracować z nadzieją, że zdoła pozyskać choć jeden listek z wieńców, okalających skronie tych trzech genialnych, a tak różnych od siebie bajkopisarzy. Przystępując przeto do pracy, nie łudziłem się pod tym względem żadnemi marzeniami; wiedziałem, iż przedsiębiorę zadanie wielce trudne i może przechodzące moje siły; i dla tego też, pomimo wielostronnej zachęty, abym wszystkie bez wyjątku bajki La Fontaine’a przełożył, umieściłem w niniejszym zbiorze prawie wszystkie tłumaczenia, a nawet naśladowania, dokonane przez wymienionych wyżej poetów, jakoteż kilka bajek Kniaźnina i innych pisarzy, woląc poświęcić jednolitość dzieła, aniżeli ściągnąć na siebie zarzut przeceniania sił własnych i kusić się bezpożytecznie o to, czego nie potrafiłbym osiągnąć: bowiem bajki wspomniane tak nęcą mistrzowstwem słowa, tak są powszechnie znane i tak przeszły w krew i ducha czytelników polskich, że niczyj już przekład wyrugować ich ztamtąd, ani zastąpić, ani też doścignąć nie zdoła.
Atoli, zgromadziwszy z dawniejszych przekładów około trzydziestu bajek, stanowiących rzeczywistą ozdobę naszej literatury, pozostałą, większą część pracy musiałem przyjąć na siebie; być może, iż istnieją jeszcze inne źródła, równie cenne jak tamte, lecz, mimo usilnych starań, odszukać ich nie mogłem; te zaś, z których próbowałem zaczerpnąć, wydały mi się nieodpowiedniemi. Tak naprzykład, tłumaczenie sześciu pierwszych ksiąg bajek La Fontaine’a, dokonane przez jenerała Jakubowskiego, posiada formę surową, niewyrobioną i zwroty językowe takie, jakich nawet najpobłażliwsza krytyka, przy obecnem wydoskonaleniu naszej mowy, usprawiedliwićby nie mogła.
Pozostaje mi jeszcze nadmienić o punkcie nader ważnym w pracy tego rodzaju, a mianowicie: o wierności przekładu. La Fontaine pisał bajki swoje lat temu dwieście i pisał je dla spółeczności francuzkiej: swoboda wyrażeń, powszechnie wówczas panująca, niemile dziś raziłaby ucho czytelnika. Treść niektórych bajek, pewne ich zwroty, dość często i sens moralny, ściągają się wyłącznie do narodu francuzkiego i do jego ówczesnych wyobrażeń i stosunków spółecznych; sądziłem przeto, że lepiej uczynię, gdy zamiast podawać te bajki w pierwotnej, dziś już przestarzałej i francuzkiego kroju sukience, zastosuję ich treść do pojęć tegoczesnych i nadam cechę ogólno-ludzką, a gdzie przedmiot na to zezwolił, swojską.
Przekład mój zatem, lubo nie jest tylko swobodnem naśladowaniem, nie zyska może u niektórych krytyków pochwały za wierność: jednakże, choć w żadnym może kraju autor nie potrzebuje tak dalece jak w naszym oglądać się na zdanie miejscowej krytyki, inny, wyższy wzgląd piórem mojem kierował: ten mianowicie, że jak za czasów Ezopa, tak i obecnie, każde spółeczeństwo potrzebuje apologu, zwierciadła, w którem wierny swój obraz zobaczyć może; ten to powód skłonił mnie do przekładu bajek La Fontaine’a, i ten powód również zniewolił mnie do wzmiankowanych zboczeń od oryginału; bajka bowiem, przeznaczona dla publiczności polskiej, o tyle tylko osiągnie cel swój główny: pożyteczność, o ile nie będzie tylko bladem echem obcych wyobrażeń i obyczajów.
Mniemałem zresztą, że w bajce wierność przekładu zależy na trafnem schwyceniu myśli głównej, na dokładnem zbadaniu i wyrażeniu intencyi autora; szczegóły zaś i koloryt oryginału muszą nieraz uledz pewnym zmianom, w obec wyrażonej wyżej zasady, że bajka powinna być zastosowaną do pojęć i stosunków tego spółeczeństwa, które ją czytać będzie. Starałem się przeto tłumaczyć nie wyrazy, lecz myśli, dosłowność przekładu stawiając tylko wtedy na pierwszem miejscu, gdy mi się wydało, iż dodanie lub uronienie jakiego wyrazu skrzywi i upośledzi ducha rzeczy; być może, iż przez to ściągnę na siebie zarzut, że zamiast wiernie kopiować La Fontaine’owską, nadałem jego utworom inną, a tem samem mniej wdzięczną, mniej odpowiednią, mniej gładką formę; lecz, mając do wyboru między formą i treścią, chętnie poświęcę zawsze pierwszą dla drugiej, jeśli za szczupły zasób sił moich nie pozwala obudwóm równocześnie zadość uczynić. Winienem jednakże dodać, iż przekształcenia treści, niezbędne w niniejszym przekładzie (dla wymienionych dopiero co powodów), są nieliczne i — mojem zdaniem — podrzędnego znaczenia. Czy są zaś trafne i właściwie zastosowane, wyrok o tem do łaskawych Czytelników należy.

Władysław Noskowski.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Noskowski.