Antygona (tłum. Kaszewski)/Epejsodyon V

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sofokles
Tytuł Antygona
Data wydania 1902
Wydawnictwo Feliks West
Miejsce wyd. Brody
Tłumacz Kazimierz Kaszewski
Tytuł orygin. Ἀντιγόνη
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
EPEJSODYON  V.

Tyrezyasz.

Przezacni Teb mężowie! Otóż k’wam przychodzę,
Wiedziony tu oczami mego przewodnika;
Bo ślepym cudze oko towarzyszy w drodze.


Kreon.

Stary Tyrezyasz z jakąż mnie wieścią spotyka?


Tyrezyasz.

Wnet ci ją powiem; ty wierz wyroczni mej wzajem.        5


Kreon.

Ja-m twoje napomnienia zawsze miał na pieczy.


Tyrezyasz.

Dlatego też pomyślnie sterowałeś krajem.


Kreon.

Przyznaję, że twe rady były nie od rzeczy.


Tyrezyasz.

A więc — niebezpieczeństwo ciąży nad twą głową.


Kreon.

Cóż tam znowu takiego? trwoży mnie twe słowo.        10


Tyrezyasz.

Posłuchaj, co ci moja nauka powiada:
— Siedziałem w owej starej wieszczbiarni, przy której

Bujają w dziwnych kręgach różnepiórore stada;
Wtem, dzikie krzyki ptasie groźnie zagrzmią z góry.
To pewnie, myślę, wzajem wpijają pazury,        15
Bo wrzask; strasznie skrzydłami łomocze gromada.
Więc zaraz do ołtarzów poszedłem struchlały,
Na których w świętym ogniu obiaty gorzały.
Lecz płomień nie był lśniący, wilgoć z udźców cała
Szła w górę z dymem lub na popiół opadała,        20
Żółć nikła z wiatrem, mięso odeszło od kości
I leżało odarte z powierzchniej tłustości.
Te to wszystkie oznaki, wróżące złą dolę
Z świętych tajemnic — to mi wskazało pacholę:
Jak ja prowadzę drugich, tak on mnie prowadza.        25
Kreonie! dziś ojczyznę twoja gu hi władza:
Co ptak jaki przeleci nad nasze ogniska,
Co pies przejdzie — to zdobycz na ołtarz nam ciska:
A któż to tej zdobyczy dostarcza im przecie?
To trup, zamordowane Edypowe dziecię.        30
Stąd też ni modłów naszych nie baczą już bogi,
Ni ognisk: ptaków ciągle brzmi okrzyk złowrogi,
Jak się obżarły ciała, jak się krwi opiły
Z zabitego, co dotąd leży bez mogiły.
Zastanów się, mój synu! człowiek zbłądzić może;        35
Ale jeżeli zamiast trwać w swoim uporze.
Pragnie owszem poprawy i szuka jej wszędzie,
Ten nie jest bezrozumnym, nieszczęsnym nie będzie.
W tym tylko głupstwo mieszka kto uporem stoi.
Przestań więc nękać zwłoki, niech cię śmierć rozbroi.        40
Toć ja ci z serca radzę, a od przyjaciela
Miło przyjąć, jeżeli zdrowych rad udziela.


Kreon.

Starcze! więc wszyscy, jakby łuczników gromada,
Za cel swoich pocisków biorą serce moje?
Nawet przeciw wróżbitom bezpieczen nie stoję:        45
Dawno mnie ściga wasza przedajność i zdrada.
Lecz dobrze; bogaćcie się, grabcie — mniejsza o to —
Wszystek elektr sardyjski[1], wszystko Indyi złoto:
To przecie niepodobna wam dożyć tej chwili,
Abyście zwłoki zdrajcy do grobu złożyli.        50
Ohooby go nawet orły szponami ostremi
Przed tron samego Zeusa podniosły od ziemi,

Nie pozwolę na pogrzeb i tem się nie trwożę,
Ufny, że człowiek bogom ubliżyć nie może.
Ty zaś wiedz, stary wieszczu, że najszczwańsi ludzie        55
Upadają i toną w niezmazanym brudzie,
Jeśli ich język miota wymowne pociski,
A myśl występna godzi na ohydne zyski.


Tyrezyasz.

Ha! kto tam o tem myśli? kto wie, co się stanie?...


Kreon.

Dokończ — usłyszym jakieś oklepane zdanie.        60


Tyrezyasz.

Rozum, jakaż.to piękna zaleta żywota!


Kreon.

Tyle przynajmniej, ile szkodliwą głupota.


Tyrezyasz.

A jednak tego złego pełna twoja głowa.


Kreon.

Nie dbam ja na wróżbity obelżywe słowa.


Tyrezyasz.

Lecz czemu mi zarzucasz, żem ja wieszcz fałszywy?        65


Kreon.

Bo to każdy wróżbita na pieniądze chciwy.


Tyrezyasz.

A każdy tyran goni za zyski podłerni.


Kreon.

A wiesz-że ty, że mówisz do króla tej ziemi?


Tyrezyasz.

Wiem; bo jeśliś tu panem, to mnie masz dziękować.


Kreon.

Biegtyś ty wieszcz, to prawda, lecz lubisz złe knować.        70


Tyrezyasz.

Zmuszasz mnie, więc odkryję serca mego tajnie.


Kreon.

I owszem, byleś tylko nie mówił przedajnie.


Tyrezyasz.

Czy tak? więc to przedajne bywały me słowa?


Kreon.

Tak; lecz mię nie wywiedzie już w pole twa mowa.


Tyrezyasz.

Więc pamiętaj! nim słońce raz ziemię obiegnie,        75
To ostatni z twych synów śmiercią za śmierć legnie:
Przez to, żeś ty się ważył wbrew nadziemskich bogów
Strącić żyjącą duszę do podziemia progów;
Do tego, jak na udry z bogi podziemnemi,
Trzymasz bez czci pogrzebnej zmarłego na ziemi.        80
I jakiemże to prawem? Kiedyć on jest wcale
Własnością bóstw podziemnych, i żadnych praw przecie
Nie roszczą doń władnące bogi w górnym świecie;
Narzucać im te prawa, to nadto zuchwale.
Już mścicielki niebieskich bogów i piekielnych        85
Erynie[2], które karzą przestępstwa śmiertelnych,
Wkrótce wypuszczą na cię podobnych klęsk zgraję.
Czyż ja mówię dla zysku — jak ci się wydaje?
Wnet orszak żon i mężów wpadnie tu spłakany,
Zatrzęsą się od jęków twego dworca ściany.        90
Bo już między sąsiady hałas zgrozy wzrasta,
Żeś im trupim wyziewem pozarażał miasta.
A skąd ten wyziew? z ciała, które dzięki tobie,
We wnętrzu dzikich zwierząt legło niby w grobie.
Te ja, jak łucznik, z serca rzucam w gniew twój strzały;        95
O! zadrżysz ty pod niemi i zbolejesz cały.
Pójdź, pacholę, odprowadź mnie w moje ustronie;
Niechaj on tu na młodszych wściekłość swą wyzionie,
Niechaj uśmierzy zdrożną burzliwość języka
I rozumniej niż dotąd w prawdę rzeczy wnika.        100

(Odchodzi)

Przodownik Chóru.

Królu! ten mą stąd odszedł z wieściami strasznemi,
A jako wiek pobielił moje włosy czarne,
Nie pamiętam, zaprawdę, by na naszej ziemi
Przepowiednie się jego pokazały marne.


Kreon.

Oj wiem! to też niemała na mnie trwoga ciśnie:        105
Ustąpić, to byłoby tchórzostwem nielada,
A znów uporem mógłbym zgubić się umyślnie.


Przodownik Chóru.

Jeden jest na to sposób, królu: zdrowa rada.


Kreon.

Radźcież mi więc, jakiego mam użyć sposobu?


Przodownik Chóru.

Najprzód masz wyprowadzić z jaskini to dziecię,
Potem złożyć zmarłego popioły do grobu.        110


Kreon.

Więc koniecznie na swojem wy postawić chcecie?


Przodownik Chóru.

Oj, śpiesz się: kara boża pędzi nogą żwawą
Za tymi, co się zwykli ociągać z poprawą.


Kreon.

Przykro-ć to ustępować; ale trudna rada:        115
Kiedy bieda na karku, ustąpić wypada.


Przodownik Chóru.

Idź więc; nie daj innemu troskać się tą sprawą.


Kreon.

Natychmiast; a tymczasem biegnijcie wy sami,
Ilu was jest, na wzgórze, wszyscy z siekierami.
Ja zaś, gdym zmienił zdanie, podążę też cwałem,        120
Ażeby to rozwiązać, co sam zawiązałem.
Trzeba się, widzę, godzić z prawami bożemi,
Aby spokojność życia pozyskać na ziemi.

(Odchodzi).





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Sofokles i tłumacza: Kazimierz Kaszewski.
  1. „elektr sardyjaki“, Elektr sardyjski, mieszanina złota, srebra i innych kruszców. wyrabiana w Sardes na wybrzeżach Azyi Mniejszej.
  2. Erynie (Eumenidy), boginie z wężowymi splotami na głowie, były mścicielkami wszelkich występków, popełnionych czy to względem bogów olimpijskich czy podziemnych.