Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX/Aleksander hr. Przezdziecki

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zygmunt Gloger
Tytuł Aleksander hr. Przezdziecki
Pochodzenie Album biograficzne zasłużonych Polaków i Polek wieku XIX
Wydawca Marya Chełmońska
Data wydania 1901
Drukarz P. Laskauer i W. Babicki
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom pierwszy
Pobierz jako: Pobierz Cały tom pierwszy jako ePub Pobierz Cały tom pierwszy jako PDF Pobierz Cały tom pierwszy jako MOBI
Indeks stron
Aleksander hr. Przezdziecki.
* 1814 † 1871.
separator poziomy
D


Album p0428b - Aleksander Przezdziecki.jpg
Działalność społeczno-naukowa ludzi, należących urodzeniem do arystokracyi polskiej, przedstawia się względnie do czasu w XIX w. nader nierównomiernie. Lat czterdzieści, obejmujących 3, 4-ty, s-ty i 6-ty krzyżyk tego stulecia, stanowi najświetniejszą dobę pomienionej działalności. W trzecim to dziesiątku tegoż wieku świetnieją jeszcze w całym swoim blasku cywilizacyjnym Puławy; minister Tadeusz Mostowski rozwija pomnikową działalność ekonomiczną, pokrywa Królestwo siecią dróg szosowych, zakłada instytut w Marymoncie; Lubecki urządza skarbowość; Karol hr. Brzostawski znosi w dobrach swoich (r 1820) pańszczyznę; pisze jeszcze sporo Aleksander Chodkiewicz; gromadzi bibliotekę Adam Chreptowicz w Szczorsach i Edw. Raczyński w księstwie Poznańskiem; uwiekopomnia się fundacyą swoją Józef Maks. Ossoliński; rozpoczyna potężną pracę wydawniczą (r. 1828) Adam Tytus Działyński, w czem naśladuje go chwalebnie Raczyński. Po nich idzie w tej sferze długi szereg ludzi uczonych, poważnnych autorów lub bardzo czynnych w społeczeństwie, jakimi byli: Konstanty Świdziński, Konstanty Tyzenhauz (zoolog), trzej bracia Stadniccy: Antoni, Aleksander i Kazimierz, Fredro Aleksander, Henryk Rzewuski, Tomasz Potocki, Aleksander Wielopolski i Aleksanuer Ostrowski, Fryderyk Skarbek, Andrzej Zamojski, Zygmunt Krasiński, bracia Tyszkiewiczowie: Eustachy i Konstanty, Rastawiecki, Aleks. Przezdziecki, Wiktor Baworowski, Leon Sapieha i najmłodsi w tym zastępie Maurycy i Włodzimierz Dzieduszyccy, Jan Tadeusz i Jerzy Lubomirscy. Tomasz Zamojski buduje wspaniały gmach dla biblioteki ordynackiej, Krasińscy biorą pod opiekę zbiory Świdzińskiego. Do tejże epoki należą kobiety takie, jak Klaudyna Potocka, Karolina z Potockich Nakwaska, Rautensztrauchowa i inne. Cztery, a zwłaszcza trzy ostatnie dziesiątki wieku XIX-go przedstawiają już tylko smutne cechy zaniku tak świetnej działalności panów polskich i ogólny w nich upadek poczucia obowiązków społecznych. Z całego tak licznego zastępu ludzi gruntownej nauki, poświęcenia i czynu, zostaje szczupła szlachetna garstka prawdziwie pożytecznych pracowników, dla których «noblesse oblige» nie jest banalnym frazesem salonowym, ale istotną zasadą w życiu i sumiennem wypełnianiu obowiązków względem swego społeczeństwa. Dwie te doby porównane z sobą czynią takie wrażenie, jakbyśmy mieli przed oczami konar wielkiego drzewa, który usychając okrył się raz jeszcze bujną zielenią i kwieciem.

W tej to dobie prawdziwej zasługi obywatelskiej wielu możnych ludzi, a zwłaszcza pod jej koniec, wybitne stanowisko zajmował wspomniany już powyżej Aleksander hr. Przezdziecki, którego życiorys tu treściwie mamy skreślić.
Ukończywszy liceum krzemienieckie, młody Przezdziecki dla dalszych studyów udał się na uniwersytet do Berlina. Będąc właśnie studentem berlińskim, w dziewiętnastym roku życia, przedsięwziął pierwszą z podróży swoich do Szwecyi, którą opisał i dedykując swej matce wydał w r. 1836 p. n. Szwecya, wspomnienia jesienne 1833 r. Jedyny organ literacki, istniejący wówczas w Warszawie pod redakcyą A. J. Szabrańskiego: Panorama literatury krajowej i zagranicznej, sprawozdanie swoje o dziełku nieznanego młodego pisarza tak zakończył: «Podróż ta nie zawiera w sobie ani przypadków nadzwyczajnych, ani spostrzeżeń szczegółowych. Autor opisywał często nawet przedmioty aż nadto znane publiczności, w uwagach swoich nie zapatruje się nawet z wyższego stanowiska, a jednak wyborem zdarzeń ciekawszych i powabnym stylem umie zająć i zabawić czytających.» Od tej chwili, gdy raz ujął pióro i oddał się pracy naukowej i literackiej, szedł już tą drogą służby społecznej ciągle i przyjętemu zawodowi pozostał wiernym do ostatniej chwili swego życia. Co prawda czas był po temu odpowiedni. Prawie cała bowiem inteligencya polska, poszedłszy za prądem emigracyjnym na obczyznę, zatrważająco opustoszyła życie umysłowe w kraju rodzinnym. Potrzeba więc było, aby w głuchej ciszy duchowej nowe siły rozdmuchywały nowe to życie. Zaczął się też wytwarzać w kraju nowy zastęp pisarzy, wśród których wybitne stanowisko zajęli dwaj młodzi literaci i ziemianie zarazem: Michał Grabowski, autor (wydanej w latach 1837—8) Literatury i krytyki, i Józef Ign. Kraszewski, którego Wędrówki literackie, fantastyczne i historyczne (Wilno, trzy tomy, r. 1838) zapewniły 26-letniemu autorowi poważny głos w piśmiennictwie. Za nimi szedł Przezdziecki, młodszy od Grabowskiego o lat osiem, a od Kraszewskiego o lat parę, i stanąwszy w szeregu dzielnych pracowników na polu naukowem, pozostał ich dobrym i przyjaznym towarzyszem do zgonu.
«Rok 1841 — pisze Kaz. Wł. Wójcicki, świadek tej epoki, we wspomnieniu pośmiertnem o Przezdzieckim — miał w rozwoju literatury naszej wybitne i stanowcze znaczenie, a dla Przezdzieckiego otworzył chlubne szranki do jego działalności literackiej. W tym bowiem roku powstały dwa poważne naukowe czasopisma, a mianowicie: Biblioteka warszawska w Warszawie i Atheneum pod redakcyą J. I. Kraszewskiego w Wilnie. W obu tych pismach Przezdziecki złożył poważne owoce swojej pracy i badań z dziedziny przeszłości krajowej. Na zwrot ten stanowczy, któremu autor Jagiellonek pozostał wiernym do ostatnich chwil życia, wpłynął głównie, jak sam Przezdziecki o tem mawiał. Marcin Błażowski, dawny tłómacz kroniki Kromera, który w przedmowie swojej do Zygmunta III, wydrukowanej na czele przekładu w r. 1611, wygłosił, że historya «tylko sama, ile prawdziwie a umiejętnie pisana, sławę ludzką a zgoła wszystek świat w szatę nieśmiertelności obłóczy. Upadły zamki, miasta i królestwa, upadłaby z niemi była i pamiątka o nich, jedno upadkowi historya zabiegła. Pomarli cesarze, królowie i książęta, a z nimi równo zacne ich sprawy też by umarły były, by historya onych nie odżywiała. Historya zaprawdę sama na wieki sławy naszej dochować może. Ona jest przemijających czasów rachmistrzem, oświatą prawdy, mistrzynią żywota, pamiętnicą zasług, podżogą cnoty, hamulcem niecnoty, a nawet matką nieśmiertelności.» Prawdy, zawarte w powyższych słowach pisarza epoki Zygmuntowskiej, wyrobiły w Przezdzieckim przekonanie o podstawowem znaczeniu nauk historycznych dla wykształcenia społecznego w narodzie i rozwoju życia umysłowego.
Że, pomimo oddania się z całym zapałem badaniom starożytności i dziejowym, rozumiał dobrze potrzebę i znaczenie postępu, najlepszy tego dowód mamy w pierwszem ważniejszem dziele Przezdzieckiego p. n. Podole, Wołyń, Ukraina, obrazy miejsc i czasów (Wilno, r. 1841, 2 tomy), gdzie we wstępie tak mówi między innemi:
„Czas już, abyśmy żyć zaczęli życiem czynnem w obrębie sił naszych i usposobień, a ten obręb, Bogu dzięki rozległy. Poznajmy tylko, co jest w rękach naszych, chciejmy szczerze, co możemy, a odkryje się przed nami świat nowy, świat spekulacyj przemysłowych i handlowych, świat doświadczeń i wynalazków. Miejsce czczości, która dotychczas umysły nasze zatruwa, zajmie życie wewnętrzne, w którem interes dobrze zrozumiany będzie głównym wprawdzie bodźcem, wszelako niezupełnie materyalnym, jeżeli na sumiennem wykonaniu obowiązków opartym.” W dziele powyższem autor obok wspomnień historycznych dotyka i stanu dzisiejszego kraju i ludzi pod wieloma względami. Miał się ukazać i tom trzeci, ale do tego nie przyszło, tylko wyjątek z mego podało r. 1844-go «Atheneum.»
Nie posiadamy tu miejsca na szczegółowy wykaz wszystkich rozpraw i artykułów Przezdzieckiego, pomieszczanych od r. 1841-go w «Atheneum» Kraszewskiego i w «Bibliotece warszawskiej,» której został stałym współpracownikiem od czasu, jak w r. 1847 zamieszkał w Warszawie. «Biblioteka warszawska» w tomie II-im r. 1872 obok wspomnienia pośmiertnego ogłosiła „spis bibliograficzny wszystkich pism Aleksandra Przezdzieckiego, wyjęty z notat do bibliografii polskiej Cypryana Walewskiego.” Więc tam odsyłamy tych, którzy zechcą poznać się bliżej z długim szeregiem prac ś. p. Aleksandra. Wymienimy tu jednak wydawnictwa poważniejsze, a do tych zaliczamy Źródła do dziejów Polski, podzielone na pięć oddziałów: pamiętniki, akta, listy, dyplomaty i mieszaniny. Pierwszy tom tych Źródeł opracował Przezdziecki z Michałem Grabowskim (Wilno, 1843 r.), a drugi z Mikołajem Malinowskim (Wilno, 1844 r.).
Żaden ani z panów, ani uczonych polskich nie przedsięwziął tyle co Przezdziecki kosztownych podróży i badań zagranicą celem wyszukania tam pamiątek polskich i nieznanych źródeł do naszych dziejów. O plonach tych poszukiwań zawiadamiał Przezdziecki ziomków bądź w listach, drukowanych przez czasopisma polskie, bądź w artykułach i książkach oddzielnych. I tak z artykułów, pomieszczonych w «Bibl. warsz.» od r. 1847 do 1850, wydał (r. 1850) oddzielną książkę p.n. Wiadomość bibliograficzna o rękopismach, zawierających w sobie rzeczy polskie, przejrzanych po niektórych bibliotekach i archiwach zagranicznych, a zwłaszcza rzymskich. Roku 1853 ogłosił: Ślady Bolesławów polskich po obcych krajach, opowiadanie historyczne z 5-ma litografiami. Tegoż roku wydał także O polakach w Bononii i Padwie.
Jako wydawca źródeł dziejowych, Przezdziecki po Tytusie Działyńskim pierwsze u nas zajmuje miejsce. Z rejestrów skarbowych królewskich z lat 1388—1417 ogłosił najprzód w «Bibliotece warszawskiej,» a potem (r. 1854) wydał oddzielnie Życie domowe Jadwigi i Jagiełły. W r. 1862 wydał w Krakowie: Mistrza Wincentego, zwanego Kadłubkiem, biskupa krakowskiego, kronika polska z rękopisu Eugeniuszowskiego. W łonie redakcyi «Biblioteki warsz.» — powiada jej członek Kaz. Wł. Wojcicki — powstała pierwsza myśl wydania krytycznego wszystkich dzieł Jana Długosza, tak drukowanych, jak jeszcze pozostających w rękopismach. Było to przedsięwzięcie olbrzymie, bo nietylko wymagające ogromnego nakładu, ale żelaznej pracy uczonych współpracowników i wytrwałości lat wielu. Przedmiot ten był celem długich narad i dyskusyj, ale im głębiej go badano, tem więcej pokazywało się trudności. Pierwszem zadaniem było, czy się nie da odszukać oryginał Długoszowy, a w braku tego kopie najbliższe jego czasów, potem — przejrzenie wszystkich rękopisów, rozproszonych po bibliotekach całej Europy, a następnie porównanie tych ustępów, w których jakiekolwiek zachodziły różnice i wątpliwości. Myśl cała tak doniosła dla wiedzy historycznej, spełzłaby na niczem, gdyby nie Przezdziecki, który ani chwili nie wahał się przystąpić do tego pomnikowego wydawnictwa i, oświadczywszy gotowość jego wykonania, postanowił zaraz umyślną podróż naukową. Gdy przyszło pod rozbiór ważne pytanie, czy ograniczyć wydanie do samego tylko oryginalnego tekstu łacińskiego, czy też dać zarazem i przekład polski, Przezdziecki, pomimo że wydanie z przekładem pomnażało o wiele trudności i koszty wydawnicze, oświadczył się za tem, aby dla ogółu nie władającego językiem łacińskim „światła pod korcem nie kryć.”
Jakoż sam przekład polski Dziejów Długosza, nie licząc kosztów wydawniczych papieru i druku, wyniósł około 4000 rubli. Z pomocą do tego wydawnictwa początkowo ofiarowało się kilku chętnych, ale później wycofało się z obietnicy, a wówczas sam Przezdziecki podejmował ochoczo kosztowne podróże i pokonywał wszystkie trudności. Przyszła nareszcie chwila, gdy był w możności ogłoszenia prospektu, a następnie i pierwszego dzieła Długosza Liber beneficiorum dioecesis cracoviensis, obejmującego trzy wielkie tomy, które wyszły w ciągu roku 1863 i 1864 w Krakowie, wyłącznie w tekscie łacińskim. Następnie wyszło pięć tomów Dziejów polskich w przekładzie prof Karola Mecherzyńskiego. Ukończenia tego wielkiego wydawnictwa nie doczekał Przezdziecki. Właśnie tom pierwszy pięciotomowego tekstu „Dziejów“ był pod prasą, gdy mąż, tak świetnie zasłużony swemu społeczeństwu, zszedł do grobu. Nakład więc ostatnich tomów prowadzili już synowie zmarłego: Konstanty i Gustaw.
Drugiem równie pomnikowem dziełem, którego wydawnictwo przedtem jeszcze Przezdziecki podjął wspólnie z Edwardem Rastawieckim, ziemianinem lubelskim, były Wzory sztuki średniowiecznej i z epoki Odrodzenia po koniec XVII wieku w dawnej Polsce. Wspaniałe to trzytomowe wydanie składało się z bogatych ilustracyj, wykonanych artystycznie w litografii warszawskiej Fajansa, i z wyczerpujących obszernie objaśniających tekstów, opracowanych przez A. P.(rzezdzieckiego.)
Najobszerniejszem z dzieł Przezdzieckiego są Jagiellonki polskie w XVI wieku. Obrazy rodziny i dworu Zygmunta I-go i Zygmunta Augusta, królów polskich. Pięciotomowe to dzieło, ozdobione mnóstwem portretów i podobizn, jest owocem długoletnich, mozolnych pracowitych i sumiennych poszukiwań w kraju i zagranicą. W czasie podobnych poszukiwań natrafił raz Przezdziecki w bibliotece neapolitańskiej Brancacciana na ciekawe listy Annibala z Kapui, arcybiskupa Neapolu a nuncyusza papieskiego w Polsce. Listy te z okresu bezkrólewia po Stefanie Batorym i z pierwszych lat panowania Zygmunta III-go jako cenny zabytek dla historyi przetłómaczył na język polski i wydał z krytycznem objaśnieniem.
Przezdziecki z zamiłowaniem oddawał się również badaniom archeologicznym czasów przedhistorycznych kraju ojczystego. Opisywał wykopalisko z wyspy jeziora Lednickiego pod Gnieznem i jeździł na wszystkie kongresy archeologiczne w Europie, z których sprawozdania pomieszczał w «Bibliotece warszawskiej.» Do podobnych podróży namówił ś. p. Jana Zawiszę, który pod wpływem Przezdzieckiego pod koniec swego życia zajął się także poszukiwaniami archeologicznemi w grotach Ojcowa.
Wydawnictwo dzieł Długosza prowadzone w Krakowie było powodem, że Przezdziecki zaczął częściej i dłużej przebywać w grodzie wawelskim. Jakoż i życie tu zakończył na drugi dzień Bożego Narodzenia 1871 roku, licząc 57-y rok swego wieku. W dniu 30-ym grudnia pochowano na cmentarzu krakowskim śmiertelne szczątki tego prawdziwie i zacnie zasłużonego swemu społeczeństwu mecenasa nauki polskiej.
Kaz. Wł. Wojcicki, pisząc o nim pośmiertne wspomnienie, powiada, że przez całe ćwierć wieku zbliżony do zgasłego badacza, podziwiał w nim zawsze ten szczery zapał naukowy i poświęcenie, z jakiem się oddawał raz powziętej myśli, obok szlachetności i prawości charakteru i uczuć. Wytrwały w pracy, hojny w ponoszeniu kosztów na cele naukowe, nie zrażał się przeszkodami a często i ostremi cierniami, które na drodze swej spotykał; rozumiał bowiem dobrze swoje stanowisko jako pracownika nauki i obywatela kraju. W ostatnim liście, pisanym na parę tygodni przed zgonem z Krakowa do Wójcickiego, zapytywał, czy «Biblioteka warsz.» nie zechce drukować jego nowej podróży do Szwecyi, którą chciał opisać po wydrukowaniu 5-go tomu Jagiellonek.
Do słów powyższych redaktora «Bibl. warszawskiej» piszący niniejszy życiorys dodać może również i słowa własne. Przebywał on bowiem w r. 1869 i 1870 także w Krakowie, choć tylko jako student uniwersytetu; że jednak od lat kilku zajmował się już archeologią, więc był często zapraszany przez Przezdzieckiego na pogawędki naukowe razem z prof. Józefem Łepkowskim i uczonym Teofilem Żebrowskim, W obejściu towarzyskiem poznać można było odrazu w Przezdzieckim człowieka wielkoświatowego w całem tego słowa znaczeniu, ale był on tak rozumnym, miłym i nauce wyłącznie oddanym, że nie dostrzegłeś w nim nigdy ani śladu dumy magnackiej, ani tego, że się hrabią tytułował. To też głęboki żal przeniknął serca wszystkich światłych i zacnych ludzi w kraju, gdy doszła ich wieść o zgonie męża, który jeszcze ćwierć wieku mógłby chlubnie dla nauki polskiej pracować, a opuszczał coraz szczuplejszy zastęp możnych obywateli, tak pożytecznie dla tej nauki pracujących.

Zygmunt Gloger.



Album zasłużonych Polaków wieku XIX t.1 s329.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zygmunt Gloger.