Achilleis/Scena XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Wyspiański
Tytuł Achilleis
Podtytuł Sceny dramatyczne
Wydawca nakładem autora
Data wydania 1903
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


W ŚWIĄTYNI ILIONU.
LAOKOON
(siedzi u stóp drewnianego konika)
(posłyszał kołatanie)
(wstaje niechętny)
(idzie w głąb)
(otwiera zasuwę we wrotach)
(wraca na dawne miejsce)
PRIAM
(wszedł)

Czuwacie stary — ?

LAOKOON

— — Odmawiam pacierze.

PRIAM

Wierzycie w siłę modlitew — — — ?

LAOKOON

— — Nie wierzę.

PRIAM

Pilnujecie świątnicy.

LAOKOON

Starego śmietniska.

PRIAM

Nawykłeś czuwać nocą u świętego żłobu.

LAOKOON

W noc świętą tę komorę pełnią mi zjawiska.
Strzegę pamięci wiecznej dzieci moich grobu.

PRIAM

Dniem żyję i na synów żywych patrzę stary.
Nigdym słowem pogardy nie dosięgnął wiary.

LAOKOON

Gdy się synowie twoi na marach położą,
wtedy się oczy twoje szeroko otworzą.

PRIAM

Kiedykolwiek nieszczęścia piorun mnie przytłoczy,
klęski wszystkie przyjmuję, — — otwarte mam oczy.

LAOKOON

Od lat nie przestąpiłeś progów tego domu.
Wiedz, że Bóg nie przebacza swej krzywdy nikomu.

PRIAM

Nie chcę litości Boga, co jej nie rozumie.
Chcę go uczcić, by mojej cześć przywrócić dumie.

LAOKOON

Cokolwiek byś uczynił, ten Bóg cię ukarze.

PRIAM

Zanim cios mnie dosięże, winę z siebie zmażę.

LAOKOON

Przestrzegać cię nie będę. Zbędę cię milczeniem.
A to pragnę, byś zgiął się pod losu brzemieniem.

PRIAM

Boga wyzwę do czynu i spełnię ofiarę.

LAOKOON

Na dniu tym samym Bóg spełni swą karę.

PRIAM

Niech dom mój runie, jeźli Bóg go sądzi.
Lecz człowiek rządzę ja, — nie Bóg tu rządzi.

LAOKOON

Jeźli chcesz Boga przeżyć, — każ spalić świątynię!
Wtedy Bóg ci przebaczy, — żeś marnym był w czynie.
Lecz skoro chcesz ofiarą pojednać się z niebem,
powleczesz się żebraku za synów pogrzebem.

PRIAM

Com zamyślił, dopełnię. Za nic mi przestroga.
Bóg mnie wyzwał, — a teraz ja wyzywam Boga.

LAOKOON

Bóg cię oślepił w sądzie i rozumie.
Poznaję boskie dary.
Ja już mym wzrokiem rozeznać nie umię
wiary od niewiary.
Już wszystko we mnie żyjące umarło
w on dzień bezczelnej kary,
gdy w dzień świątalny dzieci moje giną,
święconych wężów zmiażdżone uściskiem. —
Dziś dawne modły powtarzam, — niech płyną,
jako te kamienie do lądu,
rzucone wodą — —
i wiem, że nikt ich nie słucha;
i padają, jak padają kamienie
o skałę, gdzie przystań głucha.
A jeźli modlitwę mówię
i w dźwięk ją składam proszalny, —
to, że się modlę ku sobie,
sam głuchy, jak cios ten skalny,
jak sam Bóg.

(szepce)

Pozejdon to jestem ja, — jestem wieczny. —

A tam w tym kamiennym obrębie
moi żyją synowie, — te węże
i przyjdą po mnie, — gdy otworzę, —

(wskazuje wieko studni)

bo mnie, jak ich, — wydało morze!
Więc gdy na srebrnej trąbie
kto zadmie, róg Pozejdona!
i gdy zaszczękną oręże
u tych wrot, —

(pokazuje na siebie)

nędzarz skona.
Wtedy trwogę człowieczą zwyciężę
i ujrzycie mnie Laokoona
w oplotach wężów, mych dzieci, —
w on czas gwieździca przyleci
w żywego człowieka zmieniona
i wszystko spadnie w popioły...
A ja i syny anioły
wpełzniem na gruz, na leżące przyczoły
twego domostwa mocarzu
i obaczym, jako ty legniesz przy ołtarzu
usieczon
i obaczym, jako ród twój powleczon
na powrozach, rzezane sługi
i będziem pić te strugi
krwi ciekące

(śmieje się)

my gady...

TROILUS
(wchodzi)
(w otoczeniu jego wielu chłopców, równych mu wiekiem)
LAOKOON

...A twój Bóg nam pozazdrości biesiady,
twój Bóg słoneczny. — —
Pozejdon jestem ja, — jestem wieczny.

TROILUS
(i jego orszak na znak Priama zatrzymuje się w głębi u wrót)
LAOKOON
(niespokojny)
(wciąż na miejscu swem siedzi)
(mówi, jakby sam ze sobą)

Nie powinni się trwożyć zginąć,
jako ja się śmierci nie trwożę
i wiem, że wiecznie będę słynąć
i żyć, — — — jak wiekopłynne morze. —
Przez zieleń fal, na modrej wód ścieli
pan — — — pan —
ku temu mnie przekształcił ból,
gdym patrzył na dzieci chłopięta,
jak w splotach, wężym uścisku
giną na cmentarzysku.
O Boże! Świątynio! —
Gdybym jednem słowem
miał wstrzymać grom, co cię spali, —
gdybym miał pewność tę,
że jeden ręki mej ruch
wstrzyma ten rum, co cię powali, —
to stałbym niewzruszony duch.
Klnę, klnę, klnę,
wy ludzie — — mali.

(nadsłuchuje)

Słyszysz szept tych ścian
słyszysz szept i jęk tych ziem?
Słyszysz, — uprząż konika
potrząsa dzwonkiem korali?
A tam — patrz — skrzydło orlika
się chwieje. — — A! Księżyc świeci —
Ból — pierś starą pali:
Moje dzieci, — moje dzieci!
Ten dzień, gdyście wy ofiarowali
w tańcach, śpiewie i śmiechu,
na ołtarzu woniące śmieci
rzucając Bogu, — wy bez grzechu.
Gdzieżem ja oczy miał, że w to wierzyłem!?
O marność, ojcze-człowieku!
W zaraniu dni was straciłem
w różach i kwiatach i śpiewie.
Świątynio! Spal cię zarzewie!

(zatacza się)

Świątynio! Spal cię piorunie!

ORSZAK TROILUSA
(zdejmuje bogaty strój z konia świętego)
(Kapy i strój Pozejdona zwijają)
(Każdy chłopak dzierży inną część ubioru)
LAOKOON

Bierzcie wszystko, — a ja tu ostanę w trunie
z synami memi, wężami.

(śmieje się)

A ty wierzył-mi w to, że ja zapłaczę łzami.
Na mnie tu patrzy wieków sto, lat tysiąc

i myślą, piersią mą, miłością mam im przysiądz
wierność na prochy.
Ja słyszę szum i szept tych drzew
co kiedyś nad te lochy
wzrosną gajem, —
jak słyszę szum tych mórz,
co skamandrowym ruczajem
podpełzły pod to cebrzysko.
Widzicie roje bóstw! — O, roje zmarłych dusz! —

(pokazuje dookoła siebie)

Otwarcie patrzę w śmierć, tam gwiazda wasza świeci
O Śmierci! wszakże ty wrócisz mi moje dzieci.
O synku mój płowowłosy,
prawie twoje widzę oczęta
błękitne, jako niebiosy.
O synku mój rumiany,
prawie twoje widzę usta rozchylone.
Ołtarza się chwytasz kolany,
wyginasz rozpacznie rączęta...
A! węże! — węże wplecione
w twoje ciało... Cha, cha, — — a wiesz ty, co zostało?

(pokazuje na studnię)
(pochyla się ku studni)
(kładzie się na ziemi)
(nasłuchuje)

Tam grają, — — — na dnie topieli
na dnie tej studni głębokiej
i wołają, nawołują ku mnie:
»Ojcze, — ojcze — my w trumnie —
chcesz nas obaczyć żywemi — — ?«.

PRIAM

Żyjesz z niemi.

ORSZAK TROILUSA
(zabrawszy konika i przybory stroju i łuk i kołczan Pozejdona).
(oddalił się poza wrota)
(i słychać jak idą przy fletach)
LAOKOON
(nasłuchuje)

Wyrzekłeś, — — — żyję z niemi...

PRIAM
(odchodzi)
CHÓR CHŁOPCÓW
(słychać z za wrót)

Zielony wał, zielonych wód!
Przejdziem go w bród,
hej morze, falo, hej morze!
Pozejdon Bóg
potrząsa róg,
piorunem rwie przestworze.
Rumaku hej, koniku hej,
wstań z wód, wstań z wód, wstań z wód.
Zielony wał, pieniących fal,
hej morze!
Przejdziesz go w bród,
koniku hej,
wędzidło ci założę!

(głosy giną w oddali)
LAOKOON
(podnosi się z ziemi)
(zamyka wrota)
(stoi chwilę u wrót, jakby w zapomnieniu)
(postępuje ku studni)
(zrzuca z pokrywy drewnianej głaz ciężki)
(pokrywa studni na sznurach dźwiga się sama ku górze)
LAOKOON
(klęka)
(twarz jego mieni się trwogą)
(oblicze kryje do ziemi)
(leży stężały z trwogi.)
(Po długiej chwili)
(nad ocembrowaniem kamiennem studni kołyszą się w ciemności dwa wielkie połyskujące łby:)
WĘŻE.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Wyspiański.