“Trud Niemały” Henryka Sienkiewicza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Józef Birkenmajer
Tytuł “Trud Niemały” Henryka Sienkiewicza
Data wydania 1938
Druk Drukarnia Nowin Polskich
Miejsce wyd. Milwaukee
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
“TRUD NIEMAŁY”
HENRYKA SIENKIEWICZA
JÓZEF BIRKENMAJER


DRUKIEM NOWIN POLSKICH MILWAUKEE, WIS


1938

“... Jeżeli teraz jeszcze nie mam dość siły, to ją mieć muszę, a zdobędę ją przez ciągłą pracę nad sobą, przez ciągłą walkę wewnętrzną, która zahartuje moją wolę i postawi silnym do walki na śmierć i życie, jaką kiedyś pragnę podjąć w imieniu idealizmu.
Dziś jestem słaby; zwycięstwo byłoby dla mnie niepodobnym. Ale chcę dla tego walczyć w imieniu tego, co nazywają idealnym, pięknym i dobrym. Idealizm, piękno, dobro, są zdaje mi się, pojęcia zbliżone do siebie bardzo. Proza więc życia, mówiąc o życiu ducha, które dziś pod nogami realizmu, musi pociągnąć wiele złego, wiele brudu i głupoty, dlatego, powtarzam, chcę walczyć przeciwko takiemu życiu.
Nie pragnę jednak rozegzaltować ludzkości, ażeby pienia poetów na pierwszym kładła planie, a nie zważała na nędzę fizyczną, nie! tego nie chcę, bo podzielam zasadę: zdrowy duch w zdrowym ciele, ale chcę coś idealniejszego, coś szlachetniejszego pierwiastku przymieszać do codziennego, tak zwanego praktycznego życia. Naturalnie, że te dwa światy chcę pogodzić naprzód, a może nawet jedynie w sobie; czy mi się uda? — Bogu wiadomo. W każdym razie zostawiłbym przykład, że można tak żyć, jak ja....”

Takie to plany układał sobie w r. 1865 dziewiętnastoletni chłopak, uczeń szkół warszawskich, raz po raz przerywający naukę nietylko z powodu nader wątłego zdrowia, nietylko z powodu braku wytrwałości i pilności w studiowaniu niektórych przedmiotów szkolnych, ale przedewszystkim z powodu głębokich wstrząśnień, jakie w duszy jego wywołała niedawna tragedia narodowa, widziana przez niego naocznie na terenie Warszawy. Tragedia powstania styczniowego....
O tych głębokich przeżyciach młodocianego Henryka Sienkiewicza mało kto wiedział, bo chłopak był niepozorny i nieśmiały, nie narzucał się nikomu swą osobą, ledwie że kilku najbliższym, zaufanym przyjaciołom zwierzając się ze swoich uczuć, myśli i zajęć. Dla tego też nie każdy z rówieśników siedzących na tej samej ławie szkolnej domyślał się, że ten ich kolega mający zupełnie przeciętne, a niekiedy nawet liche stopnie na świadectwach półrocznych, pisze utwory poetyckie i powieści; a już niewielu było takich, którzy by go podejrzywali o to, iż nosi się z zamiarami tak daleko idącymi, iż chce walczyć w imię wielkich ideałów, że chce stanąć na czele polskiego społeczeństwa, by drogą otuchy i duchowej siły wieść je ku lepszej przyszłości... A nawet gdyby znali te zamiary, napewno nie bardzo by wierzyli w możliwość ich spełnienia.
Atoli te wszystkie ambicje i postanowienia byłego wychowanka gimnazjum Wielopolskiego w Warszawie nie były próżną przechwałką ani frazesem. Wszystko w nich było szczere i prawdziwe, nawet (a może przedewszystkim) owa decyzja ciągłej pracy nad sobą, ciągłej walki wewnętrznej i hartowania woli.
Albowiem, wbrew częstym może przypuszczeniom, Sienkiewicz wszystko co w życiu i twórczości swej osiągnął, zawdzięczał przedewszystkiem, jak się sam wyraził: “trudowi niemałemu” czyli usilnej i niezmordowanej pracy, nieprzerwanemu kształceniu swego umysłu, uporczywemu hartowaniu woli, uporczywemu i systematycznemu kontrolowaniu samego siebie, rozważnemu zakreślaniu sobie granic własnych możliwości i uzdolnień, a także i celów, do jakich miał dążyć.
Słowem, był to w każdym celu artysta świadomy, nie idący za doraźnymi podnietami pomysłów, nie kierujący się przypadkiem, ale zgóry wytyczający sobie drogę czy program życiowej i literackiej twórczości. W tym programie przewidział wszystko, co zasadnicze: mistrzowskie wyrobienie słowa, kierunek ideowy dzieł swoich, umiejętność porywania czytelników i służbę swoją dla narodu.
W tych ogólnych ramach szło jednakże i o znalezienie szczegółów programu. Wszedłszy w świat, Sienkiewicz nie odrazu zdołał sobie uświadomić właściwy zakres czy kierunek twórczości. Pierwszym okresem poszukiwania czy próby były lata studiów w Szkole Głównej. Wyznawał wtedy, że jeszcze “sam nie wie, jak ma weną poetycką władać,” a myślał między innymi o poematach pisanych wierszem w rodzaju “Iliady” lub “Beniowskiego.” Przedewszystkim jednak — kształcił się. A kształcił się o wiele gorliwiej, niż by można było sądzić z rezultatu egzaminów, jakie niekiedy zdawać mu przyszło. Od ostatecznego egzaminu uchylił się świadomie, gdy Szkołę Główną zamieniono na uniwersytet rosyjski; niedoszły absolwent wydziału historyczno-filologicznego dopiero po latach miał za swą wiedzę doczekać się dyplomów od różnych akademii naukowych i uniwersytetów....
Ten — niesłusznie pomijany przez biografów — fakt zerwania z urzędową nauką rosyjskiego uniwersytetu jest w życiu Sienkiewicza ważniejszy, niż się zdaje. Nietylko dlatego, że tu jest pierwszy przejaw protestu przeciwko rusyfikacji szkolnictwa oraz złym metodom dydaktyczno-wychowawczym, jakie Sienkiewicz niebawem napiętnuje w “Pamiętniku korepetytora”, — ale i dla tego, że od tej chwili autor szkiców literackich o Szarzyńskim i Miaskowskim, “trochę z tego, że inaczej być nie mogło”, odsunął na bok inne projekty i postanowił żyć wyłącznie z pióra. Pogorszenie się materjalnych stosunków domowych przyspieszyło tę decyzję, a jednocześnie pomieszało szyki żywionym początkowo ambicjom literackim, obudzonym powieścią “Na marne,” która zdobyła sobie uznanie samego Kraszewskiego. Na dalsze powieści czekać trzeba już było całe lata.
Na dziesięć lat swego przymusowego wyrobnictwa dziennikarskiego nieraz w owym to czasie i później uskarżał się autor “Listów z podróży.” Dziś skargi te wydać się nam mogą raczej niesłusznemi. Z różnych względów wolno nam żałować, że redaktor Sikorski, u którego Sienkiewicz terminował w swym nowym zawodzie, wykreślał z artykułów młodego pisarza całe ustępy liryczne i żądał “faktów”. Z drugiej jednak strony twarda ta szkoła nie była bez korzyści dla przyszłego powieściopisarza. Nauczył się tu większej powściągliwości pióra, ekonomii słowa, jednocześnie w narzuconej sobie roli reportera miał możność stykania się z życiem realnym, wyostrzenia w sobie daru obserwacji oraz wyrobienia sądu o potrzebach i brakach społecznych.
Tak czy owak, dopiero w drugim okresie swej pracy dziennikarskiej, od przejęcia redakcji “Gazety polskiej” przez Edwarda Leo, Sienkiewicz znalazł właściwsze dla siebie pole pracy: atmosferę sympatii i koleżeńskiego humoru, niezrównanego kierownika w osobie Dionizego Henkiela, a przytem swobodę formy w wypowiadaniu. Felietony “Litwosa” podbijały czytelników tą właśnie swobodą, która coraz to bardziej wyzbywa się tonu farsowego czy patetycznego i staje się naturalną swobodą urodzonego artysty. Mistrzem już tu jest Sienkiewicz w kalemburach, żartach, anegdotkach i aforyzmach, niebawem zaś felietonista zaczyna ukazywać wielkie zacięcie epickie — w takim np. reportażu o pożarze w Pułtusku. Niekiedy epik bierze górę nad dziennikarzem — i felieton przeobraża się nieznacznie w nowelę (zjawisko, jakie można nieraz zaobserwować u najwybitniejszego dziś u nas mistrza felietonu, Zygmunta Nowakowskiego). Na ten rodzaj twórczości Sienkiewicz ustanawia sobie nawet nazwę osobną: “szkic.” Spotykamy ją nietylko w późniejszych reportażach określonych tytułem “Szkice amerykańskie”, i w nagłówkach utworów już niewątpliwie nowelistycznych. Cykl “Hani” nosi tytuł “Szkic z natury i życia”, a wstrząsająca opowieść o Rzepowej i Baraniej Głowie nazwana została “Szkice węglem.” Techniczny wyraz “szkic” wzięty z dziedziny malarskiej miał niewątpliwie w intencji autora tłumaczyć pośpiech i dorywczość, z jaką powstały te rzeczy, mające być przygotowaniem, ćwiczeniem do planowanych — a wciąż jeszcze nie wykonanych — dzieł większych.
“Hania” powstała pod wrażeniem wspomnień domowych i młodzieńczych, zbudzonych chwilowym pobytem autora na ojczystym Podlasiu. Była ona pierwszym arcydziełem Sienkiewicza, owocem dojrzałego już talentu. Jej powodzenie ożywiło i wyzwoliło w pisarzu tłumione dotąd ambicje i nadzieje. Postanowił oderwać się od biurka redakcyjnego, oddać się własnej samodzielnej pracy twórczej. “Zawiesił lutnię chochlikową na kołku” i nie oparł się — aż w Ameryce, w lasach kalifornijskich. “Rozhukawszy myśli, chciał użyć swobody.” Miał też i cele inne: szukał nowych wrażeń, egzotyki, nowych ludzi; wiodła go też i myśl patriotyczna, polska idea kolonizacyjna, której jeszcze niejednokrotnie ten przyjaciel i powiernik Rogozińskiego był pionierem.
Pobyt w Ameryce dał Sienkiewiczowi wielkie bogactwo obserwacyj i podniet, które z czasem miały mu się okazać bardzo przydatne. Narazie jednak najważniejszym owocem tego pobytu był utwór, nie mający w swej treści nic wspólnego z Ameryką, wywołany siłą przeciwieństwa: tęsknotą za krajem. “Szkice węglem” (mimo pewnych zbytecznych przydatków felietonowych) było to drugie niepoślednie dzieło Sienkiewicza, uderzające głębią tragizmu, świetnym oddaniem psychologii chłopskiej i dobitnością elementu satyrycznego.
Wracając do kraju, Sienkiewicz wiózł ze sobą świadomość swej mocy twórczej i zamysły utworów na większą skalę. Do zamierzonych rozmiarów powieści nie rozrosło się opowiadanie “Losy rodziny polskiej za Oceanem”, niebawem ogłoszone, jako nowela “Za chlebem”. Drugie opowiadanie na tle amerykańskim, “Przez stepy”, jest znów ważnym szczeblem w rozwoju artyzmu Sienkiewicza, ukazując w nim niepospolitego malarza przyrody oraz znawcę ludzkiej duszy; po raz pierwszy w twórczości Sienkiewicza węzłem utworu stało się tu zagadnienie religijne.
W obliczu podobnych zagadnień stanął pisarz w czasie swego pierwszego pobytu w Rzymie. “List z Rzymu” staje się pierwszym dokumentem powieściowego pomysłu, który przez wiele lat następnych świadomie i systematycznie pogłębiany miał się stać jedną z głównych ambicyj twórczych wielkiego pisarza. Widzimy to w szeregu artykułów powstałych w swym czasie, zwłaszcza zaś w ścisłym zbliżeniu się do słynnego malarza Henryka Siemiradzkiego, w studiach nad sztuką starożytną, nad literaturą klasyczną.
Niedawno odkryte artykuły Sienkiewicza z lat 1879-1881,[1] odsłaniają nam całą usilność i dokładny kierunek wspomnianych jego głównych ambicyj twórczych. Powiemy poprostu: Sienkiewicz we wspomnianych latach z całą świadomością i systematycznością przygotowuje się do napisania szeregu powieści historycznych. Tematy tych powieści są już zgóry postanowione, określone: najpierw powieść lub cykl powieści na tle czasów Jana Kazimierza, na dalszym planie powieść o walkach z Krzyżakami za czasów Jagiełły, wreszcie — nie umiejscowiona jeszcze w kolejności tego programu — powieść o prześladowaniu chrześcijan za Nerona.
Jak wyglądają wspomniane przygotowania? Najpierw w r. 1879 wyjazd pod Tarnopol, w pobliże Zbaraża. Potem szperanie po bibliotekach, wśród rękopisów... Ale pracę tę utrudniają znów warunki materjalne, zwłaszcza że... Litwos właśnie wtedy się ożenił. “Kronika szczęścia” o mało nie wygnała mu z głowy myśli o powieściach historycznych; ponownie zajęcia dziennikarskie znów uniemożliwiły realizację wszelkiej pracy powieściowej. Między jednym artykułem a drugim znajdzie się czasem chwila na nowelę. W nowelach “Janko muzykant”, “Czy ci najmilszy” i t. d., drga stale nuta filantropijna i społeczna; publicysta ilustrował tu niejako na przykładach, na zdarzeniach, te zasady, jakie głosił jednocześnie w artykułach. Ale aktualne sprawy polskiej emigracji w Ameryce czy nędzy chłopskiej w kraju nie są jedynym tematem artykułów Sienkiewicza z tego czasu. W “Mieszaninach artystyczno-literackich” oraz “Bibliografii, literaturze, sztuce” występuje on w roli recenzenta czytanych książek i oglądanych wystaw. I oto charakterystyczną jest rzeczą, że szczególnie obszernie i ze szczególnym zamiłowaniem omawia te dzieła literatury i sztuki które mają jakikolwiek związek z projektowanymi powieściami, a więc np. dzieła Józefa Brandta i Jana Matejki, książki Kubali, Bartoszewicza. Raz po raz przy omawianiu tej czy innej książki, tego czy innego płótna wyrywa mu się okrzyk, że widz czy czytelnik pod wrażeniem owego dzieła “tworzy sobie w duchu całą powieść.” Ogromne oczytanie w źródłach i opracowaniach historycznych, z drugiej zaś strony napatrzenie się mnóstwu obrazów na tle historycznym, wyrobiło w nim zdolność wczuwania się w daną epokę, a jednocześnie pogłębiło dar plastycznego, wyrazistego jej widzenia.
Projektowane wielkie powieści historyczne były dla Sienkiewicza nietylko ambicją artystyczną. Chciał ponadto, żeby były one wielkim czynem obywatelskim i społecznym. W myśl ślubowania złożonego w r. 1865 “chciał coś idealniejszego, coś szlachetniejszego pierwiastku przymieszać do codziennego, tak zwanego praktycznego życia,” a pragnienie to powróciło i pogłębiło się w owych latach, o których teraz mowa. W “Liście z Paryża”, omawiając ówczesne prądy literackie — zadał sobie wyraźne pytanie: “Quo vadis?” — “Dokąd iść?” Odpowiedź była rychła. W odczycie o Emilu Zoli Sienkiewicz stanowczo odżegnał się od naturalizmu, zbrzydził sobie “drobiazgowe a wierne malowanie powszedności, dzisiejszą niby trzeźwość wstydzącą się podnioślejszego słowa i egzaltacji i wyższego lotu.”
Tym samym zbrzydził sobie niejedno i z dotychczasowej twórczości własnej. “Powiedziałem sobie: Iam satis! (już dosyć!) — i zacząłem na inną nutę”...
Tymi słowami zapowiedział początek dzieła pisanego “w trudzie niemałym — ku pokrzepieniu serc.” Dzieła, które zapoczątkowało prawdziwie już wielką jego twórczość. Dzieła, które jak żadne inne zjednało mu serca całego narodu — i poddało te serca w zależność od zamierzeń wielkiego artysty i wielkiego patrioty. Dzieła, które po dziełach Kochanowskiego i Mickiewicza pierwsze “wybiegło za Chrobrego szranki,” za granice Polski, zyskując rozgłos, jakiego nie zdobyli sobie nawet dwaj tamci pisarze: rozgłos światowy.
Dziełem tym była “Powieść z lat dawnych”, która już w druku na łamach “Słowa” otrzymała tytuł pamiętny “Ogniem i mieczem”, dobrze odtąd znany każdemu Polakowi.
Spełniły się słowa młodzieńcze Sienkiewicza — iż musi zdobyć siłę. Zdobył “trudem niemałym” możność twórczości wielkiej, zdobył wpływ na serca narodu. Co najważniejsza, stał się silny do walki w imieniu idealizmu.
O “Potopie” w wyższym stopniu to można powiedzieć, niż o “Ogniem i mieczem”. Dzieło to, z bohaterską obroną Częstochowy jako punktem najważniejszym, jest uwielbieniem tego wszystkiego, co było nasycone idealizmem w dawnym narodzie polskim. Jako przykład konsekwentnej logiki zarówno ideowej jak artystycznej, świadczy “Potop” o coraz to rosnących i krzepnących zdolnościach twórczych autora, w ciągłym postępie jego pracy wewnętrznej, nad sobą samym, o coraz to większym pogłębieniu wiedzy historycznej....
W “Wołodyjowskim” znać pewne sfolgowanie i osłabienie tego natężenia twórczego, jakim zdumiewał Sienkiewicz w “Potopie”. To ostatnie ogniwo “Trylogji” jest — może z umyślnej intencji autora — luźniej powiązane. Czy wyczerpanie było tego przyczyną? Możliwe to, ale nie konieczne. Raczej należy przypuszczać, że twórca spieszył się — ku innym dziełom.
Dwie inne powieści historyczne, jakie wśród swoich projektów zamieścił Sienkiewicz po powrocie z Ameryki, nie mogły doczekać się tak rychłej realizacji. Przyczyny były co najmniej dwie: pierwszą był zakaz cenzury rosyjskiej, nie pozwalający Sienkiewiczowi na pisanie powieści historycznych; drugą — chęć gruntownego przestudiowania i przyswojenia sobie tła dziejowego. Sam autor zaznaczał, że każda powieść długo w nim się “kształtuje i niejako fermentuje”, zanim przybierze kształt ostateczny. Przymusowe ugorowanie na niwie romansu historycznego zapełnił Sienkiewicz pisaniem powieści współczesnych, stanowiących poniekąd cykl: “Bez dogmatu” i “Rodzina Połanieckich”.
Nie były one czymś oderwanym od dotychczasowej twórczości Sienkiewicza; można treść “Bez dogmatu” nawiązać do opowieści “Przez stepy” i uważać je za odpowiedź na postawione tam liczne pytania. Zagadnienia religijne i moralne doczekały się tym razem wyjaśnienia — niezupełnego może i miejscami nie dość jeszcze pogłębionego w każdym razie już stanowczego. W “Połanieckich” w większym stopniu niż gdzieindziej autor uwzględnił tło i potrzeby “codziennego, tak zwanego praktycznego życia.” Pogodzenie “dwóch światów” niezupełnie mu się powiodło. Tragedia Zawiłowskiego w większej mierze niż tragedia Płoszowskiego jest tego dowodem.
Z różnych powodów pisanie “Połanieckich” było dla Sienkiewicza uciążliwe i męczące — mało brakowało, a powieść nie zostałaby dokończona. Znów sobie mówi “Iam satis”, (już dosyć) niecierpliwi się do tej chwili gdy będzie mógł zacząć coś większego: “Marzy mi się wielkie epos chrześcijańskie, w które chciałbym wprowadzić ŚŚ. Piotra i Pawła, Nerona, pierwsze prześladowanie i dać szereg scen tak ogólnoludzkich i wspaniałych, żeby musiano je tłómaczyć z polskiego na wszystkie języki.” Tak pisze Sienkiewicz do Henkiela w sierpniu, 1893.
Zamierzenie śmiałe! Przemawiać nie tylko do narodu własnego i nie tylko o narodzie własnym, ale do całej już ludzkości — i o sprawach ludzkość całą obchodzących! Z takiego zamierzenia zrodziła się powieść “Quo vadis”, najsłynniejsza w świecie książka polska, istotnie tłumaczona na wszystkie języki, w niektórych zaś osiągająca rekordy poczytności. Książka, która przez nagrodę Nobla przyczyniła sławy i uznania nietylko autorowi, ale i całej Polsce, jej żywotności i kulturze. Ona to dała dowód, że Polska — nie zginęła. . . .
Że to było celem i pragnieniem autora, wyznał sam Sienkiewicz w przemówieniu wygłoszonym w Sztokholmie. A mógłby wyznać, że przez dzieło to osiągnął wiele innych swych zamierzeń: przede wszystkiem zwycięstwo w walce podjętej w imieniu idealizmu.
“W trudzie niemałym,” przez stawianie sobie zgóry zadań wielkich, ważnych i doniosłych, przez ciągłe skrupulatne rozważanie i ocenianie własnych możliwości i uzdolnień, przez ciągłe kształcenie się na najlepszych wzorach, ustawiczne ćwiczenie daru obserwacyjnego i udoskonalanie wszelkich dostępnych mu środków artystycznych, Sienkiewicz między czterdziestym a pięćdziesiątym rokiem życia staje w najwyższym punkcie swej twórczości. Utrzymaniem się na tymże szczycie, a może jeszcze krokiem wzwyż, jest powieść następna: “Krzyżacy.” Było to — możemy ufać zapewnieniu samego autora — najtrudniejsze przedsięwzięcie twórcze w całym jego życiu. Miał tu Sienkiewicz do czynienia z epoką historyczną mniej znaną, niż wiek XVII i niż rzymska starożytność, przytem były trudności z budową i koncentracją akcji. Podołał tym trudnościom Sienkiewicz zwycięsko, a w tragedii Juranda ze Spychowa dał nową wielką, prawdziwie genialną próbę odczuwania zarówno ludzi jak i dziejów.
“Po Krzyżakach mam zamiar wyprząc i resztę zasłużonego żywota’ spędzę z dziećmi. Czas odpocząć. Niech się świat poleruje i niech inni piszą powieści.”
Tak pisał Sienkiewicz do Henkiela, uważając, że z zamknięciem “Krzyżaków” spełnił już całkowicie swój obowiązek swego życia, że wykonał cały swój program, nakreślony sobie przed laty.
W pewnej mierze było to prawdą — ale tylko o ile szło o twórczość literacką. Po jubileuszu urządzonym mu przez naród w r. 1900 twórczość ta widocznie słabnie, nie dosięga wyżyn “Potopu”, “Quo vadis”, “Krzyżaków”, a nawet “Latarnika” czy “Bartka zwycięzcy”. Niedokończonymi złomami pozostają powieści: “Na polu chwały” i “Legiony”, osłabienie nerwu pisarskiego widać w “Wirach”. Jedynie powieść dla młodzieży, na dawnych afrykańskich wspomnieniach osnuta, a nosząca tytuł “W pustyni i w puszczy” jest pozycją naprawdę świetną, a w rodzaju swoim w literaturze polskiej najlepszą.
W każdym razie i w tym ostatnim, schyłkowym okresie, twórczość Sienkiewicza przedstawia się jeszcze pokaźnie. I w dalszym ciągu jest ona coraz to skuteczniejszym, coraz to donioślejszym spełnianiem zamierzeń powziętych przez Sienkiewicza w młodości. Jako autor listu do Wilhelma II, jako obrońca narodu przeciwko gwałtom pruskim i obcym oszczerstwom, jako wielki budziciel sumienia narodu w czasie wojny światowej, jako organizator pomocy dla bezdomnych i głodujących tułaczy, Sienkiewicz walczy wciąż, niestrudzenie “w imieniu tego, co nazywają idealnym, pięknym i dobrym.”
I miał wówczas prawo powtórzyć — spełnione i urzeczywistnione słowa swoich postanowień młodzieńczych:
“Zostawiłem przykład, że można tak żyć, jak ja.”...

DR. JÓZEF BIRKENMAJER.
Prof. Uniw. Wisconsin.




Przypisy

  1. Ukazały się właśnie w grudniu, 1937, we Lwowie. Nakładem Zakładu Ossolińskich.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Birkenmajer.