Żywot Jezusa/Rozdział XXIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XXIII.
Ostatni tydzień Jezusa.

I rzeczywiście Jezus wybrał się ze swymi uczniami, aby raz jeszcze odwiedzić to miasto niedowiarcze. Nadzieje jego otoczenia miały coraz więcej cech egzaltacyi. Wszyscy wierzyli, że skoro pociągnie do Jerozolimy, królestwo boże zostanie objawione[1]. Bezbożność ludzi doszła do szczytu, więc to znak bliskiego wypełnienia się rzeczy zapowiedzianych. Przekonanie podobne było tak silne, że się nawet między sobą spierano o stanowiska w przyszłem królestwie bożem[2]. Wtedy to Salome prosiła dla obu swych synów o miejsca po lewicy i prawicy Syna Człowieczego[3]. Mistrza natomiast przygniatały ciężkie myśli. Niekiedy przejmowała go jak gdyby chęć wywarcia zemsty na przeciwnikach; snuł przypowieść o człowieku wybitnym, który wybrał się do dalekich krajów, aby założyć królestwo; ale skoro się tam udał, współobywatele jego nie chcieli już nic o nim słyszeć. Król wrócił i kazał tych, którzy występowali przeciw jego panowaniu; skazać na śmierć[4]. Innym razem zburzył poprostu gmach iluzyi swych uczniów. Kiedy dążyli po kamienistej drodze na północ od Jeruzalem, Jezus, krocząc w zamyśleniu, wyprzedził ich. Wszyscy poglądali za nim w milczeniu, widzieli jego frasunek, nie śmieli go jednak o nic pytać. Już kilka razy mówił im o swych przyszłych mękach, czego słuchano z wielką niechęcią[5]. Wtedy Jezus, nie skrywając bynajmniej swych myśli, począł mówić o swej bliskiej śmierci[6]. Wywołało to wielki smutek w całem otoczeniu. Uczniowie mniemali, że niebawem ujrzą znak w obłokach. Przecież brzmiał już w ich szeregach radosny okrzyk zapowiedzi królestwa bożego: »Błogosławiony, który przychodzi w imię Pana«[7]. Teraz krwawa ta perspektywa przeraziła ich. Z każdym krokiem owej fatalnej drogi zbliżało się, a raczej oddalało widziadło wyśnionego przez nich królestwa bożego. On wszelako utwierdził się w myśli, że idzie na śmierć, która zbawi świat[8]. Więc o porozumienie pomiędzy nim a uczniami było coraz trudniej.

Zwyczaj kazał, że przybywano do Jerozolimy o kilka dni wcześniej, aby porobić odpowiednie przygotowania. Jezus zjawił się nieco później, niż inni; przeto nieprzyjaciele jego mniemali już, że go nie pojmą[9]. Na sześć dni przed świętami (w sobotę, ósmego dnia miesiąca Nizan, t. j. 28 marca[10], przybył nareszcie do Betanii. Zatrzymał się jak zwykle u Łazarza, Maryi i Marty, w domu Szymona Trędowatego. Zgotowano mu uroczyste przyjęcie. Nastąpiła uczta u Szymona[11], na której znalazło się wiele osób, pragnących ujrzeć Jezusa a na której znalazł się także Łazarz, tak głośny w czasach ostatnich. Skoro Łazarz siadł za stołem, wszystkie oczy obróciły się na niego. Marta usługiwała wedle swego zwyczaju[12]. Zdaje się, iż chciano w szczególniejszy sposób podziałać na obecnych, aby wykazać, jak niepospolity gość bawi śród nich. Dla podniesienia blasku uroczystości zjawiła się Marya podczas uczty z naczyniem, zawierającem kosztowne olejki, które wylała na nogi Jezusa. Następnie zbiła naczynie wedle zwyczaju wschodniego, który każe je stłuc, skoro służyło gościowi dostojnemu[13]. A wreszcie chcąc mu dać dowód czci, jakiego jeszcze nie odebrał, posunęła się tak daleko, że uklękła i długiemi swojemi włosami osuszyła mu nogi[14]. Cały dom napełnił się cudowną wonią ku wielkiej radości obecnych, z wyjątkiem skąpego Judasza z Keriot. Ze stanowiska skromności, jakiej się trzymano w otoczeniu Jezusa, była to istna rozrzutność. Skąpy skarbnik obliczył natychmiast, za ile możnaby sprzedać tak kosztowne olejki i ile wpłynęłoby do kasy ubogich. To uczucie, pozbawione wszelkiej subtelności, to pamiętanie bardziej o innych, usposobiło Jezusa źle. Lubił, gdy go otaczano czcią, gdyż służyło to jego celom i potwierdzało tytuł Syna Dawidowego. Więc gdy posłyszał, że jest mowa o ubogich, odparł żywo: »Biednych będziecie mieli zawsze przy sobie; ale mnie nie będziecie mieli zawsze«. I w uniesieniu zapowiedział nieśmiertelność tej kobiecie za to, iż w chwili dla niego krytycznej dała mu taki dowód miłości[15].

Następnego dnia (w niedzielę, 9 dnia miesiąca Nizan), Jezus ruszył z Betanii w dół do Jerozolimy[16]. Kiedy stanął na przełęczy Góry Oliwnej i ujrzał miasto, miał podobno nad niem zapłakać i po raz ostatni o niem mówić[17]. U spadu góry, już w pobliżu bramy, gdy idąc wzdłuż wschodniego muru miasta wstąpił do Betfage, zwanego tak prawdopodobnie z powodu plantacyi drzew figowych[18], doznał raz jeszcze czysto ludzkiej radości[19]. Wieść o jego przybyciu już się była rozeszła. Zgromadzeni tu na święta Galilejczycy wpadli w uniesienie i zgotowali mu przyjęcie tryumfalne. Sprowadzono dla niego oślicę, za którą, wedle zwyczaju, zdążało oślątko. Galilejczycy rozłożyli na grzbiecie zwierzęcia swe najpiękniejsze szaty, aby na nich siadł. Inni znowu rozkładali szaty na drodze, którędy jechał, i rzucali mu pod nogi zieleń. Inni wreszcie, ciągnąc przed nim i za nim, powiewali gałązkami palmowemi, wołając: »Hosanna Synowi Dawidowemu! Błogosławiony, który się zjawia w imieniu Pana!« Niektórzy obwoływali go nawet królem żydowskim[20]. »Rabbi, każ im milczeć«, rzekli do Jezusa Faryzeusze; ale on odparł: »gdybym kazał im zmilknąć, wołałyby kamienie«. Wjechał do miasta. Jeruzalemczycy, którzy go prawie nie znali, zapytywali, kto on jest. »Jezus, prorok z Galilei«, odpowiadano. Jerozolima posiadała wtedy około 50.000 mieszkańców[21]. Drobne zdarzenie, jak wjazd człowieka obcego, choćby nawet do pewnego stopnia głośnego, albo przybycie pielgrzymki z prowincyi, albo wreszcie zbiegowisko na przedmieściu, mogło w zwykłych warunkach zwrócić uwagę mieszkańców. Ale w czasie świąt panowało tu zbyt wielkie zamieszanie[22]. W czasie takich dni Jerozolima należała do przybyszów. A właśnie ci ostatni byli najbardziej rozgorączkowani. Mówiący po grecku prozelici, przybyli na święta, przejęci ciekawością, chcieli oglądać Jezusa. Zwrócili się do jego uczniów[23]; ale nie wiemy dobrze, czy co z tego wynikło. Noce wszelako spędził Jezus w swej ukochanej Betanii[24]. Przez trzy następne dni (poniedziałek, wtorek i środę) przychodził również do Jerozolimy; po zachodzie słońca wracał albo do Betanii, albo udawał się do chałupek położonych na zachodniej stronie Góry Oliwnej, gdzie miał wielu przyjaciół[25].

Wielki smutek, jak się zdaje, wypełniał duszę jego śród owych ostatnich dni, duszę zwykle tak pogodną i radosną. Wszystkie relacye, tyczące wypadków przed pojmaniem, przypisują mu zgodnie chwile wahania i zwątpienia, coś w rodzaju przedwczesnej agonii. Według jednych miał niespodziewanie zawołać: »Dusza moja jest zatrwożona. Ojcze, wybaw mnie od tej godziny!«[26]. Mniemano, iż w tej chwili dał się słyszeć głos z nieba; inni mówili, że zstąpił na ziemię anioł, aby go pocieszyć[27]. Według bardzo rozpowszechnionej wersyi zdarzyło się to w ogrodzie Getsemane. Jezus miał oddalić się o rzut kamienia od śpiących uczniów, wziąwszy ze sobą tylko Kefasa i obu synów Zebedeusza. Modlił się z twarzą ku ziemi pochyloną. Ogarnął go śmiertelny smutek; doznawał straszliwego lęku; ale zwyciężyła rezygnacya i niebiańska wola[28]. Instynkt artystyczny synoptyków, którzy często za normę przyjmowali prawdopodobieństwo i skutek, przeniósł tę scenę na ostatnią noc Jezusa, na chwilę przed jego pojmaniem. Gdyby to było prawdą, wtedy nie możnaby zrozumieć, dlaczego Jan, który miał być świadkiem tej wzruszającej sceny, szeroko opisując wieczór czwartkowy, nic o niej nie wspomina[29]. Da się więc tylko powiedzieć, że w tych ostatnich dniach Jezus uczuwał okropne brzemię podjętej misyi. Natura ludzka znowu odezwała się w nim na chwilę. Zaczął powątpiewać o swem dziele. Lęk i zwątpienie ogarnęły go i przyprawiły o omdlenie, gorsze od śmierci. Człowiek, który poświęcił dla wielkiej idei swój spokój i uprawnione nadzieje życiowe, uczuwa zawsze chwile smutnego upadku, gdy mu po raz pierwszy ukaże się widmo śmierci i gdy to widmo usiłuje go przekonać, że wszystko jest marnością. A może w tej chwili nawiedziło go jedno z tych wspomnień wzruszających, które nachodzą najsilniejszych a ranią jak miecze? Może wspomniał owe kryształowe źródła Galilei, w których mógł był szukać odświeżenia? Cienie figi lub winnej macicy, pod któremi siadywał? Dziewice młode, które mogły były go pokochać? Może przeklinał swój los, który mu odjął wszelkie radości ludzkie? Czy żal mu było swej duszy podniosłej i, ofiara wielkości, płakał, że nie został prostym rzemieślnikiem z miasteczka Nazaret? Nie wiemy. Gdyż wszystkie te wewnętrzne rozterki były, jak się zdaje, dla jego uczniów księgą zamkniętą na siedm pieczęci. Nie rozumieli go wcale, a to, co w duszy mistrza było im ciemne, objaśniali sobie w najnaiwniejszy sposób. Ale i to nie ulega wątpliwości, że boska jego natura zmogła się niebawem. Mógł był jeszcze uniknąć śmierci; ale nie chciał. Miłość, którą uczuwał dla swej misyi, odniosła zwycięztwo. Zdecydował się wypić kielich aż do dna. Potem widzimy go już silnym i zdecydowanym. Już są zapomniane sztuczki polemisty, łatwowierność cudotwórcy i wyganiacza dyabłów. Już teraz jest on tylko niezrównanym bohaterem cierpienia, twórcą wolności ducha i sumienia, doskonałym wzorem dla wszystkich, którzy cierpią, którzy szukają pokrzepienia i pocieszenia.

Tryumf w Betfage, śmiałość ludzi z prowincyi, którzy przed bramami stołecznemi Jerozolimy uroczyście przyjąć chcieli przybywającego Króla-Mesyasza, oburzyła do najwyższego stopnia Faryzeuszów i arystokracyę duchowną. We środę (12 dnia miesiąca Nizan) odbyła się u Józefa Kajafy nowa narada[30]. Postanowiono kazać bezzwłocznie pojmać Jezusa. Wszystkie te środki zostały przedsięwzięte z całem poczuciem konserwatywnej przezorności i dbania o ład. Chodziło o to, aby przedewszystkiem uniknąć rozgłosu. Ponieważ święto Paschy w tym roku rozpoczynało się w piątek wieczorem, a takie święta zaprzątają umysły, przeto postanowiono ubiedz ten dzień. Jezus był osobistością popularną[31]; obawiano się zamieszek ludowych. Dlatego postanowiono go pojmać nazajutrz, t. j. w czwartek. Postanowiono także nie aresztować go w świątyni, do której codziennie zachodził[32], ale zbadawszy jego zwyczaje, ująć go gdzieś na uboczu. Ajenci kapłanów starali się wybadać uczniów w nadziei, że dzięki ich słabości lub naiwności dowiedzą się tego, co im było potrzebne. I odnaleźli takiego w Judaszu z Keriot. Ten nieszczęśliwiec z łatwo zrozumiałych względów podał im wszystkie potrzebne szczegóły a nawet, (choć takie łotrostwo jest poprostu nie do wiary), obowiązał się poprowadzić oddział, mający pojmać Jezusa. Okropne wspomnienie, które ten zły, czy głupi człowiek wyrył w duszy chrześcian, zostało niezawodnie nieco przesadzone. Aż dotąd Judasz był takim uczniem, jak wszyscy inni; miał nawet tytuł apostoła; robił cuda i wypędzał dyabłów. Legenda, która się zawsze lubuje w barwach jaskrawych, mogła nam na ostatniej wieczerzy przedstawić tylko jedenastu świętych i jednego upadłego. Rzeczywistość nie zna tak kategorycznego podziału. Podobnego czynu skąpstwo nie tłómaczy, ów motyw, podawany przez synoptyków. Trudno pojąć, aby skarbnik, który przez śmierć mistrza tracił zyski płynące z zajmowanego stanowiska[33], mógł był poświęcić je za tak drobną sumę[34]. A może Judasz czuł się dotkniętym za naganę, jaką otrzymał podczas uczty w Betanii? Ale i to nie jest powód dostateczny. Jan chce Judasza od samego początku przedstawić jako złodzieja i niedowiarka[35], co jest pozbawione wszelkiego prawdopodobieństwa. Raczej jakieś uczucie zawiści, jakaś uraza. Przypuszczenie to potwierdza opowieść Jana o nienawiści, jaką Judasz żywił do Jezusa[36]. Posiadając mniej czyste serce, niż inni, mógł Judasz dojść do tej małoduszności, do jakiej doprowadza ludzi podobny urząd. Ciasnota urzędnicza sprawia, że człowiek stawia wyżej interes kasy, niż interes dzieła, któremu ona ma służyć. W Judaszu skarbnik zabił Apostoła. Z szemrania jego w Betanii da się wywnioskować, iż mógł był mniemać, że mistrz za drogo kosztuje kółko duchowe. Nie ulega wątpliwości, że ta małoduszna oszczędność wywołała jeszcze inne zajścia w owej gromadce.

Nie przecząc bynajmniej, że Judasz z Keriot przyczynił się do pojmania Jezusa, mniemam jednak, iż tkwi coś niesprawiedliwego w tych klątwach, które spadają na jego głowę. Krok jego był może bardziej niezręcznym, niż złym. Poczucie moralne człowieka z gminu jest żywe i sprawiedliwe, ale niespokojne i niekonsekwentne. Człowiek taki nie może się oprzeć chwilowemu rozdrażnieniu. Tajne związki republikańskie były wykwitem nawskróś szczerych przekonań a jednak i tam pojawiali się liczni zdrajcy. Jakaś obraza zamieniała spiskowca na denuncyanta. Ale gdyby nawet głupia żądza posiadania owej drobnej sumki była pomieszała rozum biednemu Judaszowi z Keriot, to jednak nie był on pozbawiony uczuć moralnych, skoro, postrzegłszy skutki swego błędu, żałował[37] i, jak powiadają, odebrał sobie życie.

Odtąd każda następna chwila jest uroczysta i ważyła w dziejach ludzkości więcej, niż całe stulecia. Doszliśmy do czwartku, 13 dnia miesiąca Nizan (2 kwietnia). Następnego dnia o zmierzchu poczynała się Pascha ucztą, podczas której spożywano baranka. Święta trwać miały siedm dni, podczas których jada się chleb niekwaszony. Pierwszy i ostatni dzień świąt bywał szczególnie uroczyście obchodzony. Uczniowie robili już przygotowanie do tych świąt[38]. Jezus, jak się zdaje, wiedział już o zdradzie Judasza i oczekiwał swego losu. Wieczorem odprawił z uczniami ostatnią ucztę. Nie była to owa wieczerza rytualna Paschy, jak dawniej przypuszczano, gdyż omylono się w rachunkach o jeden dzień[39]; ale dla pierwotnego kościoła wieczerza czwartkowa była ową prawdziwą wieczerzą wielkanocną, pieczęcią Nowego Zakonu. Każdy uczeń zachował o niej najdroższe wspomnienia, zebrano cały szereg wzruszających faktów, charakteryzujących mistrza, co razem wzięte stało się fundamentem chrześciańskiej pobożności, punktem wyjścia dla płodnej instytucyi.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że serce mistrza wezbrało wtedy najszczytniejszą miłością dla otaczającego go małego kościoła[40]. I lżej się uczyniło jego silnej duszy, którą gnębiły ciężkie przeczucia. Dla każdego ze swych przyjaciół miał jakieś dobrotliwe słowo. Szczególniej czule zwracał się do dwóch, do Piotra i Jana. Jan (przynajmniej tak nas zapewnia) spoczywał na łożu obok mistrza i opierał głowę na jego łonie. Pod koniec wieczerzy zdradził się niemal Jezus z tajemnicą, która mu ciążyła na sercu: »Zaprawdę«, rzekł, »mówię wam, jeden z was mnie zdradzi«[41]. Dla tych prostaków był to moment powszechnej trwogi; patrzyli po sobie pytającemi oczyma. Judasz był przy tem obecny; może Jezus, który go już podejrzywał od jakiegoś czasu, chciał go zbadać, chciał dociec prawdy z jego zakłopotanego spojrzenia i zmieszanej twarzy. Ale niewierny uczeń nie stracił zimnej krwi; podobno miał odwagę spytać razem z innymi: »Rabbi, czy to ja?«

Ale prawa dusza Piotra była jak na torturach. Dał znak Janowi, aby wybadał mistrza, kogo ma na myśli. Jan, który mógł był rozmawiać z Jezusem, nie będąc przez innych słyszanym, prosił go o wyjaśnienie. Ale Jezus, który tylko podejrzywał, nie chciał wymienić żadnego nazwiska; rzekł jedynie Janowi, aby dał baczenie na tego, któremu poda umaczany chleb. I zaraz, umoczywszy kawałek, podał Judaszowi. Wiedzieli o tem tylko Jan i Piotr. Jezus skierował do Judasza kilka słów, zawierających krwawy wyrzut, ale inni tego nie zrozumieli. Mniemano, że Jezus dał mu zlecenia w sprawie przygotowań świątecznych i że z tego powodu Judasz zaraz potem wyszedł[42].

Na razie wieczerza nie przyniosła dla nikogo zdarzeń niespodzianych i szczególnych, z wyjątkiem owych obaw, które mistrz wyjawił uczniom, ale których oni należycie nie zrozumieli. Wszelako po śmierci Jezusa nabrała ona wielkiego znaczenia a imaginacya wiernej garstki opromieniła ją mistycznym blaskiem. Ostatnie chwile drogich osób odzywają się zawsze najżywiej w ludzkiej pamięci. Wskutek szczególnego złudzenia nadaje się wtedy rozmowom znaczenie, jakie im nadać mogła tylko śmierć; wspomnienia z kilku lat stapiają się do wspomnień kilku chwil. Większość uczniów nie widziała już po tej wieczerzy Jezusa. To była wieczerza pożegnalna. I tym razem Jezus łamał się z nimi chlebem, co tchnęło jakąś tajemniczością. Ponieważ dawniej mniemano, że wieczerza owa odbyła się w dzień Paschy, że była zatem wieczerzą wielkanocną, przeto nasunęła się myśl bardzo naturalna, że w tej ostatniej chwili nastąpiło ustanowienie sakramentu Wieczerzy Pańskiej. Przypuszczano, że Jezus wiedział, kiedy umrze; przeto uczniowie byli przekonani, że na ostatnią godzinę zachował cały szereg ważnych rzeczy. Ponieważ wreszcie wychodzono z zasady, że śmierć Jezusa była ofiarą, która miała odtąd zastąpić ofiary Starego Zakonu, przeto »Wieczerza Pańska«, o której mniemano, że zdarzyła się raz jeden na zawsze w wigilię męki, została uznana za ofiarę par excellence, za dokonany akt Nowego Zakonu, za symbol przelanej krwi dla zbawienia wszystkich[43]. Chleb i wino, w połączeniu ze śmiercią, stały się symbolem Nowego Testamentu, opieczętowanego przez mistrza męką ofiarną, stały się pamiątką ofiary Chrystusowej aż do jego powtórnego przyjścia[44].

Już dość wcześnie zostało to misteryum ujęte w słowa sakramentalne, które posiadamy w czterech bardzo podobnych do siebie formach[45]. Jan, który tak był przejęty ideą Wieczerzy Pańskiej[46], który ostatnią wieczerzę opisuje z takimi szczegółami, drobiazgami, rozmowami[47], który ma tu dla nas znaczenie naocznego świadka, Jan, powtarzamy, nie zna tych słów sakramentalnych. Stanowi to dowód, że nie mniemał, aby w czasie Ostatniej Wieczerzy został ustanowiony sakrament eucharystyi. Dla niego częścią obrzędową wieczerzy jest umycie nóg. Możliwe, że u rodzin chrześciańskich pierwszych czasów obrządek ten miał znaczenie, które się potem zatarło[48]. Niezawodnie umycie nóg zostało wywołane czemś okolicznościowem i że Jezus chciał uczniom dać wskazówkę, jak mają się wzajemnie po bratersku obsługiwać. Przeniesiono to jednak na wigilię jego śmierci z tą tendencyą, aby wszystkie wielkie duchowe i rytualne przykazania Jezusa ugrupować około owej ostatniej wieczerzy.

Zresztą wszystkie te wspomnienia, odnoszące się rzekomo do ostatnich chwil Jezusa i do jego śmierci, tchną szczytnem uczuciem prawdziwej miłości chrześciańskiej, zgody i braterstwa[49]. Zawsze jest zgoda, zalecona przez niego, lub przez duchem jego owiany kościół, główną osią wszystkich symbolów i orzeczeń, które tradycya chrześciańska odnosi do tej chwili świętej. »Przykazanie nowe daję wam«, mówił, »abyście się wspólnie miłowali, jakom was umiłował. Po tem poznają was wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jeden ku drugiemu. Już was nie będę zwał sługami, bo sługi i pana nie łączy zaufanie; lecz was nazywam przyjacioły, bo wszystko, com słyszał od ojca mego, oznajmiłem wam. Jedno wam tedy przykazuję, abyście się wspólnie miłowali«[50]. Jeszcze i wtedy pojawiły się antagonizmy i spory o pierwszeństwo[51]. Jezus zwrócił ich uwagę na to, że jeżeli mistrz uważa się za sługę uczniów, to tem bardziej uczniowie winni sobie wzajemnie robić ustępstwa. Jedni twierdzą, że pijąc wino rzekł: »Nie będę pił odtychmiast z tego owocu winnej macice, aż do dnia onego, gdy go będę pił z wami nowy w królestwie ojca mego«[52]. Inni znowu twierdzą, iż przyobiecał im niebawem ucztę niebieską, podczas której będą siedzieli na tronach koło niego[53].

Zdaje się, że pod koniec wieczerzy niepokój Jezusa udzielił się także uczniom. Wszyscy czuli, że mistrzowi grozi wielkie niebezpieczeństwo i że się zbliża chwila krytyczna. Na moment Jezus myślał o środkach zaradczych; mówił nawet o mieczach. A miano dwa. Rzekł na to: »Dosyć jest«[54]. Ale nie poszedł za tą myślą; zdawał sobie bowiem sprawę z tego, że płochliwi wieśniacy nie sprostają zbrojnej sile władzy jerozolimskiej. Kefas, pełen odwagi i ufności, przysięgał, że pójdzie za nim do więzienia i na śmierć. Jezus wyraził w właściwy sobie sposób pewne powątpiewania co do tego. Według tradycyi, której źródłem był może sam Piotr, miał mu Jezus wtedy wywróżyć wierność aż do pierwszego piania kurów[55]. Ale wszyscy przysięgli wzorem Kefasa, że nie okażą słabości.


Przypisy

  1. Łuk. XIX, 11.
  2. Łuk. XXII, 24 i nast.
  3. Mat. XX, 20 i nast.; Marek, X, 35 i nast.
  4. Łukasz XIX, 12—27.
  5. Mat. XVI, 21 i nast.; Marek VIII, 31 i nast.
  6. Mat. XX, 17 i nast.; Marek X, 31 i nast.; Łukasz XVIII, 31 i nast.
  7. Mat. XXIII, 39; Łuk. XIII, 35.
  8. Mat. XX, 28.
  9. Jan XI, 56.
  10. Paschę obchodzono 14 dnia miesiąca Nizan. w 33 r. 1-szy Nizan przypadł w sobotę (21 marca).
  11. Mat. XXVI, 6; Marek XIV, 3; porów. Łuk. VII, 40, 43—44.
  12. Jest to na Wschodzie rzecz zwykła, że się usługuje osobie ukochanej nawet na uczcie w obcym domu.
  13. Na zwyczaj ten patrzyłem w Sur własnemi oczami.
  14. Należy pamiętać o tem, że nogi biesiadników nie kryły się pod stołem, ale spoczywały na wysokości całego ciała na łożu czyli triclinium.
  15. Mat. XXVI, 6 i nast.; Marek XIV, 3 i nast.; Jan XI, 2, XII, 2 i nast.; porów. Łuk. VII, 36 i nast.
  16. Jan XII, 12.
  17. Łukasz XIX, 41 i nast.
  18. Miszna, Menachot XI, 2; Talmud Babil. Sanhedryn 14 b. Pesachim, 63 b, 91 a; Sota 45 a; Baba metsja 85 a. Z tych ustępów wynika, że Betfage było czemś w rodzaju pomaerium, położonego u wschodnich fundamentów świątyni i że było obwiedzione murem. Z ustępów u Mat. XXI, 1, Marka XI, 1 i Łuk. XIX, 29 nie wynika wyraźnie, jakoby Betfage miało być wsią, jak przypuszczają Euzebiusz i św. Hieronim.
  19. Mat. XXI, 1 i nast.; Marek XI, 1 i nast.; Łukasz XIX, 29 i nast.; Jan XII, 12 i nast.
  20. Łuk. XIX, 38; Jan XII, 13.
  21. Liczba 120.000 podana przez Hekateusza (u Józefa, Contra Ap. I, 22) jest pewnie zbyt wysoka. Cycero przedstawia Jerozolimę jako nieznaczną twierdzę (Ad Atticum II, IX). Jakichkolwiek źródeł się trzymać, z wszystkiego wynika, że Jerozolima w owych czasach posiadała cztery razy tyle mieszkańców, co dziś, dziś zaś posiada 15.000. Patrz Robinson, Bibl. Res. I, 421—422 (wydanie drugie); Fergusson, Topogr. of Jerus. str. 51; Forster, Syria and Palestina str. 82.
  22. Józef Flav. B. J. II, XIV, 3; VI, IX, 3.
  23. Jan XII, 20 i nast.
  24. Mat. XXI, 17; Marek XI, 11.
  25. Mat. XXI, 17—18; Marek XI, 11—12, 19; Łuk. XXI, 37-38.
  26. Jan XII, 27 i nast. Zdaje się, że pełen egzaltacyi ton Jana i jego wiara w boską misyę Jezusa zatarły ślady naturalnej słabości, przedstawionej przez synoptyków.
  27. Łukasz XXII, 43; Jan XII, 28—29.
  28. Mat. XVIII, 36 i nast.; Marek XIV, 32 i nast; Łukasz XXII, 39 i nast.
  29. Jest to tem szczególniejsze, że Jan lubi szeroko opowiadać rzeczy i akcentować szczegóły, które jego dotyczą, albo których był świadkiem (XIII, 23 i nast.; XVIII, 15 i nast.; XIX, 26 i nast., 35; XX, 2 i nast.; XXI, 20 i nast.).
  30. Mat. XXVI, 1—5; Marek XIV, 1—2; Łuk. XXII, 1—2.
  31. Mat. XXI, 46.
  32. Mat. XXVI, 55.
  33. Jan XII, 6.
  34. Jan nie mówi nawet o nagrodzie pieniężnej.
  35. Jan VI, 65; XII, 6.
  36. Jan VI, 65; 71—72; XII, 6; XIII, 2, 27 i nast.
  37. Mat. XXVII, 3 i nast.
  38. Mat. XXVI, 1 i nast; Marek XIV, 12; Łukasz XXII, 7; Jan XIII, 29.
  39. Jest to system synoptyków (Mat. XXVI, 17 i nast.; Marek XIV, 12 i nast.; Łukasz XXII, 7 i nast.; 15). Ale Jan, którego opowiadanie jest tu najważniejsze, twierdzi wyraźnie, że Jezus umarł dnia, którego spożywano baranka wielkanocnego (XIII, 1—2, 29; XVIII, 28; XIX, 14, 31). Także według Talmudu Jezus umarł w »wigilię Paschy« (Talm. Babil. Sanhedryn 43 a, 67 a).
  40. Jan XIII, 1 i nast.
  41. Mat. XXVI, 21 i nast.; Marek XIV, 18 i nast.; Łukasz XX, 21 i nast.; Jan XIII, 24 i nast; XXI, 20.
  42. Jan XIII, 21 i nast., co usuwa nieprawdopodobieństwa w opowiadaniach synoptyków.
  43. Łukasz XXII, 20.
  44. I Kor. XI, 26: »Albowiem ilekroć będziecie ten chleb jedli i kielich pili, śmierć Pańską będziecie opowiadać, aż przyjdzie«.
  45. Mat. XXVI, 26—28: »A gdy oni wieczerzali wziął Jezus chleb i błogosławił i łamał i dawał uczniom swoim i rzekł: bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje. A wziąwszy kielich, dzięki czynił i dał im, rzekąc: Pijcie z tego wszyscy. Albowiem ta jest krew moja nowego Testamentu, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów«. Marek XIV, 22—24 (»Bierzcie, to jest ciało moje« — »Ta jest krew moja nowego testamentu, która za wielu będzie wylana«). Łukasz XXII, 19—21 (»To jest ciało moje, które się za was dawa. To czyńcie na pamiątkę moję« — »Ten jest kielich, nowy Testament we krwi mojej, który za was wylan będzie«). I Kor. XI, 23—25 (»Bierzcie a jedzcie, to jest ciało moje, które za was będzie wydane; to czyńcie na moją pamiątkę« — »Ten kielich, Nowy Testament jest we krwi mojej. To czyńcie, ilekroć pić będziecie, na pamiątkę moję«).
  46. Rozdział VI.
  47. Roz. XIII—XVII.
  48. Jan XIII, 14—15: »Jeśli tedy ja, Pan i Nauczyciel, umyłem nogi wasze i wy powinniście jeden drugiemu nogi umywać. Albowiem dałem wam przykład«. Porównaj Mat. XX, 26 i nast; Łukasz XXII, 26 i nast.
  49. Jan XIII, 1 i nast. Rozmowy, które Jan podaje w relacyi swej o wieczerzy, nie mogą być uważane za historyczne. Nie mają one charakteru rozmów Jezusa; natomiast są całkiem w stylu Jana. Wyrażenie takie jak »synaczkowie« (XIII, 33) jest dość często użyte w pierwszym liście Jana. Jezus go nie używał.
  50. Jan XIII, 33—35; XV, 12—17.
  51. Łuk. XXII, 24—27. Porów. Jan XIII, 4 i nast.
  52. Mat. XXVI, 29; Marek XIV, 25; Łuk. XXII, 18.
  53. Łuk. XXII, 29—30.
  54. Łuk. XXII, 36—38.
  55. Mat. XXVI, 31 i nast.; Marek XIV, 29 i nast; Łukasz XXII, 33 i nast.; Jan XIII, 36 i nast.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.