Żaby, proszące o króla

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ezop
Tytuł Żaby, o króla proszące
Rozdział Bajka o żabach, proszących o króla
Pochodzenie Biernata z Lublina Ezop
Redaktor Ignacy Chrzanowski
Data wydania 1910
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)

Cały zbiór

Indeks stron

6. Żaby, proszące o króla.

Rzeczpospolita ateńska kwitnęła dla słuszności i łagodności praw, gdy znagła rozwiązłość niepohamowana pomieszała jej pokój i potargała publicznego społeczeństwa związki. Pizystrat, widząc miasto podzielone przez wiele fakcyi, wziął stąd okazyą opanowania zamku; tu dopiero Ateńczykowie poczęli opłakiwać swoję niewolą i uskarżać się. Z tej okoliczności Ezop, widząc, że Pizystrat nie był okrutnym, lecz że to im tylko zdawało się nieznośną rzeczą, iż do niewoli nie byli przyzwyczajeni, powiedział im tę bajeczkę.
Żaby przechodziły się niegdyś po bagniskach, każda podług swojej fantazyi. Lecz dnia jednego odważyły się prosić Jowisza o króla, któryby powagą swoją powściągał ich swawolą. Póty skrzeczały i fatygowały uszy tego ojca bogów, iż, naśmiewając się z nich, dał go im w samej rzeczy. Lecz król ten nic innego nie był, tylko mała baleczka, którą spuścił, która taki uczyniła szelest w wodzie, wpadłszy w nią, że przestraszyła zaraz te nędzne zwierzątka, które poniekąd nie są bardzo śmiałe. Z tym wszystkim, gdy długo zostawała utkwiona w błocie, znalazła się w nich jedna, która po kilku dniach wysadziła cicho głowę z wody i, przypatrzywszy się należycie spokojności tego króla, zwołała wszystkich; które, porzuciwszy bojaźń, przybiegły hurmem i ubiegały się, któraby pierwsza z nich wyskoczyła na owę balkę; krótko mówiąc, żadnego nie bylo afrontu, któregoby nie uczyniły mniemanemu temu królowi. Potym posłały, prosząc Jowisza o inszego, ponieważ ten, mówiły, którego im był dał, nie był sposobny do niczego. Przysłał więc im wodnego węża. Zwierzątka tego nic zębów ujść nie może; nadaremnie przed nim uciekają, nie mogą się przed nim uchronić; chwyta je i pożera łakomemi swojemi zębami. Pomieszanie ich i trwoga, w której stąd zostawały, tak były wielka, że im nawet ust otworzyć nie dopuszczała dla uskarżenia się; tego tylko przecież dokazały, że skrycie zleciły Merkuryuszowi, ażeby prosił Jowisza o ulitowanie się nad ich nędzą. Lecz przeciwnie bóg ten tak im odpowiedział: „Żabki! ponieważ nie mogłyście żyć w pomyślnościach, znoścież teraz przeciwności, jak tylko możecie!“ „Tak i wy, panowie moi — przydał Ezop — bądźcie cierpliwi, bojąc się, ażeby się wam co gorszego nie przytrafiło!“

Człowiek, na chuci własne wyuzdany,
Czego chciał tym już gardzi, gdy dostawa.
Przestań na twoim, nie żądaj odmiany:
Częste na gorsze wychodzi poprawa!

Bajki moralne z Fedra i Filelfa.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ezop.