Strona:PL Chrzanowski Ignacy - Biernata z Lublina Ezop.djvu/491

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zamek Pizytrat-tyran ubiegł niespodzianie.
Gdy płaczą nad niewolą ateńscy mieszczanie,
Nie przeto, że okrutny, lecz że jarzmo ciężkie
Niezwyczajnym, i gdy się skarżą na swą klęskę,
Ezop taką im bajkę przytoczył w tej dobie.
Żaby, w wolnych jeziorach bujające sobie,
Z wielkim wrzaskiem Jowisza o króla prosiły,
Któryby na skrócenie rozpusty miał siły.
Rozśmiał się ociec bogów i dał im wnet kłodę
Małą, która, spuszczona niespodzianie w wodę,
Strasznym łoskotem rodzaj lękliwy zmieszała.
Ta zamulona w kale gdy długo leżała,
Pono jedna wyścibi cicho z stawu głowę
I, doświadczywszy króla, wszystkie zwoła. Owe,
Złożywszy bojaźń, płyną pędem, jak w zawody,
I rozpustna czereda skacze na wierzch kłody,
Którą zelżywszy wszelką hańbą ich swawola,
Do Jowisza wysłali po inszego króla:
Gdyż ten, co im był dany, nikczemny widocznie.
Zaczym węża wodnego dał im, który pocznie
Na zęby brać po jednej. Darmo, choć najraźniej,
Przed śmiercią uciekają, nieme od bojaźni.
Więc dają Merkuremu ukradkiem zlecenie
Do Jowisza, by wejrzał na ich utrapienie.
A Jowisz na to: „Dobra nie chcieliście — rzecze —
„Znosić waszego: cierpcież biedę, co was piecze!“
„A tak i wy i mieszczanie — rzecze Ezop — cicho
„To znoście, by nie przyszło na was większe licho!“

J. E. Minasowicz.
6. Żaby, proszące o króla.

Rzeczpospolita ateńska kwitnęła dla słuszności i ła-