Śmierć. Studyum/11 kwietnia

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Dąbrowski
Tytuł Śmierć
Podtytuł Studyum
Pochodzenie Pisma Ignacego Dąbrowskiego, tom I
Wydawca Jan Fiszer
Data wydania 1900
Druk Warszawska Drukarnia i Litografja
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


11 kwietnia.

Jestem rad, jestem nadzwyczajnie rad, że to święta teraz. Zosia, Stach i Amelka są ciągle przy mnie, a to mi nie tylko nie cięży, ale przeciwnie — prawdziwą rozkosz sprawia.
Stacha miękko dosyć namawiałem do wyjazdu do matki. On mi głupstwa gadał, jak zwykle, pomawiając o brak serca i wiary w niego, skoro mogłem choć na chwile przypuścić, że odjedzie, — i, naturalnie, pozostał. Ja chciałem brawować altruizmem, nakłaniając go do wyjazdu, choć sam czułem, że nie zdobyłbym się na tyle siły, aby go pożegnać. On dobry, za dobry dla mnie. Nie umiałem nigdy ocenić tej z głębi duszy prawej istoty, pełnej poświęcenia dla drugich, zaparcia się dla siebie samego. Już mu się też za to nie będę mógł odwdzięczyć nigdy!
Teraz, ile tylko zdołam, popieram jego sprawę u Zosi. Co prawda, nie wiele tu już jest do zrobienia, a raczej nic zupełnie, bo ona dawno już tę kwestye w swojem sercu rozstrzygnęła. Dość spojrzeć na nich, kiedy siedzą oboje pod oknem i coś ciągle szepcą sobie na ucho, żeby się o tem upewnić.
Nawet Amelka, która o niczem dotąd nie wiedziała, dostrzegła od razu pierwszego dnia — i, widzę, zaczyna ich traktować w odpowiedni sposób, uśmiechając się pobłażliwie. A mnie nie rażą już te romanse, choć to może niestosowna do nich pora. Trudno — oni tak młodzi oboje, nie potrafią jeszcze robić ze swej miłości ustępstw dla otoczenia. I tu egoizm; ale to także naturalny, musowy egoizm; Wreszcie gdzież go niema? Mnie przyjemnie jest nawet patrzeć na nich z boku i obserwować jak zwykle. Nie przeszkadzamy też im zupełnie, oboje z Amelką, odgrywając rolę starszych, opiekunów. Rozmawiamy o nich ciągle, a ja staram się jak najlepiej usposobić Amelkę względem Stacha, żeby potem była przychylna ich projektom.
Szkoda, że już ich szczęścia oglądać nie będę!
Dlatego też pozostawiam im zupełną swobodę, niemal odganiam od siebie, byle i tej odrobiny ich rozkoszy nie rozwiać. Sam się wygrzewam w tem cieple miłości, raduję nadzieją marzonego ich szczęścia — a to mię jakimś lepszym, wyrozumialszym czyni. I tu Amelki dzieło — to ona nauczyła mię w tem źródle szukać ukojenia.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Dąbrowski.