Zapalają latarnie
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Zapalają latarnie...
Mrze dzień,
Blednie zachód czerwony i złoty,
Niewidzialnie pełznie w miasto cień
Z przedwieczornej nokturnem tęsknoty.
Cichnie gwarna ulica, czar snów
Tęczą marzeń wyskrzydla motylą...
Czegoś brak ci... czy uczuć, czy słów...
Zapalają latarnie...
Stój, chwilo...
Nieznajomy. Nie wiadomo skąd
Jak duch idzie i jak duch odchodzi,
Chwilkę miga jego złoty lont,
A gdzie stąpnie, tam się światłość rodzi.
Jakąś dziwną niesie z sobą moc,
Zawsze obcy i zawsze daleki –
A sam wsiąka w najczarniejszą noc –
I tak, jakby odpływał na wieki.
W takiej chwili, gdybyś tylko mógł,
Ty byś piersi na oścież otworzył,
Zebrał ciernie z wszystkich ludzkich dróg
I na sercu je własnym położył.
I przebaczył ludziom wszystko zło,
Którym – może wbrew sobie – żyć muszą,
I nie klątwą świat żegnał, lecz łzą...
Zapalają latarnie...
Śnij, duszo!...