Z dni smutku

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych

 
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Konopnicka
Tytuł Z dni smutku
Pochodzenie Poezye. Serya pierwsza
Data wydania 1888
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wydania Warszawa
Źródło Skany na Commons
Link do strony indeksu
Z dni smutku.


I.


O! dajcie usta wszystkim krzywdom ziemi
I wszystkim nędzom i tęsknotom ducha,
I niech się niebo drzwiami błękitnemi
Otworzy i Bóg niech słucha!



∗             ∗


Czy Tobie, Boże, imię: „grom i burza,”

Że świat Twój w ogniach się nurza?

Czy Tobie, Boże, imię: „błyskawica,”

Że mu miecz nagi przyświeca?

Czy Tobie imię: „Śmierć i wytępienie,”

Że się krwi leją strumienie?

Czy ziemia w chwili gniewu nawałnicy

Iskrą Ci prysła z źrenicy?

Czy, jeśli bóstwo boleść uczuć może,

Łzą z oczu padła Ci, Boże?

Czy, gdyś ją cisnął w wir światów bez końca,

Smutkiem ściemniała twarz słońca?

Czy padł cień zgrozy w nieskończoność jasną,

Gdyś wydziedziczył myśl własną?



∗             ∗


Czemu, o Boże, prawdzie nie dasz krzyku

Głośnego w każdym języku?

Czemu, gdy forma zna niezmienne prawo,

Duch wiedzę zdobywa krwawo?

Czemu wpatrzone w ideał daleki,

Orłem nie lecą doń wieki?

Czemu to pełne boleści wahanie

Na drodze dobra, o Panie!?

Dlaczego ludzkość ustaje, powraca,

Zdobyte plony zatraca,

A całość prawdy rozbiwszy w okruchy,

Lamie pojęcia i duchy?

Czemu jej, Boże, nie powiesz: „mdlejąca

Z pragnienia, pij światło słońca!”

Czemu pozwalasz, by w zmierzchy dziejowe

Szła, krwawiąc piersi i głowę?



∗             ∗


Jeśli jest myślą Twą i Ciebie sięga,

Gdzie jej świętość i potęga?

Jeśli ci obcą, czemu tak stęskniona?

Królową, — gdzie jej korona?

Branką, przykutą do wozu Twej chwały, —

Czemu w niej duch taki śmiały?

Wysłaną w nocy po prawdę pątnicą, —

Gdzie gwiazdy, które jej świécą?



∗             ∗


Dech tracąc, ludzkość, jak nurek, zapada

W otchłań, gdzie perła lśni blada,

I tysiąc śmierci widzi w tej głębinie...

Ach! czy ze skarbem wypłynie?



∗             ∗


Ludzkość się zrywa, jak ptak zponad ziemi

Skrzydłami skrępowanemi...

Przed nią dzień jasny i słońc nowych zorze;

Lecz czy doleci, o Boże!...



II.


Czemu ta przepaść, która braci dzieli
Na pokrzywdzonych i na krzywdzicieli,
Tak jest bezbrzeżną, jako oceany,
A taką straszną, jak rozwarte rany?...
Czemu jej zrównać, zapełnić nie mogą
Wybuchy pomsty ogniów swych pożogą?
Czemu jest zawsze, jak rozpacz, bezdenna,
A jak nienawiść, okropna, płomienna?



∗             ∗


Krwią swoją ludzkość zalewa ją co dnia
W głębie jej leci i cnota, i zbrodnia,
I łza, i klątwa, i miłość, i zdrada;
A przecież wszystko marnie gdzieś przepada...
Olbrzymie serca i umysłu siły,
Ruchy milionów, milionów mogiły,
Czas rzuca na dno, przez lata, przez wieki,
A brzeg od brzega zawsze tak daleki!



∗             ∗

W przepaść tę szermierz rzuca hasło boju,
Cichy myśliciel — ustawę pokoju,
Mędrzec — pęk światła słonecznego z nieba,
Nędzarz — pot krwawy i czarny kęs chleba,
Bohater — sławę, gieniusz — swoje trudy,
Życie — swe prawa i swoje zjawiska,
Duch — swą tęsknotę, dzieje — całe ludy;
Bóg nawet wstaje i grom swój w nią ciska...
A przecież, dotąd pragnieniem ziejąca,
Plamą jest ziemi i przeczeniem słońca.



∗             ∗


Jestże kto, pytam, co zapładnia ziarna,
Które ta zgroza pochłonęła czarna?
I czyż z nich kiedy złoty plon wystrzeli
I bratnim chlebem ludzkość się obdzieli?



∗             ∗


O! śpiesz się słońce, co wschodzisz powoli
Nad przepaściami głębokich niedoli!
O! śpiesz się słońce, niech dzień nowy wstanie!...
Wszak tylko światło zwycięża otchłanie.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora.