Przejdź do zawartości

Strona:PL May - Matuzalem.djvu/277

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została skorygowana.

— Stanowczo. Chcę właśnie uratować pana od tej śmierci.
— Panie, nie mogą mnie skazać, ponieważ ja tego nie zrobiłem. Szanuję prawo i nigdy nie wykroczyłem przeciwko niemu.
— Ale znajdą posążek u pana.
— U — — mnie? Gdzie?
— W ogrodzie.
— Owszem, niech szukają! Wiem na pewno, że nic nie znajdą.
— A ja wiem na pewno, że można go będzie wykopać w pańskim ogrodzie.
— W takim razie ktoś inny musiałby uprzednio zakopać!
— Naturalnie. Wróg pański zamierza wykraść bożka i ukryć go w pańskim ogrodzie. Skoro następnie doniesie władzom, znajdą posążek i skażą pana na śmierć za świętokradztwo.
Jubiler złożył ręce i zawołał tonem przerażenia:
— Co za nieszczęście! Jestem zgubiony! Jestem zgubiony!
— Niech pan nie krzyczy! Widzi pan, ilu ludzi stoi przed pańską wystawą, gapiąc się na nas. Nie jesteś pan zgubiony, ponieważ przyszedłem pana uratować. Musimy całą sprawę omówić z rozwagą.
— Tak, — omówić — z rozwagą! — — Zawołam kogoś do sklepu. Panowie zaś raczycie wejść na górę do megu pokoju.

31