Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Anastazya.djvu/035

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ze złotymi włosy i szaremi przezroczystemi, jak kryształ oczyma!
— Czy panna Anastazya jest krewną pana?
— Bardzo daleką. Ale my z sobą w przyjaźni żyjemy, ponieważ jedyna osoba to jest, z którą tu czasem miłą chwilę przepędzić można. Dziadunio jej, pan Cyryak, dużo rozumu ze świata z sobą przyniósł i bogaty też jest, najwięcej ze wszystkich tutejszych ludzi pieniędzy posiada. Z nimi też ja najczęstsze chwile tu przepędzam, więcej z nikim. A co się tycze pokrewieństwa, to prawdziwych krewnych ja tu wcale nie mam, oprócz dwóch braci, i to tylko przypadkowo.
— Jak to? Bracia pańscy przypadkowo tylko są pańskimi braćmi?
— Zadziwia mię, że pani od razu myśli mojej nie pojęła. Można, zdaje mi się, urodzić się czyimś bratem, a więcej jeszcze od obcych obcym dla niego zostawać. Przypadek to jest, od którego i wszystko insze na tym świecie zależy. Przypadek, mocarz wielki. On, nie kto inny, światem rządzi, i o tem, zdaje mi się, wątpienia być nie może...
— Ja wątpię o tem — rzekłam i... odeszłam.
Odeszłam ścieżkami, które jak białe wstążki wiły się w zielonych trawach od domostwa do domostwa tej dużej wsi szlacheckiej, filuterne,