Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/021

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


 Jak się spotkali? Przypadkiem, jak wszyscy. Jak się zwali? Naco wam ta wiadomość? Skąd przybywali? Z najbliższego miejsca. Dokąd dążyli? Alboż kto wie, dokąd dąży? Co mówili? Pan nic, Kubuś zaś, iż jego kapitan mawiał, że wszystko co nas spotyka na świecie, dobrego i złego, zapisane jest w górze.
 PAN. — Oto mi wielkie słowo!
 KUBUŚ. — Mówił jeszcze, iż każda kula, która wylatuje na świat z rusznicy, ma swój adres.
 PAN. — I miał słuszność...
 Po krótkiej pauzie, Kubuś zakrzyknął: Niech djabeł porwie szynkarza i jego gospodę!
 PAN. — Dlaczego wysyłać do djabła bliźniego swego? To nie po chrześcijańsku.
 KUBUŚ. — Ano bo tak: zalałem pałkę lichem wińskiem, zapomniałem napoić konie. Ojciec widzi to i wpada w złość. Ja wzruszam ramionami; on bierze kija i naciera mi nieco przytwardo plecy. Jakiś pułk przechodzi właśnie przez wieś, śpiesząc pod Fontenoy; ze złości, zaciągam się w rekruty. Przybywamy; zaczyna się bitwa...
 PAN. — I dostajesz kulę pod swoim adresem.
 KUBUŚ. — Zgadł pan; postrzał w kolano; Bogu tylko wiadomo, co za dobre i złe przygody spro-