O zmroku
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Po dniu promiennym nadeszły mroki,
Padając z skrzydeł nocy głębokiej,
Tak jak padają pióra po piórach
Ze skrzydeł orła, co płynie w chmurach.
Widzę światełka we wsi pobliskiej
Skróś mgieł tumany, dżdżu wodotryski;
Dziwny mi smutek ogarnia duszę,
Któremu, nie chcąc, poddać się muszę.
Dziwny pół-smutek i pół-tęsknota;
W tym smutku milknie bolesć żywota,
A tak cierpieniu bywa pokrewny,
Jako deszczowi tuman powiewny.
Pójdź mię kołysać łagodną nutą,
Czytaj mi piosnkę z serca wysnutą,
Co moje wszystkie smutki ukoi
I wygna troski precz z duszy mojej.
Nie czytaj piewców tych starożytnych
Ani tych bardów, jak gromy szczytnych,
A których echo brzmi nam z daleka
Spod nieśmiertelnych stuleci wieka.
Skromnego czytaj mi dziś pieśniarza,
Którego pieść się w sercu rozżarza,
Jak łza w źrenicy – albo ulewa
W letnich obłokach, który wciąż śpiewa.
Który, pomimo trudy codzienne,
Pomimo noce swe bezpromienne,
Słyszy w swym pieniu wieczyste dźwięki
Cudnej melodii, cudnej piosenki.
Ach! takie pieśni dają nam ciszę
Od trosk, którymi szywot nasz dysze:
Błogosławieństwo niosą nam rzewne,
Niby gorące łzy modlitewne.
A potem weźmiesz księgę wybraną:
Czytaj mi piosnkę swą ukochaną,
I – niby zapach – w rymy poety
Wlej czarodziejstwo głosu kobiety.
Zadrży noc, pełna muzyki boskiej;
I dzień czerniące żale i troski,
Jak Arabowie, namioty zwiną
I, tak jak oni, milcząc, odpłyną.