O Janku Wędrowniczku
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Spis treści |
[edytuj] Kartka wstępna
- Oto tu przed wami stoi
- Podróżniczek, Janek mały,
- Co się wprawdzie boćka boi,
- Lecz jest zresztą bardzo śmiały!
- Zuch ten dziwne miał przygody,
- O których tu będzie mowa;
- Raz to nawet wpadł do wody...
- Ale teraz sza... ni słowa!...
- Kto tu przy mnie grzecznie siędzie,
- Nosek czysty, uszki w górę,
- Ten o wszystkiem wiedzieć będzie,
- Pozna całą awanturę!
- Od okładki do okładki
- Nic, tylko o Janku mowa:
- Gdzie, co, jakie miał przypadki -
- Ale teraz sza... ni słowa!
[edytuj] Janek wybiera się w drogę
- - "O! jak ślicznie tam daleko,
- Pod tym lasem, nad tą rzeką!
- Jak się słonko w wodzie złoci!
- Co tam w łąkach jest stokroci,
- Co tam zboża, co tam chat,
- Jak szeroki, piękny świat!"
- Tak w pogodny letni ranek
- Dumał sobie mały Janek,
- Wystawiwszy główkę płową
- Aż za furtkę ogrodową,
- Gdzie w oddali widać het
- Wstęgę rzeki, wzgórza grzbiet.
- Naraz krzyknie: - "Wiem, co zrobię!
- Chleba w torbę wezmę sobie,
- Ani mamie, ani komu,
- Nic nie powiem w całym domu,
- I daleko pójdę w świat,
- Bom nie baba, ale chwat!" -
[edytuj] Spotkanie z boćkiem
- O, jak miło! o, jak błogo
- W śliczny ranek iść tak drogą!
- Lecą ptaszki i świegocą:
- - "Gdzie to, Janku? Gdzie to? Poco?"
- Janek podparł się pod boki:
- - "Idę - mówi w świat szeroki"
- Po pióreczku mu rzuciły:
- - "Idź-że z Bogiem, Janku miły!"
- Tak wesoło i bez szkody
- Zaszedł Janek aż do wody,
- A wtem widzi, stojąc sobie:
- Bocian trzyma rybkę w dziobie,
- Na czerwonej wsparty nodze!
- Zadziwił się Janek srodze,
- Główką kręci i powiada:
- - "To jegomość rybki jada?
- A tom ja nie wiedział o tem!" -
- Otwarł bocian dziób z klekotem...
- Aż tu nagle zwinna, chybka,
- Plusk do wody moja rybka!
- Janek rozsmiał się serdecznie:
- - "Tak to ładnie? Tak to grzecznie?
- Masz tu dosyć żabek w błocie,
- Poco łowisz w rzece płocie?
- Bądź zdrów, boćku! Nie mam czasu!
- Widzisz, idę tam, do lasu!
- Lecz gdy tędy wracać będę,
- Przyjdę znowu na gawędę!"
[edytuj] Za Kasinym płotem
- Śmiało Janek naprzód rusza
- Między trawy, między zboże,
- Ale gdy w nie wszedł nieboże,
- Tylko czubek kapelusza
- Miga się na obie strony,
- Niby wielki mak czerwony.
- Nie traci nasz Janek miny,
- Choć go jęczmień kłuł wąsaty,
- Aż się dobił do drożyny,
- Do Kasinej prosto chaty.
- A za płotem co się dzieje?
- Kury gdaczą, kogut pieje.
- Spojrzy Janek płot był niski -
- Kasia twaróg zjada z miski,
- I potrosze go oddziela
- Dla kogutka przyjaciela;
- Na co kaczka wraz z kokoszą
- Srogi lament w niebo wznoszą.
- - "Tak wrzaskliwa ta hołota!"
- Patrzy Kasia... Jaś u plota.
- - "Gdzie to panicz tak wędruje,
- Trawkę z rosy wydeptuje?"
- Janek ujął się pod boki:
- - "Idę sobie w świat szeroki,
- Tylko nie wiem, gdzie tu droga?"
- Na to Kasia: -"O, dlaboga!
- W świat?... To het, tam, gdzie za borem
- Słonko idzie spać wieczorem,
- A różaną mu pościelą Złote zorze na noc ścielą!
- Niech-że panicz idzie miedzą,
- To pastuszki dopowiedzą!"
[edytuj] Dary i przemowa pani Marcinowej
- Ej, ty drogo, wiejska drogo,
- Nie obłąkasz ty nikogo,
- Lecz kwietnemi wiedziesz ślady
- Między chaty, między sady,
- Tam, gdzie pani Marcinowa
- Najpiękniejsze jabłka chowa
- Razem z marchwią na straganie!
- Kto ma grosik, ten dostanie.
- Janek nie miał nic w kieszeni,
- Więc się tylko zarumieni...
- A wtem pani Marcinowa
- Te do niego rzecze słowa:
- - "Co tak panicz biega samy
- I bez taty, i bez mamy?"
- Janek się za uszkiem skrobie:
- - "Bo to ja w świat idę sobie!..."
- - "W imię Ojca, Syna, Ducha!
- Czy ja słyszę, czym też głucha?
- W świat?... Taki ci dzieciuch mały,
- Żeby wróble go zdziobały?...
- Widzieliście wy pajaca?...
- Niech się panicz zaraz wraca!
- Ot, na drogę trzy jabłuszka,
- A do tego piękna gruszka!"
- Wtem gołąbki - "Grrochu! grrochu!"
- - "Wracaj zaraz ty pieszczochu!"
- Janek wrócić obiecuje,
- Zdjął kapelusz i dziękuje.
[edytuj] Owieczki
- Niedaleko ponad rzeką -
- Na wsi wszystko niedaleko -
- Spotkał mały nasz wędrowiec
- Pasące się stadko owiec.
- Z siwą wełną owca stara,
- Dwóch baranków śliczna para
- I jagniątko, co nieboże
- Jeszcze samo stać nie może!
- Owce pasła Zośka mała,
- Co już dawno Janka znała,
- Więc przemówi: - "Jeśli łaska,
- Niech baranki Jaś pogłaska!
- Niech się wcale Jaś nie boi!
- To jest Burek, co tu stoi".
- - "A nie gryzie, jak przyjść blisko?"
- - "Ej, nie! To jest dobre psisko!"
- - "A owieczka nie uciecze?"
- - "Nie, łaskawa!"- Zośka rzecze.
- - "Baz!... Baziuchna!"- woła Janek.
- "Przyjdź-że kiedy choć na ganek,
- To jagniątku narwę trawki
- I pokażę ci zabawki!"
[edytuj] Do młyna
- Wśród topoli, z poza wzgórza
- Dach kościółka się wynurza,
- Przy nim wiatrak na wyścigi
- Z wiatrem kręci cztery śmigi,
- A młynarczyk, Wojtuś, jedzie
- Na osiełku tuż na przedzie.
- Wojtuś grzeczny był chłopczyna;
- Zszedł na ziemię i zaprasza:
- - "Paniczyku, wstąp do młyna!
- Ze skwarkami będzie kasza!"-
- Jankowi się śmieją oczy;
- Do osiełka żwawo skoczy.
- Wojtuś rzecze: - "Ja podsadzę
- I panicza poprowadzę...
- Dalej! śmiało! Hop! do góry!" -
- - "A nie zrzuci mnie pan Bury?" -
- Janek głaszcze kłapoucha,
- Piętkami się trzyma brzucha.
- - "Lepszy osieł do podróży,
- Niźli koń, bo koń za duży!" -
[edytuj] "Gdybym miał piórka"
- Już słoneczko na pół nieba,
- Już i pora do obiadu:
- Z Jankowego w torbie chleba
- Dawno niema ani śladu;
- Chłopcu tęskno do mamusi!
- Wtem go nowy widok skusi:
- Na urwistej, stromej górze
- Kwitną dzwonki, dzikie róże,
- Macierzanka się rozściela,
- Pełno kwiecia, pełno ziela,
- Jak to w letnie] bywa dobie.
- - "Bukiet dla mamusi zrobię!"-
- Woła Janek, i w zapale
- Po omszonej pnie się skale.
- Wejść to nic, lecz zejść to sztuka!
- Darmo Janek ścieżki szuka,
- Wszędzie stromo, wszędzie ślisko,
- Ot, zwyczajnie, jak urwisko!
- Już i płakać zaczął nieco,
- A wtem patrzy, ptaszki lecą.
- - "Oj, gdybym miał piórka wasze,
- Oj, gdybym miał skrzydła ptaszę!
- Tobym latał pod obłoki,
- Jak świat długi i szeroki!"
- Na to ptaszki: - "Skakaj śmiało!"
- Hop!... I jakoś się udało!
[edytuj] Spotkanie z Filusiem
- - "Ej, czy to nie Filuś czasem? -
- Mówi Janek, kręcąc bródką -
- Co tam szczeka tak pod lasem,
- Przed dróżnika siedząc budką? -
- Filuś! Filuś! Pójdź tu, psisko!"-
- Biegnie pudel, już jest blisko,
- I ogonkiem raźno kręci
- Na przyjazny znak pamięci.
- Filuś umiał różne sztuki
- (Dróżnik łożył na nauki),
- Więc figielki wnet zaczyna.
- A ucieszny był to psina! -
- - "Wiesz co? Bawmy się w żołnierze!"-
- Woła Janek, gałąź bierze,
- A pudlowi drugą daje.
- Na dwóch łapach Filuś staje.
- - "Stój!... Formuj się!... Broń do nogi!
- Oczy w lewo!... Uszy w prawo!...
- Marsz!..." - Zajęci tą zabawą,
- Maszerują kawał drogi.
[edytuj] Na łodzi
- Wtem na biedę swą spotyka
- Janek chłopców od dróżnika.
- Stach i Pietrek, to mi chwaty!
- Na grzbiecinie dziury, łaty,
- W kapeluszu, z gołą głową,
- Deszcz czy słota, wszystko zdrowo!
- Wyrwawszy się ojcu z budki,
- Powsiadali, ot, do łódki,
- I na Janka już zdaleka
- Krzyczą:-"Siadać!... Okręt czeka!"
- - "Gdzie płyniecie?" - "A na morze!"
- - "Święty Boże nie pomoże!"-
- Skoczył Janek; nie ma wiosła...
- Sama woda łódź poniosła.
- Patrzą chłopcy zachwyceni,
- Jak się w wodzie rybka mieni,
- Jak skrzelkami żwawo pluska,
- To się w słońcu złoci łuska,
- To się skrzy, jak modra pręga...
- Janek chciwie rączką sięga,
- Gdy wtem... nagle się przechyli,
- I... chlup w wodę w jednej chwili!
- Główka na dół, nóżki w górę.
- Macież teraz awanturę!
- - "Gwałtu! rety!" - krzyczą dzieci,
- Aż brat starszy, Józiek, leci,
- Co na brzegu siedział z wędką,
- I wyciągnął Janka prędko.
- Co tam było krzyku, wrzasku,
- W włoskach szlamu, w buzi piasku,
- Na wołowej skórze o tem
- Pisaćby mi piórkiem złotem!
[edytuj] U dróżnika w chacie
- Jak mysz mokry, jak chrzan krzywy,
- Idzie Janek nieszczęśliwy
- Do dróżnika bliskiej chaty,
- A z nim Józiek i dwa chwaty.
- Klaśnie w ręce dróżnikowa:
- - "A niech cię Pan Jezus chowa!
- - Toś się spluskał, paniczyku,
- Aż do kości, aż do szpiku!" -
- Jankowi się buzia trzęsie,
- Jasna łezka drży na rzęsie,
- Chciałby mówić, lecz nieboże
- W ząbki szczęka i nie może.
- Gospodyni odzież ściąga
- I zawiesza ją u drąga.
- - "Daj-no, Antoś, kamizelę,
- Co ją nosisz na niedzielę!
- A ty, Maryś, zgrzej ziemniaki,
- Kiedy trafił się gość taki!"-
- Wysuszyli, wyczesali,
- Ziemniaków mu miskę dali;
- Janek wiele się nie pyta,
- Kraje nożem, je, i kwita!
- Tak zajęty tą potrawą,
- Że nóż w lewo, grabki w prawo.
- Rozweselił się za stołem.
- Obsiadły go dzieci kołem:
- Siedziałyby do wieczora,
- Na panicza patrząc z dwora.
- Ale matka rzecze: - "Dzieci!
- Czas nie stoi, tylko leci,
- A my próżno tu gadamy!
- Gdzież paniczyk?" - "Ja do mamy!"
- - "No, to nie trza tracić czasu!" -
- - "My z paniczem aż do lasu -
- Krzykną dzieci - pójdziem radzi!"
- -Poszli. Niech ich Bóg prowadzi!
[edytuj] W lesie
- Jakże w lesie iść ścieżyną,
- Jakże patrzeć prostej dróżki,
- Gdy za kwiatkiem, za maliną,
- Ciągną w gęstwę same nóżki?
- Tu poziomka, tam sasanek,
- Tu wiewiórka, tam motylek:
- Nie minęło kilka chwilek,
- I zabłąkał się nasz Janek!
- Co tu robić? Strach! Dokoła
- Coś tam szepce, wzdycha, woła...
- Coraz ciemniej w leśnej głuszy,
- Coraz trwożniej w Janka duszy,
- Po gałęziach się łopocą Sowy,
- co to widzą nocą,
- W wielkiej dziupli puchacz siedzi,
- Żółtem okiem Janka śledzi,
- A nietoperz skrzydłem bije.
- Janek w strachu ledwie żyje,
- Jak młot serce mu kołacze.
- Idzie lasem, idzie, płacze:
- - "Mamo!" - woła "mamo!..." Ale
- Nikt go tu nie słyszy wcale.
- Aż zmęczony padł pod sosną,
- Gdzie przeróżne grzyby rosną,
- I z ciężkiego zasnął płaczu.
- Spij-że z Bogiem, mój tułaczu!
- A tymczasem w domu trwoga:
- - "Gdzie to Janek? O, dlaboga!"
- Szukają go wierni słudzy,
- Jedni w domu, w polu drudzy,
- Patrzą nawet i w studzience...
- Załamuje mama ręce.
- Ale Azor (zmyślne psisko!)
- Nos przy ziemi trzyma blisko,
- I nie tracąc wiele czasu,
- Tropem bieży aż do lasu,
- Gdzie poczciwe, dobre zwierzę,
- Znalazł Janka; siadł i strzeże.
[edytuj] Powrót
- Jak wesołe przebudzenie!
- Janek oczom swym nie wierzy.
- Znikły strachy, znikły cienie,
- A tuż przy nim Azor leży!
- Skoczy chłopiec:-"Moje psiskol"
- Objął wyżła, łeb mu gładzi.
- Azor idzie przed nim blisko,
- I do domu wprost prowadzi.
- O, jak miło! o, jak błogo
- Ujrzeć znów zagrodę drogą
- I swój domek ukochany,
- I te stare, lube ściany!
- W zachodowych zórz jasności
- Widzi mama miłych gości,
- I wyciąga ręce z ganku:
- - "Janku!"-woła.-"Drogi Janku!
- Gdzieś ty chodził? Gdzieś był, dziecię?"
- - "A w szerokim, mamo, świecie!"
- I w objęcia mamie pada,
- I swą podróż opowiada:
- Co miał przygód, co miał strachu,
- Jak gdzie było tam!... A z dachu
- Gołąbeczki to słyszały,
- I mnie wszystko powiedziały!...