Na Świtezi
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
I
W dal toczy Switeź - w jasną dal
Zwierciadło swe olbrzymie.
U świętych fal jej - świętych fal
Uklęknij, o pielgrzymie!
Srebrzyste, czyste, płynne szkło
Roztacza się okręgiem.
I z cichym szumem fale mkną
A mkną pod widnokręgiem.
Zielony bór - odwieczny bór,
Szumiących drzew szeregi,
Świątyni Boga żywy mur
Jezioru wieńczy brzegi.
A fala myje brzegu stok
I drzewom pieśni śpiewa,
I nęci - nęci w głąb a w mrok,
Aż w głąb się chylą drzewa.
Lustrzana - gładka płynie toń,
Lecz marszczą jej równiny,
W zielony włos jej zdobiąc skroń,
Wysokie - giętkie trzciny.
I toczy Switeź w jasną dal
Zwierciadło swe olbrzymie,
U świętych fal jej - świętych fal
Uklęknij, o pielgrzymie!
Bądź pozdrowioną, świętych wód,
Srebrzystych wód równino!
Skąd boskich pieśni rozbrzmiał cud,
Co w nieśmiertelność płyną.
Z fal, kołysanych w śpiewny ruch,
Pieśń idzie tajemnicza:
W powietrzu święty płynie duch,
Duch święty Mickiewicza!
III
Ostatnie już różowe na niebiosach pręgi
Za sine schodzą bory. Szarzeją błękity,
Pociemniały Świtezi zwierciadlane płyty,
Rwąc się w dal, w niedojrzane czarne widnokręgi.
Zlewają się niebieskie i wodne potęgi
W jeden ogrom półsenny. Bujne trzcin wykwity
Zasypiają. Zasypia brzeg falami bity,
Chylą się ku głębinom drzew nadbrzeżnych kręgi.
Cisza. Czasami kulik ozwie się od trzciny.
Czasem w boru zahuczy krakanie jastrzębia
Lub rybka falą pluśnie. I znów śród równiny
Cisza. W srebrne opary otulona głębia
Zasypia - nieskończona - nieskalanie czysta.
A wokół cisza wielka - święta - uroczysta.