Król-Duch
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
[edytuj] Rapsod pierwszy
[edytuj] Pieśń I
[edytuj] I
- Cierpienia moje i męki serdeczne,
- I ciągłą walkę z szatanów gromadą,
- Ich bronie jasne i tarcze słoneczne,
- Jamy wężową napełnione zdradą...
- Powiem... wyroki wypełniając wieczne,
- Które to na mnie dzisiaj brzemię kładą,
- Abym wyśpiewał rzeczy przeminięte
- I wielkie duchów świętych wojny święte.
[edytuj] II
- Ja, Her Armeńczyk, leżałem na stosie[1]
- Trupem... przy niebios jasnej błyskawicy.
- Kaukaz w piorunów się ciągłym rozgłosie
- Odzywał do ech ciemnej okolicy;
- Niebo sczerniało... ale świeciło się
- Grzmotami... jak wid szatańskiej stolicy...
- A ja, świecący od ciągłego grzmota,
- Leżałem. – Zbroja była na mnie złota.
[edytuj] III
- I duch nie wyszły z umarłego ciała
- Czuł jakąś dumę, że spokojnie leży;
- A nad nim ziemia poruszona grzmiała
- I unosiły się duchy rycerzy.
- – Trójca widm mój stos ogniem zapalała,
- A ja czekałem, aż piorun uderzy:
- Tak byłem pewny, że w owe rumiane
- Grzmotem powietrze – jak duch zmartwychwstanę.
[edytuj] IV
- Już przybliżały straszne czarownice
- Chwast zapalony i suche piołuny,
- I moje blade oświeciwszy lice,
- Wrzeszcząc, posępne swe śpiewały runy:
- Kiedy je trzasły aż trzy błyskawice
- I trzy siarczane, ogniste pioruny,
- I tak strzaskały płomienie czerwone,
- Żem je nie martwe sądził, lecz zniknione.
[edytuj] V
- Wtenczas to dusza wystąpiła ze mnie,
- I o swe ciało już nie utroskana,
- Ale za ciałem płacząca daremnie,
- Cała poddana pod wyroki pana,
- W Styksie, w letejskiej wodzie albo w Niemnie
- Gotowa tracić rzeczy ludzkich miana,
- Poszła: – a wiedzą tylko wniebowzięci,
- Czym jest moc czucia a strata pamięci!
[edytuj] VI
- Tam, kędy dusze jasne jak brylanty
- Swe dobrowolne czyniły wybory,
- Moc utrudzona biegiem Atalanty
- Szukała tylko szczęścia i pokory...
- Orfeusz między ptaki muzykanty
- Szedł umęczony i na sercu chory;
- A jam pomyślał, że mu śpiewem będzie
- Składać i skrzydła rozszerzać łabędzie.
[edytuj] VII
- Ulises poszedł w prostego oracza,
- Aby odpoczął po swych wędrowaniach.
- – Tak ludziom Pan Bóg zmęczonym wybacza
- I odpoczywać daje w zmartwychwstaniach!
- Niech wyniszczony pracą nie rozpacza,
- Że mu na ogniach braknie i błyskaniach,
- Ani też myśli, że jest upominek
- Dla ducha większy jaki – nad spoczynek...
[edytuj] VIII
- Ja sam, z harmonią obeznany młodą
- Własnego ciała, nie chciałem odmiany
- I siadłem smutny nad letejską wodą,
- Nie usta moje myjąc – ale rany.
- Odtąd już nigdy nad cielesną szkodą
- Nie płakał mój duch z ciała rozebrany.
- Ani za wielką sobie brał wymowę
- Otwierać tych ran usta purpurowe.
[edytuj] IX
- Wszakże letejską przykładając wodę
- Do ran – by pamięć boleści straciły
- – Niejedną poniósł na pamięci szkodę,
- Niejeden obraz stracił senny, miły.
- Jutrzenek greckich różaną pogodę
- Duchy mu nagle ręką zasłoniły,
- A pokazały – jako świt daleki
- – Umiłowaną odtąd – i na wieki!
[edytuj] X
- Ani gwiaździście, co się w morzach palą,
- A mają w świetle tęczowe kolory
- I są gwiazdami w ciemnicy pod falą
- Tak błyszczącymi, że mórz dziwotwory
- Delfiny w morzu swoje łuski skalą
- I obchodzą je cicho, jak upiory,
- A płynąć wierzchem nad nimi nie śmieją
- – Tak mocno w morzu te gwiazdy jaśnieją:
[edytuj] XI
- Ani tych gwiaździc jasność tajemnicza
- Tak nie przeraża owe pierwopłody,
- Jak piękność, którąm ja poznał z oblicza
- We mgłach letejskiej zapomnienia wody.
- Nad nią dźwięk – duchów girlanda słowicza;
- – Pod nią – jakoby złote zajścia schody
- Na świat daleki i zamglony wiodły,
- Na kwiatki jasne pod ciemnymi jodły.
[edytuj] XII
- Z tych łąk i z tych puszcz jakby wiatr poranny
- Pieśnią zapraszał na ziemię szczęśliwą;
- Szedłem... choć strzały numidzkimi ranny...
- Niepewny, czy śmierć? czy żywota dziwo?
- Czy Irys... którą na świat znosi szklany
- Obłok?... a tęcze świecące nad niwą
- Tyle kolorów i słońc tyle mają,
- Że ją nad ziemią na światłach trzymają?
[edytuj] XIII
- Ona przede mną do lesistych zacisz
- Weszła... a harfy śpiewały wiatrzane:
- "Dobrze ją poznaj – bo wkrótce utracisz.
- Jak sny przez dobre duchy malowane;
- Żywot... tysiącem żywotów zapłacisz
- – A zawsze jedną tę serdeczną ranę
- Przyciśniesz w piersi rękami obiema
- – Tę jedną smętną ranę – że jej nie ma!
[edytuj] XIV
- "Sławę ci damy... lecz tobie obrzydnie
- – Serce ci damy... ale spustoszeje.
- Przyjdzie do tego, że będziesz bezwstydnie
- Urągał w Bogu mającym nadzieję".
- Na to Ja: "Niechaj me oczy rozwidnię
- Rubinem, który z jej ust światło leje
- – A nie dbam o to, co mię dalej czeka:
- Żywoty ducha – czy męki człowieka?
[edytuj] XV
- "W jednę girlandę męki me uwiążę
- Jak człowiek, który za tysiące czuje,
- I tą girlandą jako świata książę
- Czoło uwieńczę i ukoronuję;
- Niechajże na mnie idą duchy węże!
- Niech mię świat walczy otwarcie lub truje!
- Niech mię ognistą otoczy otchłanią...
- Choćby aż w piekło wiodła – pójdę za nią!"
[edytuj] XVI
- Pamiętam ten głos – i straszne zaklęcie,
- Na które odwrzasł mi duch: "To Królowa!"
- I całe mego ducha wniebowzięcie
- Upadło... A wtem jasność przyszła nowa,
- I w tym powietrzu jako w dyjamencie
- Ukazał się wid... Piękność.... córka Słowa,
- Pani któregoś z ludów na północy,
- Jaką judejscy widzieli prorocy...
[edytuj] XVII
- Słońce lecące trzymała nad czołem,
- A miesiąc srebrny pod nogami gniotła;
- Szła nad lasami i leciała dołem
- Nad chaty, jako komeciana miotła;
- Tęcze ją ciągłym oskrzydlonym kołem,
- W słońcu girlandy niby z kwiatów plotła,
- I na powietrze rzucała niedbale
- Perły – jaśminy i maki – korale.
[edytuj] XVIII
- Błękit się cały zdawał uśmiechniony,
- Pełny języków złotych niby fala.
- Jak atlas, który bierze różne tony
- I drżąc swe hafty gwiaździste zapala
- – Tak niebo za Nią od północnej strony
- Gwiazdy swoimi łyskające z dala,
- Różnym się dało gwiazdom pozłacanym
- Ukazać w ogniu, od zorzy rumianym.
[edytuj] XIX
- Więc czego woda letejska nie mogła,
- To Ona swoim zrobiła zjawieniem,
- Że moja dusza na nowe się wzmogła
- Loty... i nowym buchnęła płomieniem.
- A jako pierwszy raz ciało przemogła
- I uczyniła swoim wiernym cieniem
- – Opowiem. – Ja, Her, powalony grzmotem
- Nagle... gdzieś w puszczy... pod wieśniaczym płotem
[edytuj] XX
- Budzę się. – Straszna nade mną kobieta
- Śpiewała swoje czarodziejskie runy:
- "Ojczyzna twoja" – wrzeszczała – "zabita!
- Ja jedna żywa... a ty zamiast trumny
- Miałeś mój żywot. – Popiołem nakryta
- I zapłodniona przez proch i pioruny,
- Wydałam ciebie, abyś był mścicielem!
- Synu popiołów, nazwany Popielem...
[edytuj] XXI
- "Sam jeden jesteś... ale cię przymioty
- Ojców napełnią... a Ja dam dwa duchy:
- Na prawo stanie-ć jeden anioł złoty,
- Na lewo jeden z krwi i zawieruchy;
- Ci dwaj... ty trzeci... i mój głos jak grzmoty
- Pędzący w zemstę". – To mówiąc, pieluchy
- Moje chwytała i trzęsąc nad głową,
- Rzucała dzieckiem jak skrą piorunową.
[edytuj] XXII
- Jeszczem nie dorósł, a już karmem duszy
- Zemsta mi była – a nauką zdrada.
- Często bywało, że ktoś włos mi ruszy
- I we śnie do mnie jak anioł zagada;
- Gdy spojrzę – liść się tylko zawieruszy
- I w kształt złotego widna wstaje – pada
- – Czasem na moją pierś tumanem runie
- – Ręka mi zadrży, nóż się sam wysunie.
[edytuj] XXIII
- O! pierwsze mego ducha nawałnice,
- Jakże wy straszne wstajecie w pamięci!
- Widzę tę straszną krew jak błyskawicę,
- W której się mój duch niby gołąb kręci;
- Dziś nieraz, kiedy w czarną okolicę
- I w puszczę wejdę... to mię coś tak smęci,
- Że rad bym własne wyrywał wnętrzności!
- Albo u bolów swych prosił litości!
[edytuj] XXIV
- Do gwiaździc morskich tajemniczej jaśni
- Porównywałem to ludu zjawienie,
- Który żył w chatach próżen wszelkiej waśni,
- A miał z jabłoni swój napój i cienie.
- Królowie jemu panowali właśni,
- Cudowne jakieś Lecha pokolenie!
- Mające w sobie całe Polski Słowo
- – I moc... i rózgę cudów mojżeszową.
[edytuj] XXV
- Teraz wiem, jako duch pod ziemią widzi
- – A w ślepym często ten cud ujrzysz dziadu,
- Którego wiejski ci pies nienawidzi,
- Żurawianemu gdy podobne stadu
- Za nim się wleką duchy; – świat zeń szydzi,
- Ale go chłopek czuje królem gadu
- I wie, że na te źrenicy blachmany
- Bije świat duchów tęczą malowany.
[edytuj] XXVI
- Te oczy, ręką zasłonione bożą,
- Czasem pod ziemią idą złota żyłą,
- Aż im się ciemne kurhany otworzą,
- Jak gdyby słońce pod ziemią świeciło!
- Blachy się złote na wzrok ludzki srożą!
- Proch ludzki wstaje pod wzdętą mogiłą
- I w kształt człowieka znowu się układa,
- Na nogi wstaje i w proch się rozpada.
[edytuj] XXVII
- Oni to widzą – właśnie... gdy gromada
- Urąga... śledząc zamyślone czoło.
- – Ta Mądrość, która cały świat spowiada,
- Dawniej perłową wieńczona jemiołą,
- Z królem na tronie lub przy królu siada
- I w płomieniste się upiorów koło
- Zamyka: nie czar... nie próżna guślarka,
- Lecz Mądrość – chorób duchowych lekarka.
[edytuj] XXVIII
- Więc wkoło – wioski w wieńce kaliniane
- Strojne i roki poświęcone duchom,
- Mogiły kozom i pasterzom znane,
- Trzody dziwiące się ptaków rozruchom,
- Mogiły dawne... dawno zapomniane!
- Dawno oddane mgłom i zawieruchom...
- Z darni odarte [...]
- [...]
[edytuj] XXIX
- Czasami tylko jaki Zwyczaj dawny,
- Indyjski, na kształt złotego upiora
- W lasach powstanie. – Kiedy rycerz sławny
- Umrze... to lud go grzebie jak Hektora:
- Dwanaście koni bije i krwią spławny
- Stos... gdzieś pod lasem... pod mgłami wieczora,
- Ubrany w rogi jelenie i w głowy,
- Zamienia w ogień i w słup purpurowy.
[edytuj] XXX
- Wieszcze się jawią w ogniu i guślarze
- Przepowiadają przyszły świat nieznany.
- Co w pieśni stworzą, to się wraz pokaże
- Przyprowadzone na świat przez szatany.
- Każdy wiek wielkie miał prawdy ołtarze,
- Cześć ducha, ducha namiętne kapłany,
- Którzy, wyroki uprzedzając boże,
- Dla ciał nie krzyże mieli – ale noże.
[edytuj] XXXI
- Wzgarda je wielka ku ciału paliła,
- A duch upajał jak sok bachusowy.
- Niejedna teraz Druidów mogiła,
- Którą oplata wkoło krzew różowy,
- Kiedy ją słońca strzała wskróś przeszyła
- I przeszył ogień zorzy brylantowy,
- Gdy wejdziesz w ciemne granitowe bramy,
- Pokaże ci swe słońca: krwawe plamy.
[edytuj] XXXII
- – A jednak ty się nie cofasz przed nimi,
- A choćby miesiąc był, nie czujesz trwogi
- – Ale jak żuraw skrzydłami ciężkimi
- Próbujesz nowej po błękitach drogi.
- Między głazami dawniej czerwonymi,
- Między miesiącem i polnymi głogi
- Srebrne się ciągle jakieś wstęgi snują,
- Po których myśli jak sny przylatują.
[edytuj] XXXIII
- W jakich kościołach, duch z wysokim czołem,
- Sądząc, że nigdy świat się nie odmieni,
- Obecność wtenczas mię dręczącą kląłem,
- Nogą trącałem czoła tych kamieni:
- "Padajcie, głazy, przed ducha aniołem!"
- – Krzyczałem – "jako gromada jeleni
- Przed mą niszczącą myślą uciekajcie!
- Trupy grobowców tych... gińcie lub wstajcie!"
[edytuj] XXXIV
- I nic! Urągał mi ten świat cichością
- I biegiem, co jak żółw za słońcem chodzi.
- Nad południowych gdzieś łąk zielonością
- – Bom przewędrował kraj, który mię rodzi
- – Inaczej z trupów postępował kością
- Lud, który palił umarłego w łodzi
- I w mgieł krainę posyłał gościnną
- Z umiłowaną kochanką niewinną...
[edytuj] XXXV
- Ja, syn wyrżniętych ludów... Ja, istota
- Nieznana wtenczas na ziemi nikomu...
- Gdy obaczyłem, jako ta łódź złota
- Lepszą się zdaje do ziemskiego domu,
- Jak płomień nad nią huczy i druzgota
- Garście suchego liścia, pęki łomu,
- A na te śpiące, we śnie rozkochane,
- Rzuca swe straszne jutrzenki różane:
[edytuj] XXXVI
- Gdym to obaczył – a wysłuchał śpiewu
- Dziewicy (grobów smętnego słowika),
- Która złotemu się tej łodzi drzewu
- Tak wydawała jak kwiat słonecznika,
- A już od krain zaświatowych powiewu
- Brała głos nowy i światłość płomyka...
- Już tchem – już ogniem była – już bez ciała
- – Już mgłą – a jeszcze za światem śpiewała;
[edytuj] XXXVII
- – Gdym to obaczył – tom kupcowi temu
- (Bo kupiec jakiś to był, który gorzał)
- Zazdrościł drogi... sam nie wiedząc czemu...
- Drżąc, abym kiedyś duchem nie zubożał,
- Skrzydeł nie stracił, które ku złotemu
- Światowi niosą, jak lew nie zesrożał,
- Nie szedł na tamten świat z szatana trwogą,
- Jak duch ... na czarnej łodzi... bez nikogo...
[edytuj] XXXVIII
- Przerażon, w lasy wróciłem rodzinne,
- A wkrótce wziął mię Lech król za pachołka.
- Jam oczy groźne miał i ręce czynne,
- I uwiązany cel do wież wierzchołka.
- Trucizny wlano w to serce niewinne!
- A zemsta, jako pierwsza apostołka,
- Ciągle kłóciła mię z ludźmi i z losem
- – A głos jej czasem nie był – ludzkim głosem.
[edytuj] XXXIX
- Więc ile razy posłucham jej rady,
- (A rada była dla ducha fatalna),
- To widzę, że mi na świecie zawady
- Usuwa jakaś ręka niewidzialna.
- Na działającą moc patrzałem blady,
- Sądząc – że biała mi orlica skalna
- Zlatuje na hełm... usiada na czele...
- I drogę moją piorunami ściele.
[edytuj] XL
- Żądałem wodzem być... i wraz dwa wodze
- Krwi rozszalałej piorun w mózg uderzył.
- Ja, co, bywało, za stadami chodzę,
- Kiedym się z duchy ciemnymi sprzymierzył,
- Teraz tak straszny!... że komu ja szkodzę,
- Choćbym się tyko nań myślą zamierzył...
- Choćbym oczyma uderzył po stali...
- W pancerz... i w serce ruszył – wnet się wali.
[edytuj] XLI
- I sczerniał cały świat: a Ja, syn borów,
- Patrzałem jako na las do wycięcia.
- Spod przyłbic wielkich bladość mię upiorów
- Trwożyła. Byłem pierwsza ręką księcia.
- Przed sobą dalszych nie widziałem torów
- Ani dalszego już celu do wzięcia:
- W zamku cedrowym nad gopłową wodą
- Byłem najpierwszym złotym wojewodą...
[edytuj] XLII
- Tu, patrz! jak straszne są duchowe sprawy!
- Jakie okropne zastawiają sidła!
- Raz, gdy z dalekiej wracałem wyprawy,
- A piorunów się różne malowidła
- Przez długi deszczu włos świeciły krwawy,
- Ja i rycerze ujrzeliśmy skrzydła
- Orłów pobitych ... w tak wielkiej ilości,
- Jak na cmentarzach gdzieś Germanów kości.
[edytuj] XLIII
- Pierze leżało zmokłe... lecz niektóre
- Skrzydła sterczały z piasku, takiej miary,
- Że gdym na dzidę wziął i poniósł w górę
- Jedno... to jako wielki upiór szary
- Wierzchem o ciemną kity mej purpurę
- Dostało – wstając leniwe z moczary:
- Niby wyzwany czarodziejstwem runów
- Duch śpiący w błocie przy blasku piorunów.
[edytuj] XLIV
- Taka w tym skrzydle była tajemnica
- I ludzkość, żem się spytał: – "Powiedz, sępie,
- Czy was na wiatrach paląc błyskawica
- Rzuciła w takie nic... i w takie strzępie?
- Czyście się bili o państwo księżyca,
- Idąc na siebie zastęp przy zastępie?...
- Czyście tu jaki bój toczyli krwawy
- O ścierw?... czy tylko gryźli się dla sławy?!
[edytuj] XLV
- "Powiedz, jak nazwać to pamiętne pole,
- Dziś od błyskawic czerwone rumianych,
- Gdzie tyle górnych duchów – dziś na dole!
- I tyle skrzydeł leży połamanych?!"
- Tom rzekł, w nieszczęścia nauczony szkole
- Litować się łez i mogił nieznanych.
- A wtem ujrzałem, że rycerstwo bierze
- Skrzydła i wtyka sobie za pancerze.
[edytuj] XLVI
- Widok ten nowy, wspaniały!... czas późny!...
- Błyskawic blaski wszędy!... wojsko w dali;
- Gdzie każdy człowiek był jak upiór groźny,
- Skrzydlaty... w czarnej rozświeconej stali.
- Wszystko tak straszne, żem dreszcz uczuł mroźny
- I krzyknął: "Sława Bohu! – świat się wali!
- Ja pierwszy moją piersią go roztrącę!
- Ja, duch! – a za mną – wojska latające".
[edytuj] XLVII
- To mówiąc... skrzydło zmęczone i krwawe
- Przypiąłem sobie tak, że hełm nakryło.
- Ja biorąc skrzydła... za cel brałem sławę,
- A oni chcieli sobie lotu siłą
- Pomóc do domów... O! jakże ciekawe
- Powody, które rządzą ciała bryłą!
- O! jak są różne przed prawdy mistrzynią
- Orły... choć wszystkie jeden hałas czynią!
[edytuj] XLVIII
- I lecieliśmy do domu weseli,
- Mijając drzewa i sady, i chaty.
- Rycerze moi przed zamkiem stanęli,
- Jam wszedł jak anioł czarny i skrzydlaty.
- Karmazyn, który świat od króla dzieli,
- Cały się w gwiazdy rozleciał i w kwiaty;
- Pokazał się król w odblaskach rubinu
- – Spojrzał – i berło upuścił z bursztynu.
[edytuj] XLIX
- Widziałem: jako Łaskawość pogodna,
- Jaskółka siwych włosów, Dobroć cicha,
- Znikła... A nagle twarz trupia i chłodna
- Zmroziła mię tak, żem stał na kształt mnicha,
- Spuściwszy oczy, patrząc w siebie do dna,
- Zali zwycięstwa mego nagła pycha
- Jakich tajemnych myśli nie wywiodła
- Na jaw i króla w źrenice nie bodła?...
[edytuj] L
- A on – na moje skrzydła, na te pióra
- Patrząc, (które blask wieczorny zapalił
- I okrwawiła tronowa purpura),
- Pobladł i berłem mię wskazawszy – zwalił.
- Wzięto mię. – Dusza ma czarna, ponura
- Już mi radziła, abym się ocalił
- Wtenczas, gdy tłumy stały przerażone,
- Z mieczem na króla wpadłszy i koronę.
[edytuj] LI
- Alem się w jednej błyskawicy gniewu
- Na taki wielki czyn śmiał posunąć.
- Wolałem, że mi jak wielkiemu drzewu
- Przyjdzie tu głową zachwiać się i runąć
- – Niż z domowego ciemnej krwi rozlewu
- Korzystać... mój miecz w łono starca wsunąć,
- I wyjść z wyjętym na słońce orężem,
- Co by się zdawał nie bronią, lecz wężem!...
[edytuj] LII
- Wzięto mię... a Ja w podziemnej ciemnicy,
- Sam, do filarów przykuty kamiennych,
- Jako pający, ciemni robotnicy,
- Zacząłem z myśli gryzących, bezsennych
- Snuć długie pasma. – Widmo mi przyłbicy,
- Nakryte orłów skrzydłami płomiennych,
- Pokazywało się. Naramiennice
- Osiadły blade, ścięte Meduźnice.
[edytuj] LIII
- Dusza tak była silna i bogata!
- I taką wielką rządzicielką kości,
- Że ciągle echem duchowego świata
- Gadała – ciągle z jego okropności,
- Z tych głębin... gdzie ćma niewidzialnych lata
- Jasnoczerwonych słów, sztyletowości
- Szepcących... brała straszną siłę sztychu
- I tę – jak piorun ciskała po cichu.
[edytuj] LIV
- Kto myślał, że mnie więzieniem uciszał
- I gonił burze ducha... ten się mylił.
- Z ducha mi ciągle szedł grzmot – a Lech słyszał
- I czuł, żem ja go gryzł – do ziemi chylił;
- Chociaż wtenczas tylko w sobie dyszał,
- A żadnej mocy ducha nie wysilił,
- Gromadą duchów zarządzałem ciemną,
- I te – jak sługi moje – były ze mną.
[edytuj] LV
- O! wy, którzy się nigdy nie spotkacie
- Z prawdziwą twarzą waszego tu stróża!
- Dla których żywot widzialny jest w chacie,
- A Bóg w błękitach próżnych się zanurza:
- Dla was są próżne tych czynów postacie;
- – Dla innych... ducha ton i straszna burza,
- Owiewająca moją pieśń żałobną,
- Z twarzy do innych rapsodów podobną.
[edytuj] LVI
- Raz o północy, kiedym dyszał gniewny
- I sądził, że tu jakaś mara biała...
- A tam... kształt jakiś czarny i niepewny...
- Ówdzie zaś gwiazda biegła i spojrzała
- – Ujrzałem lice przecudne królewny,
- Której z rąk blasku różanego strzała
- Przez proch więzienia i przez pajęczyny
- Szła – zamieniwszy jej ręce w rubiny.
[edytuj] LVII
- Splecione do nóg złociste jej włosy
- Wlekły się prawie po głazów zieleni,
- Gdzie zakończone jak dwa złote kłosy
- Kwiatkami z drogich błyszczących kamieni.
- – Te kwiatki – rzekłbyś – że dwa żywe Losy
- Twarzą aniołów za światłych pierścieni
- Patrzą się w górę... uczepione skrycie
- Do nóg idącej falą Amfitrycie.
[edytuj] LVIII
- Te kwiaty z żywych klejnotów się jawią
- W pamięci mojej przed rysy innemi.
- Reszta mgłą. – A mgły moje tak ją krwawią,
- Żem nie spróbował o niej śnić na ziemi;
- Lecz szaty jeden fałd wiecznie mi stawią
- W oczach pamięci duchy... i z białemi
- Nóżkami do mnie te kwiaty idące,
- Jak dwa tęczowe na ziemi miesiące.
[edytuj] LIX
- A ja gdzieś w głębi... do granitnej nory
- Schowany... niby kłąb piekielnych duchów
- Wezwany światłem w ohydne kolory,
- Jak zbiorowisko członków i łańcuchów,
- Skrzydły zjeżony... jak piekielne twory
- – (Które my znamy na ziemi z posłuchów,
- Słysząc, że niegdyś rodziła natura
- Smoki, w płomienie ubrane i w pióra)...
[edytuj] LX
- Ja – pomny na to, żem tronowi służył
- A doznał zdrady – choć nie miałem winy,
- Sądząc, że mi się Lech aż krwią zadłużył,
- Dotknięty okiem królewskiej dziewczyny,
- Aż skrzydłam na nią moje brudne wzburzył
- I z piór pokazał oczy... cały siny..
- Z takim sił moich gniewnych natężeniem,
- Żem ją mógł wzrokiem spalić – jak płomieniem.
[edytuj] LXI
- Biedne my duchy! Zawsze z jednej schedy
- Brać musim nasze co piękniejsze szaty.
- Oto błyszczący kłem smok Andromedy!
- Oto ów drugi straszny wąż skrzydlaty.
- Który na słońce idzie w księgach Edy,
- I gwiazdy, niebios lazurowych kwiaty,
- Ogonem zbiera, w swe czerwone płuca
- Wchłania... i z ogniem serdecznym wyrzuca!
[edytuj] LXII
- Na nią ja straszny, piekielny i mocny
- – A tym straszniejszy, żem był nieszczęśliwy,
- Wyiskrzył cały oczu blask północny,
- Więcej wtenczas jej – niż wolności chciwy.
- – Jak mi ów czysty duch, wtenczas pomocny,
- Otworzył wrota (cichością oliwy
- Do zamilczenia jęków przymuszone),
- Nie wiem – to wszystko poszło w mgły czerwone...
[edytuj] LXIII
- On jednak – ten duch – nie wiedząc, co czyni,
- Jednym niebacznym słowem pchnął mię w górę.
- Ona – ta dziwna na harfach mistrzyni,
- Mająca duchów niebieskich naturę,
- Czytała w jakiejś Sybilijskiej skrzyni,
- (Może przed wieki będąca za córę
- Rzymianom), że jej koronę na głowie
- Zerwą na koniach lecących orłowie.
[edytuj] LXIV
- A ten sen dawny tak jasno wyrzucił
- Z drugiego ciała swoje dawne twarze,
- Że ojcu rzekła – a ojciec zasmucił
- Czoła... i miał już przywołać guślarze
- Sny tłumaczące – gdym ja nagle wrócił
- – Skrzydlaty orzeł – i moje husarze
- Przed zamkiem rzędy długimi ustawił,
- I sen jak w jasnej błyskawicy zjawił.
[edytuj] LXV
- To mi nieszczęsna powiedziała Pani,
- Jakoby sama siebie winująca,
- Że wtenczas śniła – gdy w skrzydła ubrani
- Spełnialiśmy sen przy blasku miesiąca
- W ogniu piorunów. – Lecz ciemni szatani,
- Których moc jedno mocą ludzi trąca,
- Sprawili: – że snu na nią malowidła
- – Na orły spadła rzeź – a na mnie skrzydła.
[edytuj] Pieśń II
[edytuj] I
- Księżyc był pełny i gwiazdy świeczniki
- Świeciły jasno na niebios lazurze,
- W trawach śpiewały skrzeczki i świerszczyki,
- Zamek stał cichy na piaskowej górze;
- Zimno północne i traw zapach dziki,
- I serce smętne bijące w naturze
- Dwa razy mocniej zagadało do mnie,
- Gdy ona przy mnie... i koń koło mnie.
[edytuj] II
- Na jednym ręku niosła swe warkocze.
- A drugą północ wskazało odludną.
- Na to Ja rzekłem: "Na północ nie wkroczę,
- Bo tam jednemu przeciw burzom trudno;
- Lecz w koniu do krwi ostrogi umoczę
- I będę pędził, aż drugą tak cudną
- Jak ty pokażą mi ziemskie narody,
- Choćby królowę ognia albo wody.
[edytuj] III
- "Jeśli nie... wrócę jak straszydło krwawe...
- A ty pamiętaj, jaki stąd ucieka
- Cień – obalony miesiącem na trawę
- – Z konia... ze skrzydeł orlich i z człowieka.
- Miesiąc mu daje tę straszną postawę,
- Wiatr stąd wypędza, a nieszczęście wścieka.
- A jeśli Pan Bóg go wichrem oszczędzi,
- Może na powrót grom go tu przypędzi".
[edytuj] IV
- To mówiąc, ręką pogroziłem światu,
- A tym wścieklejszy, że sam i bezsilny,
- Gwiazdy na polach czystego bławatu
- Oczy otwarte i słuch miały pilny.
- Na wschodzie wstęga smętnego szkarłatu
- Świeciła... szarym równinom omylny
- Kształt nadawając, że pod owe zorze
- Tak się zdawały płynące – jak morze.
[edytuj] V
- Dyjanna – jak liść wierzby – już zielona,
- Już jako róży liść różano-złota,
- W ognistych się mgieł zanurzała łona,
- Zmienna jak w sercu młodzieńczym tęsknota.
- A jam skrzydlate obrócił ramiona
- Wschodowi – chciwy nowego żywota,
- I uciekałem jak duch, z bladą twarzą,
- Więcej przed myślą moją niż przed strażą.
[edytuj] VI
- Dzisiaj przez ducha świat odkryty,
- Cały wiadomy. Wtedy tajemniczy
- Jak upiór zloty, a we krwi umyty,
- Złotem cię dziwu wabił ku zdobyczy,
- A krwią ohydzał wszelki czar zdobyty,
- Krzycząc, jak dziecko przydławione krzyczy,
- Gdyś go uścisnął – a tarczy błyśnieniem
- Takiś wywołał strach, jak objawieniem.
[edytuj] VII
- Po ciemnych puszczach, gdziem się błąkał – gnana
- Wichrami straszna przyszłości orlica!
- – Kto mię napotkał – myślał, że szatana,
- Bo wszystko widział wprzód niż moje lica:
- Zbroję... i skrzydła... i młot u kolana,
- I dzidę, która gorzała jak świeca
- Między sosnami, samych niebios blisko,
- Miedziane mając ostrze – jak ognisko.
[edytuj] VIII
- Na jednym pustym śród sosen smętarzu
- Spotkałem smętne i dzikie Germany...
- O! duchu! dawnej przeszłości malarzu!
- Ty jeszcze widzisz te sosnowe ściany,
- Wozy, ogniska, twarze przy rozżarzu,
- I rzymskie z białych piszczeli kurhany;
- A na nich orły wydarte legionom,
- Podobne lampom złotym i koronom.
[edytuj] IX
- Ty jeszcze widzisz – i dziś pytasz siebie,
- Kto ci przyczynił głosu i języka?
- "Liczni" – krzyknąłem – "jak gwiazdy na niebie!
- Straszni jak piorun, gdy niebo odmyka!
- Przez was świat wytnę! pod wami pogrzebię!
- Ja, syn popiołów – ojciec mogilnika!
- – Urra ha!..." Gwiazdę pokazałem białą
- Dnia wschodzącego lasom. – Wszystko wstało!...
[edytuj] X
- Wszystko! – Dziesiątki całe groźnych kroci
- Wstały gotowe na rzeź urahanną...
- Wszystko!... Na boku tylko śród paproci
- Białością swoją mnie zadziwił szklanną
- Kształt jakiś śpiący, cudownej dobroci
- I ciszy, zorzą oświecony ranną,
- Zwalony w dzikich trawach, przy strumieniu,
- Posąg... w jutrzenki światłach – jak w płomieniu...
[edytuj] XI
- Rzekłem więc: "Czy to jaka jest królowa
- Wyrżniętych ludów? nieskalanej bieli?
- Którą tu smętnie czarujące słowa
- Na fijołkowej uśpiły pościeli?"
- – Wtem barbarzyniec ją tak ciął, że głowa
- Jak lampa, która ciemność rozweseli,
- Skoczyła... chwilę na błękicie trwając,
- Jak gwiazda... potem błysnęła spadając...
[edytuj] XII
- A Ja, zawrzawszy gniewem... i brzeszczota
- Dobywszy... tego barbarzyńca w czoło
- Tnę tak, że jako grenada się złota
- Rozwali ów łeb... tu połą – tam połą..
- A ja – ów zegar widzący żywota
- Z tajemnicami, żył czerwonych zioło.
- Idący jeszcze wszystkich sprężyn ruchy
- – Porównywałem dwie głów... jak dwa duchy.
[edytuj] XIII
- Ledwom uczynił to.. nowe mi moce,
- Zaledwie statuy zwołane zemszczeniem,
- Przybiegły w pomoc... tak, że chociaż proce
- Cisnęły na mnie za ów mord kamieniem,
- Jam był jak piorun, gdy lasy druzgoce!
- I napełniłem ten lud przerażeniem,
- A w przerażeniu takim wielkim żarem,
- Że mię ukochał i nazwał – Kiejzarem.
[edytuj] XIV
- Dziś tam głęboki sen w tej puszczy lata!
- A może jeszcze posąg biały leży!
- A może jaka nadistrowa chata
- Mówi powiastkę moją... i nie wierzy!...
- Ani wie, jako na zniszczenie świata
- Posąg zemszczony przysłał mi rycerzy,
- I obaczywszy mnie jako burzę ciemną...
- Duchy gwiażdżące zawiesił nade mną.
[edytuj] XV
- Nie wiedzą ludzie, przez jakie ja tony,
- Przez jakie czyny, przez jakie męczarnie,
- Zebrałem owe duchów milijony,
- Które gdy wezwę, to mię strach ogarnie!
- Bo ze słońc różnych są i z różnej strony...
- Jako girlandy w chmurach i latarnie
- Pokazują się – kiedy sam nie zdołam
- Czynić – a one na pomoc przywołam.
[edytuj] XVI
- Z barbarzyńcami – sam – na uroczyskach
- – Człowiek-duch... pilnie uważałem cuda,
- Które się jawią przy ludów kołyskach,
- A nikną, gdy się szczep na niebie uda:
- Lecz zaszczepienie przy piorunnych błyskach
- Odbyte, a strach w powietrzu i nuda,
- Które panują takim chwilom świata,
- Tworzą – jak pianie kurów u Piłata...
[edytuj] XVII
- Zda się, że ciągle ptaki ranne pieją...
- A pianie smutne jest jak krzyk dziecinny;
- Przedrannym strachem niebiosa ciemnieją,
- Więcej wychodzi gwiazd na błękit siny...
- Ludzie przy ogniach miast swe ręce grzeją
- I przerażeni cichością godziny
- Gotowi zaprzeć się bożego ducha,
- Obzierają się jak zbójce – czy słucha?
[edytuj] XVIII
- Jam to czuł, mimo że krew moja biła
- Jak piorun w żyły, że hełm od niej dzwonił,
- Kita się ogniem czerwonym paliła,
- A młot skry takie jak miesiące ronił;
- Koń gadał... dzida rosła... szabla żyła...
- Wiatry dawały rady... obłok bronił...
- O złym dniu wrzaski ostrzegały krucze...
- O dobrym – złote żurawiane klucze.
[edytuj] XIX
- Przez wszystkie władze ziemskie ostrzegany,
- Wpadłem na ziemię moją nieszczęśliwą;
- Lech nie żył, a lud jego zabijany
- W królewnę patrzał jako w gwiazdę żywą...
- Ona też pancerz złoty, malowany
- Kwiaty różnymi, jak słoneczne dziwo
- Pokazywała w strasznych walk kurzawie,
- Podobna białej Anhelicy – Sławie.
[edytuj] XX
- Koło niej ciągły tabor z żywych ludzi,
- Zbrój czarnych, mieczów, tarcz; nad nią sztandary.
- Ilekroć wieczór mgłami się zbrudzi,
- To jako ptaki nocne albo mary
- Wstają po bagnach Wenedy i Czudzi,
- Żółte Połowce, nadmorskie Tatary,
- I w twarze nasze strzał tysiącem brzęczą:
- A nic gdy biją – straszniejsi, gdy jęczą.
[edytuj] XXI
- Jeszcze pamiętam ten wrzask i to wycie
- Różnych narodów i różnych języków,
- Gdy te ludyszcza przy Wisły korycie
- Przyparłem do fal falą moich szyków,
- Aż mi o jasnym wyprawili świcie
- Najstarszych z wojska swego tysiączników,
- Prosząc o pokój i o ziemi bryłę
- Taką... że ledwo dla nich – na mogiłę.
[edytuj] XXII
- Ja wtedy, pod lwią skórą rudozłotą
- Siedząc na prostej powózce Germanów,
- Rzekłem: niech pierwej dziewczęta rozplotą
- Warkocze – córki najpierwszych Supanów,
- Niech sama Wanda, płaczem i tęsknotą
- Zmiękczona, przyjdzie nam do roztruchanów
- Nalewać wina... Niech ją złotowłosą
- Germany moje na tarczach podniosą.
[edytuj] XXIII
- A gdy przez ludy dzikie okrzykniona
- Królową, z tarczy mosiężnej księżyca
- Zaśpiewa nam pieśń na nowe plemiona
- I nasze dzikie dusze pozachwyca,
- Ja wtenczas drżące otworzę ramiona,
- Aby zleciała w nie jak gołębica
- I wyprosiła usty różanemi:
- Co chce!? niebiosa całe – i pół ziemi?!...
[edytuj] XXIV
- Z tym stary Swityn i Czerczak posłowie
- Odeszli. A mnie jej postać, wprzód senna,
- Zaczęła jaśnieć jako słońce w głowie
- I coraz bardziej jawić się płomienna.
- Więc potem, kiedy ległem na wezgłowie,
- Cała mi w oczach ognista Gehenna
- Błysnęła, ciągle piorunami pruta,
- Ciemna, czerwona parami jak huta.
[edytuj] XXV
- Na piersiach darłem skórzane odzienie,
- Ale do łoża byłem jak przykuty.
- Wtem ona weszła w te straszne płomienie,
- Jak duch tęczami różnymi osnuty;
- Nad nią niby z gwiazd grających pierścienie
- Wiązały jedną pieśń na różne nuty
- – Dzwoniące, cudne! jakieś gwiazdy śliczne!
- Niby powietrzne narzędzia muzyczne.
[edytuj] XXVI
- Słysząc te głosy, z których dziewczyna
- Szła na mnie, z ciała mego wyleciałem.
- A ona w ogniu czerwona i sina,
- Obracająca powietrznym chorałem,
- Jako skrzydłami powietrznymi młyna
- Kręcąc... przywiodła duch – że włosy rwałem;
- Przez wszystkie jęki i tony, i zmiany
- Idący za nią w toń – jak zwariowany.
[edytuj] XXVII
- Jeszcze noc była – a Ja, hełm na głowę
- Włożywszy, wsiadłem na koń... pędzę cwałem.
- Pamiętam szare powietrze perłowe
- I zamek, wieży sterczący kawałem
- Nad Wisłą... gdzie lud tę swoją królowę
- Otoczył ludzkim i ceglanym wałem.
- Tam przeleciawszy, w róg mosiężny dzwonię
- – Grzmię – aż mi wszystkie oderżały konie.
[edytuj] XXVIII
- Wychodzi siwy Swityn, wojewoda,
- Ze snu czerwone przeciera źrenice.
- "Idź" – rzekłem – "bo mi słów wczorajszych szkoda,
- Zanadto ostre pokazałem lice;
- Niech mi królowa wasza, jasna, młoda,
- Naleje czary, podniesie przyłbicę,
- A może łatwo ten rozkaz wykona:
- Pieśń mi zaśpiewać... paść w moje ramiona".
[edytuj] XXIX
- Nic nie rzekł Swityn, lecz mię brzegiem wody
- Prowadził, kędy stał tłum ludu mały.
- Rybacy srebrne trzymali niewody;
- Kilka świec (choć już ranek błyszczał biały)
- Nieśli kapłani, z lutniami Rapsody
- Siedli na zrębie jednej małej skały,
- Pod bladą wierzbą... mgłą ranną okryci.
- Na wzgórzach w zmroku zapalono wici.
[edytuj] XXX
- Na łące dziewy i panny służebne
- Ujrzałem, tam i ów się krzątające.
- Te niosły kwiaty, kadzielnice srebrne,
- Dyjadematów złotych półmiesiące;
- Inne – bławatki do wieńca potrzebne
- Zbierały się w trawach – kolorów tysiące
- Rzucając w srebrne powietrze, w mgły szare,
- Niby wiślanym duchom na ofiarę.
[edytuj] XXXI
- Dawny świat! – Obraz dawny wywoływam!
- Lecz ileż razy różaność przedwschodnia
- I kwiaty, które mgłą okryte zrywam,
- I leśne ptaszki budzące się do dnia,
- I tęcze, których do myśli używam,
- Gdy się zapali mój duch jak pochodnia,
- Przypominały obraz on tak rzewny!...
- Ubranie martwej na łąkach królewny...
- XXXII
- Jak miesiąc była, kiedy z niego zetrze
- Pierwszą pozłotę słońce w dzień jesieni,
- A on się topi w błękitne powietrze
- I lekko swego czoła zarumieni,
- I nad girlandą lasów, gdzie na wietrze
- Drżą liście złote przy liściach z płomieni,
- Pełny – okrągły – blady się przemienia
- W mgłę... jak cudowna twarz srebrnego cienia...
[edytuj] XXXIII
- Taka jej bladość! nieco ku błękitom
- Nachylona już zgonu okropnością,
- Takie ust perły! Wisły Amfitrytom
- Z upiorną niby odśmiechnione złością.
- Zresztą – spokojnie się onym kobietom
- Dawała stroić modrzewiów ciemnością,
- Koroną złotą, wieńcami z bursztynu
- – A strach powiększał trupa w oczach gminu...
[edytuj] XXXIV
- A cóż dopiero! gdy Ja groźne lice
- Odkryłem, z hełmu spójrzałem surowo
- I połamawszy miecza w błyskawicę,
- Cisnąłem jego kawałki nad głową.
- Nade mną ducha mrok i złote świece
- Miecza – nad kitą moją purpurową
- Jak zawierucha olimpijska wstały!
- – Mój duch... na hełmie stanął... w ogniach cały!
[edytuj] XXXV
- Krzyk pierwszy, który z ust wyszedł, zwierzęcy,
- Już niepodobny krzykowi człowieka,
- Zbudził Germanów całe sto tysięcy,
- I szli – jak morze huczące z daleka.
- Stos wystawiłem okropny! książęcy!
- Taki wysoki, że wiślana rzeka,
- Na bladych trupów zatrzymana murze,
- Stanęła – cała jak upiór – w purpurze.
[edytuj] XXXVI
- Lecz pierwej, nim ją oddałem płomieniom.
- O! ileż strasznych słyszała lamentów!
- "O! włosy! nie dam ja waszym pierścieniom
- W ogniu w wiślanych oschnąć dyjamentów!
- Każę podziemnym zamienić się cieniom
- W gmachy, filarów pełne i zakrętów,
- W alabastrowej cię położę trumnie,
- Każę strzec wieków śpiewaczce... kolumnie.
[edytuj] XXXVII
- "Zbalsamowaną... wiecznym zdjętą spaniem,
- Cicho na białych atłasach położę...
- Sam przyjdę... jak lew legnę... i wzdychaniem
- Śmiertelnym twój sen śmiertelny zatrwożę.
- Więc może wstaniesz... i pocałowaniem
- Dasz mi ocknienia światłości i zorze?
- I słuch mi weźmiesz, w tych podziemnych cieniach
- Coś czytająca... wiecznie... na kamieniach?...
[edytuj] XXXVIII
- "W kraju bez słońca, bez gwiazd i księżyca,
- Gdzie wiecznie smętno, posępnie i głucho,
- Ja, rycerz, jako śpiąca nawałnica,
- Z otwartą, szklanną źrenicą i suchą;
- A ty – jak moja smętna czytelnica,
- Perła po perle ton lejąca w ucho,
- Taka wyrazów o pieśni mistrzyni,
- Że pieśń... z tysiąca lat... chwilę uczyni!"
[edytuj] XXXIX
- Tom rzekł, pośmiertne przeczuwając rzeczy
- I głosy. I znów zajęty pożarem,
- Chciałem ją złożyć na gwieździcach z mieczy,
- Upowić krwawym rycerskim sztandarem!
- I z onej ziemi, gdzie ciało kaleczy
- Słońce niewczesnym i nieludzkim skwarem,
- Uciec w Islandów wyspę zamrożoną,
- Ogniami siedmiu wulkanów czerwoną.
[edytuj] XL
- "Tam ja" – krzyknąłem – "gdzieś na lodowiskach
- Założę jako kwiat ujęty w krysztale!
- I przy wulkanów rubinowych błyskach
- Opłomienioną posadzę na skale
- – A sam z dzikimi orły na urwiskach,
- Dzikszy niż burze, straszniejszy niż fale!
- Gdy góry będą swoje ognie zionąć,
- Mrozom się dam zgryźć... i ogniom pochłonąć!"
[edytuj] XLI
- Tak mój duch w kształty się piramidalne
- Wyrzucał, dawną tryskając naturą;
- Tak nowe ciała łańcuchy fatalne
- Targał... i piorun zawsze miał pod chmurą.
- – Potem więc roki się zebrały walne
- I mnie okryły Lechową purpurą.
- Lud cały strachem ohydnie znikczemniał;
- Jam siadł na tronie, zmroczył się i ściemniał.
[edytuj] XLII
- I któż by to śmiał w księgi ludzkie włożyć
- Dla sławy marnej, a nie dla spowiedzi?
- – Postanowiłem niebiosa zatrwożyć,
- Uderzyć w niebo tak jak w tarczę miedzi.
- Zbrodniami przedrzeć błękit i otworzyć,
- I kolumnami praw, na których siedzi
- Anioł żywota, zatrząść tak z posady,
- Aż się pokaże Bóg w niebiosach – blady...
[edytuj] XLIII
- A nie Bóg nad tą żywota fortecą
- Zgwałconą twarzy pokaże? to przecie
- Komety złote na niebie przylecą
- I bliżej oblicz ukażą na świecie,
- Nad zamkiem swoje ogony zaniecą
- Ja widma – jedno – i drugie – i trzecie...
- Jeśli nie zlęknę się, a krew mię splami...
- Kto wie!?... jak słońca przyjdą tysiącami!
[edytuj] XLIV
- Niebiosa pełne widziadeł i twarzy
- Słonecznych! może z krwawymi oczyma!
- – A tu koło mnie powietrze cmentarzy
- I ciągła burza, wiatr, ognie i zima,
- Wichry skrwawione, głos trupów z kościarzy,
- Słońce poblednie, księżyc się zatrzyma?
- Gwiazda zajęczy jaka lub zaszczeka?
- Wszystko pokaże... że dba o człowieka!...
[edytuj] XLV
- "Jeśli nie" – rzekłem – "jeśli z tym motłochem
- Postąpię sobie jak król zwariowany,
- A żywot jak wąż schowa się pod lochem,
- Jak gdyby nie czuł w sobie żadnej rany,
- To ludzie są proch! i ja jestem prochem,
- Na jeden tu dzień jak miecz ukowany!
- A tym straszniejszy – że go własne siły,
- Nie duchów ręce z ziemi wyrzuciły".
[edytuj] XLVI
- Zaledwo ta myśl poczęła się we mnie,
- Wzrok zaraz wydał ją... jasny... i suchy...
- Wchodzący w myśli ludzkie potajemnie.
- Aby tam widział w kościach, czy są duchy?
- Więc naprzód Czerczak, u nóg mi nikczemnie
- Prosząc o łeb, pod katów obuchy
- Poszedł, a zanim jacyś dwaj prorocy,
- Których dziś... krwawe łby... widuję w nocy..
[edytuj] XLVII
- Za wojewodą cały dwór i sługi
- Posłałem... niby z nim będące w zmowach.
- I z wież patrzałem na ten łańcuch długi
- Idący na śmierć z świecami, w okowach.
- A niebios!... niebios błękitne framugi,
- Jakby o zdjętych nie wiedziały głowach,
- Patrzały na to ciche – obojętne!
- Mnie się wszelako zdawało, że smętne!
[edytuj] XLVIII
- Ogromny szereg tych wymordowanych
- Poszedł. Myślałem, że duchy zobaczę
- Gdzieś do łabędzi podobne rumianych,
- Od których jęczy powietrze i płacze;
- Albo że ze ścian, ogniem zapisanych,
- Wyjdą pająki z ognia... straszne tkacze!
- Na ściennych ogniach się swych zakołyszą
- I wyrok jakiś ognisty napiszą!
[edytuj] XLIX
- Myślałem, że me noce niespokojne,
- A dnie, jak noce bez gwiazd, będą czarne;
- W ciemnościach jęki albo chrzęsty zbrojne,
- Tchnienia na czoło chłodne albo parne!
- – I nic!... Ten straszny duch, któremu wojnę
- Wydałem, dziecko zostawił bezkarne;
- A ja podniosłem pierś dumną i twardą,
- Gotów do końca walczyć z bożą wzgardą...
[edytuj] L
- Przez dawne oczy to ohydne
- Pierwszego ducha dzieło z czasów onych...
- Gdy stepy, całe dziś w mogiłach widne,
- Wzięły u ludu nazwisko Czerwonych...
- Wtenczas ujrzano mię, że w ciele brzydnę
- I biorę postać duchów utrapionych.
- Ludzie myśleli, że mi gniją trzewa,
- A jam był senny jak wąż, gdy poziewa.
[edytuj] LI
- Czasami z góry.. na kolec blaszany
- Wieżycy wstąpię... i tak jako owce
- Najpierwsze państwa karacze, supany,
- Każę prowadzić przez różne manowce.
- Tam je kładziono w skrwawione kurhany,
- Na stos znoszono chwast, czarne jałowce,
- A ja, bywało, z góry, jak sęp dziki,
- Widzę te w ogniach ruchome mrówniki.
[edytuj] LII
- Dziesięć czasami gwiazd i słońc czerwono
- Zagore... dziesięć wrzasków razem słyszę;
- I nie podnosi mi się duchem łono
- Ani się serce strachem zakołysze...
- Jako Lucyfer z błyskotną koroną
- Stoję...a zbrodni mojej towarzysze
- Na większą niż te wszystkie okropności
- Patrzą – na mą twarz śmiertelnej bladości.
[edytuj] LIII
- Dziwią się wszyscy, że jak pies nie szczekam,
- Jak lew nie ryczę, jak człowiek nie zgrzytam;
- Nie wiedzą, że ja, duch natchnięty, czekam
- Gwiazd, deszczów krwawych; i znów za miecz
- I znowu cały świat na siebie wściekam!
- I znów się niebios zamroczonych pytam:
- Czy mieczem, który w łono ludzkie wrażam,
- Która tam władzę niebieską przerażam?
[edytuj] LIV
- Co tylko mocy ten mózg napięty,
- Tom ja na męki wynalazek użył.
- Stosy, na Wiśle spękane okręty,
- Kołowrót, który ciał długość przedłużył...
- Wszystko w męczeństwie ten kraj niepojęty
- Swą cierpliwością wytrzymał i zużył!
- A niebo wszystko to cierpliwie zniosło,
- Póki kruszyłem duchom: łódź i wiosło...
[edytuj] LV
- Poszedłem dalej... i w męki wyborze
- Już nic nie mogąc straszniejszego stworzyć,
- Zacząłem łamać większe prawa boże,
- Myśląc naturę samą upokorzyć.
- Matkę mi z lasu stawiono na dworze...
- A ja zamiast się u nóg jej położyć,
- U tej w łachmanach podartej orlicy
- – Ciała użyłem za knot smolnej świecy...
[edytuj] LVI
- Rzekłem ludowi, że mnie czarowała,
- Że serce jadła, że żony mi truła.
- Z włosem palącym się jak ptak latała
- I zgasła. Wtenczas twarz mi się popsuła
- I pokazała zielonością ciała,
- Że się duchowi memu szata pruła;
- On jednak w ciele nie wiedział o sobie,
- W letargu niby i w czarnej chorobie.
[edytuj] LVII
- Raz tylko byłem tak na siebie śmiały,
- Że się przejrzałem, w tarczy patrząc lice;
- A byłem cały jako trup sczerniały,
- Który stoletnią miał w ziemi trumnicę,
- A już robaki z niej pouciekały,
- Bojąc się oczu jasnych jak gromnice;
- I czerwonymi przerażone łzami
- Trupa... i kości spróchniałych ogniami.
[edytuj] LVIII
- Lecz co dziwniejsze, że tak próchniejący,
- Taki upadły i taki zużyty,
- Czasem się czułem jak anioł gorący,
- Gotów ukochać świat i nieść w błękity
- Tę ziemię, jako anioł wzlatujący
- Z pieśnią... co była jako szklanne zgrzyty
- Harmonik... i szła w ton coraz boleśniej,
- Aż upadała w śmiech – w szaleństwo pieśni!...
[edytuj] LIX
- Gdy mię, bywało, taki czar omami,
- A stoję, ręce wyłamawszy z ramion,
- Choć tylko piana toczy się ze łzami,
- A usta milczą – to mój duch omamion
- Wszystkimi, zda się, kręci księżycami,
- A gwiazdy na kształt muzykalnych znamion
- Chwyta... i w głosach to ziemskich wyraża:
- Tworząc już nie Pieśń Sen, lecz Pieśń Mocarza.
[edytuj] LX
- Jeden był tylko przy mnie giermek mały,
- Jeden był tylko i ta pieśń go struła.
- Głosy okropne w niego wlatywały,
- Kości roztrzęsły... pierś mu się popsuła.
- Chodził i przez sen gadał, i drżał cały
- Jak instrumentu cedrowa szkatuła,
- Która muzykant napełnił przelotem
- Tonów... i zamkną napełnioną grzmotem.
[edytuj] LXI
- A tymczasem mię wielki Pan niebieski
- Ubierał w grozę i w powagę strachu.
- A strach była jakiś ciemny i królewski,
- Który napełnił wszystkie kąty gmachu.
- Pod stopą moją suche komnat deski
- Grzmiały jak trumny. – O komnat zapachu
- Gadał po wioskach z trwogą lud ciekawy,
- Że był zaduszny, tajemny i krwawy.
[edytuj] LXII
- Na świecie o mnie śniono. – Śród czeladzi
- W podziemnych kuchniach gadano, żem blady
- Jak miesiąc, gdy się przejrzy w krwawej kadzi,
- W której pływają gniazdem wężo-gady;
- Że gniazda złota jakaś mię prowadzi
- – (Purpurowe tu tłoczono ślady)
- W ciemny kraj, gdzie się wszelka dusza wściekła,
- Na króla duchów czerwonych – do piekła.
[edytuj] LXIII
- A co dziwniejsza... że mię ukochano
- Za siłę – i za strach – i za męczarnie.
- Gdym wyszedł... lud giął przede mną kolano,
- Lud owiec, który się k' pasterzom garnie!
- Przed twarzą moja straszliwą klękano,
- Widząc dwa skrzydła hełmu jak latarnie,
- I między nimi w śrzodku zawieszoną
- Tę twarz jak lampę trupią i zieloną.
[edytuj] LXIV
- W powiekach rubin i błysk dziwny gore;
- Powieki nożem zdają się rozcięte;
- A przez czerwoną, rubinową korę
- Patrzy duch... widmo przeszłości przeklęte!
- Przez jakież, Panie! męki i pokorę,
- Przez jakież ciała z krzyża zdjęte
- Musiałem ścierać strach z mojego czoła?!
- Z oczu wydzierać ciemną skrę anioła?!
[edytuj] LXV
- Żem wyzwał słońca twoje i księżyce,
- I meteorów ogniska, i burze
- I przeciw gniewom twoim niósł przyłbicę,
- Żem chciał zobaczyć, sługa – komu służę?
- – Żem chciał zobaczyć, Panie! twoje lice,
- Cztery pioruny twoje... świata stróże...
- Wszystkie potęgi twoje o świat drżące,
- I wszystkie słońca, i wszystkie miesiące,
[edytuj] LXVI
- Tyś mną pogardził, Panie! i ominął,
- I do straszliwej śmierci doprowadził.
- – Swityn żył jeszcze. Starzec sławą słynął,
- Bił wrogi moje, winy moje gładził,
- Granicę mego królestwa rozwinął,
- Na dwu srebrzystych morzach mię posadził;
- Stary – a miecza do pochwy nie chował.
- Jam go jak ojca kochał – i szanował...
[edytuj] LXVII
- Pamiętam... biła północna godzina
- O konstelacja Łabędź, jak krzyż złoty
- Nad wieżą, gdziem był, leciała... jedyna
- Sufitów próżnych lampa śród ciemnoty.
- Wtem myśl ohydna o śmierci Swityna
- W serdeczne moje wstąpiła zgryzoty
- Z taką potęgą!... żem wnet ku niej dłoni
- Podał, jak dziecko uśmiechnął się do niej...
[edytuj] LXVIII
- Potem ją chciałem zmazać, ale ona
- Już jako pani mego serca była...
- "Sprobuj" – wołała – "jeżeli ten skona...
- A żadna zorza by nie zaświeciła?
- A żadna gwiazda z tych gwiazd przerażona
- Nie przyleciała? Krwi się nie napiła?...
- To wtenczas będziesz spokojny o ducha:
- Ziemia proch! – człek z niej jak wulkan wybucha.
[edytuj] LXIX
- "Płomieniom wolno chodzić po dolinach
- I błyskawicom wolno bić w cnotliwe.
- Za myślą twoją idź – nie myśl o czynach!
- Próbuj, czy niebo martwe jest, czy żywe?"
- Tak mi ktoś szeptał. – Gdyby w stu Switynach
- Stu ojców moich własnych głowy siwe
- Patrzały na mnie z grobu jego wzrokiem,
- Nie byłbym cofnął się przed krwi potokiem.
[edytuj] LXX
- Wysłałem katy... lecz myśl, gdy się kwieci,
- W coraz straszniejsze rozwija się drzewo.
- Posłałem drugie... dwór – żonę – i dzieci
- Wyciąć. – Był ciemny dzień i grad z ulewą.
- Czasami słońce ponuro zaświeci
- I gradem złotym jak zwichrzoną plewą
- O pancerz chłośnie i z kitą się zetrze
- – Bom stał... czekając tych katów – na wietrze.
[edytuj] LXXI
- U progu mego żebractwo się szare
- Skupiło. Patrzą... król na progu stoi.
- Przez deszczu struny widzą jakąś marę
- Jęczącą gradem bijącym po zbroi.
- – Wtem wyszło do mnie suche widmo stare..
- Żebrak.. i blisko stanąwszy podwoi,
- Jak posąg, który wiecznym być zaczyna,
- Skościał... i podał mi list od Swityna...
[edytuj] Pieśń III
[edytuj] I
- Na dworach wówczas nasze wojewody
- Trzymali sobie nadwornych gęślarzy.
- Ci byli jako rycerstwa rapsody,
- Zazwyczaj mądrzy, ślepi już i starzy.
- Jako pancerze srebrne, długie brody
- Na piersiach mieli, a słoneczność w twarzy.
- Liry nosili małe, ale sławne,
- W koral lub w srebro, lub bursztyn oprawne.
[edytuj] II
- W ręku trzymali niby pastorały
- Długie, wierzbowe, ostrugane kije.
- Tymi – bywało – chłopczyków chorały
- Pędzą – i wiodą takt przez harmonije;
- A kiedy w górę kij podniosą biały,
- Wtenczas z choralnej pieśni piorun bije;
- A kiedy spuszczą na dół berło dziada,
- To na kolana pieśń jak anioła pada.
[edytuj] III
- O takim kiju, z lireczką u pasa,
- Stał stary rapsod Swityna u proga.
- Na płaszczu – pomnę – była różna krasa
- I łaty różne; – zda się, że płaszcz z Boga,
- Na którym zorza w błękitach dogasa
- I różne światła płoną. – Jego noga
- Bosa, dziś świeci przed mymi oczyma.
- W obowiązkach, srebrna, jak muszla pielgrzyma.
[edytuj] IV
- Tak z wysławioną na przód noga bosą,
- Podróżny żuraw, na białym kosturze
- Oparty, z twarzą jasną, srebrno-włosą,
- Stał w płaszczu starym, jak w błękitnej chmurze,
- I list podawał. – Iryda za kosą
- Wlekąca tęczę, gwiaździce i róże
- Nie jest mi piękną tak... gdy z niebios spada...
- Jak to wspomnienie dawne – tego dziada!
[edytuj] V
- O! złote serce śpiewaka i sługi,
- Tak po męczeńsku cierpiące dla pana!
- Miej grób! którego nie rozorzą pługi,
- Do zaklętego podobny kurhana;
- Wiecznie tu wstawaj w pieśni! i wiek długi
- (Aż znowu ta pieśń będzie zapomniana)
- Przykładem ludzi do miłości znęcaj!
- Śpiewaj! – a liry też czasem pokręcaj!
[edytuj] VI
- Niech mi przypomni czary tobie znane
- I słowa dobre na serc otwieranie,
- Porządne, ważne i uszykowane
- Rzędem, jak dźwięku anioły w organie;
- A przebacz mi już tę okropną ranę
- I to straszliwe nóg przyćwiekowanie,
- Któreć odjęło to – coć najboleśniej!
- Twój najpiękniejszy czar – wędrowność pieśni!
[edytuj] VII
- On mi podawał list – a ja na nodze
- Jego oparłem miecz żelazny, krzywy,
- I czułem, że mu między kości wchodzę;
- A on stał – jak Bóg wielki – bo cierpliwy!
- Mieczem przygwożdżon w kamiennej podłodze,
- Którą czerwienił krwawy koral żywy...
- Stał... obwinięty ów żebrak w błękicie...
- I tak się na mnie patrzał, jak na dziecię.
[edytuj] VIII
- A ja, nie zdjąwszy miecza z jego rany,
- Owszem, głębiej go zapędzając w koście,
- Czytałem słowa, które jak szatany
- Paliły mi mózg i gryzły wnętrznoście.
- Ten list! na sercu moim zapisany,
- Nad wszystkie ducha mego okropnoście
- Głębiej swe zarzuty wykował!
- Bo mną ten człowiek gardził – choć miłował...
[edytuj] IX
- "Kacie ojczyzny mojej – i tyranie!
- Mój królu wczora! (pisał Swityn stary),
- Na dobrowolne poszedłem wygnanie,
- Abyś przez mój zgon nie dopełnił miary...
- Ty mię wyganiasz... a ja, o mój panie!
- Żołnierzy wszystkich serca i sztandary
- Zostawiam tobie – sam znikam bez wieści
- – Sam nic nie biorę z sobą – prócz boleści...
[edytuj] X
- "A byłbym chętnie dał głowę strudzoną
- Pod miecz twój; chętnie w ręce twoje złożył
- Tę głowę ściętą ale uśmiechnioną,
- Której Bóg nigdy śmiercią nie zatrwożył,
- Gdybyś ty jeszcze miał człowieka łono
- O nad kościami ludzi się nie srożył,
- Gardząc miłości ostatnim spojrzeniem,
- Mszcząc się nad kością – jak pies nad kamieniem.
[edytuj] XI
- "Aniołowie mię dziś ostrzegli złoci
- We śnie – twój sam duch stanął pod kotarą,
- Tak jak pochodnia świecąca w wilgoci,
- Cały oświecon ogniami i parą.
- Tyś mię sam ostrzegł!... a to nie z dobroci,
- Ale żeś taką dziś stał się poczwarą,
- Że słychać ciebie – i czuć – choć z daleka...
- Kiedy pomyślisz o śmierci człowieka...
[edytuj] XII
- "Duch litośniejszy twój jest ci za szpiega,
- On naprzód zgniłe twe serce wypyta,
- A potem chodzi i ludzi ostrzega;
- Gdy twoje ciało śpi – a ząb twój zgrzyta,
- Duch twój wychodzi i po kraju biega,
- I targa włosy – jęczy jak kobieta...
- Ty, zmordowany jego lamentami,
- Wstajesz nie wiedząc, żeś płakał nad nami...
[edytuj] XIII
- "Jakiś cię anioł okropny odmienił
- I przysłał dzieło wypełnić straszliwe,
- Lud rozhartował – a ciebie skamienił,
- I kazał ludy orać jako niwę
- – Abyś co? – wiatry wiejące spłomienił
- Duchami, które wyszły z ciał – a żywe
- Wkrótce w anielskiej zjawią się ozdobie
- Jak wiatr na ciebie – i przeciwko tobie!...
[edytuj] XIV
- "Miej więc dzień jeszcze ten jeden w zarządzie
- Siłę, która jest w mieczu i toporze...
- Ja ciebie czekam na ostatnim sądzie
- Z tym listem... który w mogiłę położę!
- Czekam za światem ciebie! na wylądzie
- Brzegu, o który grzmi ogniste morze
- – Krwią twoją jasne i zafarbowane...
- Czekam! – z tym listem przeciw tobie stanę!...
[edytuj] XV
- "Tu ci nie błyśnie więcej moje lice.
- Choć niedaleko lecę... żuraw szary.
- Pobytu mego mają tajemnicę
- Ja tylko – mój koń – i mój rapsod stary.
- Prędzej byś zgonił letnią błyskawicę
- Niż mego konia. – Człowieka zaś wiary
- (Jeśli cię starość i pieśń pełna wdzięku
- Nie skruszą) spróbuj, królu – masz go w ręku!"
[edytuj] XVI
- Taki był straszny starego Swityna
- List... ja w nim groźbę jęczącą słyszałem
- I opór ducha, który się zaczyna
- Od jęku tylko... a staje się ciałem.
- Więc jak skrzydlata skoczyłem gadzina
- Z całą wściekłością! z całym ducha szałem!
- Choćby królestwo całe przyszło ruszyć!
- Wszystko!... a złamać harfiarza – lub skruszyć!
[edytuj] XVII
- Stary był... pomnę.. Zorian się nazywał.
- Gdy go palono, cichszy od owieczki
- Na lirze sobie czasami podgrywał
- I szedł przez ogień z uśmiechem piosneczki.
- Ani klątw rzucał – ani wydobywał
- Głosu wielkiego z maleńkiej lireczki
- – Głaskał ją tylko (wyjaśniwszy lice),
- Niby zlęknioną, białą gołębicę.
[edytuj] XVIII
- Zdawał się mówić i twarzą, i ręką,
- Jakby nad brzegiem szemrzącego zdroja:
- "Nie bój się, liro! bo śmierć nie jest męką!
- Ani się lękaj cielesnego zdroja!...
- Nie bój się, moja maleńka lirenko,
- Nie bój się, siostro! nie bój, córko moja!
- – A na cóż by to nasza mądrość była,
- Gdyby przed śmiercią skonać nie uczyła?
- XIX
- "Przyjmowano cię po domach i chatach,
- Pókiś ty ze mną była wędrownicą.
- Bądźże dziś wdzięczna – a nie płacz przy katach,
- Bo się ucieszą i ton twój pochwycą.
- Czekaj – wstaniemy oboje po latach,
- Gdy błysną łuki z tęcz nad okolicą!...
- Wstaniemy razem z wielką jaką zgrają
- Harfiarzy, co jak anioły śpiewają!
[edytuj] XX
- "Czekajże, liro!... śpij!... Błogosławiona
- Ta błyskawica jasna i rumiana!"
- Tu, wzięty w złote ogniste ramiona,
- Zniknął. – A mój duch uczuł wtenczas Pana.
- Czeluść okropna mych ust otworzona,
- Suchość i jakaś pożarność gardlana...
- Pierś, która wiatru w się więcej nie bierze,
- Ostrzegły – że już do piekła należę...
[edytuj] XXI
- Dysząc na konia siadłem... od popiołów,
- Które pożarły pieśń, obsypan... w szale.
- A tłum siepaczy, jakby archaniołów,
- Ubrany w złoto, w bursztyn, w miedź i w stale,
- W skrzydła – w moc wielka tortur, gwoździ, kołów
- Zaopatrzony... za mną w Wisły fale
- Rzucił się, gotów mordować do końca.
- Wszyscy na koniach jaśniejszych od słońca.
- XXII
- Ja przodem. – W czerep czarny, ołowiany
- Ukrywszy głowę moją jak w kapturze
- – (Bom w sobie uczuł wstyd nieopisany,
- Twarz mieć jak gryszpan, wzrok jak ogień w chmurze),
- Przypadłem w zamek jeden nadwiślany,
- Który zastałem cały już w purpurze
- – Że trupy swoje wyrzezane chował.
- Duch mój przede mną tam był – i mordował.
[edytuj] XXIII
- I przestraszyłem się – bo mi z pamięci
- Wczora wydane rozkazy wypadły.
- Katowie stali wszyscy trwogą zdjęci,
- Stali bladymi przede mną widziadły;
- Jam wrzeszczał: – "Kto tu prędzej niż me chęci?
- Niż myśli moje? kto srożej zajadły
- Na krew Swityna niż ja, wpadł w pokoje?
- Kto tu wypełnił – jak Bóg – myśli moje?
[edytuj] XXIV
- "Duchowi memu to przypisać muszę,
- Bo ziemia nie ma takich rozbójników!
- Zmiękczyłyby ich te dzieciątek dusze,
- Ta wyspa pełna wierzb, olch i słowików;
- Te sionki z cedru... które głosem ruszę
- – A one pełne ech, jęków i krzyków,
- Swityna głosem brzmią na każdym piętrze,
- Jakby starego instrumentu wnętrze...
[edytuj] XXV
- "Ja jeden – który do szaleństwa skłonność
- Mam – wpadłem tutaj o jutrzenki świtach;
- Ani sal cisza, ani belek wonność,
- Ani pieśń rodu śpiewana w sufitach,
- Ani mię zemsty nieudolnej płonność,
- Ani szatan tu, ani Bóg w błękitach
- Nie zatrzymali. – Nic nie ma na niebie!
- Ja sam, jak Pan Bóg, będę sądził siebie!"
[edytuj] XXVI
- To mówiąc kostur wraziłem okuty
- W ścianę i rzekłem do moich oprawców:
- "Tę noc na ucztę; jutro dzień pokuty
- Dla mnie i dal was, zbrodni wykonawców".
- Tu zamek cały błysnął na kształt huty
- Ognisk czerwienią... a ja, tych bladawców
- Zbrodniami bladych otoczony wieńcem,
- Siadłem – trup jasny pijaka rumieńcem.
[edytuj] XXVII
- I ucztowaliśmy w zamku wygodnie;
- Swityna własne nam służyły misy,
- Stągwie, kobierce, czary i pochodnie,
- I krwią cuchnące wonnych ław cyprysy.
- Czary nam do rąk podawały Zbrodnie
- – Widma... w płaszczach z krwi, z zielonymi rysy,
- Stojące z boku upiory czerwone,
- Wyraźne... a gdyś spojrzał wprost – zniknione.
[edytuj] XXVIII
- A wtem przyleciał giermek zadyszany
- I te wyrazy z ust wyrzucił skore:
- "Panie! Ogromny znak jest ukazany!
- Na niebie miotła płomienista gore".
- – Jam zbladł: i kostur wyrwany ze ściany,
- (Sądząc, że widzę ducha albo zmorę,
- Która mi wróżbę nieszczęśliwą szczeka),
- Na wskróś przeszyłam pierś tego człowieka.
[edytuj] XXIX
- A sam wybiegłem na ganek odkryty,
- Z którego widok szedł po okolicy
- Na drżące wielą gwiazdami błękity,
- Poddane jednej ogromnej gwiaździcy...
- Ta, jako wielki miecz z pochew dobyty,
- Karbunkuł miała czerwony w głowicy,
- A ten się błyskał i mienił na zarzy
- Jak oko w ducha niewidzialnej twarzy.
[edytuj] XXX
- Wtenczas... w tej gwieździe oczyma usiadłem
- O mocowałem się z nią jak z szatanem;
- Truciznami ją serdecznymi jadłem,
- Trawiłem jadów duchowych gryszpanem.
- Więc czasem ona – a czasem ja bladłem...
- Ażem nareszcie padł, jednym kolanem
- Przyklękły... dysząc... przejasnymi świty
- Jak rycerz w szrankach dzidą w pierś przebity.
[edytuj] XXXI
- I obaczyłem w gwieździe niby znamię
- Ognistsze... powiek mgnięcie i błysk oka:
- Wtenczas uczułem, że mi ducha łamie
- Na wieki jakaś moc – straszna – głęboka.
- Więc obróciwszy ku ludziom przez ramię
- Twarzy – i palcem ognistego smoka
- (Który w niebiosach wił jasnym ogonem)
- Wskazując, rzekłem: "Przyszła z moim zgonem
[edytuj] XXXII
- Kometa". – I tu, coraz bardziej blady
- I mieszając się już, rzekłem ponuro:
- "Świat zwyciężyłem! i oto są ślady,
- Żem duch mający moc – nad tą naturą!
- Gwiazdy tę gwiazdę wysłały na zwiady,
- Czym żyw? czy jeszcze okryty purpurą
- Czynię rzecz króla, człowieka i zboja?
- Niebo się zlękło o świat. – To śmierć moja.
[edytuj] XXXIII
- "Idźcie... Już więcej nie jesteście sługi
- Mojej wściekłości, lecz rycerze twardzi.
- Kupiłem naród krwią... i nad jej strugi
- Podniosłem ducha, który śmiercią gardzi.
- Niejeden sobie wieśniak wieczór długi
- Umili pieśnią – i tym się rozhardzi,
- Że będzie o swych ojcach przypominał,
- Jak śmiało na śmierć szli – gdy król wyrzynał!
[edytuj] XXXIV
- "Co do mnie?... jam jest bicz okropny, boży,
- I będę cierpiał, co mi przeznaczono.
- Za chwilę jednę otchłań się otworzy!
- Piorun rozerwie moje wielkie łono!
- Wściekłoście... jak psy spuszczone z obroży,
- Żądze... jak słońca ogniste rozpłoną!
- Ogromne ze mnie na wiatr pójdą cienie,
- Wszechmiłość zmyta w krwi – i wszechcierpienie!
[edytuj] XXXV
- "Duch mój odpowie. Lecz wy jak dzieciątka,
- Jak białych jagniąt jesteście gromada.
- Wszystko, com czynił, szło z jednego wątka,
- I cały ciężar zbrodni na mnie spada.
- W kurhanach tylko zastanie pamiątka
- I w pieśni długiej wędrownego dziada,
- Żem żył. – Chwasty mi porosną na grobie...
- Inny was anioł rozmiłuje w sobie...
[edytuj] XXXVI
- "Ale po latach!..." Chciałem mówić więcej,
- Wtem się zaczęła kości targanina.
- Przez ołowiany kaptur sto tysięcy
- Szło iskier... topniał na mnie drut i cyna.
- Chciałem zachować dumny kształt książęcy,
- Lecz tak pękałem się jak w ogniu glina.
- Oczy się chmurą zasłoniły czarną,
- I duch się cały skupił w jedno ziarno.
[edytuj] XXXVII
- Nic więcej. – Straszne zaćmienie i głusza!
- Na sercu ręki bożej położenie;
- Docisk ostatni – pod którym się dusza
- Pękała w skazy, a wzrok szedł w sumienie.
- Więc jako robak, co się w ogniu rusza,
- Tak ona – póki w ustach było tchnienie
- – Leżała na dnie swej serdecznej plamy...
- Aż Bóg otworzył jej – wieczności bramy.
[edytuj] XXXVIII
- Taki był koniec mojego żywota,
- Śpiewany długo w kraju przez rapsodów,
- Którzy nie doszli, w czym była istota
- Czynów? w czym wyższość od rzymskich Herodów?
- Nade mną była myśl słoneczna, złota,
- Do niej moc ciemnych, okrwawionych wschodów
- Wiodła mię prosto w złotych celów progi:
- Jam szedł... jak rycerz... krwawo – i bez trwogi.
[edytuj] XXXIX
- Życie dźwięczało w każdej ducha strunie,
- Moc słychać było w każdym moim kroku;
- Choć być na takiej drodze? – lepiej w trunie!
- Choć z myślą taką? – lepiej z włócznią w boku!
- Prędzej czy później – deszcz piorunów lunie
- Na orła, który słońce miał na oku;
- Na mnie – żurawia z wyciągniętą szyją
- W przyszłość – pioruny boże jeszcze biją...
[edytuj] XL
- Ale przeze mnie ta ojczyzna wzrosła,
- Nazwiska nawet przeze mnie dostała;
- I pchnięciem mego skrwawionego wiosła
- Dotychczas idzie: Polska – na ból – skała...
- Fala ją druga nieraz z drogi zniosła
- I duch jej święty poszedł w kwiaty ciała
- Bezwonne, martwe... lecz com ja wycisnął
- Pod krwią... tym zawsze zwyciężył, gdy błysnął!...
[edytuj] XLI
- Śpijże, mój kształcie pierwszy... z ducha zdjęty...
- Świecący w dali jak księżyc na nowiu;
- Upiorny... za krew wylaną przeklęty...
- W koszuli z drutów i w czepcu z ołowiu.
- Klątwa na ciebie! jak na dyjamenty,
- Na bazaltowe kolumny w pustkowiu
- Pierwszej natury – z ducha budowane,
- W ciemność i w chmury, i w piorun ubrane...
[edytuj] XLII
- Lecz ja na tobie nogę postawiłem
- I dalej szedłem; a jużem był boży.
- – Morza się cofną, góry pójdą pyłem
- I świat się komet deszczami zatrwoży,
- Gdy duchem spełnię – co ciałem spełniłem;
- Duch – ukazany w pierwszej świata zorzy...
- Któremu Pan Bóg swych zasłon uchyla,
- A lat tysiące są jak jedna chwila.
[edytuj] Przypisy
- ↑ Obacz w Platonie pełną tajemnic ducha powieść o Herze Armeńczyku na końcu dzieła p.t."Rzeczpospolita".