Dies irae
Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
- Trąba dziwny dźwięk rozsieje,
- ogień skrzepnie, blask ściemnieje,
- w proch powrócą światów dzieje.
- Z drzew wieczności spadną liście na
- Sędziego straszne przyjście,
- by świadectwo dać Psalmiście...
- A ty, psalmisto Pański, nastrój harfę swoją
- już na ostatni ton!
- Grzech krwią czarną duszę plami...
- Bez obrońcy staniem sami –
- któż zlituje się nad nami?
- Kyrie elejson!...
- O Boże! Ty bądź naszą łaską i obroną!
- Kyrie elejson!
- O Głowo, owinięta cierniową koroną,
- gasnącym wieki wieków spojrzyj na nas okiem!
- O spojrzyj na nas z tej głuszy,
- która swym tchnieniem głębokiem
- ogarnia światów bezmiary,
- a którą ty wypełniasz swych bólów ogromem,
- o Głowo, owinięta cierniową koroną.
- Żałobna drogo nieochybnej kary,
- broczącej we łzach i przy jęków wtórze
- w ten pozbawiony końca
- Pańskiego gniewu dzień,
- w którym w pożarach spokojnego słońca
- szatańskim chichotem płoną
- świeże, niezwiędłe róże
- grzechu i winy!
- Na ich purpurze
- osiadł posępny i siny
- tej Konieczności cień,
- z której przepastnej głębiny,
- z łona, pełnego niweczących tchnień,
- nad boskiej woli złomem
- wyrosły zabójcze kwiaty
- w Pańskiego gniewu nieskończony dzień...
- A Ewa jasnowłosa, matka gwiazd i ziemi,
- upaja się ich wonią, schylona nad niemi.
- Kyrie elejson!
- Przez ciebie w proch nicości wracają Twe światy,
- o Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
- Od twego drzewa oderwany liść,
- pędzi duch ludzki i naprzód, i wstecz,
- niby garść kurzu, porwana cyklonem
- przed nim i za nim płomienisty miecz
- iskrzy się ostrzem czerwonem;
- przed nim i za nim wstają z swych cmentarzy
- upiory wieków, naznaczone sromem
- winy i grzechu,
- i klną, i bluźnią, i płaczą,
- jęczą i syczą, i dyszą
- nieustającą rozpaczą,
- od szaleńczego zamierają śmiechu
- w ten Pańskich gniewów nieskończony dzień...
- O Głowo, owinięta cierniową koroną,
- Ty, co rozpierasz swej męki ogromem
- pierś Konieczności! O Głowo,
- której źrenice, jako dwie pochodnie
- dogasające, płoną
- nad krętą, pustą, nieskończoną drogą
- i gasną, gasną, a zgasnąć nie mogą,
- zawrzyj, swe oczy nad nami,
- nie patrz na boleść i zbrodnię!...
- Jedno jest tylko w przestworzach widomem,
- jedno w zachodniej płomienieje zorzy
- nad płomiennymi falami
- wiekuistego Żywota
- i nigdy w ciemnię grobu się nie złoży,
- i nigdy ciężkich stóp swych nie poruszy,
- by iść i iść, i iść
- poza granice duszy –
- jedno jest tylko Jednem,
- grzmiącym miedzianą surmą archanioła
- ponad pokoleń pokoleniem biednem
- w Pańskiego gniewu nieskończony dzień
- wielki, wszechmocny Ból.
- O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
- Niech łaska Twoja winy nam odpuści...
- A ty swe skronie tul
- do zimnych opok, do strzaskanych grani,
- do sterczących smutnie nad gardłem czeluści,
- i płacz...
- Surma jęczy, surma woła!
- Giną w chmurach wirchów czoła;
- wałem mżących mgieł dokoła
- nieznany oddech miota,
- jakieś potworne, dzikie kształty tworzy
- i po dolinach rozpędza ich stada,
- i znów je skupia w przepastnej otchłani,
- i ku niebiosom wyrzuca ich kłąb,
- i w jakieś czarne rozsnuwa całuny
- ten niewidzialny, dreszcz budzący Tkacz,
- i ciężką, mokrą tą przędzą pokrywa
- wszystko, co jest...
- O biada!...
- Biada!... Pierś światów, przed chwilą tak żywa,
- kona pod strasznym ciężarem...
- Olbrzymy świerków padają strzaskane;
- las się położył na skalisty zrąb;
- węże kosówek, wyprężywszy ciała
- w kurczach śmiertelnych, drętwieją bezwładne;
- wrzos na granitów podścielisku szarem
- spełznął na wieki;
- kozice stromą oblepiły ścianę
- i patrząc trwożnie w bezmierny, daleki,
- w ten nieskończony chaos mgieł i cieni,
- runęły w żlebny grób...
- Rozkrzyżuj silne ramiona
- i paznokciami wpij się w twardy głaz,
- i odwróć oczy od onej przestrzeni,
- w której rozsadza horyzontów krańce
- ta Głowa, w cierń uwieńczona!
- Nie patrz, gdzie siadła jasnowłosa Ewa,
- wygnana z raju na wieczysty czas,
- mająca zbrodnię u swych białych stóp,
- wieczyście żarta płomienistą żądzą
- winy i grzechu...
- O duszo, pełna miłości,
- a którą nieustanne szarpią niepokoje!
- Pańskiego gniewu zwalił się już dzień!
- Trombita Sądu nad tobą rozbrzmiewa
- piorunną mocą archanielskich tchnień
- w Pańskiego gniewu nieskończony dzień...
- Niechaj mnie sądzą,
- niechaj mnie karzą –
- tak, mnie, Adama, com na barki swoje
- zabrał z Ogrodu to nadludzkie brzemię
- przygniatającej winy
- i wieki wieków pnę się z tym ciężarem
- ku wiekuistej wyży,
- i zbladłą nie śmiem odwrócić się twarzą
- tam, ku tym zmrokom, co zaległy ziemię,
- tam, ku piekielnej przełęczy,
- na której siadła jasnowłosa Ewa
- z padalcem grzechu u swych białych stóp...
- Miliardy krzyży,
- opromienione okręgami tęczy,
- z padolnych Styksów powstają głębiny
- w Pańskiego gniewu nieskończony dzień
- i rosną, rosną w jakiś straszny las,
- co wierzchołkami swych bolesnych drzew
- przeszywa wszystkie mgły
- i wszystkie blaski, które lśnią nad mgłami,
- wypływające z Wszechmocy Istnienia.
- O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
- Twojego gniewu nadszedł wielki czas,
- głos już zagrzmiał hiobowy,
- niebios walą się posowy,
- z owiniętej cierniem Głowy
- rzeką i morzem płynie ciepła krew,
- w rzekę i morze krwi jej ból się zmienia...
- W świątyni bożej zamilkł święty śpiew,
- już się zasłona rozdarła na dwoje,
- mur się już wali i skała już pęka...
- A krew w tych morzach, w tych czerwonych rzekach,
- ścięła się w ciemny lód...
- Kyrie elejson!
- Ogromna, niesłychana, wiekuista męka,
- z nie przygasłymi oczyma,
- milcząca, cicha i jak zmierzch pobladła,
- na wklęsłych skroniach siadła,
- na wpółotwartych powiekach
- i na wydętych piersiach tych olbrzymich ciał,
- które do krzyży przybiła
- nielitościwa Dłoń...
- W kleszczach je swoich trzyma,
- wpija się w kąty ust,
- ramiona w kabłąk gnie
- dręcząca wieki niezmożona siła
- i jak śmiertelny szał,
- zastygły, skamieniały w godzinie konania,
- swoim ciężarem się wgniata
- w zwiędłe, z przepasek odsłonięte brzuchy
- i biodra spłaszcza, kolana rozsuwa
- i pokrzywione, czarne palce nóg,
- pokrytych siecią fioletowych żył,
- w zamarłych karczach wydłuża...
- O grozo świata!
- O widma, płynące w dal! –
- W ten przestwór ślepy i głuchy,
- w wilgotny, mgławy pył,
- w te ciemne wnętrza bezsłonecznych brył –
- w potworne gmachy nadszczytowych chmur!
- Jeszcze nie zapiał kur,
- a na piekielnej przełęczy,
- nad dnem Styksowych otchłani,
- siedzi pod złomem niebotycznej grani
- pramatka Grzechu, jasnowłosa Ewa,
- z gadziną zdrady u swych białych stóp.
- Kyrie elejson!
- Straszny przed nami otworzyłeś grób...
- I płyną, płyną te milczące krzyże
- razem z ruchomym, wielkim trzęsawiskiem,
- które swą rdzawą kałużą oblewa
- męczeńskie drzewa.
- Wszystko, co było dalekiem i bliskiem,
- co opadało w niedojrzaną głąb
- i w niedojrzane wznosiło się wyże,
- teraz tym wielkim, grząskim bagnem płynie
- w Pańskiego gniewu ostatniej godzinie...
- Kyrie elejson!
- Światy pochłania nieprzebyty muł,
- światy, od bożych odepchnięte bram.
- A spod korzeni jadowitych ziół,
- spod kęp sitowia i trzciny, i traw,
- z rowów, przepadlisk, wądolców i jam,
- pokrytych opałowym szkliwem zgniłych wód,
- zaczyna wypełzywać żmij skłębiony płód
- czarne pijawki, zielone jaszczury
- wiją się naprzód wpław
- i oplatają kręgami śliskiemi
- męczeńskich krzyży smutne miliardy,
- z bagnistej wyrosłe ziemi,
- zapadłe w bagnisty kał...
- I oto głowy swoje, dziwne, ludzkie głowy,
- świecące trupim tłuszczem zżółkłych, łysych czół,
- o szczękach otulonych kłębem czarnych bród,
- kładą na łonach tych pomarłych ciał...
- I skośne, mętne oczy podnoszą do góry
- ku ich schylonym skroniom...
- I biodra opasawszy w lubieżnym uścisku,
- zwilgotniałymi usty
- szepczą im słowa rozpusty...
- O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
- W królestwie Śmierci staje nagi szał.
- W niedoścignionym błysku
- tchnienie żywota przenika
- to, co od wieków zagasło...
- W Pańskiego gniewu ostatniej godzinie
- krew świeża płynie
- z odrywających się od krzyży rąk,
- z odrywających się od krzyży nóg...
- I Głowa, owinięta cierniową koroną,
- ta Głowa, która przestwór wypełnia bezbrzeżny,
- podnosi ciężkie powieki i patrzy...
- Jakaż to orgia dzika!
- Jakiż to chaos mąk!
- Kyrie elejson!
- Idą na się zmartwychwstali,
- ogniem wojny świat się pali,
- tłumy w krwawej brodzą fali!
- Adamie potępiony, zwróć się z strasznych dróg!
- Zawiśnij na swym krzyżu, sterczącym w niebiosa,
- i nie patrz, gdzie w spokoju Ewa jasnowłosa,
- piekielny zająwszy próg,
- do rozpustnego przytula się gada!
- O biada! –
- Idą na się zmartwychwstali –
- w oku mściwy skrzy się gniew,
- rozpaczy kurcz wypręża rozchylone wargi,
- kroplisty pot oblewa policzki zapadłe,
- kudły włosów zlepia gęsta krew.
- Z wyciem hyjen, z rykiem lwów,
- z psów szczekaniem, z rżeniem koni,
- które cugli nie zaznały,
- łkając, jęcząc, grożąc, klnąc,
- poszarpane miecąc skargi,
- pędzi tuman ludzkich żądz.
- Ten upada, ten się broni,
- temu dłoń ścisnęła krtań,
- ten się w swojego brata paznokciami wrył,
- a tamten zęby szczerzy, poszarpawszy ramię,
- a ten olbrzyma ręką pochwycił dwie nogi
- i rozdarł na dwie szczypy tułów Heraklowy,
- i w ciemną rzucił bezdeń, w Sądu straszną noc...
- A z parą szklanych, martwych kul,
- rozsadzających oczodoły,
- biegnie bez końca, bez końca, bez końca,
- gnając przed sobą bratobójczy huf,
- niemy i głuchy Strach...
- Zakryj błędne źrenice, ścigany Adamie!
- Nad tobą tam! u szczytu
- złocistowłosa Ewa!
- Jej grzechu ciężar zgniótł cię, stanąłeś w pół drogi!
- Zakryj błędne źrenice i na wieki wieków
- rzuć się w przepastny żleb!...
- Enoch i Eliasz z proroczymi księgi
- przyszli obwieścić szalonemu światu
- Pańskiego gniewu moc.
- Lecz nim zdołali rozedrzeć swój płaszcz,
- nim głos wytrysnął z przepełnionych łon,
- padli w zamęcie spadających gwiazd,
- zgaśli jak słońca,
- na to wzniecone w przedpoczątkach bytu,
- ażeby zgasły... Amen.
- Szum się wielki stał dokoła,
- kiedy surma archanioła
- na Ostatni Sąd zawoła.
- Głos rozlega się ponury,
- jak grzmot leci złotopióry,
- z dolinami równa góry.
- Drży strwożona światów dusza,
- a on głębie mórz wysusza.
- kości wieków w grobach rusza.
- Gwiazdy z orbit wytrąciła
- archanielskiej trąby siła,
- już rozwarła się mogiła.
- Idą na się zmartwychwstali,
- ogniem buntu świat się pali,
- tłumy w krwawej broczą fali.
- Z wyciem hyjen, z rykiem lwów,
- łkając, jęcząc, grożąc, klnąc,
- pędzi tuman ludzkich żądz...
- A On,
- potężne Łono przepotężnych łon,
- Jasność jasności,
- Zmrok zmroków,
- Łaska łask i gniewów Gniew,
- stanął nad skonem Żywota
- i rękę położywszy na głowie Boleści,
- na niezmierzonej, cierniem opasanej Głowie,
- wypełniającej wszechświatów przestwory,
- rozpoczął Sąd.
- Biją pioruny,
- a nad pioruny idzie Jego zew!
- Ogrom bytu błyskawic wszystkich nie pomieści,
- a Jego światłość złota
- strzela nad pełnię, nad ogniste łuny
- błyskawicowych potoków...
- Czym jestem wobec Ciebie, ja, com z rajskich włości
- zabrał z sobą, wygnaniec, tę łamiącą winę
- i teraz ginę,
- od Wschodu do Zachodu tułacz nieszczęśliwy,
- pod nieuchronnych wyroków
- w początkach dnia i nocy wzniesionym obuchem?!
- Stopę swoją złożyłeś na pokoleń grzbiecie
- i sądzisz! Kyrie elejson!
- Płaczów i jęków słuchasz nie słyszącym uchem
- i sądzisz! Kyrie elejson!
- Na mękę wieków patrzysz nie widzącym okiem
- i sądzisz! Kyrie elejson!
- Niewiasta z rozpaczliwym krzykiem rodzi dziecię,
- Ty duszę jego grzechu oblewasz hyzopem
- i sądzisz! Kyrie elejson!
- Wicher idzie po rozdrożach westchnieniem głębokiem,
- ku Twojej wyży
- modlitwy niesie krwawe, przybite do krzyży,
- Ty sądzisz! Kyrie elejson!
- A kto mnie stworzył na to, ażebym w tej chwili,
- odziany potępienia podartą żałobą,
- kawałem kiru, zdjętym z mar Twojego świata,
- wił się i czołgał przed Tobą,
- i martwym, osłupiałym z przerażenia okiem
- strasznego Sądu wyławiał płomienne,
- świat druzgocące rozkazy?
- A kto mi kazał patrzeć na te czarne głazy,
- rozpadające się na gruz pod mocą
- Twojego gniewu, przeraźliwy Boże –
- na głazy te, gdzie straszny owoc Twego drzewa,
- złocistowłosa Ewa,
- do piersi pierś padalca tuli obnażoną?...
- O Głowo, przepasana cierniową koroną!...
- Któż się nad dolą zlituje sierocą,
- nad moją dolą,
- której, Boże, Twe ręce, z kajdan nie wyzwolą?
- Kyrie elejson!
- Patrzaj!... Kyrie elejsonl
- Ona swą białą dłoń
- kładzie na jego skroń –
- na trupią, zapadniętą, zżółkła skroń zleniałą...
- Kyrie elejsonl
- I podczas gdy swe Sądy sprawiasz Ty, o morze
- niewyczerpanych gniewów,
- ona swym okiem patrzy w jego oczy –
- omdlewającym okiem!
- Kyrie elejson!
- Jej nagie uda drżą,
- palcami rozczesuje złoto swych warkoczy
- i falą złocistych włosów
- osłania jego nagość i pieści, i pieści
- ustami czerwonymi bladość jego ust.
- Kyrie elejson!
- Wężowe jego kręgi opasują biodra
- rozlubieżnionej Boleści,
- a ona, wyprężywszy swe rozpustne ciało,
- nienasyconym oddycha pragnieniem.
- Kyrie elejson!
- Na łonie jej spoczęła czarna, lśniąca broda
- rozpalonego Szatana,
- co świat umierający okrył swoim cieniem,
- a ona,
- w zbrodniczych pieszczot rozdawaniu szczodra,
- zamknęła w drżące go biodra,
- w nabiegłe żądzą ramiona...
- Kyrie elejson!
- Mą duszę pali wieczna, nie zamknięta rana!
- Któż mi lekarstwo poda?
- Ojcze rozpusty! Kyrie elejson.
- Nic, co się stało pod sklepem niebiosów,
- bez Twej się woli nie stało!
- Kyrie elejson!
- O źródło zdrady! Kyrie elejson!
- Przyczyno grzechu
- i zemsty, i rozpaczy szaleńczego śmiechu!
- Kyrie elejson!
- Sądź, Sprawiedliwy!
- Krusz światów posady,
- rozżegnij wielki pożar w tlejącej iskierce,
- na popiół spal Adama oszukane serce
- i płacz!
- Z nim razem płacz, kamienny, lodowaty Boże!
- Niech Twa surma przeraźliwa
- echem płaczu się odzywa
- nad pokosem Twego żniwa...
- Dwujęzycznego smoka,
- Szatana o trzech grzbietach zwalczył w wielkim boju
- archanioł pański, Michał, i zginął w otchłani. Amen.
- I stał się koniec świata... O chwilo spokoju!
- Zgasł płomienny głos proroka
- i wieczności noc głęboka
- nieprzejrzaną jest dla oka.
- A ja, wygnaniec z Raju, tułacz nieszczęśliwy,
- zesłany, aby konać, na te ziemskie niwy,
- i patrzeć, jak pod złomem niebotycznej grani,
- usiadła matka Śmierci, Ewa jasnowłosa,
- pieszcząca węża Grzechu, posyłam w niebiosa,
- opadło nad wieczności tajemniczym mrokiem,
- to moje wiekuiste, nieprzebrzmiałe: Amen!
- Amen!
- W umarłych bytów milczeniu głębokiem,
- słychać jedynie Amen, moje straszne Amen.
- O Boże miłosierny, zmiłuj się nad nami!
- Kyrie elejson!
- Przede mną przepaść, zrodzona przez winę,
- przez grzech Twój, Boże!... Ginę! ginę! ginę!
- Amen.
- A cóż powstanie ponad nicościami,
- gdzie ongi były światy
- i Ja, w chęć życia bogaty,
- a dziś w umarłych postawiony rzędzie?
- Niech nic nie będzie!
- Amen!
- Bo cóż być może, jeślim ja zaginął?...
- Na wszystko mrok nicości nieprzebyty spłynął
- Amen.