Żona myśliwemu

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych

Jan Andrzej Morsztyn > Lutnia > Żona myśliwemu. Sonet


Kto się wprzód w dzikiej zakochał zdobyczy
I począł straszyć niedościgłe łanie,
Kto wprzód ulubił i pole, i szczwanie,
I pierwszy wywarł albo zemknął z smyczy,


Kto tę uciechę, że mu pies skowyczy,
Zmyślił, albo że nad przepiórką stanie,
I pierwszy nosił krogulce i kanie -
Nic mu dobrego serce me nie życzy.


Bodaj był od swych, która mnie tak szkodzi,
Poległ ogarów, jak Akteon, zgraje.
Nie próżny mój gniew, nie to mię obchodzi,


Że w zwierz wesołe pustoszeją gaje,
Że owsa siła w osypkę odchodzi,
Ale że rano mąż ode mnie wstaje.