Zwierciadło morza/XX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Joseph Conrad
Tytuł Zwierciadło morza
Data wydania 1935
Wydawnictwo Dom Książki Polskiej Spółka Akcyjna
Drukarz Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Aniela Zagórska
Podtytuł oryginalny Mirror of the Sea
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


UCHWYT LĄDU

XX

Trudno uwierzyć marynarzowi, aby jego wyrzucony na mieliznę statek nie był równie nieszczęśliwy w tem nienaturalnem położeniu — nie mając wody pod kilem — co on sam, marynarz, czujący że jego okręt wpadł na mieliznę.
Wyrzucenie na mieliznę jest zaiste przeciwieństwem zatonięcia. Morze nie zamyka się nad pełnym wody kadłubem, jaśniejąc w słońcu zmarszczkami, lub nie wymazuje statku z listy żyjących falą rozpędzoną gniewnie i kędzierzawą. Nie. To się tak dzieje, jakby niewidzialna dłoń podniosła się z dna cichaczem aby chwycić statek za kil sunący przez wodę.
Bardziej niż jakikolwiek inny wypadek „wyrzucenie na mieliznę“ daje marynarzowi poczucie bezwzględnej i złowrogiej przegranej. Bywają różne rodzaje wyrzucenia na brzeg, lecz powiem bez wahania, że w dziewięćdziesięciu procentach marynarz — bez ubliżenia sobie — może doprawdy pragnąć śmierci w takim wypadku; i nie wątpię iż ci, co przeżyli chwilę zetknięcia się dna statku z gruntem, w dziewięćdziesięciu procentach życzyli sobie śmierci przez jakie pięć sekund.
„Wejście na mieliznę“ jest technicznem określeniem dla statku, który osiadł na gruncie wśród spokojnych okoliczności. Ale właściwie wydaje się raczej że mielizna chwyciła statek. Ci co są na pokładzie doznają uczuć zdumiewających. Człowiek ma wrażenie iż nogi dostały się w nieuchwytny potrzask; czuje że równowaga ciała jest zagrożona a spokój duszy przepada odrazu. To wrażenie trwa tylko sekundę, bo w tej samej chwili kiedy się człowiek zachwieje na nogach, coś jakby przewraca się w jego głowie, wyrywając mu niemy okrzyk pełen zdumienia i zgrozy:
— Boże mój, wjechał na grunt!
I to jest straszliwe. Jedyne posłannictwo marynarskiego zawodu, to czuwanie aby statek nie dotknął kilem dna. Więc też chwila wejścia na mieliznę odbiera marynarzowi wszelkie usprawiedliwienie jego dalszej egzystencji. Do marynarza należy utrzymanie statku na wodzie; powierzono mu ten obowiązek; jest to zasadnicza formuła tkwiąca na dnie wszystkich mglistych porywów, marzeń i złudzeń, które się składają na powołanie chłopca. Uchwyt lądu na kilu okrętu, nawet jeśli nie ma skutków gorszych niż zużycie takielunku i strata czasu, zapada w pamięć marynarza niezatartym posmakiem klęski.
„Wyrzucenie na mieliznę“ w ujęciu niniejszego artykułu jest błędem mniej lub więcej wytłumaczalnym. Okręt może być „wpędzony na brzeg“ przez burzę. Jest to klęska, katastrofa. Natomiast w „wejściu na brzeg“ tkwi małość, dotkliwość i gorycz ludzkiego błędu.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Joseph Conrad i tłumacza: Aniela Zagórska.