Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Trzecia/Rozdział VII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Trzecia
Rozdział Rozdział VII.
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Trzecia
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ VII.
O błędach Manicheuszów.

Nie domyśliłem się innéj natury, która jest sama przez się prawdziwie; przeto usilnie starałem się bystrością mojego umysłu, prz podobać owym śmiesznym zwodzicielom, nie umiejąc odpowiedzieć, gdy mi zadawali pytania: z kąd złe pochodzi; czyli Bóg jest kształtem ciała ograniczony, czyli ma włosy i paznogcie; czyli uważać za sprawiedliwych przystoi, którzy wiele żon mają razem, ludzi zabijają i z bydląt czynią ofiary? Wzdrygnęła się; moja niewiadomość na takowe zagadnienia; odchodziłem od prawdy w mniemaniu, żem się ku niéj zbliżał, bom nie wiedział, że złe nic nie jest innego, tylko utratą dobrego aż do tego stopnia, gdy się nic nie pozostaje zupełnie. Izaliż to mógłem widzieć, kiedy mój wzrok na ciało tylko, a umysł na próżne urojenie był obrócony?
Nie wiedziałem, że „Bóg jest Duchem” że nie ma członków wzdłuż i w szérz wymierzonych, którego istota nie jest żadną massą; bo massa w części mniejsza jest niźli w swéj całości. A jeżeli jest nieograniczona, mniejsza jednak jest w okréślonéj przestrzeni, niźli w nieskończonéj swéj rozciągłości, i nie wszędzie jest tak zupełnie całą, jak duch, jak Bóg. Nie wiedziałem niemniéj, co jest w nas takiego, czém jesteśmy Bogu podobni, i w jakiém znaczeniu pismo ś. słusznie mówi: „że na obraz Boży jesteśmy stworzeni.” Nie pojmowałem prawdziwéj sprawiedliwości wewnętrznéj, która nie według zwyczaju, ale według niepomylnego prawa wszechmocności Bożéj sądzi, która urządza obyczaje krajów i dni według narodów i czasów; zawsze i wszędzie ta sama i jedna, w różnych miejscach nie różna, ani odmienna, acz w odmiennych czasach; przed którą, stoją usprawiedliwieni: Abraam, Izaak, Jakób, Mojżesz, Dawid i wszyscy wybrańcy usty bożemi wysławieni; za niesprawiedliwych jednak osądzeni od nieświadomych sędziów: „którzy sądzą z dnia ludzkiego” ważąc wszelkie obyczaje ludzkiego rodzaju na szali razem z obyczajami swojego wieku i siedliska. Tak właśnie jako z uzbrojeniem żołniérskiém nieobeznany, nie wiedząc co któremu członkowi przystoi: chcąc koturnem nakryć głowę, a szyszak na nogę przywdziać, czyliżby słusznie mruczał, że ta zbroja jego osobie nie służy? albo, jeżeli pewnego dnia w godzinach popołudniowych wszelka sprzedaż jest zabroniona, izaliż kupiec będzie przeciwił się temu zakazowi przeto, że targ dopołudnia był wolny? Albo, jeżeli obcy człowiek w cudzym domu widzi jednego sługę dotykającego się rękoma jakiéj rzeczy, którą drugiemu słudze napój do stołu podającemu, trudnić się zakazano; i co w stajni robią, tego przy stole czynić nie wolno: czyliż go ma dziwić i gniéwać, iż pod tym samym dachem i tym samym jednego pana służącym nie wszystko wszędzie i nie każdemu to samo jest wolne?
Tak tedy błądzą niebaczni, którzy tego znieść nie mogą, iż co w dawnych wiekach wolno było sprawiedliwym, to niemniéj sprawiedliwym w niniejszym wieku jest nie woIno: że Bóg tym inne a tamtym inne, dla ówczesnych przyczyn podał przykazanie, ile gdy wszyscy wiecznéj i téj saméj niepomylnéj sprawiedliwości ulegają: chociaż widzą, że w jednym człowieku, w jednym dniu, pod jednym dachem, co jednemu członkowi przystoi to drugiemu nie służy, co teraz wolno, to za godzinę być może zakazane, co w tém ustroniu się godzi, albo jest nakazane, to słusznie w inném zabronione i ukaraniu ulega. Możnaż to mówić, że sprawiedliwość jest różna i odmienna? nie zapewne; ale czasy, któremi ona władnie zmieniają się w swym upływie, i dla tego czasami się zowią. Ludzie więc, których pasmo życia nader jest krótkie na ziemi, niemogący słabym swym wzrokiem pojąć i pogodzić początkowych przyczyn obyczajów w upłynionych wiekach i u rozmaitych narodów, z tegoczesnémi obyczajami: chociaż nie trudno widzą, co na jedném ciele, w jednym dniu, w jednym domu, temu członkowi, téj chwili, temu miejscu albo osobie przystoi, jednak przeciw ogólnym i starym obyczajom obruszają się, szczegółowe zaś i tegoczesne chwalą i do nich się stosują.
O tych prawdach wtedy nie wiedziałem, anim o nich pomyślał, a chociaż się zewsząd przed moje oczy nawijały, jednak ich nie widziałem. A kiedym pisał wiérsze wiedziałem dobrze, iż mi nie wolno bezwzględnie kłaść którąkolwiek miarę zgłosek; iż zachować należało porządek w różnicy miar, że w jednym i tym samym wiérszu, wszędzie téj saméj miary powtarzać się nie godziło, chociaż ta sama sztuka, która rządziła mojemi spiéwami. nie była różna, ale jedna i niepodzielna w swoich prawidłach. A nie rozważałem, że sprawiedliwość cnotliwych i świętych ludzi mistrzyni, nieskończenie wyższym i wyborniejszym sposobem obejmuje wszystkie prawidła, które ustanowiła wszędzie nieodmiennie, zastósowane jednak do czasów odmiany, które nie w ogóle razem, ale z właściwą w szczególe przyzwoitością zachować nakazuje. Takową niewiadomością olśniony, strofowałem ś. patryarchów, nie tylko o to, że z natchnienia i z rozkazu Bożego używali doczesnych rzeczy, ale i o to, że przyszłe z jego objawienia przepowiadali.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.