Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Szósta/Rozdział XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Szósta
Rozdział Rozdział XII
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Szósta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ XII.
Rozmawia z Alipiuszem o małżeństwie i życiu bezżenném.

Odwodził mnie Alipiusz od pojęcia żony, i wystawiał mi to ciągle, że związki małżeńskie nie dozwolą nam spokojnie żyć razem w zamiłowaniu mądrości; czegośmy sobie już oddawna życzyli. Z godnym podziwienia przykładem chował on ściśle cnotę czystości, że chociaż na wstępie wieku młodzieńczego wszedł w społeczność z niewiastą, oderwał się jednak od tego występku z żalem zań i pogardą, i odtąd powściągliwe prowadził życie.
Odpierałem jego uwagi przykładami ludzi, którzy w stanie małżeńskim wielkie poczynili w mądrości postępy, ćwiczyli się w służbie bożéj i wiernie dopełniali obowiązków swoich przyjaciół. Lecz od tak wielkomyślnych dusz bardzo daleko byłem! a jako niewolnik cielesnéj febry trawiącéj mnie, w śmiertelném opojeniu roskoszą wlókłem mój łańcuch nałogu, lękałem się aby go nie przerwano, a za poruszeniem jego ogniwa, rozjątrzona moja rana, drżąca odrzucała słowa dobréj rady, które były właśnie jak ręką rozwięzującego wybawcy.
Ale cóż mówię, chytry wąż przez moje usta mówił do Alipiusza, moim językiem wiązał i zastawiał na jego drodze powabne sidła, aby się niewinna i wolna jego noga w nie wmotała. Kiedy mi się tak bardzo dziwił, acz mnie wysoko szacował, że tak silnie lepem téj roskoszy jestem ujęty, aby go przekonać, ile się razy mówić o tém zdarzyło, że życia bezżennego prowadzić nie mogę, i abym się obronił widząc zdumionego, mówiłem: że ta roskosz, którą krótko i ukradkiem był uniesiony, i któréj już prawie nie pamięta, i dla tego nią łatwo pogardza, nie może się równać z roskoszami mego nałogu, a jeżeli jeszcze w dostojne imię małżeństwa ustrojone będą, nie może mieć powodu podziwienia, że takowém życiem gardzić nie mogę? Zaczął nakoniec i on pragnąć małżeństwa, więcéj jednak powodowany ciekawością niźli samą żądzą roskoszy. Chciałby doświadczyć, mówił, jakieby to było to szczęście, bez którego moje życie, skąd inąd tak bardzo mu się podobało, dla mnie zaś być miało nie życiem, ale udręczeniem.
Wolny od moich więzów umysł jego dziwił się mojéj niewoli, a tém zdumieniem dozwalał swojemu pragnieniu prowadzić się w doświadczenie, przez doświadczenie byłby pewnie wpadł w tę samę niewolę, nad którą się zdumiewał, „ponieważ chciał uczynić przymierze ze śmiercią![1];“ człowiek bowiem „który miłuje niebespieczeństwo, w niém zginie[2].“ Nader słabo nas obudwóch ten obowiązek dotykał, który niemniéj dostojność małżeństwa, jak powściągliwość, wspólną pomoc i przykładne wychowanie dziatek przepisuje. Mnie się podobał najbardziéj ów opojony nałóg nasycania się niesytną pożądliwością, któréj niestety łupem byłem! onego zaś własne zdumienie nade mną wlekło pod jarzmo mojéj niewoli. Takiemi byliśmy: pókiś ty najwyższy Boże, o garstce ziemi naszéj nie zapominając, nie ulitował się nędzy naszéj i na ratunek nie przybył cudownemi i tajemnemi drogami.




Przypisy

  1. Iz. 28, 15.
  2. Ekklezyast. 3, 27.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.