Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Szósta/Rozdział XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Szósta
Rozdział Rozdział XI
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Szósta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

 ROZDZIAŁ XI.
O wahającym się umyśle Augustyna w obiorze życia.

Nie mogę bez wielkiego zadumienia odświéżyć w méj pamięci tak długiéj przewłoki upłynionego czasu, od dziewiętnastego roku życia mojego, w którym z wrzącym pohopem szukać zacząłem mądrości, i gótów byłem po wynalezieniu jéj, zaniechać wszystkich próżnych nadziei i zawodnych złudzeń mojéj namiętności. Jużem kończył trzydziesty rok życia, a jeszczem w tych błotnistych błędu trzęsawiskach był uwięziony, z chciwością używania doczesnych i zmiennych przedmiotów, które znikały przede mną i duszę moję rozdzierały. Mówiłem: jutro znajdę: jutro się prawda w całém świetle objawi, i osiągnę ją niezawodnie. Przybędzie Faustus i wszystko jasno wyłoży. Mówiłem i to: o zaiste, wielcy to są mężowie Akademicy; bo według nich, dla urządzenia moralności życia, nic pewnego ustanowić nie można! Lecz przeciwnie: szukajmy z większą pilnością, a nie rozpaczajmy zupełnie. Oto rzeczy, które w księgach ś. zdrożnemi się wydawały, nie są już więcéj zdrożnościami; inne wytłumaczenie może ich dostojnie wyjaśnić do zrozumienia. Zatrzymam się na tym samym stopniu, na którym rodzice moi jeszcze dziecięciem mnie postawili: dopóki czysta prawda z inąd nie zajaśnieje. Ale gdzież jéj szukać i kiedy? Ambrożemu nie pozostaje ani jedna godzina czasu rozmówienia się ze mną; ani téż mnie do czytania. Gdzież owych ksiąg bożych szukać będziem? kiedy i jak ich nabędziemy? od kogo pożyczymy?
Rozłóżmy czas, oszczędźmy i godzin dla zbawienia duszy naszéj. Wielka nadzieja zabłysła: wiara katolicka tego nie naucza, o co obwiniała ją próżność serca naszego. W niéj gruntownie wyuczeni, potępiają jak nieznośne bluźnierstwo taką wiarę: że Bóg postacią ludzkiego ciała jest ograniczony; będęż namyślał się kołatać, aby mi do reszty otworzono? Czas przedpołudniowy uczniowie moi zajmują; z ostatkiem dnia cóż uczynię? Dla czego nie mam zająć się tym przedmiotem? Ale czyliż będę miał wolną dobę do odwiedzania możniejszych przyjaciół moich, których potrzebuję pomocy i zażyłości? kiedyż przygotuję się do lekcyi, którą uczniom drogo sprzedaję, i pokrzepię spoczynkiem mój umysł, który tak wielu trudami wątleje? Niech więc znikną te próżności, porzućmy te nikczemne złudzenia, a przyłóżmy się szczerze do samego tylko szukania prawdy. Życie nasze jest nędzne, śmierć konieczna, a godzina jéj niepewna, jeżeli nas niespodzianie zajdzie, w jakimże stanie stąd wyjdziemy? gdzież się nauczymy tego, cośmy tu zaniedbali? czyliż raczéj karą nie przypłacimy naszego niedbalstwa? Cóż, jeżeli śmierć przetnie pasmo wszelkiego utrapienia ze związkiem ciała, i tak wszystko zakończy? I tego jeszcze dochodzić należy. Lecz dalekiém niech będzie to bluźniercze powątpiewanie! Nie jest to nicością, ani próżnością, co powaga wiary chrześciańskiéj po całym świecie do najwyższego szczytu wyniosła. Nie byłby zapewne palec boży tyle cudów dla nas udziałał, gdyby ze śmiercią naszego ciała i życie duszy być miało zniszczone. Pocóż więc opóźniamy się porzucić zawodną nadzieję świata, a przyłożyć się szczerze do szukania Boga i życia szczęśliwego?
Ale jeszcze zaczekaj, czyliż to na świecie nie ma żadnéj przyjemności? i czyliż on już wcale utracił swoje wdzięki i dzielne złudzenia? Nie odrywaj od nich zbyt łatwo twego serca, bo haniebną będzie dla ciebie rzeczą powrócić do nich, skoro je raz porzucisz. Czegóż ci nie dostaje, abyś nie miał postąpić na wyższy urząd dostojeństwa? niczego zapewne. Czegóż sobie więcéj życzyć mogę? Zaszczycam się liczbą możnych przyjaciół, i jakiebądź są moje zabiegi w zakresie moich nadziei, mogę się ubiegać o urząd prezesa trybunału, pojmę żonę z majątkiem do stanu mojego stosownym, i tym sposobem ograniczę moję żądzę. Ileż to światłych mężów godnych naśladowania w małżeństwie żyjąc, nauce mądrości wiernie się poświęcali?
Gdym to mówił, a przeciwne wiatry méj wątpliwości naprzemian w tę i owę stronę miotały mojém sercem, czas upływał, a jam spóźniał moje nawrócenie do Pana Boga mojego; ode dnia do dnia odkładałem żyć w tobie, alem nie odkładał codziennie zamierać w sobie samym! Pragnąłem osiągnąć życie szczęśliwe, a bałem się miejsca gdzie ono przebywa, od niego uciekając, szukałem go. Mniemałem, że bardzo będę nieszczęśliwym, jeżeli na zawsze pozbawię się uściśnień niewiasty, bo skuteczne twojego miłosierdzia lekarstwo na uleczenie téj słabości nie zjawiło się w méj myśli, a to dla braku mojego doświadczenia, a powściągliwość przypisywałem własnym siłom człowieka, kiedym moich własnych nie był świadom; nierozumny, nie wiedziałem że ta prawda w piśmie twojém jesno jest wyrażona: „nikt nie może być powściągliwym, jeżeli mu łaski twojéj nie udzielisz[1].“ Byłbyś mi jéj pewnie udzielił, gdyby wewnętrzne méj duszy westchnienie było do uszu twoich zakołatało, i niezachwiana wiara była wszystkie moje utrapienia na łono twoje rzuciła.




Przypisy

  1. Mądr. 8, 21.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.