Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Piąta/Rozdział VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Piąta
Rozdział Rozdział VI.
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Piąta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ VI.
O gładkiéj z natury Fausta wymowie oraz jego nieumiejetności sztuk nadobnych.

Przez dziewięć prawie lat, w których upływie błądził mój umysł pomiędzy temi szaleńcami słuchając ich nauki, niecierpliwiem wyglądał owego Fausta, ponieważ stronnicy téj sekty, na których dotąd natrafić mógłem, a którzy moich astronomicznych zagadnień rozwiązać nie zdołali: przyrzekali mi jak przódy, że za przybyciem jego, niebawnie w piérwszéj rozmowie, nie tylko te, ale daleko ważniejsze trudności bardzo snadno rozwinie, jakiekolwiek się w méj myśli jeszcze zjawić mogą.
Skoro więc przybył, widziałem człowieka wdzięcznego, i z przyjemną mową; który te same fraszki, jak inni, z większym atoli wyrazów powabem gadał. Ale cóż mojemu pragnieniu pomogła ta piękna układność cześnika, który drogie lecz próżne stawiał przede mnie puchary? Syte już były moje uszy takiemi rozprawami, ani się gruntowniejszemi wydawały przeto, że były wymowne, ani prawdziwszemi, że lepiéj wykształcone; i nie sądziłem o mądrości jego duszy, z pięknego składu jego twarzy i wdzięku wymowy. Ci zaś, którzy mi go zachwalali, niesprawiedliwemi byli sędziami, i dla tego im jedynie wydawał się uczonym i mądrym, że ozdobą swéj mowy umysły ich zajmował.
Poznałem także inny gatunek ludzi, którzy nawet prawdę mieli w podejrzeniu, i na niéj polegać nie chcieli, jeżeli ozdobnie i pełną wymową była wykładana. Aleś mnie już wtedy nauczył mój Boże, tajemnym i niepojętym sposobem; i wierzę temu, żem od ciebie odebrał tę naukę, ponieważ to jest prawda; i nikt inny, jedynie ty sam jeden prawdy nauczasz gdziekolwiek i z którejkolwiek strony ona zajaśnieje. Od ciebie już więc nauczyłem się, że ani stąd uważać należy jakiéj rzeczy za prawdziwą, gdy wymownie jest powiedziana; ani stąd fałszywą, gdy wargi nieszykownie brzmią wyrazami; i przeciwnie: nie dla tego rzecz jest prawdziwa, że nie gładko wyjaśniona, ani téż fałszywa że w świetne i szumne ustrojona wyrazy, ale zarówno być może w nich mądrość i głupstwo; tak właśnie, jak są pożyteczne i szkodliwe potrawy; w słowach więc ozdobnych i niekształtnych, podobnie jak w naczyniach wybornych i ordynarnych rzeczy dobre i złe być mogą wystawione.
Moje wielkie pragnienie, z jakiem tak długo oczekiwałem tego człowieka, zaspokoiło się wprawdzie ruchem i żywością rozprawiającego, i właściwym doborem wyrazów, któremi swoje myśli łatwo ustroić umiał. Podziwiałem jego wymowę z wielu innymi, i wyżéj jeszcze niźli oni wynosiłem ją pochwałą; lecz przykrością to dla mnie było, że licznie zebrani jego słuchacze nie dozwolili mi zagadnąć go, i przełożyć mu moję wątpliwość w jego nauce, i podzielić z nim niespokojność méj myśli w poufałém porozumieniu się, i dobrowolnéj rozmowie. Upatrywałem jednak sposobności w czasie i miejscu przyzwoitém, w towarzystwie zażyłych moich przyjaciół, i miałem u niego posłuchanie, rozmówiłem się z nim naprzemian.
Przywiodłem mu niektóre wątpliwości, które mój umysł niespokojnym czyniły, przekonałem się od razu, że ten człowiek wyzwolonych umiejętności nie był świadom; posiadał jedynie znajomość grammatyki, i to pospolicie tylko używanéj. Że zaś czytał niektóre mowy Cycerona, kilka książek Seneki, niektóre wyjątki z poezyi, i co w pismach swéj sekty znalazł składnie w języku łacińskim i gładko napisane; codzienna prócz tego wprawa w mówieniu dostarczała mu łatwości wysłowienia się, które z pewném umiarkowaniem umysłu, i naturalnym wdziękiem, powabniejszém było i do zwodzenia zdolniejszém. Waszakże to prawda, ile sobie przypominam Panie Boże mój, sędzio bezstronny mojego sumienia? Przed tobą i serce i pamięć moja odsłoniona, o ty, któryś mnie już wtedy najskrytszemi drogami twéj opatrzności prowadził, i zgrozę błędów moich stawiał przed moje oblicze, aby sam widok ich, nienawiść ku nim we mnie obudził!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.