Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Siódma/Rozdział V

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Siódma
Rozdział Rozdział V
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Siódma
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ V.
Jego powątpiewania o początku złego.

Szukałem źródła z którego złe wypływa, alem go źle szukał, i w samém nawet mojém badaniu nie postrzegałem złego. Stawiałem przed oblicznością mojego ducha całe przyrodzenie, wszystko cokolwiek w całéj jego przestrzeni widzieć się dozwala: ziemię, morze, powietrze, gwiazdy, rośliny i śmiertelne zwierzęta; i cokolwiek w niém jest niewidzialne, jako to: firmament niebios, tudzież aniołów i wszelkie duchowne istoty; lecz i te jakby cielesne istoty moja wyobraźnia w oddzielnych pourządzała miejscach; i udziałałem z całego stworzenia twojego jednę ogromną massę, podzieliwszy ją na rodzaje ciał, bądź rzeczywiste, bądź jakie mój wymysł istotom duchownym nadawał. Wystawiałem sobie tę massę niezmierną, nie według rzeczywistego jéj ogromu, czego dociec nie mogłem, ale według tych granic, jakie moja wyobraźnia dla niéj zewsząd zakreśliła. Ciebie zaś Panie, wyobrażałem sobie, że ją twoja nieskończona istota ze wszystkich stron ogarnia i przenika, właśnie jakby morze było bez gruntu i brzegów, samo tylko niezmierzone i nieograniczone, które ma w sobie pewną gąbkę wielką, ale ograniczoną, i całą niezmierném morzem napełnioną.
Mniemałem, że takim sposobem ograniczone twoje stworzenia są napełnione nieskończoną twoją istotą: i mówiłem do siebie: oto Bóg; oto jego stworzenia; Bóg dobry, od nich nieskończenie lepszy i wyborniejszy, ale dobry stworzył dobre: owóż to jest, jak je ogarnia i napełnia. Ale gdzież jest to złe, skąd i którędy się tu wśliznęło? jaki korzeń? jakie jego nasiono? Może go nie ma zupełnie? Dla czegóż więc lękamy się i chronimy tego, czego nie ma? A jeżeli się napróżno boimy, więc ta sama bojaźń jest złem, którém się daremnie pobudza i dręczy nasze serce; a tém jest dotkliwszém, ile że nie mamy powodu bojaźni, jednak się boimy. Przeto albo jest złe, którego się lękamy, albo to jest złem, że się boimy. Skądże pochodzi ten zaród złego? Ponieważ Bóg cały dobry, zatém wszystko dobre udziałał. Aczkolwiek od większego i najwyższego dobra zdziałane stworzenia, są tylko cząstkami jego dobroci, jednak Stwórca i stworzenia, wszystko jest dobre. Skądże to złe pochodzi? Czyliż ze złéj materyi, któréj użył do dzieła? może ona, gdy ją przekształcał i urządzał, chowała w sobie jaki zawiązek złego, który w niéj zostawił i nie przemienił go na dobry? I to dla czego? czyliż był mniéj potężny przeistoczyć i zmienić całą naturę téj materyi, by nie zostało w niéj żadnego śladu złego, skoro jest wszechmocnym? Dlaczegóż nareszcie udziałać chciał jakąkolwiek rzecz z takiéj materyi, i czemuż raczéj tą samą wszechmocnością w nicość jéj nie obrócił? Czyliżby istnieć mogła przeciw jego woli? A jeżeli była odwieczną, pocóż dozwolił jéj takiego by tu w odwiecznéj czasu przewłoce aż dotąd, i tak późno dopiéro spodobało mu się udziałać z niéj jaką istotę? Albo, jeżeli nagle i niespodzianie przyszła mu wola działania, czyliżby raczéj, jako wszechmocny, nie był uczynił, iżby istnieć przestała, by on sam istniał, jako zupełne, prawdziwe, najwyższe i nieskończone dobro? Albo nakoniec, jeżeli to nie było dobrze, gdyby ręka tego, który nieskończenie jest dobry, żadnego dzieła dobrego nie była utworzyła, nie należałoż, aby tę złą materyę był zupełnie zniósł i w nicość obrócił, a w miejsce jéj dobrą ustanowił, z któréjby wszystko był utworzył? nie byłby zapewne wszechmocnym, jeźliby nie mógł stworzyć nic dobrego, jedynie zapomocą téj materyi, któréj on nie udziałał. Takie myśli i rozumowania wytaczało biédne moje serce, obciążone dotkliwém udręczeniem trwożącém go śmierci bojaźnią. A lubo jeszcze daleki od znalezienia prawdy, nosiłem jednak w méj duszy głęboko zakorzenioną wiarę katolickiego kościoła w Chrystusa twojego, Zbawcę i Pana naszego; była ona wprawdzie z wielu błędami we mnie pomieszana, niekształtna i chwiejąca się bez gruntu nauki, trzymała się jednak w méj duszy i coraz bardziéj wzrastała.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.