Przejdź do zawartości

Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Siódma/Rozdział VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Siódma
Rozdział Rozdział VI
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wyd. 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Siódma
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ VI.
Porzucił próżne gwiazdowieszczów przepowiednie.

Jużem wtedy odrzucił zawodne wieszczby matematyków, i bezbożne ich marzenia. Niech i za to miłosierdzie twoje mój Boże, chwałę twoję z głębi wnętrza méj duszy ogłaszam! Tyś mnie zapewne sam jeden odwiódł od tego; bo któż nas przebudza z letargu każdego błędu, jeśli nie życie, które umiérać nie może; jeśli nie mądrość, która udziela światła duszom potrzebującym go, która rządzi światem aż do najdrobniejszych listków drzewa igrzyskiem wiatru miotanych? Tyś Panie zaradził mojemu uporowi, z którym walczyłem przeciwko Windycyanowi uczonemu starcowi i Nebrydyuszowi podziwiających przymiotów młodzianowi, przeciwnie utrzymującym; piérwszy gruntownie, drugi zaś wątpliwie ale często dowodził, że nie ma żadnéj nauki przyszłość przepowiadającéj; że ludzkie domysły są tylko ślepym trafem losu; a w wielu przepowiedniach, niektóre trafunkiem przepowiadają się, nie z wiadomości wieszcza, ale z mnóstwa zuchwale przytaczanych proroctw. Obmyśliłeś mi przyjaciela, nie bardzo biegłego w nauce gwiaździarskiéj; lecz zapalonego poradnika gwiazdowieszczów, który jak mówił, że się nieco téj nauki od swego ojca nauczył, nie wiedział wcale, że to samo, do zniweczenia próżności téj sztuki posłużyć mu miało. Ten człowiek imieniem Firminus w sztukach wyzwolonych i wymowie wyuczony, gdy pewnego czasu żądał odemnie, jako od jednego z kochanych swoich przyjaciół, dorady we wielkich nadziejach, jakie sobie w świecie obiecywał: co mniemam o nim, według prognostyku gwiazd jego narodzenia? nie odmówiłem wprawdzie udzielenia mu niektórych domysłów, jak się wahającéj myśli mojéj wydawały, lecz nakłaniając się już ku zdaniu Nebrydyusza, dodałem, że to wszystko śmieszném i próżném uważać zaczynam. Wtedy mi opowiadać począł, że ojciec jego był téj nauki namiętnym badaczem, miał także przyjaciela oddanego téj saméj umiejętności, i obadwaj się z równym zapałem serca do tych bredni odnosili, tak dalece, że nawet wylęgających się w domu zwiérząt, czas porodzin uważali i w nim ciał niebieskich położenie znaczyli, by na tych znakach doświadczenie swéj sztuki tém pewniéj oprzeć mogli.
Powiedział mi, że słyszał od swego ojca, gdy tymże Firminem matka jego była ciężarną, iż w tymże samym czasie podobnież jednéj służącéj owego przyjaciela jego ojca żywot się powiększał, co nie mogło długo ukrywać się przed oczyma jéj pana, który nawet szczenienia się swéj suki ściśle uważał. Trafiło się więc gdy jeden żony, a drugi służącéj porodu dnie, godziny i minuty z przezorną usilnością liczyli, że porodziny obudwóch razem wypadły; i te same konstellacye w tych samych minutach obudwom rodzącym się, ojciec synowi a pan słudze naznaczyć musieli. Bo w téj chwili, gdy niewiasty piérwsze uciski rodzenia uczuły, dawali sobie znać obadwaj nawzajem, co się w domach ich działo; i urządzili posłańców, aby przez nich każdy z osobna o porodzeniu w tym samym momencie miał wiadomość. Żeby to pasłannictwo ciągle i szykownie się odbywało, łatwo tego, jako w zakresie jednéj rodziny, dokonali. Mówił, że się posłańcy w pewnym punkcie równéj od domów odległości schodzili, i tak, że najmniejszéj różnicy w obserwacyi gwiazd, i w rachubie sekund czasu, obadwaj postrzegacze naznaczyć nie mogli. A jednak Firminus w wysokiéj pomiędzy swą rodziną urodził się dostojności, i świetniejszemi chodził świata drogami obsypany bogactwy, i do wyższego coraz wznosił się sławy szczytu, kiedy przeciwnie, niewolnik żył zawsze nachylony pod tém samém niewoli brzemieniem według zeznania opowiadającego, któremu ów niewolnik dobrze był znany.
Wysłuchawszy téj powieści z ust rzetelnych i godnych wiary, wszelkie moje sprzeciwienia się rozwiązane zostały i zupełnie upadły. Starałem się niebawnie odciągnąć Firmina od téj daremnéj ciekawości: dowodząc mu, że jeżelibym mu chciał szczérą prawdę powiedzieć, tedy byłem powinien w czasie obserwacyi gwiazd jego urodzenia, niezawodnie postrzedz dostojność i obszerne dziedzictwo jego rodziców w ich mieście; jego urodzenie swobodne i szlachetne, dobre i cnotliwe wychowanie, i jego wykształcenie w wyzwolonych sztukach. Lecz gdyby i ów służalec, według téjże konstellacyi, bo i on pod tą samą się rodził, był żądał ode mnie rady; wypadało i jemu powiedzieć prawdę, abym w tych samych znakach podobnie był widział jego nędzę, stan poniżony i służebny, okoliczności zupełnie różne i bardzo od piérwszych dalekie. Obserwacya więc tych samych gwiazd byłaby mi dała odpowiedzi różne, jeżeli prawdziwe być miały, bo odpowiedź dla obudwóch jednaka byłaby fałszywą. Stąd wniósłem z pewnością: że, co się mówi prawdziwie z uważania konstellacyi, mówi się nie z nauki ale z trafu: a co fałszywie, to nie z niewiadomości sztuki, ale z zawodu losu pochodzi.
Ta powieść otworzyła drogę moim myślom, rozważałem w sobie to wszystko przezornie, aby zapaleni téj nauki stronnicy, przeciw którym z całą mocą pragnąłem powstać, pokonać i okryć ich śmiesznością, nie zarzucali mi tego, że albo mnie Firmin zwiódł swą powieścią, albo ojciec jego fałsz mu opowiadał; zwróciłem moję uwagę na tych, którzy bliźniętami się rodzą, a wielu ich tak prędko jeden po drugim się rodzi, że ów nader krótki czasu przeciąg, jakikolwiek przypisują mu wpływ w porządku wydarzeń, żadnéj prawie nie czyni przeszkody rachubie i obserwacyi ludzkiéj, ani znaczony być może literami, których się radzi astrolog dla orzeczenia prawdy w swych przepowiedniach. Lecz i taka prawda z ich obserwacyj wyciągniona, jest oczywistą brednią: bo ścisła rozwaga tych samych znaków powinnaby wskazać mu jeden i ten sam prognostyk o Ezawie i Jakóbie, których atoli życie tak bardzo różne było; fałszywa zapewne byłaby o nich jego przepowiednia. Chcąc powiedzieć prawdę winien był z postrzeżenia tych samych gwiazd odmienne wywieszczyć im życie. Nie umiejętność przeto, ale wypadek w skazywałby mu tę prawdę. Ty bowiem Panie sprawiedliwy Mistrzu całego przyrodzenia, mimo wiedzy równie radzących, jak samych doradzeń, z głębi przepaści sprawiedliwych sądów twoich tajném natchnieniem wywodzisz stosowną odpowiedź według ukrytych zasług duszy; i niech człowiek nie waży się zapytać: cóż to jest? dla czego to? niech tego nie mówi! ale raczéj niech milczy, bo jest człowiekiem.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.