Walka o język polski w czasach Odrodzenia/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kazimierz Morawski
Tytuł Walka o język polski w czasach Odrodzenia
Data wydania 1923
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
5.

Skromne były w pierwszej ćwierci szesnastego wieku literatury polskiej początki. Potrzeby religijne ją wywoływały, obok tego pojawiały się druki, które na sposób średniowieczny bajką lub moralnemi wywodami miały rozrywać lub budować ludzi. Drukarze z Niemiec przybyli, jak Wietor i Ungler, »wmieszkani, a nie urodzeni Polacy«, szli, jak widzieliśmy, na rękę temu prądowi. Nie będziemy śledzić w szczegółach tego uruchomienia polskich tłoczni; ogólnie twierdzić można, że około r. 1520 i krótko przedtem ważniejsze już objawy w tej dziedzinie stwierdzić zdołamy. Z r. 1522 mamy wydanie (pierwszy druk tego dziełka ukazał się już nieco wcześniej) Żywota Pana Jezu Krysta, napisanego przez Baltazara Opecia. Jest to przekład z łaciny; tłumacz biedzi się z językiem w swej wolnej przeróbce. Przedmowa zwraca się do Elżbiety, królewny polskiej a potem księżnej lignickiej, siostry Zygmunta Starego, co »dla rozmnożenia pisma polskiego, w którem się osobliwie kochała, nakładu nie żałując, ten niniejszy żywot Pana Jezusów wypisać dała«. Obok potrzeby duszy występuje więc tu już druga dążność, patrjotyczna, do »rozmnożenia pisma polskiego«, a to wyrażenie powtarza się odtąd wielokrotnie po starych naszych księgach.
W tych czasach rozwinął także wielką działalność Biernat Lubelczyk[1], który w celu tego »rozmnożenia pisma polskiego« tłumaczył wiele utworów obcych, z łaciny i czeszczyzny, a nawet z cerkiewnego języka. Przekładał on modlitwy, ale także ku rozrywce czytelników Żywot Ezopa Fryga mędrca obyczajnego i z przypowieściami jego... Te «rozliczne a znamienite baśni« ukazały się około r. 1522. Wymienimy dalej Rozmowy, które miał król Salomon mądry z Marchołtem grubym a sprośnym, księgę ulubioną średnich wieków, którą w r. 1521 ogłosił w przekładzie z łaciny Jan z Koszyczek. Z r. 1534 wspomnimy wydanie Falimirza O ziołach i mocy ich, zawierające tak gorące uznanie dla wydawcy i drukarza, Unglera, i tegoż Unglera pochwały języka polskiego. W następnym zaś roku 1535 zaczął swoją tak owocną działalność Marcin Bielski. Jego Żywoty filozofów, tłumaczone z czeskiego, ukazały się w tym czasie, a zawierały nietylko szczegóły z życia, lecz także »dowcipne rozumy« czyli zdania mędrców starożytnych. Miało to dziełko także służyć ku rozmnożeniu języka polskiego, którym »przedtem dla trudności jego niewiele pisano« — a było »u Floriana prasowane«, ponieważ Ungler chętnie rzeczy polskie ogłaszał. Bielski, biedząc się wyszukiwaniem wyrazów polskich, odpowiednich dla oddania myśli starożytnej, radził się, jak wyznaje, ludzi uczonych, między innymi Andrzeja z Kobylina, który też dodał do przekładu Bielskiego swoją moralizującą rozprawkę. Ten Andrzej Glaber z Kobylina (w Wielkopolsce) wygłaszał jako mistrz w uniwersytecie krakowskim w latach 1531 — 1542 głównie arystotelesowskie wykłady, a zbaczał także na modus epistolandi Erazma z Roterdamu. W r. 1542 występuje on z tytułem: astrologus ordinarius Universitatis i wydaje wtedy kalendarze (iudicium), opatrywane zwykle wróżbami dla uczniów i mieszkańców Krakowa[2]. Zasługi jego około popierania i szerzenia języka polskiego były znaczne; on to w r. 1535 porwał się na dzieło historyczne w ojczystym języku, spolszczając rzecz Miechowity De duabus Sarmatiis[3]; on dalej w tym samym roku przełożył na polskie dziełko średniowieczne, opatrzone powagą i nazwiskiem Arystotelesa, p. t.: Problemata Aristotelis, czyli Gadki o składności członków człowieczych. W formie pytań i odpowiedzi wykładał tu Andrzej w żywym, jędrnym, często rubasznym języku różne problemy z zakresu fizjologji, higjeny i fizjognomiki, a przypisał tę księgę »jako Wielki Polak tej, która z Wielkiej Polski poszła, Hedwidze z Kościelca«, burgrabini krakowskiej. Przedsięwziął tłumacz swą robotę »ku rozmnożeniu nauki w piśmie polskiem«, »aby to było polskiemu językowi jawno, co Grekowie pierwej, potem Łacinnicy skrycie napisali«. Tenże sam Andrzej z Kobylina, który wyraźnie zajmował się żywo ruchem ówczesnego piśmiennictwa, przygotował w r. 1539 druk Żołtarza Dawidowego Walentego Wróbla. W przedmowie łacińskiej zwrócił się do mistrzów teologji w Krakowie, którzy wyjątkowo poparli przekład z Pisma świętego na polskie: powiada mianowicie: quibus monitoribus nunc primum excusum est, eisdem etiam defensoribus prodeat in lucem, ut eorum vultui critico, qui res sacras vernacula lingua imprimi debere negant... libellus ille veluti perfricta fronte sese exhibeat conspiciendum. W dedykacji polskiej do Piotra Kmity pisał mistrz Andrzej, że mistrze krakowscy jemu polecili, »aby za moją pilnością (sc. ten Żołtarz) słusznie a rządnie był sprawion i pismem impressorskiem wyrobion«. Do dalszego ciągu tej przedmowy wrócimy jeszcze później.
Tymczasem wypadnie nam stwierdzić wielką zasługę wydawniczą Andrzeja z Kobylina. Żołtarz, czyli Psałterz Dawidów, należał do najpopularniejszych ksiąg już w średnich wiekach. Kościół nie bronił nawet świeckim czytania tej księgi. Toteż i w polskiem piśmiennictwie przekłady Psałterza były liczne; z czternastego wieku mamy florjański, z piętnastego puławski. W r. 1532 i 1535 ogłosił Wietor tłumaczenie polskie; nastąpiło w r. 1539 wydanie Wróbla, zawierające łaciński tekst i polską przeróbkę. Następnie Rej i A. Trzecieski ogłaszali niektóre psalmy, a towarzysz i sługa Reja, »skrybent polski« Jakób Lubelczyk wydaje w r. 1558 swój całkowity przekład wierszowy, który wyprzedził o lat dwadzieścia arcydzieło Kochanowskiego z r. 1579. Wyliczenie to, nieobejmujące wszystkich prób w tej dziedzinie, świadczy wymownie, jaką poczytnością pieśni Dawidowe się cieszyły i dawniej, i w pełni Odrodzenia. We Francji słynny poeta protestancki Clément Marot dokonał z Psałterzem tego, czego u nas dokonał Kochanowski. A jak się spoufalono z tym przekładem we Francji, jak się zżyto z tą poezją Dawida, poświadcza dziwaczny i jaskrawy szczegół, że słynna Diane de Poitiers, kochanka króla francuskiego Henryka II, tańczyła na balach dworskich śpiewając psalm De profundis, którego słowa Marot przystosował dla niej do muzyki ulubionego wówczas tańca, tak zwanej Volty!
Słusznem też zapewne jest zdanie Wiszniewskiego, iż psałterze przyczyniły się do usposobienia i przygotowania języka polskiego na wzloty wyższe w dziedzinie poezji. Jakób Lubelczyk nietylko Psałterz w wiersze ubrał, ale także był autorem rozmaitych pieśni religijnych, które »piosneczkami nadobnemi« nazywał. Żarliwy ten ewangelik opatrywał przytem psalmy i pieśni nutami, albowiem miał żywą »chuć ku muzyce«, która za Zygmuntów doznawała opieki ze strony dworu i społeczeństwa.


Przypisy

  1. Por. o nim L. Bernackiego, Pierwsza książka polska, Lwów 1918.
  2. Por. teraz prof. Ptaśnika dzieło: Monumenta Poloniae typographica, Lwów 1922, nr. 489, 491, 492, 493, 495.
  3. Przypis własny Wikiźródeł De duabus Sarmatiis (łac.) — O dwóch Sarmatiach.