Umiejętność — contra: traf

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mark Twain
Tytuł Umiejętność — contra: traf
Pochodzenie Humoreski
Data wydania 1923
Wydawnictwo Księgarnia Wilhelma Zukerkandla
Miejsce wyd. Złoczów
Tłumacz Zygmunt Niedźwiecki
Tytuł orygin. Science vs. Luck
Źródło Skany na commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Umiejętność — contra: traf.

— W Kentucky — opowiadał czcigodny Mr. K. — obowiązywało podówczas nadzwyczaj surowe prawo przeciwko grom t. zw. hazardownym. Przeszło tuzin młokosów oskarżono pewnego dnia o to, że się zgrywali o pieniądze w „Seven-up” czyli „Old sledge” i sąd wytoczył im proces.
Jim Surgis podjął się bronić obwinionych. Im dłużej się jednak nad sprawą zastanawiał, im bardziej ważył dowody, tem wyraźniej widział, że jak dwa a dwa cztery, przegra sprawę z kretesem. Nie dało się tutaj poprostu nic a nic zrobić. Młodzieńcy oddawali się hazardowi o pieniądze — fakt ten był jasny jak słońce. To też opinia nie omieszkała dać wyraz znanym swoim sympatyom dla Surgisa w ubolewaniu, że tak wiele obiecujący obrońca nie waha się narażać swej karyery przez podjęcie się procesu, skazanego z góry na przegranę.
Atoli po kilku bezsennie spędzonych nocach błysła Surgisowi naraz myśl tak świetna, że uradowany zerwał się natychmiast z posłania. Ryzykowna do tej chwili sprawa przedstawiła mu się gładką jak posadzka balowej sali.
Poszeptawszy tego samego jeszcze ranka w cztery oczy z swoimi klientami i kilkoma z ich przyjaciół, z olimpijskim spokojem czekał odtąd na termin rozprawy, skoro zaś wreszcie do niej przyszło, przyznał wobec trybunału, że grano w tym wypadku istotnie w „Old sledge“ o pieniądze, wystąpił jednak z zdumiewającym wszystkich zarzutem, że „Old sledge“ nie jest wcale grą hazardowną.
Sofistyczny ten wykręt przyjęli obecni wybuchem homerycznego śmiechu. Nawet przewodniczący raczył się uśmiechnąć. Ale oblekający twarz Surgisa wyraz powagi nie zachwiał się ani na sekundę, można raczej było przypuścić, że przeszła ona w surowość.
Oskarżyciel publiczny, pewien swego, próbował tonem wesołego żartu wyprzeć obrońcę z zajętego przezeń stanowiska, ale daremnie. Również kiedy sam prezydujący wytoczył w lekki sposób pełne jurydycznej wagi argumenty, obrońca pozostał przy wyrzeczonem zdaniu. Rzecz poczęła przybierać kształty seryo. Sędzia, zniecierpliwiony, zauważył, że należy wreszcie dać pokój żartom. Ale Jim Surgis odpowiedział, że tutaj o żartach wcale nie może być mowy, bo na klientów jego bezwarunkowo nie może spadać odpowiedzialność za dopuszczenie się czegoś, co wprawdzie ci i owi zowią w rzeczy samej hazardem, czego atoli, jak dotychczas, nie zdołano dostatecznie udowodnić.
Sędzia z oskarżycielem publicznym na to, że o nic tutaj łatwiej niż o dowody, a kiedy pierwszy z nich powołał w tym celu jako rzeczoznawców diakonów Joba, Petersa, Burke'a i Johnsona oraz pastorów Wirta i Miggles'a, ci jednomyślnie i znaciskiem odparli kuglarstwo krasomówcze obrońcy Surgisa orzeczeniem, że „Old sledge“ nazywany był jak świat światem grą hazardowną.
— A jakieżby pan obrońca grze tej chciał nadać miano? — zapytał prezydujący z przekąsem.
— Nazywam ją grą naukową, grą nie na zrządzeniach trafu opartą, lecz na umiejętności, i gotów jestem niezbicie udowodnić, że mam racyę.
Przychylono się do zawartego w tych słowach życzenia.
Przytoczył cały szereg dowodów, spiętrzył całą górę świadectw, wykazujących, że „Old sledge“ jest grą, polegającą na umiejętności nie hazardzie.
I oto problem, na pierwszy rzut oka najprostszy w świecie, okazał się po tych wywodach niesłychanie zawiłym. Sędzia począł się drapać w głowę, zrzędząc, że na tej drodze nie osiągnie się żadnego rezultatu, boć można będzie znaleźć równą ilość świadków za jak i przeciw przytoczonemu twierdzeniu. Aby jednak zadosyćuczynić wymogom sprawiedliwości, oświadczył, że gotów jest zgodzić się na projekt, obiecujący wybrnięcie z tej matni, jaki obrońca sam przedłoży, byle takowy rzecz prosta nadawał się do przyjęcia.
Surgis pochwycił w lot okazyę.
— Proszę wyznaczyć „jury”, złożone z dwa razy po sześciu mężów, reprezentujących „traf” z jednej, contra „umiejętność” z drugiej strony i zaopatrzyć ich w świece tudzież w kilka talij kart. „Jury” niechaj się uda do sali narad a my tymczasem zaczekamy na wynik.
Projektowi nie można było uczynić żadnego zarzutu. Czterech więc diakonów i dwu pastorów zaprzysiężono jako grupę broniącą hazardu, sześciu zaś miejscowych rutynowanych profesorów gier w karty jako przedstawicieli: umiejętności. Ciało to udało się do sali narad.
W dwie godziny potem diakon Peters kazał prosić jednego z przyjaciół swoich na ławie sędziów przysięgłych o pożyczenie trzech dolarów. (Wielkie poruszenie w sali). Po dalszych dwu godzinach pastor Miggels zapukał w podobnymże duchu do kieszeni innego przysięgłego o zasiłek na „stawki” do gry. (Jeszcze większe poruszenie). W ciągu następnych trzech czy też czterech godzin posyłała także reszta pastorów i diakonów do członków ławy po mniejsze i większe zasiłki pieniężne. A ciżba słuchaczy stała tymczasem w cierpliwem oczekiwaniu na rezultat, był to bowiem nadzwyczaj ciekawy wypadek sądowy, z natury rzeczy pełen interesu dla każdego z ojców rodzin.
Pozostała część zdarzenia da się opowiedzieć w krótkości.
Skoro dzień zaczął świtać, gremium rzeczoznawców wkroczyło z powrotem do sali rozpraw, a diakon Job jako przewodniczący tychże, odczytał co następuje:

WYROK:

„My, grono ekspertów w procesie zwierzchności Stanu Kentucky przeciw Johnowi Wheglerowi i towarzyszom o oddawanie się grze hazardownej, po wszechstronnem rozpatrzeniu sprawy oraz rozmaitych teoryj, jakie tutaj w celu należytego jej oświetlenia przytaczano — przyszliśmy do przekonania, że znana pod nazwą „Seven-up” albo „Old sledge” gra w karty jest grą w całem słowa znaczeniu naukową t. j. opartą na umiejętności a bezwarunkowo nie hazardowną.
„W toku przedsięwziętych, powtórzonych, rozważonych i w dalszym ciągu raz po raz przedsiębranych, powtarzanych i rozbieranych badań w tym kierunku przez całą noc ubiegłą, okazało się w sposób niezbity, że gracze, spekulujący na szczęście czyli „traf”, ani jednej partyi wygrać nie byli w stanie pomimo szans równych dla stron obu, a nawet czasem dla strony przeciwnej niepomyślnych. Celem poparcia niniejszego orzeczenia naszego zwracamy uwagę na fakt znamienny, że rycerze „trafu” przegrali co do jednego wszystkie partye, podczas kiedy przedstawicielom umiejętności przypadała wygrana za wygraną. Owóż jest stanowczem zapatrywaniem gremium rzeczoznawców, że teorya hazardu, o ileby się miała tyczyć „Seven-up'a” jest absolutnie błędną, obliczoną na to, aby posiać nieszczęście i ruinę materyalną wszędzie, gdzieby w imię tejże odważano się zasiadać do gry w „Seven-up'a”.

Tak to „Seven-up” uznany został — wyjątkowo — w Kentucky za grę niehazardowną, a oddawanie się jej po dziś dzień jest w tym stanie bezkarnem.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Samuel Langhorne Clemens i tłumacza: Zygmunt Niedźwiecki.