Tętniące serce/Część II/XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Selma Lagerlöf
Tytuł Tętniące serce
Podtytuł Powieść
Rozdział Cesarzowa
Data wydania 1922
Wydawnictwo Wydawnictwo Polskie
Druk Poznańska Drukarnia i Zakład Nakładowy T.A.
Miejsce wyd. Lwów — Poznań
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Kejsarn av Portugallien
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
CESARZOWA.

Minęło już dwanaście miesięcy od wyjazdu Klary Gnili ze Skrołyki, ale Jan nie zdradził dotąd ni słowem, że wie coś o owych wzniosłych, wspaniałych rzeczach, jakie się jej przydarzyły. Powziął postanowienie milczeć aż do jej powrotu. Gdy nie będzie podejrzewała, że się czegoś przedtem dowiedział, natenczas z tem większą radością roztoczy przed rodzicami wspaniałość swą i osiągnięte dostojeństwo.
Ale na świecie tym zdarza się więcej rzeczy niespodziewanych, niż tych, których oczekujemy napewne. Toteż nadszedł dzień, w którym Jan zmuszony został złamać pieczęć tajemnicy i powiedzieć, jak się ma sprawa cała. Nie stało się to ze względu na niego samego. Chętnie byłby dalej nosił podarte odzienie i wiódł żywot biednego wyrobnika, wobec ludzi tając, że jest czemś więcej. Tylko dla dobra córki jedynie odkrył wielką tajemnicę.
Pewnego dnia siedział znów i czekał w przystani na córkę, bo nie mógł sobie tego odmowne, by nie pójść codziennie tam, gdzie zjawić się miała Klara Gulla. I Nie mogła mu przecież tego wziąć za złe.
Parowiec przybił, a Jan zobaczył, że znowu niema Klary na pokładzie. Sądził nieraz, że w ciągu tak długiego czasu mogła już uporać się ze wszystkiem i wrócić. Ale widocznie zjawiły się jakieś nowe trudności i przeszkody, jak w ciągu całego lata. Ha, trudno... ten kto ma tak wielkie zadania, nie może myśleć o sobie samym i wszystko naraz porzucić.
Szkoda jednak, że nie przybyła tego dnia właśnie, gdyż w przystani zjawiło się mnóstwo dawnych znajomych. Jan widział posła Karlsona ze Storwiku i Augusta Dära Nola z Prästerudu. Był też Björn Hindrikson, a nakoniec stary Agrypa Prästberg. Agrypa czuł dotąd urazę do Klary Gulli za figla z okularami, jakiego mu wypłatała swego czasu.
Jan wyobraził sobie mimowoli, jakby to było pięknie, gdyby Klara ukazała się w całej swej wspaniałości właśnie dziś, gdy mógł ją widzieć Agrypa.
Ponieważ jednak nie było jej na pokładzie, przeto nie pozostawało nic innego, jak zabierać się z powrotem do domu. Miał właśnie zejść z pomostu, gdy mu zastąpił drogę stary, złośliwy Agrypa.
— Latasz, widzę, ciągle jeszcze za swoją córunią? — zaśmiał się Agrypa zjadliwie.
Jan uznał, że najlepiej zrobi nie dając odpowiedzi, usunął się tedy na stronę, chcąc wyminąć natręta.
— No... no... — mówił dalej starzec — nie dziwię się, że radbyś się spotkać z tak wielką damą, jaką teraz została Klara Gulla...!
W tej chwili przyskoczył doń August Där Nol, chwycił go za ramię i dał znak, by milczał.
Ale Agrypa nie chciał ustąpić.
— Wie o tem cała parafja! — powiedział — Czas więc najwyższy, by rodzice dowiedzieli się także, jak sprawy stoją. Jan Anderson źle wychował córkę, ale sam jest człowiekiem uczciwym. Nie mogę znieść, widząc jak z tygodnia na tydzień wysiaduje tu i czeka na taką...
Tu nazwał Klarę ze Skrołyki mianem tak ohydnem, że ojciec jej, Jan, nie byłby go za nic w świecie powtórzył, nawet w myśli.
Kiedy jednak Agrypa wymówił to słowo głośno, rzucając mu je w twarz w ten sposób, że wszyscy zebrani w przystani musieli niezawodnie usłyszeć, wszystko to, co od roku było utajone w Janie, utorowało sobie drogę na świat i przejawiło się samo. Nie mógł dłużej kryć tajemnicy. Córka przebaczy mu to, myślał, gdyż idzie o nią samą.
To co miał rzec, wypowiedział bez żadnego gniewu, ani dla zemsty. Zadrgały mu usta i uczynił gest ręką świadczący, że odpowiedź wprost byłaby poniżej jego godności. Rzekł tylko:
— Nie wiem, Agrypo Prastbergu, czy będziesz śmiał powtórzyć to słowo, które wyrzekłeś dzisiaj, wówczas, kiedy przybędzie... cesarzowa...
— Cesarzowa? Jakażto cesarzowa?... — drwił Agrypa, jakby dotąd nie słyszał nic a nic o dostojeństwie małej dziewczynki ze Skrołyki.
Jan nie dał sobie przerwać i mówił z tym samym co poprzód spokojem:
— Cesarzowa Klara, władczyni Portugalji, w złotej koronie na głowie. Siedmiu królów nieść będzie kraj jej cesarskiego płaszcza, siedm oswojonych lwów położy się u jej stóp, a siedmdziesięciu siedmiu dowódców wojsk kroczyć będzie w jej świcie z połyskującemi, obnażonemi mieczami w dłoniach. Wówczas zobaczymy się znowu, Agrypo Prastbergu...
Powiedziawszy to zamilkł na chwile, sycąc się przerażeniem, jakie widział na twarzach wszystkich zebranych. Potem obrócił się i odszedł, naturalnie bez żadnych, nieprzystojnych objawów dumy, czy zarozumiałości.
Gdy tylko obrócił się plecami, w całej przystani powstał gwar i rozległy się krzyki. Nie zwracał na to zrazu uwagi i szedł dalej, za chwilę jednak usłyszał, że ktoś padł ciężko na ziemię, musiał się tedy obejrzyć.
Stary Agrypa leżał na pomoście, a nad nim stał z zaciśniętemi pięściami August Där Nol.
— Wiedziałeś dobrze, łajdaku, — wołał — że nie zniesie tego ciosu, że nie zniesie wyjawienia prawdy! Nie masz odrobiny serca!
Tyle usłyszał Jan ze Skrołyki. Był mu wstrętny każdy zatarg, nie mógł patrzyć na bijatykę, przeto ruszył dalej, nie pytając nawet o co im idzie.
I stała się rzecz dziwna. Skoro tylko znalazł się sam, zdala od ludzi, wstrząsnął nim gwałtowny płacz. Nie wiedział zgoła co to znaczy. Niezawodnie płakał z radości, że nadszedł wreszcie czas wyjawienia tajemnicy. Wydawało mu się, że córka nagle wróciła do niego.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Selma Lagerlöf i tłumacza: Franciszek Mirandola.