Szymon Szymonowic (August Bielowski)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor August Bielowski
Tytuł Szymon Szymonowic
Pochodzenie Sielanki Józefa Bartłomieja i Szymona Zimorowiczów
Data wydania 1857
Wydawnictwo Nakładem Michała Dzikowskiego
Miejsce wyd. Przemyśl
Źródło Skany na commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron
SZYMON SZYMONOWIC,
przez
Augustyna Bielowskiego.[1]

W pojmowaniu artystów i ich tworów wielka zachodzi różnica między dzisiejszemi a dawniejszemi. Teraźniejsze twory sztuki, mając mniej lub więcej w idei swojej tego, co jest żywiołem życia obecnego, mają widoczne i wszystkim dostępne tło, na którem wyrosły; więc zrozumienie ich jest pod tym względem łatwiejsze, wyświecenie więcej obudza interesu, bo nie jedno z tego, co dziełu wartości nadaje, jest w nas, przebiega przez nasze serca i przewodniczy nam w walkach moralnych. Inaczej się ma z jednem i drugiem arcydziełem dawniejszem i, jakkolwiek ładnie brzmią słowa tak często powtarzane, iż dzieła sztuki żyją wieczyście, że ludzkość ciągle się w ich ognisku ogrzewa, są one jednak nie ze wszystkiem prawdziwe. Pominąwszy już bowiem zatraty, jakim pomniki sztuki podlegają równie, jak wszystko, co ludzkie, jakże wielką ujmę w ich żywotności robi czas tem, że nie mogą się ruszyć, nie mogą stanąć oblicznie przed nami bez komentarza, który jak całun grobowy wlecze się za niemi i otula ich członki promienne. Ledwie nie taka sama różnica wrażeń, które sprawiają — dawniejsze leżą w ukryciu, do którego ledwie niekiedy zajźry jeden lub drugi zwolennik sztuki i, otrząsnąwszy pył z nich, pokaże ich lubownikom niewielu; podczas kiedy twory nowe szumią bezustannie około naszych uszu swą zasłużoną lub urojoną sławą, a wytknięcie ich zalet lub uchybień zajmuje nawet tych, którzy do znawstwa żadnego usposobienia nie mają. I nie dziw; teraźniejszość ma swoje prawa i słuszną nad dawniejszością przewagę; ale ona wyrasta z przeszłości — i wielce użyteczną jest rzeczą, trącać od czasu do czasu o twory sztuki dawniejsze, wskazując ową nitkę, jaka się między dawnemi a nowemi ideami przeciąga. Na pochlebiam sobie, abym mówiąc o jednym z najznakomitszych naszych artystów i uczonych, o Szymonowicu, potrafił czytelnikom uobecnić czas jego tak, iżby ztąd jego twory mogły wziąć rzeczywistą poświatę, co jest niezbędnym warunkiem dobrej biografii: dość, jeźli do tego, co o nich wiemy, dodam kilka rysów mniej znacznych.[2]
Nie wiele wiadomo dotąd o życiu Szymonowica. Raczej dziełami jego i sławą ich u postronnych, niż szczegółami z życia tego poety zajmają się ci, którzy o nim pisali. Starowolski podał o nim wiadomości niedokładne wprawdzie, lecz pewne; późniejsi, chcąc bydź dokładniejszymi, dołączali gdzie nieco z własnych domysłów. Co się zaś tyczy samego autora, jest on tak skromny, tak powściągliwy, gdzie mu przychodzi wspomnieć o sobie, iż ledwie słów kilka w tej mierze pochwycić można z jego własnego wyznania. Niedawno przybyło nowe źródło do wiadomości o jego życiu. Przeglądając rękopisma Ossolińskich biblioteki, natrafiłem na biografię jego tę samą, z której wyciąg tylko ogłosił niegdyś Starowolski. Nie jest ona obszerna; krótko i pobieżnie, w duchu nieco panegirycznym skreślił ją nieznany nam pisarz dołożywszy na brzegu, że ją pisał 5. grudnia 1630, a zatem w rok po śmierci Szymonowica. A gdy obok tego wraz i poezye Szymonowica znajdują się, a między temi kilka niedrukowanych i nieznajomych nam wcale, które, jeśli nie są autografem, zdają się przynajmniej mieć własnoręczne autora poprawki, tedy chlubna jest, że taki pomik posiada właśnie to miasto, w którem ten autor świat ujźrał.
Urodził się nasz poeta roku 1557 we Lwowie, gdzie ojciec jego Szymon Brzeziński piastował urząd rajcy miejskiego. Byłto człowiek uczony; jak dawno przedtem mieszkał we Lwowie i zkąd właściwie tu przybył, czy z Mazowsza, czy, jak się inni domyślają, z Brzeżan? nie jest dostatecznie wiadomo; zapisano tylko w lwowskich miejskich aktach, że roku 1548 Szymon z Brzezin, mistrz nauk wyzwolonych, otrzymał prawo obywatelstwa, a w roku 1552 obrany został radcą z kilku innymi. Dom jego był otwarty dla ludzi uczonych, z którymi jako znawca literatury greckiej i rzymskiej obcować lubiał; schadzali się do niego nauczyciele kwitnących podówczas, jak powiada nasz bezimiennik, szkół lwowskich, a nierzadko zagościł do niego jeden lub drugi z europejskich uczonych, który przy ówczesnych stosunkach uczęszczali do naszej ojczyzny. W domu rodzicielskim i w szkołach lwowskich pobierał pierwsze nauki młody Szymon, a jako syn mistrza nauk wyzwolonych nasłuchawszy się niemało o poetach i tworach nadobnych literatury klasycznej ubrał w zgreczoną formę imie ojcowskie i nazwał się Szymonem Simonidesem. Zwyczajto między uczonymi XV. i XVI. wieku gęsto praktykowany. Tak ów Włoch Bounacorsi, tyle znakomitą rolę na dworze królów polskich grający, przybrał nazwisko starożytnego poety Kallimacha; naszemu Szymonowi przypadło nazwisko poety greckiego Simonida tem więcej na rękę, że nie ustał był jeszcze zwyczaj w Polsce, jaki jest podziśdzień między innymi Słowianami, że imię własne ojca z zakończeniom stosownem służy za nazwisko synowi. Po ojcu tedy był on Szymonem Szymonowicem, a rodzi na ich z Brzezin pochodząca zwała się Brzezińskimi. Ale skoro nasz poeta szlachectwo otrzymał (a właśnie w metrykach koronnych i w legitymacyi[3], której odpis mam przed sobą, zwany jest Simonidesem) wszyscy zaczęli odtąd zwać się Szymonowiczami.
Posłany do Krakowa na nauki wyższe, pobierał je od nauczycieli prywatnych, bo w owym czasie niebyło jeszcze humaniorów w Krakowie, i przedział między niższą szkołą a akademią zapełniali nauczyciele prywatni. Tu celował między swojemi towarzyszami bystrością pojęcia, a w swobodnych chwilach oddając się poezyi napisał poemat o św. Stanisławie rytmem łacińskim w 84 wrótkach ośmiowierszowych, który mu zjednał sławę między rówiennikami. Niezaraz ujźrał świat tę jego robotę; w sędziwym dopiero wieku przez Stanisława Grochowskiego wezwany przesłał mu ją z Czernęcina dnia 15 lipca 1604 wraz z listem, w którym pozwala mu zrobić z nią, co mu się podoba, wyznając oraz, że w tej młokosiej pracy, dzisiejszym sądem rozmierzonej, nie widzi nic prócz pobożności.
W akademii krakowskiej odbywał popis pod Anzelmem z Bożęcina, dziekanem wydziału filozoficznego, i ozdobiony stopniem magistra udał się w podróż do Włoch. Ciągnęła go tam sława wielu uczonych. Marek Antoni Muret, znany jako filolog, krytyk i mowca, Krysztofory Klawius, matematyk, Mutius, Witelleschi i Molina byli w krótce poufnymi jego przyjaciołmi, z którymi ustawicznie obcując starał się przyswoić sobie te wiadomości, w których każdy z nich górował. Wychodził on z tej zasady, że wszystkie nauki wiążą się z sobą najściślejszym węzłem, i niepodobna jest pisarzowi zająć wysokie stanowisko w którejkolwiek z nich bez ustawicznego odnoszenia się do ogółu nauk. Ta sama chęć korzystania z obcego światła, nie zaś próżna ciekawość wiodła go z Włoch do Francyi, gdzie słynął podówczas jako cud uczoności i talentu Józef Just Skaliger, zwany w Polsce Skaliskim. Byłto syn równie sławnego ojca, który przy całej swej uczoności miał tę słabość, że wywodził ród swój od książąt werońskich a pisał się Julius Cezar della Scala de Bordone. Jak na przekorę doniósł właśnie Tiraboschi, że ojciec tego Juliusza Cezara był prostego stanu, zwał się Benedykt Bordonne, i zajmował się w Weronie illuminowaniem obrazków, a nazwisko della Scala miało się im dostać od mierniczego narzędzia. Ztem wszystkiem wierzono powszechnie w jego księstwo, i syn też z dumą się na nie powołuje w swych pamiętnikach, a niepospolity rys twarzy zastępował dla wielu brak pargaminów. Tę wiarę, jeśli się w wyczytaniu jednego wyrazu nie mylę, podziela i nasz bezimiennik. Jakkolwiek bądź, Józef Skaliger był człowiekiem niepospolitym i głęboko uczonym; posiadał rozmaite języki, starożytne i nowożytne, a między niemi, jak się zdaje, i język polski, bo w swoich pamiętnikach spomina o niestówności polskej pisowni. Tamże spomina o bracie swoim Konstantynem, przezwanym Vasco Diabolo, który razu jednego z ośmiu Niemcami powaśniwszy się kilku znich ubił, resztę pokaleczył, sam zaś uciekł do Polski i walczył w szeregach Stefana Batorego. W końcu z przyczyny jakowejś zawiści przebity został na polowaniu. Józef Skaliger żył w mierności, a często nawet w niedostatku, bo przejście jego na wyznanie protestanckie sprawiło, że mu we Francyi żadnej katedry powierzyć niechciano. Z mocą stoika umiał się ograniczyć w swoich potrzebach wymawiając się od przyjęcia pieniężnych nadsyłek, ofiarowanych sobie przez bogatszych wielbicieli swego talentu. Widziano nieraz jak zatopiony w książkach spędzał dni całe bez pokarmu. Onto jest twórcą nowego systemu chronologii; objaśniaczem i oczyścicielem starożytnych pisarzów: Teokryta, Nonnusa, Katula, Tibula, Propercego, Seneki, Warona i innych. Nie była ta znajomość bez przeważnego wpływu na dalszy zawód naszego Szymonowica. Polubił go bardzo Skaliger, ocenił jego zdolności i odjeżdzającemu dawał naukę: aby zdala od zgiełku i próżności świata żyjąc, nie zaniedbywał przestawać ze starożytnymi mędrcami, a nadewszystko służyć ojczyźnie swojej piórem i radą, bądźto ostrzegając ją przed niebezpieczeństwami i zabiegając takowym, bądz wysławiając cnotę a karcąc występki. Rady te wsiąkały głęboko w umysł młodego Szymona i — rozpatrując się tak w jego życiu jako i tworach — spotykamy się z niemi niejednokrotnie. Kiedy już był domownikiem i przyjacielem Zamojskiego, odwidzał go Skaliger; przypatrywał się twierdzy Zamościa, obwarowanej zdobytemi na nieprzyjaciołach działami, rozmawiał z okolicznym ludem, który opiewał Szymonowic w swych pieniach, i daje chlubne o nim świadectwo, że prócz grubej odzieży nie ma nic w sobie barbarzyńskiego. Sam też Szymonowic wyznawał w latach późniejszych, że, czemkolwiek jest, winien to wszystko Skaligerowi.
Wrócił do ojczyzny ukształcony zupełnie i zaopatrzony w dokładną znajomość języków i literatury starożytnej, osobliwie greckiej, z której jako poeta największą korzyść wyciągnąć umiał. Filozofia, prawnictwo, matematyka, a nawet lekarnictwo, wszystko to obce mu niebyło. Ściągnął najpierw uwagę na siebie Jakóba Górskiego, gorliwego krzewiciela nauk nadobnych w Polsce,[4] który go poznał z Sokołowskim Stanisławem, uczonym kaznodzieją Stefana Batorego, znanym z licznych dzieł swoich w naszej literaturze. Przez niego poznany z Zamojskim podobał mu się tak, iż tenże postanowił nigdy się z nim nierozstawać. Zrobił go swoim sekretarzem, dał mu dożywociem wioskę Czernęcin, w powiecie krasnostawskim leżącą, nad rzeczką Purem, o trzy mile od Zamościa i poruczył mu wychowanie jedynaka swojego, Tomasza. Teraz mógł swobodnie oddawać się ulubionym swoim zatrudnieniom. W dworcu, nieróżniącym się niczem od prostej wiejskiej chaty, znaleźli go roku 1593 posłowie Klemensa VII papieża, któremu „Joela” poemat swój poświęcił i oddając mu od niego wieniec oraz bogate upominki, powitali komplementem: iż w tak miłem ustroniu filozofa i bogowieby sami radzi mieszkali. Brał atoli żywy udział w sprawach publicznych i są ślady, że towarzyszył Zamojskiemu w wojennych wyprawach, a ten zwierzał mu największe tajemnice. W wierszu „na obrazy zamojskie” napisanym około roku 1592 jest wzmianka o zaszłych między Sykstusem V. a Batorym układach względem wojny tureckiej, dla którejto przyczyny wiersz ten, jeden z najpiękniejszych, długo musiał leżeć w ukryciu. Inny jego poemat „Aelinopaean” wysokiej wartości pod względem artystowskim, opiewa przedmiot następujący: Zamojski ostrzega na zgromadzeniu senat, że Tatarzy zamyślają wkroczyć do Polski, i radzi, ze nie należy spuszczać się na kozaków, którzy w podobnych napadach własnych korzyści upatrują, ale zebrać wojsko i uprzedzić ich. Rada ta nieodniosła skutku, a tymczasem Turcy łącznic z Tatarami wkraczają w Polskie granice. Lecz w mgnieniu oka zbiera Zamojski wojsko i staje pod Trembowlą; przerażeni Turcy cofają się. I w tym poemacie, wydanym wnet po wypadkach, pokazuje jak dalece był powiernikiem Zamojskiego zamysłów. W roku 1590 na wniesienie posłów ziemskich i za przyczynieniem się Zamojskiego nadany został Szymonowic szlachectwem przez Zygmunta III. Nadanie to 18 kwietnia w Warszawie na sejmie datowane znajduje się w spółczesnym odpisie między rękopismami Włodziemierza hr. Dzieduszyckiego, a zaczyna się tak: „Jest zwyczaj we wszystkich rzeczachpospolitych dbałych o własną pomyślnośc, nadgrodą i zaszczytami wywoływać cnotę i nieszczędzić dla niej żadnych dostojności. Dla tego mądremi ustawami naszych przodków obwarowano, aby ludzie stanu niższego, skoro się czem wyższem odznaczą, stawali się uczestnikami coraz większych zaszczytów i swobód, osobliwiej zas ci, którzy albo orężem zasłużą się ojczyźnie, lub staną się jej użytecznymi uprawą nauk. Gdy zaś lata obecne są dla nas szczęśliwe i dozwalaią tyle spokoju, iż talenta mają wczas dostateczny do swego rozwinięcia, niemożemy więc nieusciskać tych co pracą duchową zamierzają ku temu, iżby się stać ozdobą wieku swojego. W tych gronie świetne imię Szymona Szymonowica wzniosło się nauką wysoce i mądremi zdaniami, zwłaszcza dziełmi wybornemi, puszczonemi w świat, nietylko w ojczyźnie naszej głośne się stało, ale rozsławiło się i między obcymi. Owoż uznanie i chęci znakomitych mężów tak się ku niemu skłoniły, że nam w obec zgromadzonego tu senatu przez posłów ziemskich i przez wielu możnych zalecon został, i złożyliśmy radę najwyższą tym końcem, aby powołać go do praw i zaszczytów szlachectwa.....” itd.
Piękny pomnik światłego postępowania odpowiednio duchowi czasu.
Liczne są twory Szymonowica i wyszczególniać ich tu nie będę; podali dość dokładnie ich szereg ci, co o nim dawniej pisali, jak na przykład Juszyński.[5] W nowszych czasach wyliczył jego dzieła najdokładniej Stanisław Przyłęcki w pracowicie ułożonych księgach bibliograficznych przygotowanych do druku, z których niejednokrotnie zasięgałem wiadomości. Niektóre z nich są nader rzadkie, i ledwie jest jaka biblioteka, coby posiadała wszystkie dzieła Szymonowica. Zupełnem ich wydaniem nikt się nigdy nie zajął, i sama biblioteka Ossolińskich, tak starannie i z tak wielkim nakładem przez swego założyciela zbierana, nieposiada wiele pomniejszych dziełek jego i wydań. Niebędę też tu wchodził w rozbiór krytyczny pojedynczych tworów jego, wykazując zalety ich lub wady wytykając; wiele trafnych nad niemi postrzeżeń może czytelnik znaleść w pismach Kazimierza Brodzińskiego.[6] Najstosowniej będzie dać tu choć w słabym zarysie ogólną charakterystykę jego talentu.
Szymonowie pisał w wieku, w którym stan kraju był kwitnący; główna więc uwaga jego wytężona jest w obecność. W innych czasach, w innem położeniu nie tak wyłącznieby ją tam zwracał. Szukając pola, na któremby się talent jego rozpostarł, obrał dwa kierunki przeciwne; jeden na zewnątrz a drugi w głąb narodu, i zrobił sobie jakoby dwa zadania: zdawać Europie sprawę z wielkich bohaterskich czynów, jakie się w Polsce dokonywały, lub niedawno były dokonane; a w własnym kraju zstąpić między wiejskie lepianki i dworce ubogie, i — kreśląc ponęty cichego cnotliwego życia wiejskiego i obrazy narodowych zwyczajów i obyczajów — dać w nich niejedną przestrogę i jakby upomnienie dla tych, co są u góry. Pierwsze z tych zadań rozwiązuje w swych odach; drugie w tak zwanych sielankach. W tych dwóch kierunkach rozlał się główny prąd jego talentu, i twory w obu tych dążnościach kreślone mają podziśdzień ważne znaczenie; inne są przypadkowe i blade najczęściej. Na obojem tem polu snują się w głębi przed wyobraźnią autora mistrzowie greccy i ich arcydzieła z swojemi mitologicznemi zmyśleniami, odsłonione niedawno do wydatności przez filologów, o których się autor z bliska ocierał; tam cień olbrzymi Pindara, tu Teokryta. Mimo to jest u Szymonowica w pochwyceniu przedmiotu wiele siły, w wykonaniu wiele mistrzowstwa. I środki też obrał do swych celów stosowne. W pierwszych przemawia językiem Rzymian, by go zrozumiał zarówno Anglik, Włoch, Hiszpan lub Francuz; w drugich sielska zagroda otwiera mu skarbnicę czystej rodzinnej mowy, do której makaronizm z wyższych klas jeszcze się nie zabłąkał.
Kiedy pierwsze ody jego rozeszły się po Europie, przyjęli je z największem uwielbieniem uczeni wszystkich niemal narodów. Just Lipsius uznał go poetą jedynym, innych obok niego wierszokletami. Puteanus zowie talent jego boskim; a uczony Anglik Tomasz Sechet nie wahał się powiedzieć w swojej przedmowie, że w języku łacińskim nigdy nic równego tym obom odom niepowstało. I nie sąto bynajmniej głosy przesady; wydawali je nie młodzi zapaleńcy, lecz starzy filologowie, mający jednak żywe uczucie dla pięknoty, a oprócz tego niepospolici znawcy i wielbiciele literatury starożytnej. Jakoż są to twory, których i dziś niemożna czytać bez uwielbienia, i które pozostaną na długo wzorami usiłowań tego rodzaju. Nic piękniejszego, jak owa godność i prosta, prawdziwie grecka wzniosłość, z jaką Szymonowic zwracając mowę do Tomasza Zamojskiego opowiada, czem był między bohaterami swego czasu Batory i w jakim stosunku zostawał do jego ojca. Żałuję, że nie mogę tu przytoczyć własnych słów jego; ciekawi mogą je odczytać w wydaniu Duriniego na stronicy 78 i następnych.
W sielankach znowu jakaż swoboda i naturalność! Wiele z nich sąto arcydzieła w swoich rozmiarach, tem szacowniejsze, że w nich są wierne wizerunki życia wykonane z tak czystem pojęciem narodowości, na jakie ledwie w naszych czasach zdobyć się można. Tu najprzód wysuwa się ów prześliczny obrazek pod napisem „Żeńcy.”
Już południe przechodzi, a my jeszcze żniemy.....
Jakże z serca płynie ta wrótka którą jedna ze żniwiarek „Pietrucha” niby pół żartem, a pół na prawdę zawodzi:
Słoneczko śliczne oko, oko dnia pięknego, i t. d.
W sielance nadpisanej „Kołacze” jakże ładnie opisane weselne obrzędy! Wielu umie ją zapewne na pamięć:
Sroczka krzekce na płocie, będą goście nowi i t. d.
Albo owe proste a tak piękne zakończenie:
Panno, przegrana twoja! chłopięta dowodzą i t. d.
Sielanka z rzędu dziesiąta, nadpisana „Wierzby” odznacza się prócz artystowskiej swojej wartości tem, że należy do owych niewielu tworów, w których autor choć gdzienieco o sobie napomyka. Tu wystawia on muzę swoję w postaci Najady, która u nadbrzeżnych wierzb czernęcińskich stojąc opowiada ich dawne przygody i łączy z ich żalami swe żale. Oto jej początek:
Stojąc nad cichym Purem Nais żałościwa, i t. d.
Bazyli Rudonicz doktor filozofii, (którego rzadka i w bibliotece Ossolińskich nieznajdująca się książeczka o Lwowianach wyszła w Zamojściu roku 1651 w ćwiartce, a poświęcona jest senatowi lwowskiemu), upewnia że z dzieł Szymonowicza aż po owe czasy wydanych, nie równie większa część ukrywa się w rękopismach w bibliotece Solskiego, wnuka Szymonowica. I w rękopiśmie też biblioteki Ossolińskich, o którym wyżej wspomniałem, jest nadpis nad poezyami polskiemi, że to są tylko niektóre z pomiędzy bardzo wielu wyjęte. Tymczasem prócz sielanek i nagrobków zbieranej drużyny, tudzież pary wierszów przygodnych osobno drukowanych, nie znamy dotąd nic więcej z polskich Szymonowica poezyj. Może je kto z czasem odkryje. Janocki wymienił między rękopismami biblioteki niegdyś Załuskich, poezye i inne pisma Szymonowica w języku greckim. Może być, iż to są takie próby autora, jakich się do publikowania nie przeznacza; bliższa jednakże wiadomość o nich zawszeby była pożądana. Rękopism biblioteki Ossolińskich zawiera z nledrukowanych jego poezyj elegię na śmierć Zygmunta Solikowskiego po łacinie, i trzy pieśni nabożne po polsku.[7] Ostatnia z nich pisana we Wroninie roku 1622 po wielkiej nocy, a opiewająca żale Maryi Magdalenny, ma właściwe sobie piękności, i chętnie dałbym ją tu poznać czytelnikom, gdyby jej treść świętobliwa nieodstrzelała zanadto od światowości dziennika.
Żył Szymonowic lat 71, w związki małżeńskie nigdy niewchodził, podobnie jak mistrz jego Józef Skaliger, na co się przyjaciele jego użalali. Że niebył jednakże księdzem, jak to niektóry z późniejszych biografów jego głosili, i na którejto pogłosce opierając się dodano przy niektórych wydaniach sielanek wizerunek jakiegoś opasłego mnicha, tego tu dowodzić niepotrzebuję. Spółczesny nasz biograf nic o tem nie wie, równie jak nie wie też nic o jego ormieńskim pochodzeniu, które mu Józef Epifani Minasowicz na błahych jakichś pozorach i na widocznem przekręceniu słów Douzy wmawiał. Okoliczność, że w naszem mieście Brzeżanach było lub też jest wielu Szymonowiczów pochodzenia ormiańskiego, okoliczność ta nic nie dowodzi. Akta urzędowe lwowskie i nasz stary biograf zowią ojczystą włość, z której się pierwej ta rodzina pisała, Brzeziny nie Brzeżany, i przytem wypada nam pozostać.
Umarł 5 maja 1629 o 9 godzinie zrana, porobiwszy znaczne zapisy dla kościoła kolegialnego w Zamościu, gdzie też go pochowano, a pomieniony wnuk jego z siostry, Kasper Solski, postawił mu tamże nagrobek. Przeznaczył też 12000 złotych polskich na utrzymanie professora teologii w akademii zamojskiej i darował tejże akademii bibliotekę składającą się z 1428 dzieł.
We Lwowie było niemało po Szymonowicach pamiątek; chlubił się tem Bartłomiej Zimorowicz, znany jako historyk i poeta, że był Szymonowica nietylko ziomkiem ale i sąsiadem bliskiem. Jakoż kamienica Szymonowiców była w rynku pod liczbą 232, a prócz tego mieli dóm na halickiem, przedany, jak się o tem ze spółczesnego dokumentu dowiaduję, w roku 1634 przez niejakiego Aleksandra Smidta karmelitom bosym przy kościele św. Michała za fórtą. (Rozprawa drukowana pierwszy raz w lwowskim dzienniku mód z 1847 r. Nr. 26.)





Przypisy

  1. Niemógłszy mieć tej pięknej rozprawy zasłużonego literaturze krajowej autora wcześnie, umieszczamy ją teraz. Zdaje nam się, że i tutaj będzie na przyzwoitem miejscu, wszakże dawne sielanki nasze wszystkich poetów są jakoby jednym kodexem z pokrewnych artykułów zebranym.
  2. Niepodlega wątpliwości, że wyjaśnienie stosunków życia poety, wpływów, pod któremi pisał, ułatwia zrozumienie jego twórów, które mieć w należytej cenie uczy głęboka i wszechstronna krytyka. Tak n. p. Szlegel przyczynił się niemało do zrozumienia i ocenienia arcydzieł Szekszpira podjętą około nich pracą. „Wer den Dichter will verstchen, Muss in Dichters Lande gehen“ mówi słusznie Gete; dodać tylko wypada, że żadne wyjaśnienia, żadne krytyki niewprowadzą do krainy poezyi tego, kto sam nic niema natchnień poetycznych — taki ślęcząc nad komentarzami zbogaci swoją wiedzę jako filolog. Korzyść i to, bo twory poetów przynajmniej z jednego względu do powszechniejszej ceny przychodzą. P. W.
  3. Wydawca B. P. prosi o łaskawe pozwolenie mu odpisu tego.
  4. Zobacz żywot Górskiego przy żywocie hetmana Tarnowskiego przez Stanisł. Orzechowskiego w B. P.
  5. Zobacz Dodatki przy Sielankach Szymona Szymonowicza w B. P.P. W.
  6. Zobacz: O Literaturze Kazimierza Brodzińskiego w B. P. a to w artykule 1wszym. P. W.
  7. Wydawnictwo B. P. prosi o ich odpis.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: August Bielowski.