Strona:Zofja Rogoszówna - Pisklęta.djvu/57

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    51

    śpiewanej przez mamę piosenki oddala się coraz bardziej.
    Jędruś taki zajęty świerszczami, że dawno zapomniał o jedzeniu, mamie i Marysi. Ale Marysia, która zdążyła tym czasem wyssać z flaszczyny mleko do ostatniej kropli, a nawet wyspać się porządnie — znowu płaczem przypomina mu o swojej obecności.
    Usłyszał ją Jędruś i z końca ścieżki co tchu przybiegł do płachty. Wie już teraz, czym odrazu można uspokoić Marysię. Jak poprzednio, podnosi flaszeczkę, którą Marysia zasnąwszy wypuściła z bezwładnej rączyny, i jak poprzednio wtyka ją do otwartej buzi. Jędruś dobrze widzi, że mleka we flaszeczce niema, toteż ciekaw bardzo, jak to Marysia będzie piła. Przykucnął na płachcie i patrzy. Marysia, poczuwszy w buzi smoczek odrazu przymknęła oczka i ssie, a ssie! Malutka jak pięść twarzyczka, kurczy się z wysiłku, drobne usteczka ciągną z całej siły — wszystko napróżno! ani jednej kropelki mleka. Marysia poznaje wkońcu, że wszelki trud jest nadaremny, bo w buzi równie sucho, jak było przedtym, zniecierpliwiona krzywi buzię w mnóstwo drobnych fałdeczek, flaszeczka się zesuwa i Marysia uderza w płacz.
    Zafrasował się Jędruś. Rozumie, że Marysia chce mleka, a mleka niema. Zabawia ją, jak umie, znowu chce huśtać i w tym celu sam kładzie się na brzuszek i ciągnie powijak to na tę, to na tamtą stronę, nic nie pomaga. Naraz oczka jego padają na dzbanek gliniany, w którym przed chwilą taki bal spra-